PRZEJŚCIE 2012 – świetlista ekstaza, czy ciemny dół…

notka z 17 maja 2012 z Salonu Tajemnic, poprawiona i rozbudowana w dniu 3 września 2012

PRZEJŚCIE 2012 – świetlista ekstaza, czy ciemny dół…

W chwili obecnej na Wielki Słoneczny Blask poprzez który w moich wizjach dokonuje się Przejście Ziemi nakłada się Ostatnia Fala, a dokładniej końcówka filmu ‘The Last Wave‘… Jedno z drugim tworzy wspólnie coś w rodzaju kosmicznego błysku..  jest trochę jak tsunami, albo przeskok z jednego miejsca w drugie, któremu towarzyszy świetlista ekstaza.. usta wypełniają się nie wodą, a czymś co znam z różnego rodzaju ekstatycznych stanów świadomości (nieco podobnego w smaku do miodu), choć nie związanych z zażywaniem środków odurzających. Wtedy niemal fizycznie czuję jak otwierają mi się skrzydła, a niebo znajduje się tu gdzie  właśnie jestem..

Takie stany nie muszą się wiązać z jakimiś kosmicznymi odlotami, doświadczam ich w życiu codziennym np. wtedy kiedy odczuwam dużą radość, zachwyt a co szczególnie ważne WDZIĘCZNOŚĆ… To są chwile kiedy SERCE przepełnia głębokie wzruszenie… i wtedy zaczynam słyszeć jak śpiewa……

Doświadczam tego czasem o Zachodzie Słońca.. kiedy to w bardzo intuicyjny sposób wchodzę z nim w bliższy kontakt i niekoniecznie są to medytacje, choć czasem przeradzają się w bardzo głębokie stany medytacyjne.. kiedy to znajduję się w całkowitej jedności ze Słońcem, albo sama Nim jestem, a Ono mną… To jest uczucie tak piękne, błogie i ciepłe, a jednocześnie tak dziecięco proste… O swoich doświadczeniach ze Słońcem piszę też w notce Lubię śpiewać Słońcu czy w Słonecznej Medytacji….

Chciałabym też w tym momencie przypomnieć inną cudowną historię  kiedy to przed pewna medytacja zaczelam intuicyjnie spiewac swojej coreczce pewna kołysankę, piszę o tym w notce Krąg dla Ziemi i Angels of Light..  tej pieśni, choć śpiewałam ją już wiele razy zawsze towarzyszy głębokie wzruszenie…

Nie potrafię powiedzieć jak od strony technicznej będzie wyglądało samo Przejście, ale czuję że zmierzam we właściwym kierunku, tym bardziej że czasami widzę to zdarzenie jakby od drugiej strony, albo wręcz doświadczam siebie już tam, po zmianie.. w  pięknym, eterycznym świecie.. ach…. Ciekawe, że napisało do mnie troszkę osób, które twierdzą, że w swoich snach czy medytacjach spotkały mnie w bardzo podobnym świecie…………. 

Od lat też niezmiennie uważam że samo Przejście może mieć całkiem harmonijny przebieg (wpłynęły na to właśnie owe świetliste przekazy) i niejeden raz pisałam aby ludzie nie poddawali się tak łatwo katastroficznym wizjom konca swiata, bo w ten sposob zasilaja ten scenariusz i traca swa moc na to czego nie chca.. Rzecz jasna mozna miec jak najbardziej swiadomosc roznych opcji i nie chodzi o to zeby cos wypierac, a wrecz na odwrot aby świadomie okreslic czego tak naprawde chcemy.. Z tego też powodu nie wspierałam w swoim czasie działań pewnych osób, które próbowały za wszelką cenę przyśpieszyć proces przemian, nawet za cenę wywołania katastrofy w wyniku czego zginęłoby wiele istot.. Na szczęście do tego nie doszło, a osoby te same zdążyły się zmienić…

Wspomnę też w tym miejscu o fragmencie ksiazki D. Melchizedeka w ktorym opisuje Przejscie Ziemi. Fragment ten przeczytałam kilka lat temu i przyznam, ze juz w trakcie lektury zaczelam odczuwac, ze skads juz to znam, ale przede wszystkim, ze taka wersja przemian budzi we mnie coraz silniejsze watpliwosci natury etycznej… ta ciemnosc i szalenstwo ludzi… dlatego napisalam na blogu Nnki w temacie o ‚szyszynkowej inicjacji ludzkości’, ze gdyby jednak do tego doszlo to czuje iz  moglabym przynajmniej w jakims stopniu pomoc innym w odnalezieniu sie i przejsciu przez te ciemnosc… Tylko, czy naprawdę jako ludzkosc tego potrzebujemy? jeszcze większej traumy??

Cóż temat tzw. 3 dni ciemności niestety ale budzi spore kontrowersje i nie bez powodu.. choć one też się wydają prawdopodobne to czy dotyczą mojej świetlistej wersji wydarzeń, czy też raczej są bardziej mroczną alternatywą na przejście z jednego stanu w drugi… A moze jedno i drugie stanowi czesc jednego procesu? Nie jestem w tej chwili pewna, bo tak jak już pisałam w innym miejscu zdarzenie to okrywa pewna zasłona tajemnicy… to co we mnie przewaza to odczucie spokoju, ze wszystko bedzie dobrze… a wiec nawet na myśl o tych ciemnościach odczuwam spokój i wiem, że jestem w stanie przejść przez to ze spokojem właśnie… Zresztą.. już tego doświadczyłam…

Niejedno doświadczenie z ciemnością, które pamiętam połączone było z dużym odczuciem miłości i jedności… Przypomnę może dwa sny… W pierwszym z nich pojawiła się moja (nieżyjąca już) babcia wieszcząc: ‘dzisiaj skończy się świat, na niebie nie widać żadnych gwiazd.. wszystko pochłonie ciemność’.. Babcia w tym śnie była bardzo osobliwa, odziana w resztki bandaży, niczym przywrócona do życia mumia… Gdy byłam dzieckiem słyszałam z jej strony o tzw. 3 dniach ciemności, które nastaną pod koniec świata… Do tego snu powrócę jeszcze później, a teraz.. chciałabym przypomnieć drugi, ten w którym ciemność niczym czarna mgła pochłaniała cały świat… nie była jednak w stanie przeniknąć pewnej granicy, konkretnie granic wytyczających nasze siedlisko.. Pisałam tuż po tym śnie, że czułam się w nim tak jakbym istniała na ostatnim skrawku niknącej rzeczywistości.. Mój świat przypominał teraz wyspę na której wciąż było jasno, ale reszta świata odchodziła w zapomnienie..  Sen ten przyśnił mi się niedługo po powrocie z Egiptu który jakby aktywował we mnie całą serię snów związanych z umieraniem, czy też może raczej ze stanami granicznymi, a także z podziemiami… choć były to sny naprawdę ciekawe, czy wręcz głębokie.. Wracając jednak do snu o czarnej mgle wraz z nim powróciło do mnie pewne wspomnienie, choć raczej muzyka niż obraz…. ressurection… Przypominała to czego doświadczyłam w Egipcie podczas pokazu Sound&Light.. kiedy oprócz muzyki która normalnie docierała do moich uszu.. słyszałam jeszcze zupełnie inna ścieżkę dźwiękową.. płynącą niby strumień tuż, tuż pod powierzchnią świadomości… Patrzyłam na Syriusza znajdującego się akurat tuż na wprost mnie.. prowadząc  cichy wewnętrzny dialog z jakaś inną częścią siebie, tą, którą przypomniałam sobie nieco później.. w trakcie doświadczenia kiedy to pod postacią strużki światła odbyłam podróż  w górę jednego z szybów w Piramidzie… wprost ku niebu… do gwiazd.. Po drodze, niczym granica, niewidzialne, ale dobrze wyczuwalne, znajdowało się coś co określiłam mianem membrany.. przypominało żywą tkankę, tak jakby błonkę… Po przekroczeniu tego progu pamiętam siebie spoglądającą na.. siebie… ale już z zupełnie innej perspektywy..

Teraz sama byłam gwiazdą…

Dodam, że patrząc na piaski Egiptu niejeden raz widziałam na ich miejscu ogromne lądowiska, czy też błękitne wody morza… To były bardzo wielowymiarowe wizje… W pewnym momencie poczułam jak dosłownie pod moimi stopami rozstępuje się Ziemia… Patrzyłam wtedy na gwiazdy, których jednak nie było widać… gwiazda błyszczała od środka..

i to się wiąże z tym o czym pisałam w notce o 3 dniach Ciemności i Pierwszej Gwiazdce, przypomnę to później…………

w trzeciej alternatywie, tej którą też mocno czuję  wszystko się schodzi do środka…

jestem w niej jak słońce, do którego powracają wszystkie promienie…

i to jest jakby połączenie tych dwóch ścieżek w jedną, tak jakby ścieżkę środka….

cdn…

Autor: Livia Ether Flow

‚I am the child of Earth and starry Heaven’ Freedom for all living beings and the all worlds.. Deeper than memory.. beyond the time…. i send you blessings where you are ♥ ƸӜƷ ♥ Livia Ether LiRa https://liviaflow.wordpress.com/

7 myśli na temat “PRZEJŚCIE 2012 – świetlista ekstaza, czy ciemny dół…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s