Spotkanie na Ślęży 10/11 listopada 2012

***

dziękuję JESTEM, właśnie jestem w Sobótce, tym razem tutaj się zatrzymaliśmy, bo Mieszko i Jagienka zajęty i wiele innych miejsc też…. zjechało się tu sporo osób w związku z tym wydarzeniem o którym Ci wspominałam, choć jeszcze nie wiem o co dokładnie chodzi ale czuję, że jestem tu nieprzypadkowo właśnie w tym czasie…. dowiedziałam się też wczoraj, że impreza na Ślęży połączona jest z wydarzeniami w innych miejscach Polski…. tu pod Ślężą ma mieć miejsce jakaś konferencja, związana z Kraskowem o ile dobrze zrozumiałam…. no ale to wszystko jest niby tajne do ostatniej chwili….. moim zdaniem ma to związek z datą 11 listopada, którą Majowie wymieniali jaką jedną z trzech najistotniejszych dat w roku 2012…. ok, to tyle…. szykuję się na spotkanie z Anilalah, bo to z jej powodu w sumie jestem tu teraz….

z Serca do Serca przesyłam moc najpiękniejszych pozdrowień


RELACJA Z POBYTU NA ŚLĘŻY

dodane 16 listopada 2012

W trakcie tej podróży na Ślężę poczułam iż podróż ta w jakiś tajemniczy sposób rozpoczyna naszą dalszą podróż.. do Ameryki Południowej. Powiedziałam o tym nawet Jarkowi na głos… To było ciekawe uczucie, bo im bardziej zbliżałam się do Ślęży tym mocniej czułam, że Ameryka Południowa zbliża się do mnie… towarzyszył temu pewien znajomy, choć trudny do sprecyzowania dźwięk… niczym czarodziejski flet.. Czy fizycznie rzeczywiście tam dotrę, hmm, nie jestem pewna.. Chciałabym ale nie za wszelką cenę. Wspominałam o tym Nnce w odpowiedzi na jej komentarz o otwieraniu Bramy w Peru w dniu 22 listopada 2012:

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/#comment-480

Pierwszą noc, tę przed wejściem na Ślężę (z 10/11 listopada), spędziliśmy w Sobótce, w hotelu znajdującym się na sobótczańskim rynku.. Dlaczego zatrzymaliśmy się w tym, a nie innym miejscu pisałam już wcześniej:

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/

Przyznam, że do nie do końca pasował mi ten hotel, aczkolwiek coś mi mówiło, że miejsce to jest nieprzypadkowe i że mam tutaj coś do zrobienia… Już sama nazwa hotelu – Pod Jeleniem – coś mi mówiła, o czymś przypominała, ale świadomie nie mogłam zaskoczyć w czym rzecz… W trakcie poprzedniego pobytu w Sobótce miałam wrażenie, że  już skądś znam to miejsce… Pojawiło się też skojarzenie z Białowieżą, choć do teraz nie potrafię sobie uświadomić dlaczego właśnie z nią.. Tamtego dnia w Sobótce padał deszcz, miasteczko spowijała senna atmosfera i wszystko zdawało się pogrążać w coraz głębszym snie.. hmm.. pod tą wierzchnią warstwą rzeczywistości było jednak coś jeszcze….

coś bardzo żywego, pulsującego…

Odjeżdżałam wtedy z Sobótki z poczuciem, że mój powrót tutaj będzie bardzo szybki i faktycznie… niesamowite jak się to potoczyło…. bardzo chciałyśmy się spotkać z Anilalah na Ślęży, ale z jej strony wydawało się to mało realne, a potem nagle, w cudowny sposób, wszystko zaczęło się układać w taki ciąg zdarzeń jakby nasze spotkanie było z góry przesądzone… co ciekawe zbiegło się ono w czasie z innym wydarzeniem na Ślęży, oraz z datą 11 11 2012, o której z tego co pamiętam Majowie mówili jako o jednej z najważniejszych dat w tym roku, w każdym bądź razie była o tym mowa na blogu Nnki)…

W nocy, niby w czasie snu, znajdowałam się również w Sobótce, ale tak jakby w zupełnie innych czasach, albo innej, równoległej rzeczywistości.. już po obudzeniu się opowiedziałam o tym Jarkowi.. a potem przypomniało mi się to doświadczenie kiedy stałyśmy z Anilalah na Ślęży, a nad nami rozpościerało się niezwykłe niebo, ale o tym później, teraz chciałabym się skupić na tym co było wcześniej, a więc… zanim opuściliśmy hotel i udaliśmy się na spotkanie z Anilalah Jarek musiał pozałatwiać kilka spraw na mieście, a ja znalazłam chwilkę na Internet i zajrzałam na bloga na którym zauważyłam komentarz Rafaela, który mocno mnie poruszył.. Rafael pisał:

„Koliberki to moje ulubione ptaszki….”

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/01/manuskrypt-marii-magdaleny/#comment-454

odpisałam mu:

i moje Rafaelu, pisałam gdzieś o tym…. przypominają mi MOTYLE 🙂

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/01/manuskrypt-marii-magdaleny/#comment-456

wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za kilka godzin wydarzy się coś co wprawi mnie dosłownie w osłupienie… obraz z kolibrem na ścianie pokoju, w którym postanowiłam się zatrzymać na kolejny nocleg…. i do tego z motylami! pisałam o tym w poniższym komentarzu:

w trakcie tej podróży wydarzyło się coś naprawdę niesamowitego…. Jarek znalazł dla nas fajną kwaterę w Tąpadłach, przyjechałam tam i zaczęłam oglądać pokoje, bo było kilka wolnych do wyboru, z tym że jednego właścicielka nie polecała ponieważ nie działało w nim ogrzewanie…. mimo to postanowiłam do niego zajrzeć…. towarzyszyła mi akurat Anilalah… weszłam do środka i zauważyłam na ścianie obraz z zielonym ptakiem i dwoma motylami! i momentalnie przypomniałam sobie o naszych komentarzach i zaczęłam o tym nawet opowiadać Ani…. o komentarzu JESTEM, Rafaela i o tym co mu odpisałam… byłam tym bardzo poruszona…. ale okazało się, że to był tylko wstęp, a mianowicie… w chwili kiedy już miałam opuścić ten pokój na ścianie obok zauważyłam inny obraz, bardzo podobny, też z zielonym ptakiem i motylami…. ptakiem na tym obrazie był jednak KOLIBER!!! Ojejku, co ja w tym momencie poczułam…. Anilalah widziała zresztą co się ze mną wtedy działo i Jarek też, bo stał obok, za drzwiami.. No i tak spędziłam noc w tym pokoju, i było mi wyjątkowo ciepło….

http://liviaspacedotcom.wordpress,com/2012/11/01/manuskrypt-marii-magdaleny/#comment-466

i przypomnę, że temat Kolibra poruszyła wcześniej JESTEM, rozmawiałyśmy na ten temat także w trakcie naszego spotkania w Jabłonce, na kilka dni przed moja podróżą na Ślężę..

a to ten ptaszek, którego zauważyłam jako pierwszego:

Blue Jay

tutaj napisałam nieco na jego temat:

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/10/31/zacmienia-slonca-2012-i-odcmienia-swiadomosci/#comment-498

Wracając jednak do Sobótki..

Hotel opuściliśmy około południa, na zewnątrz hulal silny i jak go określił Jarek – dziwny wiatr… gdy wsiadałam do Chrisa (nasze auto) usłyszałam jak jeden z przechodniów także mówi coś o tym wietrze, że jest dziwny właśnie… pomyślałam sobie, że to ciekawe i nawet korciło mnie aby pobiec za tym mężczyzną i zapytać go o to dlaczego uważa ten wiatr za dziwny.. uznałam jednak, że nie mam na to czasu w tym momencie, bo pod Ślężą czeka już na mnie Anilalah z rodziną, a więc ruszyliśmy.. a w czasie tej krótkiej drogi z Sobótki na Przełęcz Tąpadła robiło się coraz słoneczniej, co odebrałam jako dobry znak.. Parking na Przełęczy okazał się kompletnie zapchany, a więc trzeba było poszukać jakiegoś miejsca na uboczu, choć i tutaj ciężko było znaleźć wolne miejsce.. w końcu wjechaliśmy w jakąś boczną ścieżkę, na której końcu zdawało się być coś wolnego i tak dojechaliśmy dosłownie do miejsca, w którym czekała na nas Anilalah z mężem i synkiem… Po przywitaniu się i chwilce rozmowy postanowiliśmy się troszkę przejść, chociaż nie na Ślężę, bo Ani stwierdziła, że w trakcie czekania na nas chcieli wejść na górę, ale Natuś – ich trzyletni synek – sygnalizowal, że nie ma na to ochoty, a więc zadowolili się przechadzką pod Ślężą…. Ja tez nie czulam potrzeby wchodzenia na gore w tym momencie, o ile w ogole tego dnia… wiedzialam, ze poczuję to w odpowiedniej chwili i tak się faktycznie stało (kilka godzin pozniej, juz po spotkaniu z Kolibrem), ale o tym w dalszym ciągu… Zostalam z Ani i jej chlopakami pod Sleza, a Jarek z naszymi dzieciakami – Jenny, Olivierkiem i Nadjankiem – postanowil udac sie na poszukiwanie jakiejs fajnej kwatery….. po jakims czasie zadzwonil podekscytowany, ze znalazl cos naprawde fajnego i ze zaraz po nas podjedzie… znajdowalismy sie akurat w Mieszku i Jagience… Tomek zaproponowal, abysmy tu zajrzeli, aby sie troszke ogrzac.. i dzieki temu wydarzylo sie cos niesamowitego…. przypomne moze to co pisalam w komentarzu:

jeszcze wcześniej, przed zdarzeniem z Kolibrem i wieczornym wejściem na Ślężę, spotkałam pana Czesława Białczyńskiego.. Tomek, mąż Anilalah zaproponował abyśmy wstąpili do Mieszka i Jagienki ogrzać się na chwilkę i napić czegoś ciepłego… a tam, otwieram drzwi i widzę znajomą twarz.. i znów to uczucie deja vu…. dosłownie jakbym już tą scenę kiedyś widziała, przeżyła…. to spotkanie w drzwiach…. Deja vu związane z tym miejscem miałam już w trakcie wczesniejszej wizyty….. teraz w dodatku gdy patrzyłam panu Czesławowi w oczy przypomniał mi się sen mojej znajomej, w której widziała mnie całą w bieli i z oczami przypominającymi diamenty…. skojarzyłam jej się z jakimś starym pogańskim bóstwem… hmm……… w każdym bądź razie spojrzenie pana Czesława wyzwoliło we mnie to właśnie wspomnienie…. nigdy wcześniej nie spotkałam go w realu, choć bardzo chciałam i stało się… dziękuję Tomku

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/#comment-479

dodam, że mówiłam panu Bialczynskiemu na pozegnanie, gdy pytal sie gdzie teraz bede i gdzie byc moze moglibysmy sie spotkac – ze spotkamy sie w podobny sposob jak teraz… jesli tylko mamy sie jeszcze spotkac.. wciaz mialam wrazenie, ze to spotkanie w drzwiach jest jak odtwarzajaca sie scena filmowa… pana Czesława widziałam wczesniej tylko na zdjęciu w Internecie, ale rozpoznalam go bez problemu…  wczesniej czulam cos podobnego gdy przejezdzalismy po raz pierwszy przez brame Mieszka i Jagienki… przypomnialo mi sie tez to co mi opowiadala o swoich doswiadczeniach w tym pensjonacie JESTEM (opisala je pozniej na blogu)… Anilalah tez już tu wczesniej była, na spotkaniu z Susie Ankharą, która dostała wezwanie od Raduni… Na kwaterze w Tapadłach, w pokoju z Kolibrem odbyłyśmy z Anilalah bardzo ciekawą rozmowę.. Jarek z Tomkiem i dzieciakami dobrze sie bawili w jadalni na dole, takze wtedy gdy my wyruszylysmy na nocna wyprawę na Ślężę… Wspaniali z nich partnerzy i tatusiowie….

 tuż przed wyprawą na ‚Świętą Górę’ Anilalah wręczyła mi piękne kryształowe serce, które zabrałam ze sobą…

foto Anilalah

dziękuję kochana….

wchodziłyśmy na górę w momencie kiedy wszyscy inni schodzili na dół, niektórzy z pochodniami…. niesamowicie to wyglądało, a w chwili gdy piszę te słowa przypomniał mi się pewien sen…. ‚pod osłoną nocy’… jasne, gdybyśmy wchodziły na Ślężę w dzień nie widziałybyśmy Gwiazd!….

***

Już po powrocie do Jabłonki zastałam na blogu między innymi taki komentarz napisany przez JESTEM, w którym opisała swój sen  z 11 listopada 2012  w niesamowity wręcz sposób łączący się z moimi doświadczeniami na Ślęży, oto on:

Otwieranie zamka furtki kluczem, ale w nietypowy raczej sposób czyli przez podważenie zapadki. Potem odkręcanie zaworu w kaloryferach w celu udrożnienia przepływu ciepłej wody. To sny symboliczne, wiem. Bo przeniosły mnie póżniej w inne przestrzenie:) Po przebudzeniu skojarzenie z tym, co mówiła Jeny o Ślęży, o zamku, który tam istniał.

Ten zamek został otwarty. A niedźwiedzica tam stojąca, to tak, jak Jeny mówiła – nie jest niedzwiedzicą, ale NIEDZWIEDZICĄ z gwiazd – gwiazdozbiór. Tu skojarzenie z moją wizją, którą miałam pod Ślężą. Zobaczyłam wtedy Czerwoną, kosmiczną Niedźwiedzicę, która miała mnie uczyć uzdrawiania. Nie wiem, gdzie jest ten wpis, ale jest gdzieś tu, u Ciebie na blogu. Serdeczności przesyłam

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/#comment-460

odpisałam JESTEM:

Hej kochana, niesamowite! i to otwieranie zamka, i ta zapadka….. pojawił mi się taki obraz gdy stałam nocą na Ślęży… 15 listopada dodałam – naprawdę widziałam coś co można do niej przyrównać… widziałam jak się otwiera… wcześniej powiedziałam Anilalah o czopie… kościół/zamek zdawał się być teraz idealnie czarny….. nie zachęcał do zbliżenia, ale poczułam, aby do niego podejść.. stanęłam pod schodami i wtedy coś ze mnie wypłynęło, pewne wspomnienie, a wraz z nim potrzeba, aby coś zrobić i wtedy ujrzałam tę scenę… jak w środku otwiera się coś w rodzaju ciemnej zapadki i pojawia się światło….. to wszystko działo się bardzo szybko……. Miałam wtedy przy sobie Kryształowe Serce od Anilalah… a to odkręcanie zaworu w kaloryferach skojarzyło mi się z tym pokojem, w którym nie działało ogrzewanie, ale mimo to się w nim zatrzymałam, przez wzgląd na obraz z Kolibrem i Motylami (dziekuję Jarku za znalezienie tego miejsca, dla mnie to normalnie CUD!)….. I żebyś widziała to niebo, które miałyśmy wtedy z Anilalah nad sobą…. dosłownie jakby parasolkę w jasno ciemne paski…… nie mam zdjęć, ale poniższy obrazek nieco to oddaje:

czegoś takiego nie widziałam nigdy wcześniej… to było trochę jak hologram…. choć grafika dodana przez Ciebie jeszcze lepiej oddaje to co widziałam, widziałyśmy z Anilalah.. tyle, że była noc, kilka godzin po zachodzie Słońca….

Ani zamieściła na swoim blogu relacje:

http://anilalah.wordpress.com/2012/11/12/sleza-w-oku-obiektywu-w-dniu-10-11-2012/

http://anilalah.wordpress.com/2012/11/13/magiczna-podroz-na-sleze-3/

to cytat z jej bloga:

Kiedy stanęłam na szczycie zobaczyłam niebo. Od razu przypomniało mi się, że coś podobnego widziałam już. Z nad rozświetlonej sobótki rozchodziły się w wachlarz pasma chmur i nieba. Naliczyłam pięć gwieździstych pasm i drugie 5 chmurkowych. Livia poprosiła żebym to namalowała ale czasu brak. Ale dziś spostrzegłam podobieństwo z moim obrazem. Powiedzmy że biały kolor to chmury a niebieski niebo. Ale to wyglądało tak jak hologram, baldachim rozpięty nad Ślężą:

‚Szmaragdowy Strażnik’ – obraz i zdjęcia autorstwa Anilalah

Podobieństwo jest rzeczywiście wręcz niesamowite!! Szmaragdowy Strażnik, a za nim jakby niebo w paski.. niesamowite… jak połączyły się nasze ścieżki… Szmaragdowego Strażnika spotkałam w trakcie niefizycznych podróży na początku 2009 roku, tuż przed fizyczną podróżą do Egiptu… Spotkałam go jednak w miejscu, w którym przyszłam na świat, nad polskim morzem… Udało mi się do niego dotrzeć jednakże dopiero w momencie kiedy wyraziłam intencję, że chcę ujrzeć pierwotne przeznaczenie tego miejsca, bo wcześniej ujrzałam je jako bazę pod dnem zatoki puckiej, właściwie dwie bazy, które się na siebie nakładały, bazę wojskową i bazę ‚obcych’, a ponadto w tym miejscu widziałam coś na kształt piramidy/świątyni… Co ciekawe obraz Anilalah łączy w sobie zarówno moje doświadczenie z Szmaragdowym Strażnikiem jak i Aktywacją BIAŁEGO WIRU (z początku grudnia 2011 w Pomiędzy Dwoma Dzbanami 52)…..

Ponadto mnie też zadziwił ten mocny, ale jednocześnie delikatny rozbłysk nad Ślężą, o którym wspomina w swojej relacji Anilalah, choć jeszcze wcześniej mocno mnie poruszyła spadająca gwiazda, ale jakoś tak niesamowicie, w dodatku tak jakby wypadła z samego centrum Plejad….

a już po powrocie ze Ślęży rozmawiałyśmy sobie z Anilalah w pokoju z Koliberkiem i na moment dołączyła do nas Jenny… coś mnie naszło, aby zadać jej kilka pytań, między innymi z jakim kolorem kojarzy jej się Ślęża, a ona na to, że z zielonym… przyznam, że byłam troszkę zaskoczona, ale wczoraj trafiłam na coś ciekawego w związku z tym:

Tajemnice Śląskiego Olimpu.

 janusz » 21 sty 2011, o 22:39
Według niektórych badaczy układ szybów w Wielkiej Piramidzie ukazuje na niebie,moment jej powstania tzn. 2450 p.n.e. Wówczas gwiazdą biegunową była Alfa Draconis. Teraz jest nią ostatnia gwiazda z dyszla Małego Wozu. Około 12000 roku p.n.e. była nią Wega. Egipcjanie chcieli zwrócić naszą uwagę na zachowanie się gwiazdozbiorów rejonu okołobiegunowego, nazywanych przez nich ”nieśmiertelnymi”. Poprzez obserwację nieba w rejonie bieguna możemy rozpoznać zmiany obrotu osi naszej planety. Podobno kiedy na niebie góruje Orion nad Smokiem, wówczas zbliża się czas ”przemiany”. We wszystkich mitologiach istnieje motyw ”świętej góry”, która znajduje się w środku świata. Powstała Ona na skrzyżowaniu czterech wiatrów, jest punktem przejścia do rajskiej szczęśliwości, pragnieniem do powrotu praczasów. Tutaj leży ukryty święty kamień. Arabski historyk z IX wieku At-Tabari przekazał interesującą wiadomość o tajemnicach ”szmaragdowej ziemi”, która rozciąga się za ”szmaragdową górą”. Jest to arabska wersja irańskiej opowieści o północnej krainie z kosmicznym centrum,wyniosłym szczytem sięgającym gwiazd. Wyznaczał on granicę między dwoma światami: widzialnym i niewidzialnym. Zielonkawa poświata owej góry skrywała wejście do miasta ”wiecznej szczęśliwości”. Pielgrzym aby do niego wejść musiał przekroczyć granicę tego co było mu znane i widzialne. Pokonać demony własnego wnętrza i swojej własnej wyobraźni. Ta północna kraina z tajemniczym szczytem, budziła zatem respekt i strach. Wyprawy do niej wymagały od śmiałków wielkiej odwagi. Mimo to kusiła ona swym pięknem i skarbami ponoć tutaj ukrytymi. Na oświetlonej zielonkawą poświatą ”szmaragdowej górze” rosło ”Drzewo Nieśmiertelności”, zasilane wodą z gwiazdy Wenus. Tutaj toczyła się również walka Słońca letniego z zimowym oraz śmierci z odrodzeniem. Życie bowiem jest konsekwencją istnienia dwoistości, walki dwóch sił opozycyjnych. Wokół tego miejsca krążyły kozłouche diabły, pragnąc przedostać się do centrum największej mocy a zarazem źródła życia czyli biegunowej gwiazdy polarnej. Wejscia do tego wymiaru wyższej rzeczywistości pilnował na niebie gwiazdozbiór ”Wielkiej Niedźwiedzicy”- konstelacja uważana za znak pomyślności, działający dobroczynnie. Może tym mistycznym biegunem gdzie spotyka się niebo i ziemia, który jest łącznikiem ze światem bogów jest nasza ”Święta Góra”.

http://forum.przyszloscwprzeszlosci.pl/sleza/tajemnice-slaskiego-olimpu-t26-10.html#p198

w podróż tę zabrałam ze sobą książkę o Kryształowych Czaszkach, poczułam po prostu, że mi się do czegoś przyda, choć nie bardzo wiedziałam dlaczego… spakowałam ją więc… i otworzyłam właściwie już pod sam koniec naszego spotkania z Anilalah… otworzyłam na chybił trafił i zaczęłam czytać:

„Potopy będą się przelewać przez Żółwią Wyspę za każdym razem, gdy święte więzy życia i równości zostaną przez Dwunożnych zerwane. Nadszedł czas, aby zwołać wszystkie Lecznicze Kamienie, ponieważ są one Kronikarzami prawdziwej historii naszych wspólnych podróży. Tu, na szczycie Świetej Góry, Wiernym objawiona będzie prawda o nadchodzących światach za pośrednictwem Kamiennych Ludzi.

fragment legendy pelmienia Seneca, z książki Tajemnica Kryształowych Czaszek, Chris Morton, Ceri Louis Thomas, wyd. Amber

cdn…

Advertisements

Autor: Livia Ether Flow

‚I am the child of Earth and starry Heaven’ Freedom for all living beings and the all worlds.. Deeper than memory.. beyond the time…. i send you blessings where you are ♥ ƸӜƷ ♥ Livia Ether Flow LiRa https://liviaspacedotcom.wordpress.com/

64 thoughts on “Spotkanie na Ślęży 10/11 listopada 2012”

  1. Sen z 11.listopada 2012
    Otwieranie zamka furtki kluczem, ale w nietypowy raczej sposób czyli przez podważenie zapadki.
    Potem odkręcanie zaworu w kaloryferach w celu udrożnienia przepływu ciepłej wody.
    To sny symboliczne, wiem. Bo przeniosły mnie póżniej w inne przestrzenie 🙂

    Po przebudzeniu skojarzenie z tym, co mówiła Jeny o Ślęży, o zamku, który tam istniał.
    Ten zamek został otwarty.

    A niedźwiedzica tam stojąca, to tak, jak Jeny mówiła – nie jest niedzwiedzicą, ale NIEDZWIEDZICĄ z gwiazd – gwiazdozbiór.

    Tu skojarzenie z moją wizją, którą miałam pod Ślężą. Zobaczyłam wtedy Czerwoną, kosmiczną Niedźwiedzicę, która miała mnie uczyć uzdrawiania.

    Nie wiem, gdzie jest ten wpis, ale jest gdzieś tu, u Ciebie na blogu.

    Serdeczności przesyłam

    Lubię

    1. Hej kochana, niesamowite! i to otwieranie zamka, i ta zapadka….. pojawił mi się taki obraz gdy stałam nocą na Ślęży… i żebyś widziała to niebo, które miałyśmy wtedy z Anilalah nad sobą…. dosłownie jakby parasolkę w jasno ciemne paski…… nie mam zdjęć, ale poniższy obrazek nieco to oddaje:

      DESCRIPTIVE TEXT HERE

      czegoś takiego nie widziałam nigdy wcześniej… to było trochę jak hologram….

      a to odkręcanie zaworu w kaloryferach skojarzyło mi się z tym pokojem, w którym nie działało ogrzewanie, ale mimo to się w nim zatrzymałam, przez wzgląd na obraz z Kolibrem i Motylami (dziekuję Jarku za znalezienie tego miejsca, dla mnie to normalnie CUD!)….. Wspomnę jeszcze tylko tak na szybkiego, że wchodziłyśmy na górę w momencie kiedy wszyscy inni schodzili na dół, niektórzy z pochodniami…. a jeszcze wcześniej, przed zdarzeniem z Kolibrem i wieczornym wejściem na Ślężę, spotkałam pana Czesława Białczyńskiego.. Tomek, mąż Anilalah zaproponował abyśmy wstąpili do Mieszka i Jagienki ogrzać się na chwilkę i napić czegoś ciepłego… a tam, otwieram drzwi i widzę znajomą twarz.. i znów to uczucie deja vu…. dosłownie jakbym już tą scenę kiedyś widziała, przeżyła…. to spotkanie w drzwiach…. Deja vu związane z tym miejscem miałam już w trakcie wczesniejszej wizyty….. teraz w dodatku gdy patrzyłam panu Czesławowi w oczy przypomniał mi się sen mojej znajomej, w której widziała mnie całą w bieli i z oczami przypominającymi diamenty…. skojarzyłam jej się z jakimś starym pogańskim bóstwem… hmm……… w każdym bądź razie spojrzenie pana Czesława wyzwoliło ze mnie to właśnie wspomnienie…. nigdy wcześniej nie spotkałam go w realu, choć bardzo chciałam i stało się 🙂

      dodam jeszcze, że już po powrocie ze Ślęży rozmawiałyśmy sobie z Anilalah w pokoju z Koliberkiem i na moment dołączyła do nas Jenny… coś mnie naszlo, aby zadać jej kilka pytań, między innymi z jakim kolorem kojarzy jej się Ślęża, a ona na to, że z zielonym… przyznam, że byłam troszkę zaskoczona, ale wczoraj trafiłam na coś ciekawego w związku z tym:

      Tajemnice Śląskiego Olimpu.

      Postprzez janusz » 21 sty 2011, o 22:39
      Według niektórych badaczy układ szybów w Wielkiej Piramidzie ukazuje na niebie,moment jej powstania tzn. 2450 p.n.e. Wówczas gwiazdą biegunową była Alfa Draconis.Teraz jest nią ostatnia gwiazda z dyszla Małego Wozu.Około 12000 roku p.n.e. była nią Wega. Egipcjanie chcieli zwrócić naszą uwagę na zachowanie się
      gwiazdozbiorów rejonu okołobiegunowego, nazywanych przez nich ”nieśmiertelnymi”. Poprzez obserwację nieba w rejonie bieguna możemy rozpoznać zmiany obrotu osi naszej planety. Podobno kiedy na niebie góruje Orion nad Smokiem, wówczas zbliża się czas ”przemiany”.

      We wszystkich mitologiach istnieje motyw ”świętej góry”,która znajduje się w środku świata.Powstała Ona na skrzyżowaniu czterech wiatrów, jest punktem przejścia do rajskiej szczęśliwości,pragnieniem do powrotu praczasów.Tutaj leży ukryty święty kamień. Arabski historyk z IX wieku At-Tabari przekazał interesującą wiadomość o tajemnicach ”szmaragdowej ziemi”,która rozciąga się za ”szmaragdową górą”.Jest to arabska wersja irańskiej opowieści o północnej krainie z kosmicznym centrum,wyniosłym szczytem sięgającym gwiazd.Wyznaczał on granicę między dwoma światami: widzialnym i niewidzialnym. Zielonkawa poświata owej góry skrywała wejście do miasta ”wiecznej szczęśliwości”.Pielgrzym aby do niego wejść musiał przekroczyć granicę tego co było mu znane i widzialne.Pokonać demony własnego wnętrza i swojej własnej wyobraźni.Ta północna kraina z tajemniczym szczytem, budziła zatem respekt i strach.Wyprawy do niej wymagały od śmiałków wielkiej odwagi.Mimo to kusiła ona swym pięknem i skarbami ponoć tutaj ukrytymi. Na oświetlonej zielonkawą poświatą ”szmaragdowej górze” rosło ”Drzewo Nieśmiertelności”,zasilane wodą z gwiazdy Wenus.Tutaj toczyła się również walka Słońca letniego z zimowym oraz śmierci z odrodzeniem. Życie bowiem jest konsekwencją istnienia dwoistości,walki dwóch sił opozycyjnych. Wokół tego miejsca krążyły kozłouche diabły,pragnąc przedostać się do centrum największej mocy a zarazem źródła życia czyli biegunowej gwiazdy polarnej.Wejscia do tego wymiaru wyższej rzeczywistości pilnował na niebie gwiazdozbiór ”Wielkiej Niedźwiedzicy”- konstelacja uważana za znak pomyślności,działający dobroczynnie. Może tym mistycznym biegunem gdzie spotyka się niebo i ziemia, który jest łącznikiem ze światem bogów jest nasza ”Święta Góra”.

      http://forum.przyszloscwprzeszlosci.pl/sleza/tajemnice-slaskiego-olimpu-t26-10.html#p198

      Lubię

  2. „Jenny, która po tym jak już się spotkałyśmy na wierzchołku wciąż się ze mną przekomarzała, że tutejsza rzeźba niedźwiedzia wcale nie przypomina niedźwiedzia, a na kościół mówiła zamek… zapytałam ją w końcu dlaczego zamek, a ona na to, że była już kiedyś w tym miejscu i że to był zamek, a tak naprawdę piramida i wskazała mi na schody prowadzące do świątyni…. dodała przy tym, że tak naprawdę pod ziemią wyczuwa trzy piramidy, a na koniec, że w swoim śnie znalazła tu dwie złote maski…. przyznam, że aż mnie ciarki przeszły gdy to usłyszałam….” http://liviaspace.com/2012/10/18/17-pazdziernika-sleza/

    A z tą wizją i spotkaniem z Czerwoną Niedzwiedzicą było tak, że po wizycie w Kraskowie, w nocy (w pensjonacie Mieszko i Jagienka) miałam wizje spotkania z Czerwona Niedzwiedzicą. Widziałam wówczas na swoim ciele piękne gwiazdy, wzory przypominające trochę kwiaty-płatki śniegowe – kryształy wody o srebrno-białym, perłowym kolorze mieniące się gdzieniegdzie kolorami tęczy.

    Lubię

  3. Ślęza to przede wszystkim Słowianie a Słowianie to Wedy:
    Cyt :wg Słowiano- Aryjskich Wed pradawna nazwa naszej planety brzmi Ziemia Midgard . Krąży ona wokół Słońca -Jariło . Słońce to znajduje się w strukturze galaktycznej gwiazdozbioru ” Swati “ ( i nie ma sobie podobnych we współcześnie istniejących gwiazdozbiorach ), zwany jest także Drogą Pieruna lub Niebiańską Irią . Swati ma kształt lewostronnie skierowanej swastyki. W dalszej części jednego ze swastycznych ramion znajduje się Słońce -Jariło. Jest ono trójświetlne to znaczy oswietla trzy światy Jawi Nawi i Prawi .
    Jariło należy do zbioru gwiazd zwanych Zimun ( Niebiańska Krowa albo Mała Niedźwiedzica) i jest ósmą z gwiazd.
    http://nnka.wordpress.com/2012/11/06/zycie-na-ziemi-midgard/

    Co do dziurki i klucza myśle ze chodzi o Peru i 22 listopada
    http://nnka.wordpress.com/2012/11/09/otwarcie-jedenastej-furtki-w-sekretnej-dolinie-inkow-w-peru-22-listopada-2012/#comment-10330

    Lubię

  4. Nie wiem o czym Ty myslisz pisząc o dziurce, ja odpowiedziałm na pytanie które kiedys zadała mi Livia. Ot skojarzenie z Brama Bogów i datą i oczywiście fotką gdzie dziurkę widac wyraźnie. Przypominiało mi sie pytanie po Twoim komenatrzu „o dziurce’ moze to kwestia daty.

    Co do Sara-Swati nie spotkałam takiego okreslenia u Słowian a opis jest dosyc dokładny i klarowny czego dotyczy Niedżwiedzica ze Ślęzy. To Słowiańskie miejsce.

    Lubię

    1. niesamowite są te teksty o ‚słowiańskich kryształach’… dzięki Nnko.. a co do Bramy to w trakcie podróży na Ślężę powiedziałam do Jarka, że czuję iż ta podróż rozpoczyna naszą dalszą podróż.. do Ameryki Południowej… to było ciekawe uczucie, bo im bardziej zbliżałam się do Ślęży tym mocniej czułam, że Ameryka Południowa zbliża się do mnie… choć czy fizycznie faktycznie tam dotrę, hmm, nie jestem pewna, chciałabym ale nie za wszelką cenę 🙂

      Lubię

  5. Słowianie pisza tez o kalendarzach. Ładnie jest wyjasnione dlaczego jeden z ich kalendarzy był ruchomy ( rolniczy) Jest tez odniesienie do Godów 21 12 2012. Co ciekawe przy okazjii tych kryształow jest mowa o koniecznosci zmiany kalendarza. To co wpisałam w koment o Słoncu wyjasnia koniecznosc wprowadzenia kalendarza astrologicznego by odczytac linie czasowe- karmiczne. Pytanie tylko czy potrafimy teraz z tej wiedzy skorzystac i nie powielic błedów przeszłosci?

    Lubię

  6. Witajcie.
    Kochana Liviu, ten obrazek… skojarzył mi się z innym… , który umieściłam w notce pt.MEDYTACJA W CENTRUM SŁOŃCA

    DESCRIPTIVE TEXT HERE

    Nnka:
    „Co ciekawe przy okazjii tych kryształow jest mowa o koniecznosci zmiany kalendarza. „

    Co ciekawe, również Starszyzna Majów z Gwatemali używa już od jakiegoś czasu nowego kalendarza w tym sensie, że po pierwsze TZOLKIN zaczyna się (juz od jakiegoś czasu) od znaku B’ATZ – MAŁPA albo od Q – KOLIBER. Może uda mi się to „rozszyfrować” 🙂 W każdym razie te oba znaki są bardzo ze soba powiązane w tym nowym układzie cykli…
    B’ATZ symbolizuje MAŁPA – Nić, tkanina, jedność, początek i koniec. Także Święte centrum. Nicią czasu można wiele związać lub rozwiązać. B’ATZ to także Czas, duchowość, stwórca życia i mądrości, początek nowej inteligencji.
    Znak IQ- KOLIBER symbolizuje wiatr, ruch, powietrze, tchnienie życia. Oddech ducha, oddech życia. Wiatr ucieleśnia siłę rozpraszania i zasilania nasion. Wiatr jest siłą poruszającą naturalne cykle. Bywa zmienny i łagodny. Symbolizuje energię i częstotliwości SERCA NIEBA i SERCA ZIEMI. Jest mistycznym i duchowym tchnieniem, ODDECHEM BOSKOŚCI, która daje siłę i napełnia życiem. Jest esencją istnienia wszystkich istot. Majowie w dniu IQ modlą się i dziękują za wszystko, co istnieje w Świętej Przyrodzie i za całe Dzieło Stworzenia, aby Boski Wiatr zabrał wszystkie cierpienia i choroby, więc takie modlitwy i intencje powinny nam towarzyszyć TYM RAZEM przez cały ten cykl. Energie tego ZNAKU leczą także choroby psychiczne, usuwają nienawiść, cierpienie czy depresje. Następuje wzrost uniwersalnego ducha i świadomości. I taki będzie cały ten rok. Więcej na temat KOLIBRA w artykule pt.: WIBRACJE KOLIBRA http://tonalinagual.blogspot.com/2012/05/wibracje-kolibra.html
    Jeśli znaczenie znaku KOLIBER – oddech ducha, serce nieba i serce ziemi, połaczone z energia PRAŻRÓDŁA jest powiązane ze znaczeniem znaku MAŁPY – Święte Centrum, jedność, poczatek i koniec, itd., to mamy niesamowity CZAS.

    I dokonano jeszcze kilku innych zmian.
    W każdym razie MOX-IMIX – KROKODYL nie jest już znakiem rozpoczynającym TZOLKIN. Jest też ważny z jakiegoś powodu w tym układzie znak KOLIBER.

    I tu przypomniało mi się SPOTKANIE Z DUSZĄ JASZCZURY
    Jaszczury przybyły na Ziemię, bo takie było ich kosmiczne zadanie. Przybyły po to, by wykonać swoje zadanie; podobnie robią to inne istoty w różnych cyklach ziemskich współtworząc i realizując kosmiczny plan, w którym uczestniczyły także Jaszczurki.

    Jaszczury, Krokodyle są z jednej rodziny. A teraz jest czas powrotu tych istot (a właściwie ich dusz) do Domu i zakończenia ich ziemskiego zadania. Ale żeby mogło to nastąpić, potrzebne jest zrozumienie tego, co miały do wykonania na Ziemi. Zrozumienie i wybaczenie tych wszystkich negatywnych projekcji, którymi niektórzy ludzie w nienawiści wynikającej z ich nieświadomości i braku zrozumienia przesyłają Jaszczurom.

    Intencje Jaszczurek były czyste: miały podzielić się swoimi darami i przekazać je istotom żyjącym na Ziemi. Są śniącymi i między innymi śnienia uczyli tych ludzi, którzy chcieli sobie przypomnieć, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. To one przyniosły ze sobą w darze także święte rośliny lecznicze [i chyba święte grzyby, ale tego dokładnie nie pamiętam] o kryształowej świadomości. Ich krew zasiliła energią Ziemię. Ich ciała zasiliły ciało Ziemi. Ziemia potrzebowała tej energii. To były jedne z wielu darów Jaszczurek dla zasiewu na Ziemi w ostatnim cyklu ziemskim opiewającym na… nie pamiętam dokładnie, ale chyba jakieś … 130 000 lat.
    http://tonalinagual.blogspot.com/2012/08/z-podrozy-5-6-7-sierpnia.html

    O NICIACH Nnka pisała u siebie wielokrotnie. O zerwanych NICIACH…
    Tu mój sen 30.września
    http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2012/09/kokardki-i-motyle.html
    Znów wiele snów, w których spotykam w równoległych światach (o zupełnie innej, niespotykanej TUTAJ architekturze) mężczyzn oraz kobiety i rozpoznawałam jako części siebie, o których dawno zapomniałam. Teraz przypominam je sobie i powoli z nimi się zapoznaję. Wiem, że mam te wszystkie części siebie uzdrowić w sobie, połączyć i uwolnić. Jednak nie mogę ingerować w ich sposób istnienia.

    Zrozumiałam, że jeśli tworzę relacje, to nitki połączenia z tymi istotami już nie są posplatanymi supłami, ale są zawiązane na małe kokardki. Kokardka taka – jak kwiat energetyczny, na którym siedzi mały, delikatny motyl – symbolizuje lekkość i wolność tych połączeń. Gdy motyle ulatują, kokardki się rozwiązują i następuje czyste POŁĄCZENIE.

    Tego lata, gdy BĘDZIE MIAŁO TO nastąpić, będzie wysyp mnóstwa motyli…

    I różne moje sny i wizje o łączeniu świadomości…

    Lubię

    1. ten obrazek, który zamieściłaś JESTEM

      jeszcze lepiej oddaje to co widziałam, widziałyśmy z Anilalah.. tyle, że była noc, kilka godzin po zachodzie Słońca…. Ani zamieściła na swoim blogu relacje, w tym zdjęcie obrazu z Koliberkiem i Motylami….

      http://anilalah.wordpress.com/2012/11/12/sleza-w-oku-obiektywu-w-dniu-10-11-2012/

      http://anilalah.wordpress.com/2012/11/13/magiczna-podroz-na-sleze-3/

      to cytat z jej bloga:

      Kiedy stanęłam na szczycie zobaczyłam niebo. Od razu przypomniało mi się, że coś podobnego widziałam już. Z nad rozświetlonej sobótki rozchodziły się w wachlarz pasma chmur i nieba. Naliczyłam pięć gwieździstych pasm i drugie 5 chmurkowych. Livia poprosiła żebym to namalowała ale czasu brak. Ale dziś spostrzegłam podobieństwo z moim obrazem. Powiedzmy że biały kolor to chmury a niebieski niebo. Ale to wyglądało tak jak hologram, baldachim rozpięty nad Ślężą:

      mnie też zadziwił ten mocny, ale jednoczesnie delikatny rozbłysk nad Ślężą, o którym wspomina, choć jeszcze wczesniej mocno mnie poruszyła spadająca gwiazda, ale jakoś tak niesamowicie, w dodatku tak jakby wypadła z samego centrum Plejad….

      zdjęcie Koliberka:

      Lubię

  7. Mnie poruszył dziś ten tekst:
    http://nnka.wordpress.com/2011/12/25/zrozumiec-kalendarz-majow-2-cykle-refleksje/#comment-9920
    „13 (141). Wiele zginęło w ten czas narodów,
    kto nie zdążył na Wajtmanach wznieść się,
    albo przejść przez Wrota Międzywymiarowe,
    i schronić się w Gmachu Niedźwiedzia

    Nici Gmachów naruszone znowu,
    dlatego Igły Niebieskie kolor straciły,
    żeby zajaśniały znów Igły kolorami,
    zastąpcie Kryształy Irkamy.
    zastąpcie je Kryształami Tary…
    i przez Zimun odbudujcie Nici…”

    Ten gmach Niedzwiedzia… Ciekawe.

    A Nici naruszone… Pamiętasz, jak rozmawiałyśmy o Ślęży, że tam są ukryte bardzo silne energie… Rozmawiałyśmy o tym kilka razy. Tam jeszcze jest energia ogromnego cierpienia. Potrzebuje jeszcze oczyszczenia i uwolnienia.

    Żeby zajaśniały te I”gły” – z gwiazdami mi się kojarzą… A te kryształy Tary… kojarzy mi się to z uruchomieniem „kryształów” w naszych sercach,,,

    Tara… Kolejne skojarzenie: Bogini Tara.
    „Biała Tara traktowana jest jako matka wszystkich Buddów, ponieważ reprezentuje macierzyński aspekt współczucia. Jest to bogini jidam, jest partnerką Amoghasiddhiego- jednego z pięciu tathagatów. Symbolizuje nieoganiczoną mądrość i miłość.
    Tara w sanskrycie oznacza gwiazdę, podczas gdy jej tybetański odpowiednik znaczy dosłownie wyzwolicielka.
    Kult, miłość do Tary rozpowszechnił się dzięki jej wyzwalającym właściwościom. Wymienia się zazwyczaj osiem uspakajających aktywności:
    -unicestwienie dumy
    -unicestwienie gniewu
    -unicestwienie zazdrości
    -unicestwienie błędnych poglądów
    -unicestwienie przywiązania
    -unicestwienie wątpliwości.

    Biała Tara, której tanka została przedstawiona obok (zbiory arahata) siedzi na lotosowym tronie w pozycji medytacyjnej, który wskazuje na jej oświecony stan. Prawa ręka wykonuje gest najwyższej szczodrości, a lewa dzierży lotos współczucia w mudrze Trzech Klejnotów- są to trzy obiekty schronienia: Buddha, Dharma, Sangha.”

    „Zielona Tara, znana jako budda oświeconych właściwości.
    Biała Tara, powiązana ze współczuciem, długim życiem, mocą uzdrawiania oraz pogodnością; znana także jako Sitatara lub Dolkar oraz Koło Spełniające Życzenia lub Cintachakra.”

    A żyjemy przecież w czasie intensywnej transformacji…

    Spójrz na ten obrazek.

    Ewidentnie Tara przypomina mi ptaka Ketzala, o którym pisałam:

    p.s. Miałam dziś piękne sny. Działo się w nich z jednej strony bardzo wiele, ale z drugiej strony widziałam to w bardzo prosty sposób. Zmieniały się wzorce – takie kolorowe „mandalki”; wcześniej były chaotycznie poukładane, jedne przykrywały drugie…
    potem z wielkiego bałaganu, chaosu wyłaniały się cząstki puzzli mandalowych i przemieniały się w gwiazdy wyglądające jak kryształowe, mieniące się kolorami i pulsujące różnymi dźwiękami kwiaty… i układały się harmonijnie w jeden ogromny, kosmiczny obraz… Czułam wielką radość i obudziłam się… w błogostanie 🙂
    I przypomniały mi się:
    http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2009/12/wizje-skad-pochodze.html sen-wizja
    oraz
    Świadomość kryształów, aniołów, bóstw, Galaktyki, pamięć, ludzkość i takie tam…http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2009/03/1.html
    i
    POLE ŚWIADOMOŚCI BUDDY
    http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2010/02/pole-swiadomosci-buddy.html
    trafiliśmy do pola wypełnionego energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie.

    Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział mi:
    – Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie. (…)

    I jeszcze ta gwiazda, z którą miałam połączenie, gdy zatrzymałam się na chwilę w drodze powrotnej od Was… Ona mi powiedziała, że każdy może stać się gwiazdą. I że jesteśmy jednym 🙂

    Lubię

  8. „O NICIACH Nnka pisała u siebie wielokrotnie. O zerwanych NICIACH”

    Naprawdę? jesli pisałam o niciach to o niciach aka a to zupełnie cos innego niz Wedy i wojna. Tu słowo NICI mają zupełnie inne znaczenie.

    12 (140). Wody Księżyca, ten Potop uczyniły,
    na Ziemię z nieba tęczą opadły,
    gdyż Księżyc rozłupany na części,
    Bojem Swarożym na Midgard upadł…
    … … … … … … … … … … … … … … … … … …
    Zostały zerwane Starożytne Nici,
    które rozciągały się do odległych Gmachów…
    i część związków Międzywymiarowych urwała się…
    Nie był słyszalny zew wielodolny,
    wiele Wajtmar zgubiło się w Swardze..,
    nim nowe Nici zrodziły się,
    i został usłyszany ich zew z Gmachów.

    “Co ciekawe przy okazjii tych kryształow jest mowa o koniecznosci zmiany kalendarza – a tu przypuszczam ze chodzi o zmiane Osi stąd konieczność innnego ustawienia „kręgu”- linie czasowe karmiczne da się przewidzieć tylko trzeba umiec znaleźc punkty odniesienia. Jednym z punktów jest Ślęza, przynajmniej tak twierdza badacze wiedzy słowiańskiej

    Lubię

  9. „B’ATZ symbolizuje MAŁPA – Nić, tkanina, jedność, początek i koniec. Także Święte centrum. ”

    a to jesli miałabym z czyms kojarzyć to z tym : Oba pasma radiacji przypominają drgające krosno, tyle tylko że tkające rezonans, a nie tkaninę. Wspólny rezonans niższego zapisu genetycznego i wyższego zapisu galaktycznego tworzy kompletny program pamięci planety, zwany Bankiem PSI czyli z jednym z Żywiołow.

    Lubię

  10. „“O NICIACH Nnka pisała u siebie wielokrotnie. O zerwanych NICIACH”

    Naprawdę? jesli pisałam o niciach to o niciach aka a to zupełnie cos innego niz Wedy i wojna. Tu słowo NICI mają zupełnie inne znaczenie.”

    Po prostu: Nie jestem tego pewna, czy „to zupełnie coś innego”

    Nie wiem, co tu słowo NICI znaczą i co znaczą „odległe Gmachy” oraz „związki Międzywymiarowe”. Mogę się tylko „domyślać” 🙂

    „“Co ciekawe przy okazjii tych kryształow jest mowa o koniecznosci zmiany kalendarza – a tu przypuszczam ze chodzi o zmiane Osi stąd konieczność innnego ustawienia “kręgu”- linie czasowe karmiczne da się przewidzieć tylko trzeba umiec znaleźc punkty odniesienia. Jednym z punktów jest Ślęza, przynajmniej tak twierdza badacze wiedzy słowiańskiej”

    To dla Słowian może być bardzo ważne, ale nie tylko dla Słowian. (Wiele osób ze świata „pielgrzymuje” na Ślężę… ) Też mi się zdaje, że to ma związek ze zmianą „kręgu” – linii czasowych również „majańskiego kalendarza”. Coś mnie tknęło i… Znalazłam ciekawy rysunek kręgu:

    Nigdzie nie ma żadnego wyjaśnienia, co on przedstawia, ale ma wiele wspólnego z tym, co mi się „przyśniło” i napisałam powyżej:

    http://liviaspace.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/#comment-484

    Starszyzna Majów z Gwatemali używa już od jakiegoś czasu nowego kalendarza w tym sensie, że po pierwsze TZOLKIN zaczyna się (juz od jakiegoś czasu) od znaku B’ATZ – MAŁPA albo od Q – KOLIBER. Może uda mi się to “rozszyfrować” W każdym razie te oba znaki są bardzo ze sobą powiązane w tym nowym układzie cykli… I szczęka mi opadła z zadziwienia. 🙂

    Lubię

  11. „Wspólny rezonans niższego zapisu genetycznego i wyższego zapisu galaktycznego tworzy kompletny program pamięci planety, zwany Bankiem PSI czyli z jednym z Żywiołow.”

    Z którym z Żywiołów?
    Kompletnej pamięci czyli również we wszystkich ‚czasoprzestrzeniach”, w których istnieje Ziemia? Również tych w innych układach? jak Midgard?

    Nnko, mogłabyś odpowiedzieć na pytanie, które zadałom Tobie tutaj:
    http://liviaspace.com/2012/10/29/aktywacja-szmaragdowej-piramidy/comment-page-1/#comment-488
    ?

    Lubię

  12. Jest cos o Saraswati: Cyt ; “Swati ma kształt lewostronnie skierowanej swastyki.”
    Sara-Swati?

    Dolina Indusu stąd tam ta boginii pewnie: Saraswati (skt. सरस्वती) – jest jedną z trzech najważniejszych bogiń w świecie hinduizmu
    a to z Arkaim Livia miała to na blogu.

    …Poniżej znajduje się krótka linijka opowieści o Słowiańsko Aryjskiej migracji z zatopionego Asgardu w Da’Aria i Thule, po dyspersji w dolinie Indusu (Saraswati), do terytoriów obecnej Europy i Kaukazu – Etiopii, Sumeru i El-Gipto(Egiptu) …

    Aryjska migracja z Da’Aria i Thule (Hyperborea), która zakończyła się w 109,703 pne na terenie dzisiejszej Rosji i w konsekwencji późniejszą dyspersję do doliny Indusu (Saraswati), Europy i Kaukazu w tym Sumeru, Egiptu i Etiopii z utworzeniem wszystkich wymienionych cywilizacji

    Lubię

  13. Przeczytałam, u Ciebie i Anilalah o podróży… Ależ Was pięknie przywitała Ślęża i okolice.

    Na Ślęży – Sobótce wydobywano kiedyś nefryt

    To wyjątkowo „twarda” góra… Promieniująca…
    Serdeczności z serca przesyłam 🙂

    Lubię

    1. Przepiękne te Nefryty, dziękuję kochana 🙂

      opisałaś swój sen z 11 listopada, ten zamek, zapadkę… naprawdę widziałam coś co można do niej przyrównać… widziałam jak się otwiera… wcześniej powiedziałam Anilalah o czopie… kościół/zamek zdawał się być teraz idealnie czarny…..nie zachęcał do zbliżenia, ale poczułam, aby do niego podejść.. stanęłam pod schodami i wtedy coś ze mnie wypłynęło, pewne wspomnienie, a wraz z nim potrzeba, aby coś zrobić i wtedy ujrzałam tę scenę… jak w środku otwiera się coś w rodzaju ciemnej zapadki i pojawia się światło….. to wszystko działo się bardzo szybko……. spróbuję to opisać w relacji….. do usłyszenia<

      Lubię

  14. Ten wiatr rano i przed południem 10/11/12 na rynku w Sobótce był na tyle silny, że
    potrafił przemieszczać i wywracać nawet cięższe przedmioty, np. kosze na śmieci.
    Dużo tego ranka biegałem po Sobótce i często słyszałem, jak to miejscowi „dawno
    czegoś takiego nie widzieli”, ja miałem wrażenie, że zaraz urwie mi głowę:)
    Ciekawa też była „dematerializacja” pewnego przedmiotu, który spadł w nocy z
    naszego hotelowego parapetu na podwórko, a który rano ku swej radości odnalazłem
    wzrokiem poniżej w trawie, jednak chwilę później, gdy zszedłem na hotelowe
    podwórko już go tam nie było.. być może przeleżał tam pół nocy, by zniknąć w 2
    minuty.. no tak, wciągając na siebie koszulę „czułem” czy raczej „obawiałem się”
    że lada chwila „może zniknąć”.. więc może sam wykreowałem tę sytuację.. a dodam,
    że akurat w tym miejscu na hotelowym podwórzu nie wiało jakoś specjalnie, więc być
    może to inny rodzaj/wymiar „wiatru” porwał ów przedmiot.. oczywiście mógł to być
    ktoś, albo po prostu umysł spłatał mi figla, „mówiąc mi” że „widzi” ten przedmiot
    z okna..

    A wracając do sceny, gdy będąc razem z Anilalah w pokoju pensjonatu w Tąpadłach
    odkryłaś obraz z kolibrem i motylami, wyglądało to tak: (Livia, przekraczając próg
    pokoju i po chwili wskazując na obraz z niebieskim dzięciołem) „Ach, Anilalah,
    spójrz, to niesamowite, naprawdę niesamowite, to nie.. to nie koliber, ale jak
    niesamowicie przypomina kolibra, pamiętasz jak mówiłam ci o (…)” Livia kontynuje
    zachwycona, sycąc się każdym szczegółem obrazu.. Gdy po dłuższej chwili na kolejnej ścianie odkrywa obraz z „właściwym” kolibrem, przyznam, że jak długo ją znam, rzadko widuję ją aż tak „promieniście rozedrganą”.. Ach, uwielbiam widzieć jak Livia podąża tropem szybko rozbłyskujących koincydencji, zresztą, odkąd ją poznałem, często wydaje mi się, jakbym był na planie sensacyjnego filmu..

    Lubię

    1. Jareczku kochany, wspaniale, że napisałeś o tym wietrze… i w ogóle… tak się cieszę za każdym razem gdy znów coś piszesz…

      Anilalah, ależ przepiękny komentarz…. aż odleciałam…

      🙂

      Lubię

  15. Dzięki Jarek za przypomnienie o tym wietrze, bo to było ważne przeżycie dla mnie :).
    Wspomnienie ze Ślęży: Tak tego dnia był wiatr. Kiedy jechaliśmy przez las z zachwytem patrzyłam na fruwające liście. Rany czułam się jakbym była w zaczarowanej krainie. Czemu? Nie wiem ale to było bardzo energetyczne doznanie. Liście tańczące na wietrze niczym znak, który sprawia że czujemy jak rośnie serce w piersi. Stan uniesienia który uskrzydla, bo czuję całym sercem że dzieje się coś wyjątkowego. To jak potwierdzenie, że jestem na właściwej ścieżce. Jak dojechaliśmy pod Ślężę pomyślałam, że może to nie najlepiej, że on wieje bo przecież będzie przeszkadzał ale okazało się że nie jest tak źle. Chociaż na początku było chłodno i jakoś dziwnie. Natusiowi zdecydowanie nie podobało się spacerowanie, pragnął tylko się tulać więc tulaliśmy go do serc na zmianę ( no lekki to już nie jest 😉 ). Wiatr nie wiał cały czas. Bywały podmuchy bardzo mocne. A ja będąc w lesie zafascynowana patrzyłam jak morze liści płynie pomiędzy drzewami niczym zaczarowany kobierzec. Szeleszczące liście wydawały specyficzny dźwięk, który zwracał moja uwagę. Ten spektakl tak mnie to pochłaniał że cała zanurzałam się w tej chwili zapominając się w tej chwili. Dlatego nie zrobiłam żadnego zdjęcia z fruwającymi płynącymi liśćmi. Teraz kiedy o tym pomyślę wciąż mam to uczucie uniesienia w piersi. Przebywanie w towarzystwie Livi i Jarka wywołało podobne odczucie.

    Medytacja z wiatrem… medytacja uwalniająca… a ten wiatr i doświadczenie jego energii w tak specyficzny sposób może mi pomóc pozwolić wizualizować odejście tego, co już mi nie służy.

    Lubię

  16. pisalam juz kiedys o niebie w paski, ale wtedy byly one poprzeczne:

    notka z Salonu Tajemnic z dnia 16 Czerwiec 2011

    Pel‚nia i zac‡mienie Ksiezyca, krysztal‚owa medytacja, energetyczna piramida nad de™bami….

    Do wczorajszej medytacji szykowal‚am sie™ juz od jakiegos czasu, a na dzien przesilenia letniego postanowil‚am wreszcie spelnic prosbe™ Kamienia Faraonow i ulozyc‡ w ogrodzie spirale™.. Tyle, ze doszl‚am do wniosku, ze uloze™ ja… jednak w nieco innym miejscu, a takie lekkie przesunie™cie nie powinno na niczym zawazyc‡. Wczoraj akurat wypadal‚a wspaniala pelnia ksiezyca polaczona z zacmieniem.. Udal‚am sie™ do ogrodu okol‚o 21.45, wczesniej wprowadzajac sie w odpowiedni stan, miedzy innymi dzie™ki piosence Angels of Light.. Krysztal‚, a dokl‚adniej kwarc różowy przygotowałam już wcześ›niej, poprosiłam też Jarka o odmalowanie na biał‚o donicy, w której posadził‚am werbenki.. Od kilku dni czuł‚am coraz wyrażniej, aby właśnie ten kryształ umieścić‡ w ogrodzie wraz z odpowiednią INTENCJĄ„ oczywiście (w moich medytacjach często na ś›rodku kręgu pojawiają… się™ kryształ‚y, lub kryształowe piramidy – biał‚e lub różowe właśnie).. W ogrodzie panowała cisza, na łąkach dookoła unosiła się™ biał‚a mistyczna mgł‚a, na niebie pojawiał‚o się coraz wię™cej gwiazd… siostry gwiazdy… Spojrzał‚am w górę i wtedy zauważył‚am, że dokł‚adnie nad moją gł‚ową znajdują się™ teraz gwiazdy tworzące jakby okrągły wianuszek (Korona Północy z Klejnotem), choć najjaśniejszą gwiazdą… w zasiÄęgu mojego wzroku był‚ w tej chwili Arktur…. Chwilkę™ wcześ›niej kierował‚am do Nich swe przesł‚anie i odczułam sporo energii, które weszły w rezonans z moim wezwaniem.. ponadto odczuwał‚am obecność‡ wielu niefizycznych istot, które postanowiły mnie wspierać‡ w dzisiejszym wydarzeniu.. Na niebie widać też było biał‚e, jakby eteryczne pasy, być‡ może chmury, ale ich rozłożenie byó‚o niezwykle równomierne.. To ciekawe gdyż czuł‚am jak w trakcie tej medytacji świetliste wibracje niczym jasne fale rozchodzą… się™ po cał‚ej Ziemi wzmagane dodatkowo energią kryształu i jak przenikają… wiele poziomów, cał‚e ciał‚o energetyczne Gai… A gdy po chwili spojrzałam na znajdują…ce się™ przede mną… dęby zauważył‚am wyraźnie ich ogromne białe i lekko świetliste aury.. aury te w pewnym momencie nałożył‚y się na siebie i utworzyły coś› co w pierwszej chwili skojarzył‚o mi siÄę ze skrzydł‚ami motyla (wewnętrzne skrzydł‚a ze ś›wiatła), które w pewnym momencie szybko mignęły i wtedy…

    moim oczom ukazał‚ się jeszcze lekko widoczny transparentny Księżyc w odcieniu czerwieni.. znajdował się dosł‚ownie naprzeciwko mnie i dokł‚adnie pomiędzy dwoma dębami, które teraz na swym energetycznym poziomie tworzył‚y w dodatku kształt ogromnej jasnej piramidy….

    najbardziej byłam podekscytowana tym, że Księżyc objawił‚ mi się™ właś›nie w taki sposób.. dokładnie pomiędzy dwoma dę™bami.. jak żywe powróciły słowa Kamienia Faraona.. aby ułożyć‡ spiralkę właś›nie pomiędzy nimi.. teraz zrozumiał‚am, że w tym położeniu zawarty jest głębszy sens i aby nic nie przesuwać…

    gdy po chwili dołą…czył‚ do mnie Jarek i on ujrzał‚ jasną… energetyczną… piramidę™ nad dębami, oraz niemaalże przeżroczysty księżyc znajdują…cy się™ dosł‚ownie pomię™dzy nimi..

    później medytowałam jeszcze z Kamieniem Faraonów.. czuł‚am silny puls kamienia, który nazywam biciem jego serca.. ponadto bardzo silnie odczuwałam wł‚asne serce, ale jakby podwójne.. a po chwili uświadomił‚am sobie, że właśnie odczuwam nie tylko moje fizyczne serce, ale też serce eteryczne..

    a już z rana, w trakcie pisania tej notki przypomniałam sobie o innym doświadczeniu (sprzed dwóch lat), które łączy się w pewien sposób z tym co opisał‚am powyżej:

    http://salontajemnic.wordpress.com/2010/12/28/orgazm-serca/

    a także ze snem sprzed kilku dni:

    http://salontajemnic.wordpress.com/2011/06/10/jednoczesnosc/

    Lubię

    1. nie tylko uczestnikow, no wlasnie, ciekawie sie splotla moja wizyta na Slezy w tym czasie z tym innym wydarzeniem, ale bylam tam niezaleznie… i dopiero teraz sie dowiaduje co to za spotkanie, choc tak czulam, ze ma z tym zwiazek Projekt Cheops.. przed wyjazdem na Sleze mowilam JESTEM gdy sie z nia widzialam kilka dni wczesniej, ze nawet jesli przyjdzie mi sie tam spotkac z wieksza grupa to i tak wniose do niej swoj pakuneczek, no ale ok, obejrze te relacje uczestnikow, skoro taka ciekawa 😉

      Lubię

    2. jestem w połowie filmiku i faktycznie niesamowicie się to splotło…. nasze wchodzenie na gore w momencie ich schodzenia na dol, powrocily raz jeszcze moje odczucia, zdziwienie, i slowa Ani…. cala wedrowka byla jak energetyczny przekladaniec….

      Lubię

  17. hm.. nie wiem czy o to chodzi w układzie energetycznym jaki jest tam zakodowany. Odkręcanie to tylko uderzanie w jeden bok, aczkolwiek efekt działaniań zawsze taki sam, bo z drugiej strony tez ktos uderza. W koncu zawsze jest byc wygodniej po tej „dobrej stronie wrót obrotowych” w okreslonym cyklu. 🙂

    Lubię

    1. masz racje z tą „dobra strona wrót obrotowych”… wiąże się z tym to co napisałam przed chwilką w innym komentarzu: http://liviaspace.com/2012/11/21/serce-ziemi/#comment-567

      nie mialam na mysli tego co jest tam zakodowane, to sa zreszta rozne poziomy, ale jeden z tych ktore mocniej poczulam, to poziom bardzo gleboki i rdzenny… podobny do tego, do ktorego dotarlam wraz z dotarciem do Szmaragdowego Straznika….. na nim zebraly sie inne zapisy, niczym nakladki…… jedno miejsce na Ziemi a jak wielowymiarowe, jak wielostronicowa ksiega……….. i co istotne.. nie wchodziłam w tym dniu na Ślężę po to aby stoczyć na niej jakas walkę…. szlam na gore z Sercem otwartym niczym gwiezdne wrota;) tak to czulam….. pamiętam też jak mówiłam do Anilalah gdy stałyśmy już na górze i patrzyłyśmy na niebo w paski…. o wizji ostatecznej walki synow swiatlosci z synami ciemnosci…. w której to obie strony spotkały sie ze soba w samym srodku konfliktu/paradoksu i pogodziły się…. i wtedy nastapilo wyjscie z gry, albo inaczej rozpoczecie gry, ale na nowych zasadach… nie mowie o przejsciu na kolejny poziom/level, bo to wciaz by byla ta sama gra w obrebie tego samego Logosa/Stworcy……. i jego kosmicznej logistyki 🙂 z pewnych przekazow wynika, ze to bardzo potezny Logos…… no wlasnie, potezny, a wiec i na tym poziomie liczy sie potega i toczy walka o MOC, energie zasilajaca poszczegolne rzeczywistosci…. i tu sie tworzy cale zaplecze dla manipulacji, ustawieniami, przekrecaniem wrot tak, aby zatrzymac to co dla kogos cenne….. choc to wszystko jest odgornie wpisane w gre….. „jak na gorze tak na dole’…..

      ‚pod oslona nocy’ to takze po to aby bylo widac to niebo w paski…. niemal takie jak na obrazie Anilalah… tak, zauwazylam slowo baldachim w jednej z notek na Twoim blogu 😉

      Lubię

  18. to jest ten sen mojej przyjaciolki, ktory przypomnial mi sie gdy spotkalam pana Czeslawa Bialczynskiego…

    A. twierdzi, ze opisywala mi ten sen w liscie juz przed laty, ale nie przypominam sobie tego… pamietam tylko tyle, ze dostalam od niej jakis list, ale czy byl w nim opis tego snu, hmm, nie wiem…. kiedy sie spotkalysmy po raz pierwszy wiele lat temu w Bieszczadach obie poczulysmy w bardzo intensywny sposob ze sie juz znamy, choc nie potrafilysmy powiedziec skad… potem w pewnym momencie nasze drogi sie rozeszly i na wiele lat stracilysmy ze soba kontakt… niedawno odnalazlam A. na Facebooku… a to juz opis jej snu.. zaznacze, ze A. poprosila mnie o anonimowosc i stad ta literka A…

    ten sen albo halucynacje z zielonym stolem snilam w sanoku kilka miesiecy po spotkaniu z toba. on wplynal mocno na mnie. stalysmy przy stole nakrytym soczysto zielonym obrusem z szlachetnego materialu. atmosfera byla bardzo niezwykla, taka calkowicie wolna od emocji. jakby cos sie stalo, co stac sie musialo, wszystko jedno, jakie to obce i niezwykle. w tym snie musialo dojsc do tego punktu! ty mialas jasna suknie, bardzo jasne wlosy, prawie biale. twoje oczy tzn. teczöwki byly z blyszczacych kamieni, przypominaly diamenty. nie mialas w sobie nic czlowieczego. wygladalas jak jakies stare poganskie böstwo. kto ci spojrzal w oczy, ten wiedzial, ze nie ma cie tu, bo patrzylas bardzo, bardzo daleko w przestrzen. tam bylas. ja mialam bardzo dlugie ciemne wlosy i dluga czarna suknie. jak otworzylam oczu nie bylo ani bialka, ani teczöwek tylko czarna pustka kosmiczna bez swiatla i bez materji. tam nie bylo absolutnie NIC. wygladalo tak, ze nie mialam zadnych organöw, bo skladalam sie jedynie z powloki i czarnego kosmosu we wnetrzu. nie rozmawialysmy i poruszalysmy sie tylko minimalnie. nie trzeba bylo rozmawiac, bo wszystko bylo jasne.

    kilka lat pözniej snilam znöw ten sen. tym razem mialam czarny punkt pomiedzy oczami. potem 1, czy 2 lata puzniej” COS OBCEGO” zmusilo mnie przy calkowicie jasnej swiadomosci (!) do opuszczenia ciala. znalazlam sie w czarnej absolutnej pustce ale udalo mi sie wrucic. okropnie mnie to przezycie pszestraszylo.

    Lubię

      1. Też zaczęłam czytać Twoje zapiski i… od razu niemal na początku… i zatkało mnie:

        „To było ciekawe uczucie, bo im bardziej zbliżałam się do Ślęży tym mocniej czułam, że Ameryka Południowa zbliża się do mnie… towarzyszył temu pewien znajomy, choć trudny do sprecyzowania dźwięk… niczym czarodziejski flet.. „

        Liviu, ja na Ślężę – pisałam, że wiem, co mam ze sobą zabrać – i to była między innymi fujarka! Co prawda to nie czarodziejski flet, ale fujarka. Dostałam ją kilka miesięcy temu i od razu zaczęłam grać i jest cudowna. I grałam na niej na Ślęży…

        Lubię

      2. „Już sama nazwa hotelu – Pod Jeleniem – coś mi mówiła, o czymś przypominała, ale świadomie nie mogłam zaskoczyć w czym rzecz…”

        U Ani http://ankas72.blogspot.com/2013/05/pierwsza-klanowa-matka-rozmawiajaca-z.html?showComment=1369765305637#c1466798120735729588
        napisałam:
        A ja na Ślęży spotkałam Jelenia, jak pił wodę ze strumienia.
        Następnego dnia w Kotlinie Kłodzkiej spotkałam sarenkę.
        Potem poszłam na spacer do starego Dębu, pod którym kilka lat temu siadywałam i medytowałam, i od którego wówczas dostałam wiele wspaniałej „męskiej” energii 🙂

        Tym razem usiadłam obok tego Dębu i zagrałam dla Niego na fujarce pieśń wdzięczności. I w trakcie, gdy grałam, z gałęzi dębowych wyleciała wielka sowa. Zakołowała nad moją głową i poleciała nad polaną…

        I napisałam ostatnio notkę o sarence i jeleniu… SARNA i JELEŃ – TO TEŻ MOI NAUCZYCIELE
        http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/05/sarna-i-jelen-to-tez-moi-nauczyciele.html

        Lubię

  19. „Wejscia do tego wymiaru wyższej rzeczywistości pilnował na niebie gwiazdozbiór ”Wielkiej Niedźwiedzicy”- konstelacja uważana za znak pomyślności, działający dobroczynnie. „

    OJEJUniu?!

    p.s
    Pisząc niedźwiedzica kilkadziesiąt razy ostatnio, za każdym razem robiłam „niechcący” błąd i pisałam niedziwedzica… i przyszło olścnienie 😉 chodzi o to, że etymologia słowa niedziwdzica pochodzi od niedziwąca się albo niedziewica

    Lubię

      1. Ponieważ na Ślęzę jechałam w nocy i bez spania weszłam na górę, to byłam trochę zmęczona. Na samej górze poszłam na skałkę za kościołem po lewej stronie, wdrapałam się na nią i tam znalazłam wąską półkę nad przepaścią. To chyba naturalne (poza budynkami i wieżami) najwyższe miejsce na Ślęży. Coś mnie to miejsce przyciągnęło… Ta półka skalna z jednej strony mogła mieć 50 cm szerokości, a z drugiej prawie metr i jak się położyłam na niej, to trochę jeszcze miałam nad głową – jakieś 30 cm i pod stopami też, więc długość tej półki mogła mieć jakie 2 metry. I ze trzy godziny się na niej przespałam… 🙂

        Jechałam bez mapy. Intuicyjnie podjechałam na jakiś parking w Przełęczy Tąpadła chyba. I zostawiłam samochód na pustym parkingu i poszłam drogą w górę. Później okazało się, że szłam czarnym szlakiem…

        Lubię

      2. zatrzymałam się na relacji z 17 pazdz.. w zdjeciach nie znalazlam nic szczegolnego, ale widocznie mialy mi przypomniec to co przypomnialy.. ok, dobrej nocki 🙂

        Lubię

  20. Niesamowite macie zainteresowania, niesamowite rzeczy śnicie i przeżywacie. Z kilkoma rzeczami się podzielę. Może da wam coś do myślenia. Będę nawiązywać do tego co tu przeczytałam. Będę mówić skrótami. Moje skojarzenia odnośnie zerwanych nici – nici: linie czasowe – zerwane linie czasowe. Dlaczego mi się to skojarzyło – niedawno usłyszałam: Podążasz linią czasową, która jest zakodowana. Masz dojść do celu. Nie zmieniaj tej linii czasowej w której jesteś. /Budzi się czas historii nieba nad tobą. /To dotyczy też oczekiwanej przemiany, transformacji, czy przejścia w inny wymiar/. /”Bank Psi” – o którym wspomniałyście – odsyłam do artykułów i książek księdza Sedlaka. ‚Energetyczne byty – siły psi”. Teologia światła czyli nieskończoności. Nieśmiertelność duszy – elektromagnetyczna natura życia. Energia nie ginie jest wieczna. Na początku było światło, życie jest światłem./ /’Czas i przestrzeń niewymierna, nie ma ograniczeń. Jesteśmy istnością w czasie, która nie kończy się na tej ziemi. Żyjemy w czasie niewymiernym. Życie w czasie niewymiernym nie ma ograniczeń. Świat ducha jest niewymierny. Duch kształtuje materię w której ma zaistnieć. Duch daje świadomość, duch przenika wszystko./ Jest i niedźwiedź. Pisałam kiedyś o tym. Znalazłam kiedyś na ogrodzie jak byłam dzieckiem małą szklaną kulę /wielkości piłki tenisowej/ w środku był srebrny niedźwiedź. Był to dla mnie znak, tajemnicze znalezisko. Kojarzy mi się z tym co piszecie. Konstelacją niedźwiedzicy. Trzeba umieć to odczytać. Szklana kula, srebrny niedźwiedź, spadła z nieba. /Nigdy czegoś podobnego nie widziałam/.
    Dalej: zamek i swastyka lewoskrętna. Kluczyk trzeba przekręcić w lewą stronę, żeby otworzyć furtkę. A teraz lekcja z „nieba” – Pięć światów istnieje równolegle. Pięć witraży na stole, szósty to zmiana. Świat, w którym istnieje jest światem piątym, świat, w którym będę jest światem szóstym. Nasza cywilizacja jest zmianą. /Nigdy nie komentuję moich przesłań, ale tu mi się te światy kojarzą z liniami czasowymi. Kiedyś był kontakt z innymi światami – srebrne nici – zostały zerwane./

    Lubię

    1. ”Niesamowite macie zainteresowania, niesamowite rzeczy śnicie i przeżywacie.”

      Ty tez Ino. Zaciekawilo mnie szczegolnie to co opisalas odnosnie pewnego dysku wylaniajacego sie z morza:

      https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2015/06/13/ostateczne-zwiedzenie/comment-page-1/#comment-45299

      zreszta pewnie pamietasz nasza dyskusje na ten temat.. a wczoraj szukajac zdjec baltyckiego bursztynu znalazlam takie zdjecie tzw. Baltyckiej Anomalii:

      null

      i wydaje mi sie ciekawsze od tych ktore widzialam wczesniej.. nie wiem, moze chodzi jedynie o to, ze zostalo obrocone.. w kazdym badz razie moje pierwsze skojarzenie z tym obiektem na zdjeciu to Yonaguni

      null

      choc oczywiscie w przypadku Baltyku chodzi podobno o jakis starozytny obiekt latajacy, a w przypadku Yonaguni o ogromny starozytny kompleks budowlany.. choc niektorzy Remote Viewers sa zdania, ze tzw. baltyckie UFO to jakies stare laboratorium.. tu jeden z artow na temat tego co zobaczyli RV

      Military-style Remote Viewing Unit Identifies Baltic Sea Uso As Ancient Outpost

      http://beforeitsnews.com/science-and-technology/2012/04/military-style-remote-viewing-unit-identifies-baltic-sea-uso-as-ancient-outpost-1983174.html

      niestety po angielsku, ale tak mi sie skojarzyl ten KLUCZ i Majowie z tym co pisalas o tym innym dysku z karaibow.. hmm.. sama probowalam sie dowiedziec czegos wiecej na ten temat, czy byc moze obiekt ten nie jest w jakis spoosb zwiazany z emerald guardian dome, ale niestety.. poki co jakos nic mi sie w tym temacie nie pojawilo… ahh.. i jeszcze jedno moje luzne skojarzenie z oboma podwodnymi odkryciami – znalezisko z dna jeziora Tititaca/Peru.. Baltyk to tez tak naprawde stare jezioro.. i to sie zgadza z tym co widzialam w snach.. w tym jednym dotyczacym Pani z Jeziora…

      Co do reszty.. Niedzwiedzicy, Zamku, Kluczyka, Nici.. to bardzo ciekawe.. napisze cos pozniej… w koncu notka jest poswiecona Slezy 🙂

      p.s

      watek baltyckiej anomalii kontynuuje w nowym wpisie:

      https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2015/08/11/baltic-sea-anomaly-key-x/

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s