Wiosenne Zrównanie na Ślęży z Projektem Cheops i…… powrót do 11 11 11

Moj komentarz z notki Anubian Black Heart

No proszę i znowu Ślęża i znowu Projekt Cheops i Krysia Maciag.. znowu.. ta która w trakcie ceremonii 11 11 11 oddała swoje serce Anubisowi.. Szczerze mówiąc nie wiem jak ta kobieta dalej żyje bez serca, ale może to jakaś magia? może nawet czarna… W każdym bądź razie to Wiosenne Zrównanie na Ślęży to przecież tylko taki niewinny zlot sympatyków NTV… bo niektórzy (a raczej zdecydowana większość)  są tak dalece naiwni iż wciąż nie zauważają że  twórca tej TV to jedna z najlepszych inwestycji Projektu Cheops.. no chyba, że pan Janusz naprawdę nie jest świadomy tego w co tak naprawdę został wplątany, podobnie jak i wiele innych osób zdających się nie być tego świadomymi i mam tutaj na myśli konkretnie wplątanie w intrygującą sieć PCH. To prawda że pan Janusz stworzył fajną TV, tworzy bardzo, nawet baaardzo ciekawe programy i w ogóle zdaje się być taki otwarty i sympatyczny, i co istotne robi przecież tyle dobrego dla świata, aleeee…… Pozornie tylko pan Janusz nie wziął w dniu 11 11 11  udziału w ceremonii Projektu Cheops w Gizie, bo w rzeczywistości  jak najbardziej wspierał PCH w tym czasie, przesyłając do Egiptu energię z Polski.. a  jaki był prawdziwy cel tej ceremonii… całkiem możliwe, że nawet jej uczestnicy tego do końca jak nie wiedzieli tak nie wiedzą, bo z pewnością nie było nim ratowanie ludzkości, a coś wręcz odwrotnego.. Doprawdy zabawne wydają się więc słowa Redmuluca, piszącego

02 lis 2011, 10:07

Zamiast jeździć z Łobosami czy Dolińskimi, Rajskimi i głupotami się zajmować lepiej przyjść na ten „rytuał”

11 11 11

‚To będzie wielkie energetyczne i duchowe wydarzenie. W całym świecie a także w Polsce odbywać się będą w tym dniu różne spotkania, warsztaty, medytacje. Myślę, że to co wydarzy się wtedy we Wrocławiu będzie miało szczególną moc. Będzie to kongres w liczącej 500 miejsc sali konferencyjnej w Polskiego Radia Wrocław.’

http://januszzagorski.pl/imprezy/inne/oblicza-duchowosci-w-nowej-cywilizacji/

to też tak przy okazji niedawnej wypowiedzi Redmuluca między innymi nt Ashayany Dean, jego zdaniem  jednej z naczelnych manipulatorek tzw CHEOPS (choć doprawdy nie wiem dlaczego właśnie w taki sposób określa się te osoby, bo chyba raczej nie na cześć PCH:)

http://liviaspace.com/2014/01/08/ashayana-dean-i-jej-podroznicy-po-polsku/comment-page-1/#comment-14040

Zastanow sie Red dobrze.. kto tu tak naprawde jest manipulatorem… bo ‚Cheopsa’ masz prawdopodobnie przed soba, ale chyba go nie rozpoznajesz..

znalazłam też inny ciekawy komentarz na stronie NTV

MarHaz pisze:

popieram medytacje, gdyby ktos nie wiedizal po co to jest i dlaczego o godz 11 wszyscy beda medytowac to odsylam do linka http://www.projekt-cheops.com/plain.aspx?languageId=1&menuId=138&sectionId=612&cmd= Pan Janusz za pewne wie o tej ceremonii ale nie chcial o tym oficjalnie mowic bo za pewne bal sie ze w to ludzie nie uwierza, Ja sam osobiscie bede organizowal grupe medytacyjna dla osob w Rzeszowie zeby jak najwiecej energii milosci przeplynelo do Piramid w Kairze w czasie ceremoni 11.11.2011 o 11:00 … jesli nei wiecie o co chodzi to wejdzcie na ta strone http://www.projekt-cheops.com/plain.aspx?languageId=1&menuId=138&sectionId=612&cmd=

6 listopada 2011 (niedziela)
Wylot do Kairu samolotem LOT-u. W polskiej grupie ze strony Fundacji „Dar Światowida“ są: Danuta Nowaczyk, Sabina Klimek oraz Andrzej Wójcikiewicz (Zarząd), Anna Dolińska, Krystyna Maciąg, Iwona Stankiewicz (Rada Fundacji)….

11.11.11

11.40 – Moja droga do Wielkiej Piramidy – przesłanie miłości Krystyny Maciąg (nagranie wideo)

Powitanie jesieni 20-22 września 2013 r.

20 września 2012 (piątek)

16.00 – Oficjalne powitanie gości –

Krystyna Maciąg i Janusz Zagórski

Informacje u organizatorów:

Krystyna Maciąg – 602 596 451

Janusz Zagórski – 533 885 883

http://niezaleznatelewizja.pl/2013/09/powitanie-jesieni-20-22-wrzesnia-2013-r/

Tak więc jedno jest pewne.. te wszystkie imprezy na Ślęży to wspólne inicjatywy NTV i Projektu Cheops, choć w rzeczywistości chodzi głównie o realizację intratnych celów PCh i grupy istot sterującej tym projektem zza kurtyny..

i nie wiem dlaczego, ale osoba Krysi M wciąż wyzwala we mnie dziwne obrazy związane z faszystami.. nie, nie, że ona była.. ale że została w coś wplątana… i ten Anubis żądający od niej serca w dniu 11 11 11… odszukam pewną historię związaną z Ślężą/Tąpadłami oraz Mieszkiem i Jagienką….

ale wracając do bardziej aktualnych wydarzeń..

22-23 marca 2014 – Wrocław – I Zlot Sympatyków NTV

http://bialczynski.wordpress.com/2014/03/12/22-23-marca-2014-wroclaw-i-zlot-sympatykow-ntv/

dodam, ze zwrocilam uwage na to info dzieki ponizszemu obrazkowi

ros-nowa-wiosenne-zrownanie-d9b2e864b52f

wiosenne zrównanie

ciekawe… bardzo ciekawe……. zwłaszcza ta istota po prawej stronie… w zbroi.. bo kobieta po lewej jak widać.. nagusieńka…. tylko z niebieskim koralikiem w dłoni….

rozumiem, że ten własnie obraz symbolizuje to nadchodzące zrównanie…

mnie jednak na jego widok przeszły zimne dreszcze i przypomniałam sobie co działo się na Ślęży w poprzednie ZRÓWNANIE… po prostu masakra!!!!

btw. coś na temat zrównania, nie tylko wiosennego:

wyższa i niższa ziemia

*

o co tak naprawdę chodzi z tą całą Ślężą.. 

wydaje mi sie ze do jej rozpromowania w duzym stopniu przyczynil sie Projekt Cheops.. i moze przekaz z Kaplicy Sykstynskiej takze, w ktorym rzekomo mowa o Slezy…

„Buonarotti przekazuje nam, że kształt w tle symbolizuje górę… Ślężę –  z której rozpoczynały w każdym cyklu swoją wędrówkę plemiona słowiańskie – 
niosące 12 praw i 12 energii przestrzennych myślą – dźwiękiem…”

„Hebrajczycy i Słowianie są nosicielami dwóch podstawowych fal budujących wszechświat. Hebrajczycy – 12 fal złotych czasoprzestrzennych niesionych światłem, prądu zmiennego.  Słowianie – 12 fal srebrnych przestrzennych niesionych dźwiękiem, prądu stałego.”

http://margo0307.wordpress.com/?s=%C5%9Al%C4%99%C5%BCa

kiedy jednak zapytalam kogos kto sie calkiem dobrze zna na tych tekstach, czy faktycznie mowa w nich o Slezy i gdzie ja niby widac na tych freskach to do dzisiaj nie doczekalam sie odpowiedzi… calkiem wiec mozliwe, ze te sprawy sa ze soba powiazane… uczynic Sleze gora wybrana i sciagnac na nia jak najwiecej energii…. powiedzmy jednak, ze cos w tym wszystkim jest, w tej polskiej interpretacji Sykstyny, ale ile w tym faktycznie prawdy a ile celowej manipulacji.. bo za duzo w tym jak dla mnie wybranskosci polskiego narodu….

ahh, zapomniałam jeszcze o tej płycie..

roman_zmorski_tablica_na_slezy

w każdym bądź razie bądźcie ostrożni i starajcie się zrozumieć co tak naprawdę ściąga was na Ślężę…

ja tego wciaz jeszcze w pelni nie wiem i stad chocby ta notka, aby wycisnac wiecej.. z samej siebie i innych.. coz, to cala siec powiazan… warto tez pamietac, ze nawet najpotworniejsze rezimy zaczynaja sie czesto od pieknych slow i doskonalej wrecz propagandy… a za maskami i glosem aniolow kryja sie czesto najprawdziwsze krwiozercze demony… jako przyklad podam tutaj pewna popularna slowianska piesn… za ktora tak naprawde stoi grozna, bo majaca na swoim sumieniu niejedno ludzkie zycie sekta, ot taki polski odpowiednik japonskiej Najwyzszej Prawdy… ci ludzi tez lubia (nad)uzywac slowa Om.. Shiva!

pozniej dodam watek czarnej krysztalowej czaszki, ktora ktos ujrzal wlasnie na Slezy, linkk do notki na ten temat: Relacja Tej Która Jest z pobytu na Ślęży… ja widzialam inna czaszke, ktora nazwalam krysztalowa czaszka ziemi, ale nie na Slezy, a w pobliskim Kraskowie.. no i nie byla czarna, ale podpieta pod krystaliczna siec, w ktorej daly sie wyraznie zauwazyc  istoty takie bardzo gadzie…  a wlasciwie to tak jakby ta siec byla podpieta pod nia: Krasków Żywa Woda i Kryształowa Czaszka Ziemi.. jak to ze soba polaczyc i co z tym wszystkim zrobic.. przyznaje sie, ze wciaz jeszcze tego nie wiem…

nnka pisze:
Listopad 25, 2011 o 13:02

Samuel ma związek z górą Śleżą… to wiem. jest jak “strażnik góry”… przynajmniej jeśli chodzi o tego Samuela, który ma zwiazek z projektem…

http://nnka.wordpress.com/2011/11/25/kair-12-listopada-2011/#comment-797

polecam też komentarz pod notką dot 11 11 11

Przy „słupie” energii z Ślęży ujrzałem czarną postać oddalającą się od tej energii, spytałem się kim jest i czemu odchodzi, nic nie odpowiedziała tylko się obróciła, popatrzyła i zniknęła w ciemności.

http://liviaspace.com/2014/03/12/wiosenne-zrownanie-na-slezy-z-projektem-cheops-i/comment-page-1/#comment-15192

ta osoba widziała także drugi słup i tzw. parasol.. i dopiero teraz sobie uświadomiłam, że przecież też widziałam coś co można nazwać parasolem.. a więc w dniu 10 11 2012 widziałam parasol w biało czarne paski na niebie nad Ślężą… przede mną odbywała się tam jakaś ceremonia PCh… kiedy ja weszlam na gore byla juz noc i oni wszyscy zeszli… hmm… Ciekawe jest to, ze ta osoba widziala dwa slupy, a Projekt Cheops mial ze soba dwa zlote prety… bo wg Ashayany: “Mamy 2 prety i jeden kij w Ziemi i sa to kluczowe konfiguracje energetyczne powiazane z wirami… wiecej o tym w notce”: Przebiegunowanie i nibiriańska nagonka..

dodam, ze kiedy umowilam sie z kims na Slezy wlasnie tego dnia nie mialam pojecia, ze bedzie sie tam odbywac tak wielka impreza.. w miedzyczasie dowiedzialam sie tylko, ze bedzie w tym czasie sporo ludzi i jakies wazne spotkanie, ale niemal do samego konca nie mialam pojecia, ze stoi za tym Projekt Cheops, o ty dowiedzialam sie juz w drodze na Sleze…

Spotkanie na Ślęży 10/11 listopada 2012

Jehovah (aka Enlil), and his wife’s name [Twin Flame] is Lillith
Satan (aka Enki) takes a wife/twin flame named Samael

http://www.emeraldguardians.nl.eu.org/2014/02/energy-synthesis-what-are-fallen-angels.html?google_comment_id=z13qevchhq3ivlgmt23hxfogksnuf3vje04

hmm…. Samael brzmi prawie jak Samuel….

info z Wikipedii pl:

Samael, Anioł Śmierci (hebr. סמאל; Samaël, Samiel, Siegel, Satanael, Samuel, Sammael) – anioł śmierci: dostarczyciel wyroków śmierci ale i powstrzymujący egzekucję (por. akeda), kontrowersyjny anioł, oskarżyciel, uwodziciel, duch zniszczenia. Anioł Śmierci w wielu artystycznych wizjach przedstawiany jest również w kobiecych kształtach…

http://pl.wikipedia.org/wiki/Samael_%28imi%C4%99_demona%29

i nieco inne info z Wikipedii en:

http://en.wikipedia.org/wiki/Samael

osobne info o Samuelu Proroku link pl/link en

 linki do wpisów powiązanych z tą notką:

Strażniczka Białego Kryształu vs Czarny Kryształ (?)

Ślężańskie Gady, Ludzkie Świnie i ciemna strona 13

Przebiegunowanie i nibiriańska nagonka..

 i do mojego wcześniejszego komentarza w notce o Czarnym Sercu Anubisa:

http://liviaspace.com/2014/02/21/anubian-black-heart/comment-page-1/#comment-15101

cd w komentarzach pod notką

dodane 18 marca 2014

wyjaśnienie dot. zrównaniowego obrazu ze strony Czesława Białczyńskiego, oraz mój komentarz do tego wyjaśnienia:

http://liviaspace.com/2014/03/12/wiosenne-zrownanie-na-slezy-z-projektem-cheops-i/comment-page-1/#comment-16403

Reklamy

Autor: Livia Ether Flow

‚I am the child of Earth and starry Heaven’ Freedom for all living beings and the all worlds.. Deeper than memory.. beyond the time…. i send you blessings where you are ♥ ƸӜƷ ♥ Livia Ether Flow LiRa https://liviaspacedotcom.wordpress.com/

64 thoughts on “Wiosenne Zrównanie na Ślęży z Projektem Cheops i…… powrót do 11 11 11”

  1. OPIS – ZDZISŁAW

    Witam czytających,

    Moje odczucia, wrażenia, po Ceremonii 11.11.11.

    Ujrzałem potężny strumień energii płynący w kosmos, wyglądał jak „rura, cylinder, walec“ zaś z jego bocznych warstw rozchodziła się energia tworząc „parasol” nad Ziemią. W tej samej chwili ujrzałem Ślężę i identyczne zjawisko. Energia z bocznych warstw rozpościerających się nad Ziemią, jest w kolorze czerwieni utkanej zwitkami, takimi małymi spiralami w kolorze złota.

    W moim odczuciu jest to energia transformująca. Cała przestrzeń między Ziemia i „parasolem” była w kolorze czerni, jedynie „słupy” wystrzelonej energii jasne i rozszerzające się.

    Przy „słupie” energii z Ślęży ujrzałem czarną postać oddalającą się od tej energii, spytałem się kim jest i czemu odchodzi, nic nie odpowiedziała tylko się obróciła, popatrzyła i zniknęła w ciemności.

    Starałem się w miarę prostymi słowami to opisać, lecz słowa, te nawet najwznioślejsze, nie potrafią oddać głębi tego co widziałem.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Zdzisław Szczepański

    http://www.projekt-cheops.com/plain.aspx?languageId=1&menuId=138&sectionId=663&cmd=

    nnka pisze:
    Listopad 25, 2011 o 09:03

    Biorąc pod uwagę dwie rózne interpretacje co do Ceremonii wyglada na to że mamy tu doczynienia ze Strażnikami Karmy. Z grupa pierwotną, i tą które przejęła poprzez manipulacje ten obszar astralny. Temat tzw odcinania fraktali tez jest ciekawy, bo wygląda na to ze nadal ktos sie bawi nami owijając cos w sreberka i chce ominą to czego ominąc się nie da… . No cóż łapanka naiwnych trwa.

    http://nnka.wordpress.com/2011/11/24/krecie-rycie-2-czyli-podsumowanie-projektu-cheops/

    komentarz powiazany z wpisem Czarne Serce Anubisa:
    http://liviaspace.com/2014/02/21/anubian-black-heart/

    EDIT

    Jehovah (aka Enlil), and his wife’s name [Twin Flame] is Lillith
    Satan (aka Enki) takes a wife/twin flame named Samael…

    http://www.emeraldguardians.nl.eu.org/2014/02/energy-synthesis-what-are-fallen-angels.html?google_comment_id=z13qevchhq3ivlgmt23hxfogksnuf3vje04

    hmm…. Samael brzmi prawie jak Samuel….

    Lubię to

  2. Ja tylko powiem tyle. Tam na Ślęzy nie ma miejsca dla Jezusa, a przy czakramie wawelskim jest. Każdy Słowianin czy Hebrajczyk jest również Ziemianinem. Zakończcie tę walkę o supremacje proszę. Najgorzej jak wybrańcy tak się pożrą między sobą że grzyby atomowe zostawią po sobie. Przecież tak łatwo zniszczyć nasza kochaną matkę Ziemie w imię wyższości jednego narodu nad drugim, czy w imię wyższości jednej religii na drugą.

    Lubię to

    1. z pewnoscia gdyby plan PCh doszedl do skutku to mogloby juz byc po nas.. dokladniej plan tych, ktorzy tym projektem steruja zza kurtyny… zreszta ktoras z osob ktora brala udzial w tej jedenastkowej ceremonii wygadala sie nawet, ze gdyby udalo im sie wtedy zrobic to co mieli zrobic to moglo dojsc do katastrofy jako ze nie uruchomili jeszcze odpowiedniego zabezpieczenia… hmm… a wiec ci, ktorzy ich tak bardzo probowali wtedy powstrzymac to jednak nie byli zadni przedstawiciele ciemnej strony… no bo skoro powstrzymali ich przed zrobieniem czegos tak potwornego? w kazdym badz razie ta grupa dalej preznie dziala i to pod wieloma przykrywkami… i stad ta notka… dlaczego nie mowi sie oficjalnie, ze wszystkie te slezanskie imprezy organizuje, badz przynajmniej wspolorganizuje Projekt Cheops… po co te wszystkie klamstwa? chociaz w sumie odpowiedz jest prosta…

      „Ja tylko powiem tyle. Tam na Ślęzy nie ma miejsca dla Jezusa, a przy czakramie wawelskim jest.”

      zdaniem Nnki Sleza to AXIS MUNDI.. co o tym sadzisz?

      Lubię to

  3. „Tam na Ślęzy nie ma miejsca dla Jezusa”

    W Nazarecie jest jego miejsce
    W Nazarecie nie ma miejsca dla Świętowita, miejscem Świętowita jest Ślęża.
    Jezusy Ślężańskie to wyjątkowo niesmaczna new ageowa papka.
    Skoro na Wawelu (krakowski Watykan) jest miejsce dla rabina z Nazaretu
    to dlaczego nie ma miejsca dla Siakjamuniego? Dla Hesusa Druidów itd itp.

    Wszędzie jest dobre miejsce dla „narodu wybranego”, tylko goje nie mają się gdzie podziać.

    Lubię to

  4. Najlepiej będzie jak wszędzie poznosimy wszystko 😉
    Zrobimy sobie multi kulti śmietnik i wtedy będzie fajnie
    globaliści będą się cieszyć bo gdy ktoś przyjdzie na Ślęże żeby poznać kulturę Słowian to wyląduje w śmietniku kultur i nie będzie w stanie oddzielić ziarna od plew,o to chodzi 🙂

    Co to w ogóle za pretensje i argument,że w świętym miejscu „złych pogan”
    nie ma miejsca na jakieś pustynne wynalazki?

    Pseudo duchowa fastfoodyzacja.

    Dzień dobry, po proszę szaszłyk z Jezusa, Świetowita na wynos, Buddę na ostro w sosie Ra, sok Wisznuowy, polewę z Taoizmu i surówkę z New Age Owoce Świata.

    Po takim daniu można sobie tylko rzygnąć. Dobre danie to kilka konkretnych przypraw a nie błoto z miksera gdzie wszystko łączymy ze wszystkim.

    Lubię to

    1. Mezamirze.. ale przecież te imprezy na Ślęży są właśnie takie new ageowe.. dosłownie takie jak te potrawy o których wspominasz.. bo z pewnością nie są to eventy stricte słowiańskie…. podobnie jak i dzialania Projektu Cheops nie są takowe, mimo nazwy jednej z ich fundacji – DAR ŚWIATOWIDA, która to miała na celu prowadzenie badań archeologicznych na terenie Ślęży choć nie tylko: http://www.projekt-cheops.com/plain.aspx?languageId=1&menuId=124&sectionId=499&cmd= a ostatnio powstała nowa fundacja PCh ‚Mądrość Narodów’: http://www.projekt-cheops.com/plain.aspx?languageId=1&menuId=152&sectionId=694&cmd=

      EDIT

      no proszę, tego nie czytałam:

      PROJEKT ŚLĘŻA

      http://www.projekt-cheops.com/plain.aspx?languageId=1&menuId=38&sectionId=69&cmd=

      ale gdzieś, chyba u Mamy Tiki widziałam jakieś stare zdjęcie z takim wejściem w pobliżu kościoła… zanim zniknęło.. i jakby wszyscy wyparli je z pamięci….

      Lubię to

      1. Projekt Cheops jak sama nazwa wskazuje, jest niezwykle słowiański
        nie jestem zwolennikiem tej sekty ale z drugiej strony
        w jaki sposób powstrzymać ludzi przed wchodzeniem na Ślężę?

        Drukować wizy dla Rodzimowierców czy znakować sekciarzy „tych państwa nie obsługujemy” 😀

        Na Ślęży jest już wszystko tylko nie to co powinno, jakieś kościoły wybudowane przez okupanta i uzurpatora z Watykanu, jakieś drogi krzyżowe, bo Ślęża czytane od tyłu to zapewne Golgota 😉 teraz Chłopki Cheopki… jeszcze tylko Potwora Spagetti brakuje do kompletu.

        Jeśli związki wyznaniowe siedzą cicho w tej sprawie,to co może zwykły niezrzeszony obywatel?

        Przecież nawet gdy zacznie protestować to i tak nie reprezentuje nikogo poza sobą, więc sobie może krzyczeć do woli.

        Lubię to

      2. Kim jest ta postać po prawej stronie?

        czy to jakiś słowiański bóg? bo mi się kojarzy raczej z bogami egipskimi…

        wiem, że ten obraz można interpretować na wiele sposobów, np. że ta naga kobieta z niebieskim koralikiem w dłoni po lewej to Ziemia, a ten mężczyzna w zbroi po prawej to Słońce… ale moje pierw22e skojarzenia niestety były znacznie mniej przyjemne…. nieeeestety, ale nagie kobiety i mężczyżni w zbrojach, bądź mundurach i z bronią w ręku przy nich… chyba nie trudno o bolesne skojarzenia…

        myślę, że w tym obrazie symbolizującym to zbliżające się Zrównanie Wiosenne na Ślęży zawarte jest jest bardzo ważne przesłanie…..

        EDIT

        to niby słowiański bóg słońca, wojny i prawa – ŁADO (Łado Swarożyc?)

        http://www.bogowiepolscy.net/lado-lada.html

        wygląda jak AA Michał:)

        a to Swarożyc:

        zdecydowanie bardziej słowiański… i podobny do… Jezusa?

        http://jaksar.wordpress.com/2013/01/28/mit-o-stworzeniu-wiata-i/

        podobnie jak i poniższe wyobrażenie Swaroga:

        bardzo lubię obrazy tego artysty, choć już nie pamiętam jak się nazywa… zamieszczałam w kilku miejscach Jaszera w jego wykonaniu….

        to Dadźbóg

        a to też coś słowiańskiego, ale mi się w pierwszej chwili skojarzyło z Persją i Zaratusztrianizmem:

        Łado Dadźbóg Swarożyc

        http://rodzimowierstwo.cba.pl/?page_id=862

        ten obraz też jest mega ciekawy, to niby słowiański

        NIEPODZIELNY

        za którego głową widać symbol do złudzenia przypominający Pieczęć Melchizedeka… on jest naprawdę podobny do Melchizedeka, a nawet do samego LOGOSA…

        i ciekawa historia z nim związana:

        O Rodzaju, czyli Teogonia Polonica
        http://mitoslavia.blogspot.com/2013/05/o-rodzaju-czyli-teogonia-polonica.html

        i raz jeszcze Niepodzielny

        EDIT

        oo, ten wojownik jest najbardziej podobny do tego na pierwszym obrazie:

        tyle, że to niby MARS

        ?

        Lubię to

  5. Moim zdaniem Axis Mundi to Wawel. Tam są grobowce Największych i najznamienitszych władców Polski to tam jest grobowiec Piłsudskiego i nawet Kaczyńskiego. Wawel to święte miejsce Polaków a Ślęża? wystarczy zobaczyć co tam się działo w czasie II Wojny Światowej. Te eksperymenty Nazistów. A Psie Pole gdzie nie pogrzebano setek trupów? A Propos miejsce dla Jezusa jest tam gdzie jest Miłość i gdzie „panują” siły Światła, nie Ciemności, a Światowid to Jesse jedno z imion Jezusa (może być na odwrót Jezus to jedno z imion Światowida). Jezus to Alfa i Omega bóg początków i końca podobnie jak Światowid i Janus

    Lubię to

    1. Wiesz po czym poznać Indianina? Po tym że nazywa boga tradycyjnym imieniem obowiązującym w plemieniu.

      Po czym poznać buddystę? Gdy mówi o bogu mówi o Buddzie, Samantabadrze, Nirmanakaji, Sambogakaji itd itp

      Po czym poznać hinduistę? Po tym że mówiąc o bogu używa imion takich jak Sziwa, Wisznu, Agni itp

      Po czym poznać Słowianina? Po tym że mówiąc o bogu mówi Swaróg, Świętowit, Weles itd

      Po czym poznać Żyda? Po tym że mówiąc o bogu używa imion Jehowa,Jeszua itp

      Po czym poznać globalistę/multi kulti.new ageowca? Mówiąc o bogu używa wszystkich możliwych epitetów. Nie ma własnej tradycji której może się trzymać więc chwyta wszystko, najpierw to co najbliżej.

      A Propos „miejsce dla Jezusa jest tam gdzie jest Miłość

      To samo można powiedzieć o Świętowicie i każdym innym bogu.

      Czy w kościołach z Jezusem na ołtarzu, jest miejsce dla Świętowita lub Surji?
      Nie ma. Miejsce dla Surji i Świętowita jest tylko tam gdzie mieszkają dobrzy ludzie.

      Wniosek: kościoły Jezusowe są złe 🙂

      Dowód: każdy kościół stoi w miejscu dawnych świętych miejsc, nigdy obok
      zawsze na gruzach.

      Lubię to

    2. „Moim zdaniem Axis Mundi to Wawel.”

      Wawel Dawidzie.. no tak.. z sanskrytu niebo.. a zdaniem niektórych legendarna Wieża Babel… wracając jednak do Ślęży… pisałam już na blogu, że mieszkając jeszcze w Gaja Garden (PDD52) ujrzałam ogromny podziemny kanał biegnący od strony Tybetu, poprzez podkarpacką górę Chełm, dalej przez Wawel właśnie i Ślężę… nazwałam go majańskim pasażem… zresztą nie tylko ja go widziałam… choć może to tylko jeden z wielu podobnych energetycznych kanałów… przychodzą mi tu też na myśl moje doświadczenia z tzw. czarną tubą, jakby pępowiną łączącą mnie z centralnym słońcem, ale te doświadczenia też teraz pominę.. najciekawsze wydaje mi się w tym momencie to czego doświadczyłam na Ślęży w dniu 10 11 2012… W swojej relacji z pobytu na Ślęży pisałam:

      I żebyś widziała to niebo, które miałyśmy wtedy z A nad sobą….
      dosłownie jakby parasolkę w jasno ciemne paski……
      nie mam zdjęć, ale poniższy obrazek nieco to oddaje:

      cała relacja w notce:
      http://liviaspace.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/

      co ciekawe osoba, która wzięła udział w ceremonii PCh 11 11 11 też wspomina o parasolce w jasno ciemne paski w związku z Ślężą, choć ceremonia odbywała się przecież w Gizie, a nie na Ślęży.. przypomnę raz jeszcze relację tej osoby:

      OPIS – ZDZISŁAW

      Witam czytających,

      Moje odczucia, wrażenia, po Ceremonii 11.11.11.

      Ujrzałem potężny strumień energii płynący w kosmos, wyglądał jak „rura, cylinder, walec“ zaś z jego bocznych warstw rozchodziła się energia tworząc „parasol” nad Ziemią. W tej samej chwili ujrzałem Ślężę i identyczne zjawisko. Energia z bocznych warstw rozpościerających się nad Ziemią, jest w kolorze czerwieni utkanej zwitkami, takimi małymi spiralami w kolorze złota.

      W moim odczuciu jest to energia transformująca.

      Cała przestrzeń między Ziemia i „parasolem” była w kolorze czerni, jedynie „słupy” wystrzelonej energii jasne i rozszerzające się.

      Przy „słupie” energii z Ślęży ujrzałem czarną postać oddalającą się od tej energii, spytałem się kim jest i czemu odchodzi, nic nie odpowiedziała tylko się obróciła, popatrzyła i zniknęła w ciemności.

      Starałem się w miarę prostymi słowami to opisać, lecz słowa, te nawet najwznioślejsze, nie potrafią oddać głębi tego co widziałem.
      Serdecznie pozdrawiam.
      Zdzisław Szczepański

      http://www.projekt-cheops.com/plain.aspx?languageId=1&menuId=138&sectionId=663&cmd=

      to naprawdę ciekawa zbieżność…. no i ten słup energii z Ślęży i ta czarna postać…….

      ???

      O tej parasolce nad Ślężą pisałam także w notce:

      Subdukcja jest nagłym spadkiem energii, poprzedzającym późniejszy wzrost lub wyładowanie nowej energii w nowym morficznym subpolu:

      http://liviaspace.com/2012/11/16/1249/

      Lubię to

  6. Już wystarczy tej cieślowskiej „miłości”. Doświadczyliśmy jej ponad 1000 lat i doświadczamy dalej. Miłość na ustach i słowach, a chciwość i mord w czynach. Wynoście się z tą swoją cieślowską, fałszywą miłością na pustynię, do Watykanu. Pedofilia, to też taki rodzaj miłości, może trochę innej. Znamy tę waszą miłość z wielkimi brzuchami, bandy nierobów. Tam, na pustyniach, macie swoje górki i tam sobie umieszczajcie swojego cieślę. Putin dobrze odrobił lekcję. Od was nauczył się tych cieślowskich sposobów i podłości. Pełzające ciepłe kluchy, sączące jad śmietelny. Świętoszkowate żmije.

    Lubię to

      1. Ruch Anastazjowców jest sponsorowany przed Rokefelera

        zdjęcia Lewaszowa z Rokefelerem

        Małżeństwo państwa Lewaszow dostało chyba zlecenie stworzenia nowej religii. Takie samo – jak sądzę – zadanie miał nieżyjący już dziś Pietrow.

        Trehlebow owszem – lekko narwany jest i czasem łapię go na małych błędach ale ogólnie jego przesłanie jest w porządku. Pojawił sie ostatnio na filmach kolega Trehlebova: Wsiesław Głoba, bardzo lubię tego gościa – spokojny, wyważony, poukładany wewnętrznie .

        Wracając do tego tekstu powyżej – do Lewaszowa to ostrzeżenie jak najbardziej pasuje. Zadawano często Trehlebowowi pytania o te różne wykłady – fajnie to tłumaczył. Ja osobiście intuicyjnie jakoś od Lewaszowa stronię.”

        http://rodzimawiara.org.pl/forum/topic.html?id=947

        http://www.forum.anastazja.org/viewtopic.php?f=20&t=338&hilit=historia

        Ostrożnie z ewangeliami “rodzimej wiary” wg proroka Rockefelera.

        http://forum.waisznawa.pl/viewtopic.php?f=7&t=2026

        Lubię to

      2. „Ruch Anastazjowców jest sponsorowany przed Rokefelera”

        haha, a jednak.. coś w tym nie gra… chociaż wiesz, to może być tak, że ktoś na tym położył łapy… myślę, że to temat na osobną notkę.. chętnie przypomnę swoje doświadczenia z Anastazją.. u mnie zaczęło się od tego, że ktoś mi polecił te książki bo moje doświadczenia kojarzyły mu się właśnie z Anastazją.. i jak w to weszłam to zaczęły się dziać wręcz cudowne rzeczy w moim życiu… udało mi się zrealizować choćby projekt ekoosady, itd.. choć to był projekt jeszcze sprzed czasu kiedy zapoznałam się z Anastazją.. usłyszałam, że jestem jej siostrą, itd…. ale potem przyszedł taki moment, że coś mi w tym zaczęło nie do końca pasować… ok, spiszę to na spokojnie… Ciekawe jednak, że kilku osobom kojarzyłam się właśnie z Anastazją 🙂

        ehh, na tym świecie wszystko jest nieźle pomieszane…. Rockeffeler sponsoruje Anastazjowców… w sumie można powiedzieć, że to lepiej niż miał by sponsorować Watykan…. fakt, że poznałam osobiście kilka osób z anastazjowego kręgu i one wszystkie bardzo mocno stąpały po Ziemi i zajmowały się jakimś biznesem… no, ale to chyba dobrze, że biznesmeni zaczęli inwestować w takie przedsięwzięcia, Megre to przecież też rosyjski ex biznesmen tak przy okazji, od tego zaczyna swoją przygodę z Anastazją 🙂

        Lubię to

      3. „Rockeffeler sponsoruje Anastazjowców… w sumie można powiedzieć, że to lepiej niż miał by sponsorować przez Watykan”

        Właśnie w tym rzecz że to robi 🙂

        W myśl zasady: jak chcesz mieć pełną kontrole nad opozycją to sama ją sobie stwórz.

        Satanizm jest tylko pozornym przeciwieństwem neojudaizmu/chrześcijaństwa. Powstał na łonie kościoła po to by mieć w garści zwolenników (neojudaizmu) oraz przeciwników. Tak samo hitleryzm i stalinizm. Popularność satanizmu jest wprost proporcjonalna do popularności neojuadaizmu. Satanistyczna teologia znajduje się w Biblii. Żaden wyznawca Biblii nie kwestionuje istnienia Szatana. Wyznają go jako jedyni. „Niewierni” nie uczą o Szatanie tak jak jego „przeciwnicy”wyznawcy Biblii.
        Nazywając „niewiernych” satanistami zdobyli „dowód” na istnienie satanistów 😀

        To tak samo jakby powiedzieć: każdy kto nie jest orzechem jest satanistą a mamy tyle innych owoców i warzyw, jabłka, gruszki, buraki Czy one są orzechami? Nie.

        A HAAAA! MAMY DOWÓD! SATANIŚCI 😀

        Lubię to

  7. Jak być dochodowym pseudo mistrzem – radzi bloger Jag Venugopal i inni

    Korzystaj z gotowej franczyzy: ogłoś, że jesteś wcieleniem jakiegoś znanego świętego. Tak zrobił multi oszust z Mauritius, niejaki Swami Vishwananda.
    Stwórz legendę wokół swych narodzin i dzieciństwa – co najmniej kilka cudów i bezpośrednich kontaktów z bogami. Ubieraj się odpowiednio. Najlepiej w szafranową suknię i turban. Buduj relacje z celebrytami i politykami. Wizyta sławnego sportowca zapewni ci miejsce w kolorowych magazynach, jego fani mogą zostać twoimi wyznawcami. Politycy podarują ci ziemię pod aśramę w zamian za błogosławieństwo przy urnie wyborczej. Mów niejasno. Niezrozumiały lider jest bardziej szanowany, najwidoczniej przemawia przez niego bóg. Aby cię zrozumieć, ludzie będą płacić za książki i płyty z wykładami.

    Bądź synkretyczny. Wyrażaj się ciepło o wszystkich religiach, nie wiadomo, skąd się trafią klienci!!!!

    http://inicjacja.wordpress.com/2012/02/02/imperia-duszy-falszywi-mistrzowie-duchowe-falszerstwa/

    Lubię to

  8. Kim jest ta postać po prawej stronie? czy to jakiś słowiański bóg? bo mi się kojarzy raczej z bogami egipskimi…

    Horus/Raróg… mnie, Horus kojarzy się ze Słowianami bardzo zwłaszcza z Rosjanami 😀 Rusek – Ho rusek 😉 ale to tylko skojarzenie Ho Rusini .

    wygląda jak arch AA Michał:)”

    Przecież kk od zawsze naśladował „pogan”, zmieniali tylko nazwy, nadal dorabiają do gotowych symboli własną ideologie. Przykład Welesa,u nich ma na imię św Mikołaj.

    Zerknij do książki pt Kult św Mikołaja na Rusi-Borisa Andriejewicza Uspienskiego

    Książka przetłumaczona dobrze za wyjątkiem tytułu. To nie jest zarys kultu św. Mikołaja na Rusi; to filologiczno-semiotyczne śledztwo w poszukiwaniu reliktów pogaństwa jakie utrwaliły się w wizerunku ruskich świętych. Tak więc, wbrew tytułowi, bardziej ukontentowany będzie ten, kto liczy na dociekliwe studium słowiańskiego pogaństwa, niż ten, kto liczy na historię chrześcijaństwa na przykładzie św. Mikołaja.

    Uspieński reprezentuje szkołę Tartu i jest to jedna z najlepszych rzeczy jakie ta szkoła stworzyła (a jest ich jeszcze kilka). Naukowcy poprzez badania struktur języka, utrwalonych znaczeń, tekstów folkloru kreślą siatkę kulturowych powiązań, wcale nie oczywistych, i docierają do samych ich źródeł. Wyniki są często bardzo ciekawe, niedostępne innym dziedzinom, jak archeologia czy historia.

    Wbrew pozorom, najważniejszym bohaterem „Kultu św. Mikołaja” jest pogański bóg Wołos/Weles. Poznajemy jego związki ze ślepotą, kulawością, światem podziemnym, płodnością, zwierzętami, itd. Na wiele z tych związków nie wskazywał przed Uspieńskim nikt; ślady wielu sami rozpoznajemy w średniowiecznych źródłach, choć sam autor posługuje się właściwie wyłącznie materiałem znacznie późniejszym. Przeanalizowany materiał jest ogromny a sposobowi argumentacji trudno odmówić logiki. To też różni Uspieńskiego od jego dzisiejszych polskich naśladowców, którzy próbują stosować jego metodą, ale ich domorosłe prace są tylko zlepkami skojarzeń.

    Na polskim rynku wydawniczym zdecydowanie jedna z najważniejszych książek na temat pogańskiej religii Słowian.

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/126681/kult-sw-mikolaja-na-rusi

    Lubię to

    1. „Horus/Raróg… mnie, Horus kojarzy się ze Słowianami bardzo zwłaszcza z Rosjanami 😀 Rusek – Ho rusek 😉 ale to tylko skojarzenie Ho Rusini”

      a jednak, bo mi przez moment błysnęła taka myśl… Raróg, Raraszek… SOKÓŁ… tak, uderzające podobieństwo do Horusa…

      Raróg, raraszek – w mitologii Słowian demoniczny duch ognia, objawiający się pod postacią drapieżnego ptaka (najczęściej sokoła), ognistego smoka lub ognistego wichru….

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Rar%C3%B3g_%28mitologia%29

      W rosyjskich baśniach raróg przybrał postać żar-ptaka.

      http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBar-ptak

      i tak dochodzimy do Feniksa:

      „(gr. φοίνιξ (foinix), łac. phoenix) – mityczny ptak, uznawany za symbol Słońca oraz wiecznego odradzania się życia…”

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Feniks

      ostatni obrazek, który dodałam do poprzedniego komentarza najbardziej tu pasuje:

      tyle że on jest zatytułowany Mars..

      a czy istnieje jakiś słowiański odpowiednik ANUBISA??

      Lubię to

      1. „Raróg, Raraszek… SOKÓŁ… tak, uderzające podobieństwo do Horusa…”

        Z tym sokołem to jest tak że …ja kojarzę Raroga z Jastrzębiem Jessa

        Zwłaszcza Kania Ruda/Karura/Karuda/Garuda

        ianie w odniesieniu do polskiego Jassy/Jessy kwalifikują się do grupy ludów indoeuropejskich gdzie rdzeń *ansu (pan, władca, bóg) przechodzi na bóstwa najwyższe i niebiańskie, czyli również: Celtowie – Esus, Germanie – Ass, Sarmaci – Uaszo (również plemię Jassowie), Persowie – Asza/Asura. Spokrewnione znaczeniowo indoeuropejskie *awes-, aus-, *awsa- (świecić, błyszczeć) objawia się natomiast w imieniu kaszubskiego boga Jaster/Jastrzebóg (jak dotąd ignorowanego w komparatystyce), a kulturowo najbliższego polańskiemu Jassie/Jessie. Oraz u rosyjskiego boga Usień/Awsień, a na gruncie bałtosłowiańskim u łotewskiego boga Jeusens/Jusens/Usinsz.

        5. Interpretatio romana w odniesieniu do Jassy wydaje się być najbardziej prawidłowe, jeśli w pierwszym rzędzie zastosować je nie tyle do Jowisza co do dwu- lub czterogłowego Janusa, uważanego za poprzednika Jowisza. Janus dzierży klucz (por. polski herb Jasieńczyk i góra kultowa św.Piotr/Połom na kopcach jasienickich) analogicznie jak u wszystkich Słowian ludowy św. Jerzy, który otrzymuje klucz od Matki Boskiej lub Marzanny(sic!). Janus jest również bogiem wędrującym jak słowiańscy Świętowit i Jaryło oraz postacie władców wędrujących z legend polskich.

        6. Wiele wskazuje za tym, że święte zwierzęta Jassy/Jessy (obok wspomnianego powyżej białego rumaka) to orzeł, jastrząb i jaskółka. Jesion podobnie jak dąb, posiada wszelkie znamiona drzewa gromowego, w tym w wierzeniach ludowych moc odstraszającą węże (symbolizujące świat bóstw podziemi). Zwrócić tu można uwagę także na kwiat jasieniec piaskowy oraz chaber, dawniej zwany również jasieńcem.

        I więcej w poniższym artykule.
        http://www.bogowiepolscy.net/jassa-jessa.html

        Lubię to

      2. Raróg, raraszek – w mitologii Słowian demoniczny duch ognia, objawiający się pod postacią drapieżnego ptaka (najczęściej sokoła), ognistego smoka lub ognistego wichru…

        Agni 🙂 Jahve – wedyjski bóg z Rygwedy, przepisany do Biblii.

        Lubię to

      3. W wersecie pierwszym, 36 hymnu poświęconemu YahwaH jest napisane:

        “YahwaH, który błogosławi, wspiera i pomaga – ale tylko tym którzy są mędrcami, prowadzą bardzo świętobliwe życie, oddają cześć Bogu pod imieniem Yahve a także wszystkim oświeconym mistrzom duchowym, Bóstwom/Asurom/półludziom-półbogom i Devom/Anu/Deus/Bogom”

        There are many proper names in the Old Testament affixed with yhv (yeho- or -yahu), and yhvh is the very name of God, which is known from inscriptions dated c. 830 BC.

        The Hebrew derivation of yhv is unclear, and scholars have suggested that it may have a non-Israelite origin, with some seeking meanings in Aramaic or Arabic or Egyptian ~ although it appears that no one has considered Sanskrit sources, where the same term is found with exactly the connotations appropriate to the biblical usage.

        ya is “a goer or mover”, “the wind”, “joining, restraining, or abandoning”, “fame or light”.

        yA is “going, restraining, and attaining”, indicating “a carriage, religious meditation, or the yoniliÑgam”.

        yad is “who, which, what, whichever, whatever, or that”, indicating “the puruSa”.

        And yeSu is the locative plural case.

        yahu is “restless or swift” or “mighty or strong” (synonymous with mahat); also indicating “an offspring or child”, as an equivalent of putra ~ e.g. sahasoyahuH = sahasoputraH (“son of strength”), both used in reference to agni.

        yahva is “restless, swift, active (as agni, indra, soma), or continually moving or flowing (as the waters)”, and likewise it is synonymous with mahat; also indicating “the sacrificer” (yajamAna).

        yahvI is “heaven and earth” or “the flowing waters” (often as sapta yahvI).

        And yahvat is “the ever-flowing (waters)”.

        So that yahvaH or yahvIH (yahweh) and iLAH (allah) are almost identical terms ~ with the Rgveda as the primary source for all monotheistic religions.

        hindudharmaforums.com/showthread.php?t=3125

        Odpowiedz

        Lubię to

  9. „a czy istnieje jakiś słowiański odpowiednik ANUBISA??”

    ANU to nazwa jakiej używają w stosunku do siebie Devy/Deus

    Dlatego sylabą nasienną Devów jest A.

    Anubis… może Wilczy Pasterz Weles?

    Lubię to

    1. Anubis… Bies Anu (Dewa), biesiada, stypa, Weles wesele… w Meksyku pogrzeby są zupełnie inne niż u nas, obecnie. Dawniej mogliśmy mieć to samo podejście do śmierci a gdy przyszli misjonarze zaczęli głosić żałobę i cierpiętnictwo…

      Przyszli, nazwali dawnych bogów diabłami, teraz Biesy kojarzą się z ich złymi duchami\a nie z biesiadami, radością itp

      Lubię to

      1. „Anubis… Bies Anu (Dewa), biesiada, stypa, Weles wesele…”

        o kurcze!!! dzięki Mezamir… Bies Anu… chyba właśnie tego potrzebowałam.. w każdym bądź razie coś mi dzięki temu zaświtało… pomedytuję teraz troszkę nad tym i może uda mi się coś później napisać.. to bardzo ciekawe co piszesz 🙂

        Lubię to

      2. Anuttarayoga Tantra (Sanskrit, Tibetan: bla na med pa’i rgyud),[1] often translated as Unexcelled Yoga Tantra or Highest Yoga Tantra, is a term used in Tibetan Buddhism in the categorization of esoteric tantric Indian Buddhist texts that constitute part of the Kangyur, or the ‚translated words of the Buddha’ in the Tibetan Buddhist canon.

        http://en.wikipedia.org/wiki/Anuttarayoga_Tantra

        Termin tantry jogi najwyższej jest tłumaczeniem terminu sanskryckiego anuttara joga tantra. Słowo tantra dosłownie znaczy „sieć”, „tkać” i odnosi się do najsubtelniejszego stanu obecności zwanego Przejrzystym Światłem, którego kontynuacja trwa po śmierci tkając kolejno ze sobą reinkarnacje odrodzeń w samsarze a nieprzerwana zostanie nawet po zrealizowaniu nirwany.

        W ningma wyróżnia się tantry zwane maha joga, anu joga i ati joga podkreślając nacisk odpowiednio na fazę budującą w maha jodze lub fazę spełniającą w anu jodze bądź wynikowy rezultat fazy spełniającej, tj. dzogczen.

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Tantry_jogi_najwy%C5%BCszej

        Lubię to

      3. Mezamir, tak jak pisałam.. muszę teraz nad tym wszystkim pomedytować, czyli mówiącx inaczej jakoś przetrawić te informacje 🙂

        Termin tantry jogi najwyższej jest tłumaczeniem terminu sanskryckiego anuttara joga tantra. Słowo tantra dosłownie znaczy „sieć”, „tkać” i odnosi się do najsubtelniejszego stanu obecności zwanego Przejrzystym Światłem, którego kontynuacja trwa po śmierci tkając kolejno ze sobą reinkarnacje odrodzeń w samsarze a nieprzerwana zostanie nawet po zrealizowaniu nirwany.

        to się idealnie uzupełnia z

        “Anubis… Bies Anu (Dewa), biesiada, stypa, Weles wesele…”

        i z moją wizją z żywym Anubisem w roli strażnika.. tyle, że ja ujrzałam go w roli strażnika stojącego przed wejściem do pewnego tunelu w Tell Amarnie, a wtedy jeszcze nie wiedziałam, że….

        w każdy bądź razie… nie, nie umiem tego z siebie wykrzesać… to jest zbyt trudne…. ale czuję, że jak się coś poluzuje to będzie jak tsunami…

        tunel.. sieć…

        &

        ‚anuttara’ jak ‚anu tara’

        ok, muszę sobie to wszystko naprawdę troszkę poukładać…

        dziękuję za pomoc ❤

        Lubię to

      4. Naprawdę mnie zaciekawił ten Wilczy Pasterz WELES jako słowiański odpowiednik Anubisa..

        Zaczęłam szukać jakichś info na jego temat, ale praktycznie nic nie ma, jedynie na blogu pana Czesława Białczyńskiego coś znalazłam i to zresztą coś bardzo ciekawego:

        Mąd-Mikoła – Wilczy Pasterz z Wilczego Uroczyska

        „Mąd jest nazywany Panem Zmącenia, Władcą Zemsty, Panem Ćmicy, Opiekunem Wilków lub Wilczym Pasterzem. Posługuje się otrzymanym od Łada i Przepląta Kijem-Wijem, nazywanym też nieraz Sochą-Mądką. Kiedy był jeszcze dzieckiem, wystrugał sobie Rogalkę-Kołotuchę, którą mącił wody, ale tę zabrała mu Plątwa. Posiada także Miech-Wór, w którym ukrył Kamień Kamieni, gdy toczyła się walka z Podbójem-Światogorem. Z tym Miechem i Kijem wędruje po Ziemi w towarzystwie wilków i często pomaga ludziom, a nawet obdarowuje ich trzymanymi w miechu przedmiotami. Mąd dopomógł uwięzionemu Sadce przerwać grę na gęślach, powstrzymać tany Władcy Wód i wydobyć się z podmorskiego dworu Wodo-Wełma. Sadko postawił mu za to świątynię w Nowogrodzie. Mąd był również ojcem witiazia Dołmonta. Jest bardzo czczony przez Kaszubów, których czarownicy twierdzą, że najczęściej gości w ich ziemicy, wyprowadza błądzących z boru i zadaje zagadki. Jak to z Mądem-Mikułą bywa, kto mu odpowie, może odejść i otrzyma jeszcze podarek, a kto nie odpowie, musi oddać duszę i staje się zduszem, mieszkańcem Piekła. Mąd nosi miana Mętlika-Nikuły (Mikuły), Mądraka-Zwóda i Mąda-Kóła11. Jego pomocnicami są stworzyce Mątwy. Biorąc podarek od niego zawsze należy pamiętać, że może się on okazać czymś takim, jak dla Światogora był Kamień Kamieni.”



        Wilczy Pasterz według W. Korolkowa

        „Niektórzy, zwłaszcza kołoduni nowogrodzcy, z burskiego plemienia Słowenów Nailmeńskich twierdzą, że był on synem Sima, a nie Łada, i że wszystko powyższe jest prawdą z tą jedną właśnie różnicą. Jest to możliwe, ponieważ Mąd to jeden z dziewięciu bogów Podziemia. Jako Pan Ćmicy-Ciemności, Władca Zmącenia, Pan Zaślepiający, często przewodzi Ciemnym Siłom. Ćmica nie jest ciemnością widzialną, lecz mocą zła. Mimo że Mąd niejeden raz stawał po stronie ludzi, jest równocześnie
        głównym sprawcą wyciągnięcia z Założy i Piekła złych dusz, ożywienia ich pod postacią Zduszów i utworzenia z nich sotni Wojska Ciemności. Zmagania między Wojskami Ciemności a Drużynami Niebieskimi odbywają się od czasu Wojny o Krąg cztery razy w roku, a ród Zduszów nęka ludzi przez cały okrągły god. Mąd ma swój niechlubny udział w kształtowaniu nieci bytu i wiergu, które skrapia razem z Plątwą wodą śmierci z czarnych źródeł. Jego stałymi towarzyszami są inni „ciemni małobogowie”

        „Bodnyjak-Bezdnik, Licho, Dzieldzielija, Zmora, Skalnik, Dyj-Bełt, Lelij i Polel-Sowica. Boginki zwane Mątwami, służące Mądowi, są nosicielkami zemsty. Mikuła, zgodnie ze swym mętnym przyrodzeniem, z jednej strony przewodzi Wilkołakom, a z drugiej kuma się z wilkami przynależnymi Mokoszom, które są wrogami Wilkołaków. Przez wielu ludzi i całe plemiona, zwłaszcza z północnych ziemic Sławian, czczony jest jednak jako bóg litościwy dla myśliwych i ludzi.”

        „Wołos jest bogiem wołowym, bogiem, z którym łączy się kult przetrwały do dziś w folklorze na Rusi jako obrzęd wołoszenia, u Słowian Zachodnich jako Chodzenie z Turoniem. Bogiem wilczym (wołkowym) jest Weles; według baju, chciał on być Pasterzem Całej Trzody Świata i ukradł bydło Perunowi, który je miał powierzone pod
        opiekę przez Borowiła.

        Weles uciekł ze wszystkimi zwierzętami na Welę, ale został pokonany i jedyne, na co mu pozwolono, to wypasanie wilków. A żeby to była dlań kara, a nie nagroda, dano owemu bogu Kozią Głowę (jedni mówią, że zamiast własnej, drudzy, że jako głowicę zdobiącą nieodłączną pasterską laskę). Tak to Weles pasa nocami wilki, a wilki gonią go z powodu zapachu koziego włosia (lub widoku koziej głowy). Jest widywany na Ziemi jako Wilczy Pasterz, choć niektórzy twierdzą, że Wilczy Pasterz to Zdusz – król Wilkołaków.”

        źródło cytatów i obrazki ze strony:

        http://bialczynski.wordpress.com/2011/08/20/ksiega-tura-taja-10-o-narodzinach-malych-bogow/

        http://bialczynski.wordpress.com/2013/03/10/poczet-bogowie-slowian-apokryf-uzupelniony-o-obrazy-z-ksiegi-ruty/

        jeden z 9 panów podziemia…. hmm.. to ciekawe.. no i z jednej strony władca zemsty, a z drugiej pomaga ludziom i niczym św. Mikołaj obdarowuje ich prezentami ze swego wora… naprawdę ciekawa to postać… niejednoznaczna, ale to samo można powiedzieć choćby o dzisiejszych politykach… z jednej strony organizują wojny, a z drugiej akcje charytatywne…. na tym zamieszczonym obrazku wygląda troszkę jak Majtreya na białym koniu…

        i teraz jeszcze bardziej zastanawia mnie ta postać, bo niby to Weles… a jednak niezupełnie..

        Wołos (w źródłach staroruskich: Velesъ, Volosъ bogъ) – bóg słowiański. Podziemny bóg magii…. Epitet skotij bog (tłumaczony zwykle jako „bóg bydła” ma analogie starogreckie: skotios – ciemny, mroczny jak Hades”…. Weles występuje tradycyjnie jako antagonista Peruna, czego ślady zachowały się po chrystianizacji w folklorze jako opowieści o rywalizacji Boga z diabłem (stąd także podstawy do utożsamiania Żmija z Welesem), a nawet Św Mikołaja z Bogiem, czy Św Eliaszem. Motyw ten pokrywa się z ogólnoindoeuropejskim schematem rywalizacji dwóch najwyższych i przeciwstawnych sobie bóstw….. Gromada otwarta Plejad zwana jest w mitologii
        słowiańskiej Wołosożarami, Vlašici (Wołoszycy, po serbsku „synowie Velesa”)

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Weles

        Wołosożary, włosożary – w mitologii słowiańskiej określenie Pasa Oriona lub gromady otwartej Plejady bądź, rzadziej, spadających gwiazd, odnoszące się do boga magii i zaświatów Wołosa. Nazwa pochodzi od słowa stožary, oznaczającego centralny pal gumna, wokół którego chodzi para połączonych jarzmem wołów, młócąc zboże. Związek między Pasem Oriona a władcą zaświatów obecny jest także m.in. w mitologii egipskiej (Ozyrys). Gwiazdozbiór ten związany jest z wyobrażeniami fallicznymi i axis mundi. Stanowi też symboliczne wyobrażenie broni chtonicznego boga, przeciwstawnej piorunom Gromowładcy (w polskich wyobrażeniach ludowych jest to kij, którym diabeł chciał uderzyć Boga)

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Wo%C5%82oso%C5%BCary

        pamiętam, że gdzieś już o tym pisałam…. tyle, że czy ten Weles naprawdę pasuje na słowiańskiego odpowiednika egipskiego Ozyrysa… skoro Ozyrysa uznaje się za tego
        dobrego, a Seta za złego.. a tutaj niby Weles jest tym złym.. Analogia pomiędzy Wilczym Pasterzem Welesem a Anubisem jest znacznie bardziej oczywista… choć Set tu by też pasował, z tym że warto wziąść pod uwagę jego demonizację…. ahh, nieżle to wszystko pokręcone..

        „Set był raz czczony z Neftydą w opozycji do Ozyrysa, Izydy, Neftydy. Kult Seta utrzymywał też swoją siłę w Awaris przez cały okres rammestydzki. Set był tam
        czczony jako małżonek fenickiej bogini Anat lub Asztarte. Neftyda stanowiła tam tylko członkinię haremu boga.”

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Set_%28b%C3%B3g%29

        Syn bogini Nut i boga Geba (lub Re), brat Ozyrysa, Izydy i Neftydy, także jej mąż. Niektórzy przypisują mu ojcostwo Anubisa.

        Anubis (gr. ’Άνουβις) – w egipskiej mitologii bóg o głowie szakala, ściśle łączony z mumifikacją i życiem pozagrobowym. W języku Starożytnego Egiptu był znany jako Inpw. Najstarsza znana wzmianka o nim pochodzi z tekstów piramid z okresu Starego Państwa, gdzie łączony jest z pogrzebem faraona. W tej epoce był najważniejszym
        bogiem związanym ze śmiercią, lecz w Średnim Państwie zastąpił go Ozyrys.

        Przydomki Anubisa pochodzą ze związku z jego pogrzebową rolą, np. miano Ten, który jest na swoim pagórku miało podkreślać, że jest on strażnikiem umarłych i ich miejsc świętych (cmentarzy)….

        Scena ważenia serca z Księgi umarłych zwykle pokazuje Anubisa dokonującego pomiaru decydującego, czy zmarły może wejść do podziemi – królestwa Ozyrysa. Pieczęcie
        grobowe z okresu Nowego Państwa przedstawiają to bóstwo na szczycie dziewięciu łuków, co miało symbolizować jego dominację nad nieprzyjaciółmi Egiptu…

        bóstwo to niekiedy łączono z Syriuszem na niebie i Cerberem w Hadesie…

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Anubis

        Anubis jako bóstwo na szczycie dziewięciu łuków i Wilczy Pasterz Weles aka Mąd-Mikoła jeden z dziewięciu bogów Podziemia….

        ehh… na tym na razie poprzestane 🙂

        Lubię to

  10. “Tefilin to dwa pudełka skórzane, zrobione z jednego kawałka skóry koszernego zwierzęcia, w których znajdują się zwitki pergaminu z zapisanymi cytatami z Tory.

    Przymocowuje się je do ramienia i czoła rzemieniami. Jest to nakaz obowiązujący jedynie mężczyzn, wypełnia się go za dnia, w zwykłe dni tygodnia. W Szabas i święta nie ma obowiązku zakładania tefilin, a niektóre autorytety twierdzą nawet iż w te dni jest to wręcz zabronione.

    Obowiązek zakładania tefilin wywodzi się z czterech zapisów w Torze:

    ‘ Kadesz Li (Szemot/Wyjścia 13:1-10), gdzie werset 13:9 mówi:
    “[Te słowa] będą dla ciebie znakiem na twojej ręce i przypomnieniem
    pomiędzy twoimi oczami (…)”;
    ‘ Wehaja ki jewiacha (Szemot/Wyjścia 13:11-16), gdzie werset 13:16
    brzmi: “To będzie dla ciebie znakiem na twojej [słabszej] ręce
    i tefilin [totafos] pomiędzy twoimi oczami (…)”;
    ‘ Szema (Dewarim/Powtórzonego Prawa 6:4-9) z wersetem:
    “I przywiążesz je do swojej ręki jako znak i będą symbolem [totafos]
    między twymi oczami (…)”

    oraz

    ‘ Wehaja im szamoa (Dewarim/Powtórzonego Prawa 11:13-21),
    gdzie znajduje się werset: “Połóżcie te Moje słowa w waszych sercach
    i w waszych duszach i przywiążcie je jako znak na swojej ręce i jako
    symbol [totafos] między waszymi oczami”

    Pergaminy z zapisanymi na nich powyższymi fragmentami umieszcza się w pudełkach. W tefilin szel rosz – czyli umieszczanym na głowie – są to cztery kawałki pergaminu umieszczane w osobnych przegródkach, natomiast w tefilin szel jad, umieszczanym na ramieniu, wszystkie te cytaty zapisane są na jednym pergaminie. Zarówno pudełka, jak i rzemienie, pomalowane są na czarno specjalną farbą. Technika wykonania tefilin jest przekazywana przez tradycję ustną, wszystkie prawa z nią związane są bardzo skomplikowane i skrupulatnie przestrzegane.

    Tefilin traktowane są jak największa świętość, przed założeniem i po ściągnięciu całuje się je, przechowuje się je także w specjalnych futerałach i torbach. Rambam następująco opisuje znaczenie tefilin:

    Świętość tefilin jest ogromna. Ten, kto nosi tefilin na głowie i ramieniu, jest pokornym i odczuwa bojaźń przed Bogiem, nie skuszą go szyderstwa ani czcze rozmowy. Będzie kierował swe myśli do słów prawdy i sprawiedliwości. Z tego powodu każdy powinien starać się, aby nosić tefilin przez cały dzień, jak wymaga tego przykazanie. O Rawie, uczniu Rabeinu HaKodosz (Rabina Jehudy HaNasi), mówi się, że przez całe swoje życie nie był widziany, aby przeszedł więcej niż cztery amos bez rozmawianiu o Torze i bez założonego tefilin. Wprawdzie micwą jest, aby nosić tefilin przez cały dzień, jest większą micwą, aby zakładać je w czasie modlitwy. Nasi rabini powiedzieli: “Ten, kto czyta Szema nie mając założonego tefilin, jest jak osoba składająca o sobie fałszywe świadectwo”. Ten, kto nie zakłada tefilin łamie osiem pozytywnych przykazań, ponieważ w czterech różnych miejscach Tora nakazuje nam zakładać tefilin szel rosz (zakładany na głowę) i tefilin szel jad (na ramię). Ten, kto regularnie zakłada tefilin zasłuży na długie życie, jak jest powiedziane:
    “Bóg jest nad nimi i będą żyć” (Jeszajahu 38:16). (Hilchot Tefilin 4:25-26)

    Rochel Joanna Czopnik

    Teraz proszę spojrzeć na rzeźby Tengu i porównać.

    Tengu w sztuce przedstawiane były w różny sposób, jednak najczęściej jako coś pomiędzy ogromnym, potwornym ptakiem a w pełni humanoidalną istotą, często z czerwoną twarzą i niezwykle długim lub dużym nosem.

    Raróg,Garuda?

    Nie to zwróciło moją uwagę ponieważ w podobieństwie między Tengu a Garudą
    nie ma niczego niezwykłego Niezwykle zaczyna się robić gdy porównamy wizerunki solarnych Garud/Rarogów z pilotami myśliwców.

    Długie nosy u Tengu są chyba odpowiednikiem rurki przez którą doprowadzany jest tlen.

    Maska pilota wygląda jak dziób a myśliwce to “żelazne ptaki”
    związek między nimi a solarnymi orłami ewidentny.
    Jedno i drugie lata po niebie.

    W buddyzmie Tengu uważane były za zwiastunów wojny.
    Myśliwiec służy wyłącznie do walki.

    W Mahabharacie mamy ciekawe opisy Viman …
    szczerze mówiąc poziom adrenaliny podniósł mi się znacznie 🙂

    Na wczesnych wizerunkach tengu ukazywane były jako istoty podobne do Kani, potrafiące zmieniać się w ludzi, lecz zachowujące ptasie skrzydła, głowę lub dziób

    Kania…Kania Ruda/Karuda/Garuda…

    http://bialczynski.wordpress.com/2013/02/28/swararaszek-zebral-mezamir-snowid/#comment-62589

    Co powiesz na to? 🙂

    Lubię to

    1. Co powiesz na to? :)”

      Raróg, Garuda? Nie to zwróciło moją uwagę ponieważ w podobieństwie między Tengu a Garudą nie ma niczego niezwykłego Niezwykle zaczyna się robić gdy porównamy wizerunki solarnych Garud/Rarogów z pilotami myśliwców.

      momentalnie mi się ci skrzydlaci herosi skojarzyli z Horusem/Rarogiem 🙂

      a te czarne pudełka na głowach z Al Kaaba w miniaturce… naprawde niesamowicie to wyglada…

      choć najbardziej zaciekawił mnie pomnik widoczny na poniższym zdjęciu, tak jakby płyta nagrobna…

      niesamowite, bo coś podobnego widziałam w pewnym śnie o katastrofie lotniczej… zapamiętałam dokładnie, że to się wydarzyło na Okinawie.. już po wszystkim znalazłam się przed pewną płytą pamiątkową zapisaną dziwnym dla mnie pismem, które było czymś w rodzaju kodu i w pewnym momencie zaczęło się poruszać i… nie jestem już pewna, ale chyba widziałam wtedy różne obrazy, tak jakby to pismo je tworzyło.. jakby wyświetlało się na matrycy.. w każdym bądź razie dzięki temu zrozumiałam, że to nie była katastrofa normalnego samolotu, a katastrofa UFO…. nie wiem dlaczego Okinawa, bo prawie nie miewam snów związanych z Japonią…. ale ten sen miał w sobie coś bardzo szczególnego dla mnie… szkoda, że nie wszystko mogę sobie przypomnieć….

      Lubię to

  11. Yhm…to w takim razie dodam Ci jeszcze coś do „poprzemyśliwania” 😀

    Filip said, on 13 Luty 2014 at 19:54
    Tak, literatura indyjska w sanskrycie, różnych prakrytach (też od ponad 2 tys. lat) i językach średniowiecznych Indii zafówno wedyjska jaki późniejsza, która wyrosła na gruncie Wedy i ta, która prezentuje podejście na rzeczywistość w pewnej opozycji do Wedy – jest tak obszerna, że to, czym dysponujemy w języku polskim to kropla w oceanie.

    Dzięki Mezamir za Surja Upaniszad. Od razu przetłumaczyłem fragment:

    “Słońce jest jaźnią całego świata.
    Ze Słońca rodzą się, zaiste, żywe istoty.
    Ze Słońca ofiara, Deszcz (Pardżanja = Perkun), pożywienie i dusza.
    Pokłon Ci Aditjo, Synu Bezkresu!
    Ty jesteś naocznym sprawcą czynów,
    Ty jesteś naocznym Brahmanem – tym który się rozszerza,
    Ty jesteś naocznym Wisznu – tym, który przenika,
    Ty jesteś naocznym Rudrą – tym, który gromki dźwięk wydobywa,
    Ty jesteś naocznym Ryczem (Rygwedą) – hymnem pochwalnym,
    Ty jesteś naocznym Jadżusem (Jadżurwedą) – hymnem ofiarnym,
    Ty jesteś naoczną Samą (Samawedą) – hymnem-pieśnią,
    Ty jesteś naocznym Atharwanem (Atharwawedą) – hymnem-zaklęciem.
    Ze Słońca rodzi się Wiatr,
    Ze Słońca rodzi się Ziemia,
    Ze Słońca rodzą się Wody,
    Ze Słońca Ogień się rodzi.
    Ze Słońca Przestwór i kierunki w przestrzeni się rodzą,
    Ze Słońca Bogowie – świetliści się rodzą,
    Ze Słońca Wedy powstają,
    Zaiste, takie właśnie Słońce, tę oto tarczę rozpala.
    Tamto Słońce to Bahman, który się rozszerza,
    Słonce jest wewnętrzną strukturą człowieka –
    umysłem, rozumem, świadomością, tożsamością,
    Słońce zaiste jest tchnieniem życiowym, które wszędzie się rozchodzi,
    i tchnieniem życiowym, które integruje,
    i tchnieniem życiowym, które w górę płynie,
    i tchnieniem życiowym, które do dołu ciągnie,
    i głównym tchnieniem życiowym.
    Słońce zaiste jest słuchem i tym, co czuć pozwala przez skórę,
    i wzrokiem, i tym, czym smak się czuje, i tym, czym zapachy,
    Słońce zaiste jest dźwiękiem i tym, czego się dotyka,
    barwy postacią, smakiem i zapachem,
    Słonce zaiste jest mową i ręką, i nogą,
    i tym, dzięki czemu można się rozmnażać,
    i tym, czym nieczystości wydalać,
    Słonce jest zaiste i mówieniem, i braniem, i przemieszczaniem,
    i wytwarzaniem, i radością,
    Pełne radości, pełne mądrości, pełne rozróżniania jest Słońce!

    Pokłon Słońcu-Mitrze – Przyjacielowi Miłemu
    Pokłon Słońcu-Bhanu – który blaskiem świeci,
    Chroń mnie przed śmiercią!

    Pokłon Świetlistemu, Świata przyczynie!

    Ze Słońca powstają stworzenia
    i pod opieką są Słońca,
    W Słońcu się rozpuszczają
    i to, co jest Słońcem jest tym, czym jest ‘ja’ we mnie.

    Okiem naszym jest Savitar – Stwórca,
    i okiem naszym jest Słońce – to, które jest w górze.
    Niech Stwórca okiem nas obdarzy.

    Słońca wiedzę mamy, Tysiąc-promiennego dumamy,
    Niech więc nas Słońce obudzi.

    Ostatnie dwa wersety to tzw. Surja Gajatri – czyli najświętsza medytacja Słońca…

    Jeśli ktoś chce się u mnie uczyć sanskrytu, to zahęcam do dołączenia od 28 lutego we wtorki w godzinach 18:00 – 21:00 na cykl spotkań z sanskrytem (do 3 czerwca). Nauka na takich właśnie tekstach z recytacją i z uwzględnieniem naszych wspólnych korzeni z Hindusami. Moim konikiem jest wywodzenie słów polskich z sanskryckich i wskazywanie na ogromne podobieństwo i historyczne związki. http://www.vivaswan.pl/pl/node/197

    Acha, jeszcze zamieściłem swoje rozważania na temat kultu Słońa w indiach: http://www.vivaswan.pl/pl/node/194

    http://bialczynski.wordpress.com/2014/02/07/stanislaw-kostka-potocki-1755-1821-i-jan-nepomucen-potocki-1761-1815-straznicy-wiary-slowian/

    Lubię to

  12. Livia, ja tego jeszcze nie czytałam.. hmm. pomijałam w tym temacie milab, ale skojarzyłam z tą postacią na plakacie po prawej (ten od.J. Zagórskiego) i z Rarogiem?

    http://davidicke.pl/forum/eve-lorgen-horus-ra-operacje-milab-t11174.html

    „Streszczenie

    Artykuł skupia się na pasożytniczej naturze Horus-Ra, jako „archona”, międzywymiarowej istoty, odkrytej podczas uprowadzeń przez obcych i doświadczeń z MILAB. Horus-Ra ma podobny wygląd do istot z głową jastrzębia, znanych ze starożytnego Egiptu, zdarza się też, że przyjmuje on postać węża. Jest to kontynuacja wywiadu z Maarit, skandynawską MILAB, uznawaną jako kluczowy świadek, który dał najbardziej fascynujące, dziwaczne i niepokojące świadectwo, obejmujące takie elementy jak: uprowadzenia przez obcych, MILAB, rytuały, manipulacja genetyczna, kontrola umysłu i wojna duchowa.”

    Lubię to

    1. wkleję tylko ten obrazek żeby było jasne o jaką postać chodzi… tak.. zanim jeszcze przeczytałam o co właściwie chodzi to zwróciłam uwagę na ten właśnie obrazek… i tak jak pisałam pszeszły mnie dosłownie zimne dreszcze… i w ogóle zrobiło mi się nieprzyjemnie… tzn. konkretnie na widok tego pana po prawej… choć jeszcze nie wiem co jest właściwie grane, aczkolwiek wydaje mi się, że ten obrazek przekazuje coś bardzo ważnego na temat tego co się tam na Ślęży dzieje… i udziału PCh w tym wszystkim… tyle, że nieoficjalnie… Nie wiem co im się udało znaleźć tam na Ślęży…. ale.. pamiętasz może jak Jenny mówiła że widzi zamiast kościoła zamek, a w podziemiach złote maski…. może to właśnie ich szukali… no między innymi.. w każdym bądź razie gdy byłam na pewnym spotkaniu w Zakopanem to tam też się pojawił ktoś z PCh i miał ze sobą złotą maskę i z tego co mi wiadomo próbował nią kogoś przekupić… takie info otrzymałam w trakcie pertraktacji… nie wiem jednak czy to mogła być maska ze Ślęży, czy raczej z wykopalisk w Egipcie… ok, muszę kończyć… ale dodam ciąg dalszy jak tylko będę mogła wrócić do kompa… do usłyszenia Michaelo 🙂 EDIT ok, wrocilam… przypomne raz jeszcze komentarz Nnki: nnka pisze: Listopad 25, 2011 o 13:02 Samuel ma związek z górą Śleżą… to wiem. jest jak “strażnik góry”… przynajmniej jeśli chodzi o tego Samuela, który ma zwiazek z projektem. Może to dziecko En ki i Izydy? albo… ktoś mocno powiązany z tajemnicą Ślęży? hmm, synem Ozyrysa i Izydy był Horus, a Ozyrysa i Neftydy Anubis… przynajmniej takie są oficjalne dane… i tak przy okazji fragmenty różnych sesji PCh z LL Barbara: Samuelu, czy jesteś sumeryjskim Bogiem Enki, Samaalem, synem Boga Anu, a Jahwe jest sumeryjskim Enlilem? Samuel: Barbaro – i tutaj jestem ogromnie zaskoczony i dumny. Wypowiedziałaś słowo „Jahwe?. Barbaro – jestem synem Boga Jahwe. Jest to prawdą. Jednym z pierwszych synów Boga Jahwe. Słucham. Barbara: Czy słusznie kojarzę was z Ennochem i Eliaszem? Samuel: Słusznie tak nas kojarzysz, ale Eliasz jest w następnej kolejności tworzonym duchem szczebla najwyższego i moim bratem. Barbara: A co z Inkhursak, inaczej Innaną? Samuel: Wszyscy, których wypowiadasz są tworzeni przez Boga Najwyższego – czyli mojego ojca: Boga Jahwe. … Barbara: Czy sumeryjski Bóg ENKI, to ten sam Bóg egipski zwany PTAH? Samuel: Barbaro, co do tego pytania też już mieliśmy rozmowę. Bóg Enki może przybierać różne imiona, w zależności od sytuacji, w jakiej się znalazł i danego okresu. Różne imiona. Czy jest to dla ciebie zrozumiałe? Barbara: Samuelu, czy słusznie pojmuję Ciebie jako ENKIEGO, Boga PTAH?a? Jeżeli się mylę, to proszę o wyjaśnienie. Samuel: Enki, Barbaro. Jam jest synem Boga. Enki. Słucham. … Duch ślęży Bonifacy o Samuelu: Bonifacy: Enki… Słońce… i to ma całość. Pytanie jest jeszcze? Barbara: Właśnie to jest coś, co mnie najbardziej zaskoczyło i to, że potrafiłam znaleźć imię Samuela w informacjach, które miałam, jeśli chodzi o wiedzę sumeryjską… Jest niesamowitą wiadomością dla mnie imię boga Światowida. Jak to jest…? Niby wiem… niby już czuję… ale chwilami mnie to przerasta. Bóg… Słońce… który… Bonifacy: Ludzie mu nadawali imiona boskie. Światowid to nic innego jak Słońce, nic innego jak Ra, jak Sun… Przecież to wszystko zbiega się do jednego źródła. Enki w swoim czasie dostał to imię. Imię to otrzymał od bogów. Imię jest zastrzeżone i tylko ujawnione dla… – byłoby zbyt wyniosłe – wybranych, ale dla ludzi o otwartym sercu. Słucham. Bonifacy: Ziemia… Ziemia… Ziemia… jest na ustach wszystkich istot na innych planetach. Oczy wszystkich są zwrócone ku Ziemi. Bogowie… bogowie teraz będą decydować. Rola Enki… i tutaj mogę przy was dodać… Ra… Światowida… jego zadanie lub misja jest bardzo trudna. Szczęściem jest to, że pomimo tych wszystkich trudów zaczyna się coś ruszać… Idziemy kochani ku Słońcu… Wszyscy… Wy, ludzie i my istoty duchowe, które będą pomagać Bogu Ra… Enki… Sun… Światowid… To jest ta sama postać. Słucham. … Andrzej: Dziękuję, już zacząłem to robić. Samuelu, mam pytanie w związku z poprzednią sesją… Powiedziałeś, ze przybycie na Ziemię Księcia Pokoju, czyli Chrystusa przerwało połączenie z Orionem. Co masz na myśli? Dlaczego to się stało? Samuel: Jest to temat głębszy, Andrzeju. Tak zdecydowała Rada Bogów, na tej pamiętnej Radzie, która się odbyła. Otóż Rada Bogów uchwaliła, ze, kiedy na Ziemię przyjdzie Książe Pokoju i potem odejdzie, kontakt z Orionem zostanie przerwany. Nie zupełnie, bo jest nadzór cały czas, ale już nie taki bezpośredni, jaki był do czasu zero, kiedy się urodził Wielki Wódz, czyli wasz Jezus. Gdybym chciał rozwinąć temat to podejrzewam, ze zastałby nas świt. Dlatego – powiem w skrócie. Jezus, czyli Wielki Książe miał być tym pierwszym zwiastunem tego, co się będzie działo. Był pierwszym Prorokiem, który już zapowiadał wielkie oczyszczanie. I dlatego Rada uchwaliła taką właśnie rzecz: ? Pozostawimy ludzi na 2000 lat nie samym sobie” – gdyż ludzie otrzymali jak wiesz ro um i wolną wolę, ale już nie był taki nadzór z planety, z Drugiej Ziemi, jak do momentu narodzin Jezusa. Jezus odciął tą drogę – czyli zamknąć bramę. Słucham. … Iwona: Witaj Samuelu. Jak wyglądały kontakty z Orionem przed zamknięciem kanału, czyli przed przyjściem energii Jezusa na Ziemię? Samuel: Mądre pytanie Iwono zadałaś. Istotnie – kontakty przed przyjściem Wielkiego Wodza, inaczej Księcia Pokoju były – i to dosyć regularne. Nie wysyłali wtedy ludzie w kosmos rakiet, bo ich nie posiadali, ale odwrotnie. Istoty – powiedzmy – z zaświata przybywały na Ziemię. żeby uwiarygodnić to, co powiem odwołuję ciebie do księgi Ezechiela, w Starym Testamencie, który miał bezpośredni kontakt z istotami z Oriona. Wtedy ludzie byli bardziej otwarci, prości. Takie istoty uważali za aniołów, którzy przybywali z nieba na Ziemię i przekazywali ludziom informacje. W różnych zakątkach świata takie kontakty były czymś normalnym, regularnym. Z chwilą, kiedy przyszedł na Ziemię – Jezus, w tę noc właśnie, kanał został zamknięty. Słucham. Iwona: Czy energia Jezusa jest teraz w pobliżu Ziemi, czy jest już w innych wymiarach? Samuel: Iwono – nie tylko Jezusa, ale i inych. Gabriela, Michała i wielu innych Istot Duchowych. Oni wszyscy znajdują się już w pobliżu Ziemi. Czekają na znak, sygnał dany od samego Boga do rozpoczęcia akcji. Wielkiej akcji Iwono. Iwona: Jaka to akcja? Samuel: Taka, jak już widziałaś, widzisz. Oczyszczania. Słucham. … Andrzej: Po co Kosmici obiecali ludziom, że wrócą na Ziemię? Samuel: Powrót, inaczej mówiąc, Andrzeju – powrót bogów. Tak, obiecali i tak uczynią po to, żeby na Ziemi zapanował idealny porządek i harmonia, taka, jaka jest we wszechświecie, na innych planetach, gdzie istotom z danej planety żyje się naprawdę dobrze. Istoty z innych wymiarów nie znają słowa „wojna”, nie znają słowa „choroba”, „umieranie”. Te słowa dla nich są zupełnie obce. Po to powrócą bogowie, żeby nauczyć tych, co pozostaną, nowego życia. Jak żyć prawidłowo. Słucham. Barbara: Czy brana jest pod uwagę nagła interwencja na Ziemi istot z Aszun, na wypadek nierozważnych poczynań polityczno – wojennych? Samuel: Oczywiście, Barbaro. Istoty ludzkie są nieobliczalne w swoim zachowaniu, dlatego przez cały czas jest nad wami kontrola. Istoty z Aszun, z Syriusza, przebywają wśród was posiadając ziemską materię. Cały czas są kontakty z bazami. Istoty owe zajmują wysokie stanowiska i w razie potrzeby użyją swojej siły. Najprostszym sposobem wytrącić wam moc, siłę, to zakłócić pole magnetyczne Ziemi. … Jak już wiecie – ludzie żyją w końcowej fazie wyznaczonego czasu i jeśli nie nastąpi radykalna poprawa do 012 roku, to istoty z Aszun wstępują do akcji. Wkroczą i ci, którym Ziemia się bardzo podoba. … Jaka była decyzja – to już wiecie? Głosy były jednomyślne – usunąć wszystkich z Ziemi i eksperyment rozpocząć od nowa. Na dzień dzisiejszy zaczynam żałować tego, co zrobiłem – sprzeciwiłem się Radzie. Naraziłem się na gniew Boga Ojca i Rady. Postawiono mi warunek. Pozwolono mi przeprowadzić eksperyment poprawy ludzi. Tylko, że teraz przygląda mi się Rada Bogów. Otrzymałem czas, który już się kończy. Po tym czasie, po 012 roku, mam być odsunięty, a do akcji oczyszczania wkroczy Gabriel. Można jego nazwać aniołem oczyszczania. Poza wami nie ma bardziej barbarzyńskiej cywilizacji w całej galaktyce. Samuel: Nie masz wyboru. Cała grupa, która została zaangażowana – nie macie wyboru. Bo albo otworzycie bramę, a bramą jest PIRAMIDA i oczyszczanie będzie przebiegać łagodnie, albo do tego nie dojdzie i pociąg nie wjedzie – a wtedy oczyszczanie będzie naprawdę bolesne. W każdym przypadku – decyzję my podejmujemy, ale pozwalamy wam decydować. … My krzyżować nie będziemy tak, jak to uczynili ludzie z Jezusem. My natomiast damy ten krzyż ludziom posługując się matką naturą przy oczyszczaniu… Samuel: Przyjąłem Andrzeju. Przyjęłem twoje słowa. Jeszcze dodam – kiedy oczyszczanie będzie w sposób drastyczny, to na nic nikomu nie zda się złoto. Wszystkich będziemy traktować jednakowo. I tych, co złoto posiadają i tych, którzy tego złota nie mają. Wybierzemy tylko do życia tych, którzy posiadają znak. Inni bedą opuszczać Ziemię. Słucham. http://kodczasu.pl/printview.php?t=514&start=200&sid=bccacc6c097769c149ac983d3c4851ea tak więc Samuel podkreśla wyraźnie i to niejeden raz, że jest synem boga JAHWE i jakie są jego cele… … wyciągi z channelingów relacjonujące jak Samuel przewodził wyprawie poszukującej skarbów na Ślęży, znajdą się tam również wspominki o nieudanej wyprawie po złoto w Złotoryi: Samuel: Andrzeju, na górze Ślęży, czyli pod ruinami zamku są przejścia, tak zwane przejścia podziemne. Tu jest akurat góra. Przecież logicznie rozumując, każdy zamek posiadał lochy i trzeba się do tych lochów dostać. Jak do tej pory nikomu się to nie udało, więc przy naszej wydatnej pomocy spróbujemy poprzez te kamienie dostać się do takiego wejścia. Do sforsowania mamy kościółek. Można będzie próbować przesunąć niedźwiadka, ale to będziemy uwzględniać jutro, kiedy się już wdrapiecie na górę. Słucham. Andrzej: Czy ten skarb ma jakieś zabezpieczenia i czy te zabezpieczenia można usunąć? Samuel: Każde, Andrzeju, wejścia do podziemi zamku posiadały zabezpieczenia, czy tak zwane pułapki. Nie ma miejsca czystego. Jak już wchodzisz – istnieje takie niebezpieczeństwo … Robert: Mam pytanie związane ze Ślężą. W sumie wybrałeś Samuelu bardzo trudny skarb do odkrycia. Jest tam skała, bardzo twarda, ciężkie warunki. Czy nie lepiej byłoby wybrać miejsca bardziej dostępne, mniej wymagające środków i nastręczające kłopotów? Samuel: Tak, istotnie wybrałem już jedno – w Złotoryi. Wystarczyło tylko poddać grupę niewielkiej próbie, a już nastąpił rozłam. Wszyscy – a było tylko trzy osoby – chcieli górować. W Złotoryi, czyli w miejscowości Kopacz, dalej obstaję przy swoim – to nie jest Sobótka i ten skarb, ale dowód na wiarygodność słów medium Robert: Byłem w Sobótce na górze Ślęża, czytałem też twoje wskazówki dotyczące wejścia i znalezienia tego skarbu. Mam pytanie – jak ma to wyglądać? Czy rzeczywiście wystarczy tylko podnieść jedną płytę? Ile ludzi musi tam wejść? Jak głęboko jest ukryty ten skarb? Czy jest to tuż pod tą płytą, czy może jest on ukryty w jakimś korytarzu? W jaki sposób mamy znaleźć coś zakopanego w korytarzu, jeśli taki korytarz znajdziemy? Samuel: Bardzo rozległe są twoje słowa. Spróbuję kolejno. I tutaj próbujesz swoimi słowami przechytrzyć, kogo? Lucynę, czy mnie? Otóż słuchaj uważnie. Zdjęcie płyty, nawet dziesięciu płyt w tym wskazanym miejscu nic nie da i ty doskonale o tym wiesz. Należy chwycić za kilofy i łopaty i zacząć wgłębiać się w ziemię. Ci, którzy zatuszowali ślady, którzy odcięli drogę do lochów nie byli głupcami – dobrze zamaskowali. Przecież musicie usunąć tę ziemię z kamieniami, żeby móc się dostać do lochów zamku. To jest wejście, które wam wskazałem, najbardziej bezpieczne, bardziej bezpiecznego nie ma. Nie możecie wchodzić przez pieczarę, gdyż już wcześniej mówiłem – jest to niebezpieczne. Najbezpieczniej będzie drążyć się w dół, jak krety. Jak głęboko? Jest głęboko i nie będę was tutaj czarował, że to będzie dwa, trzy metry. Sam zamek stał na dosyć wysokim wzniesieniu a lochy zamku znajdowały się dużo, dużo poniżej wysokości zamku. Trudno mi określić, czy to będzie 20 metrów, czy może głębiej. Przecież macie odpowiednie urządzenia, które mogą namierzyć. Zasypane jest tylko wejście. Dalej jest już w samych lochach pusta przestrzeń. Dopiero w lochach, w korytarzach dojdziecie do komnaty i w tej komnacie dopiero czeka na was niespodzianka. Słucham. Robert: Czy w tej komnacie trzeba będzie jeszcze kopać? Czy tam także trzeba będzie prowadzić prace podobne jak wcześniej w kościele? Samuel: Wejść, po prostu już wejść. Tłumaczę przecież wyraźnie, mówimy przecież tym samym językiem. Musisz przekopać się do lochów, do tunelu, który jest już pusty i znajduje się pod ruinami zamku. Są to korytarze niczym labirynt, ale cóż dla was pokonać jest kawałek labiryntu. Pod zamkiem znajduje się komnata ta, o którą nam chodzi, a w komnacie – jak wspomniałem – czeka na was zapłata. Słucham. Robert: Mam pytanie związane ze Ślężą. W sumie wybrałeś Samuelu bardzo trudny skarb do odkrycia. Jest tam skała, bardzo twarda, ciężkie warunki. Czy nie lepiej byłoby wybrać miejsca bardziej dostępne, mniej wymagające środków i nastręczające kłopotów? Samuel: Tak, istotnie wybrałem już jedno – w Złotoryi. Wystarczyło tylko poddać grupę niewielkiej próbie, a już nastąpił rozłam. Wszyscy – a było tylko trzy osoby – chcieli górować. W Złotoryi, czyli w miejscowości Kopacz, dalej obstaję przy swoim – to nie jest Sobótka i ten skarb, ale dowód na wiarygodność słów medium. Tam natomiast znajduje się pod ziemią ukryte z czasów wojny coś, co by mogło uradować Niemców, gdyż to jest schowane przez Niemców z Drugiej Wojny Światowej, po byłej fabryce broni. Istotnie – wiele racji miał Kapłanek mówiąc, że struktura ziemi jest nienaruszona. Nie mogła być naruszona, gdyż to nie jest zakopane. To jest, ale w podziemnych magazynach. Pod ziemią, na głębokości czterech, ponad czterech metrów znajduje się korytarz i magazyn z bronią. Ale dlaczego wybrałem Sobótkę? Tu też nie masz racji, gdyż przekopując się w dół nie będziesz natrafiał na kamienie, które trzeba kuć. Tam po prostu są też kamienie, ale wrzucone, które trzeba usunąć. Więcej ziemi niż kamieni. Dlatego też skierowaliśmy się w kierunku Sobótki, gdyż łatwiej będzie dotrzeć do odpowiednich władz, niż tam, w miejscowości Kopacz. Trudno się rozmawiało z właścicielami tej ziemi i ręczę ci – gdybyś teraz próbował ponownie dotrzeć do miejscowości Kopacz, aby pod tym wskazanym adresem sprawdzić swoim sprzętem, to nikt cię na pole nie wpuści. Słucham. Robert: Mam pytanie związane jeszcze z tą Ślężą. Czy w zasadzie można powiedzieć, że my już w tej chwili powinniśmy rozpocząć pracę, bo zamiast poszukiwań tego skarbu i czy to miejsce jest już określone, dlatego, że tych miejsc w kościele jest, co najmniej kilka – podejrzanych? Czy możesz wskazać konkretne miejsce, gdyż tego typu prace związane są z dużą operacją. Byłoby to wielkim ułatwieniem, gdybyśmy dokładnie i precyzyjnie znali miejsce oraz dokładnie i precyzyjnie znali głębokość. Samuel: Słuchaj teraz uważnie. To miejsce, które wskazała Lucyna, jest niczym studnia, natomiast wy, będąc w kościółku, odnaleźliście kilka jeszcze innych miejsc. Na środku, dokładnie na środku kościoła też wam dawało sygnały. Otóż lochy, podziemia ciągną się niczym labirynt, mają kilka korytarzy i gdybyś wchodził w głąb poprzez te wirujące miejsca w kościółku, to też wejdziesz do lochów, do tego korytarza. Dałem wam tylko najłatwiejsze, najbezpieczniejsze miejsce, ale wszystkie miejsca odnalezione w kościółku są prawidłowe, a zwłaszcza na tej szerokości kościółka, gdzie już to sprawdzałeś. Jest wejście i korytarz. Słucham. Robert: Czy konieczne jest użycie urządzenia, które my nazywamy georadarem, żeby zlokalizować to miejsce? Czy jest to niepotrzebne? Samuel: Jest to wam potrzebne do tego, żebyście się poczuli zdecydowani i pewni, żebyście mogli być pewni i uwiarygodnieni, że jest tam przecież… pusta przestrzeń. Została namierzona i nie tylko w kościółku, ale i poza kościołem też. Gdyby były problemy z wejściem, czy otrzymaniem pozwolenia – choć będziemy się starać, aby tak się nie stało, to poza terenem, na placu jeszcze kościelnym – też tam można kopać, gdyż tam też namierzyliście pustą przestrzeń. Tylko tak, jak już powiedziałem, będzie ciężko, gdyż jest to dosyć głęboko, a wszystkie wejścia są dokładnie zabezpieczone. Wejścia tylko w kościółku są przygotowane, tak jak gdyby czekały na znalazcę. Tylko wejść i kopać. Poza kościołem, na placu – istotnie, masz rację. Tutaj trzeba byłoby pokonać tę trudność, czyli te twarde kamienie. Słucham. Andrzej: Teraz chciałem powrócić na chwileczkę do Ślęży. Możemy zrobić badania georadarowe… Czy sądzisz, że jesteśmy w stanie wykryć obecność tej komnaty, o której mówisz i w którym mniej więcej rejonie jest ta komnata? Samuel: Już mówię. Ruiny zamku – trzeba byłoby tam wejść na ruiny zamku. Myszkowaliście po tych ruinach, ale na komnatę nie wchodziliście. Gdzieś pośrodku ruin zamku powinna znajdować się ta komnata, w tych lochach. Andrzej: Radar, o ile pamiętam, sięga do głębokości około 15 metrów? Robert: Dwudziestu… Andrzej: Dwudziestu metrów… Czy radar sięgnie tak głęboko? Samuel: Obawiam się, że nie… Andrzej: Aha, czyli radarem możemy wykryć nie tyle komnatę, ile same lochy, przejścia… Samuel: Lochy Andrzeju, lochy. Tu najbardziej nam chodzi, żeby najpierw dostać się do lochów. Dopiero przemieszczając się w lochach, dotrzecie do komnaty. Andrzej: Rozumiem. Czyli pierwszym etapem byłoby otrzymanie pozwolenia na kopanie w kościółku, czyli usunięcie płyt, dokopanie się do wejścia do lochów… Samuel: … i potem droga już jest prosta. Andrzej: Potem droga… to łatwo ci powiedzieć, Samuelu, „droga jest prosta”, bo jak wejdziemy do lochów to mogą być rozgałęzienia… Czy będziesz w stanie poprowadzić nas tą właściwą drogą omijając pułapki, bo tam na pewno będą jakieś pułapki… Samuel: Pułapki to już są. Dlatego to wam wskazałem najbezpieczniejszą, najprostszą drogę. Gdybym chciał was skierować poprzez pułapki wskazałbym inną drogę. Jedną drogę – pułapkę już żeśmy wam wskazali. Jest to ta pieczara, czy coś w tym rodzaju. To co namierzyła Agata. Tam jest pułapka, bo nieodpowiednie ruszenie kamieni – zwali się cała reszta na głowę, a tutaj idziecie w głąb już bezpiecznie. Słucham. Andrzej: Fizycznie jak by to wyglądało? Powiedzmy – wejdziemy tam w kilka osób i czy Lucyna będzie nas prowadziła wahadełkiem? Jak to ma wyglądać? Samuel: Dobry pomysł, Andrzeju, podsunąłeś. Rzeczywiście – puścimy Lucynę jako pierwszą i wtedy wy będziecie bezpieczni. Wiadomo, że jej się nic stać nie może, więc wy za nią też możecie iść. Słucham. Andrzej: Dobrze. Robert wspominał o spotkaniu z dwoma osobami przed moim wyjazdem do Bydgoszczy. Jedna z tych osób… nie pamiętam jak ma na imię… Robert: Ja też nie pamiętam… pani… Andrzej: …Pani Zosia… czy… Robert: No, nazwijmy ją Zosia… Andrzej: W każdym razie mam nadzieję, że jej energię odebrałeś, ponieważ wysyłałem ją do ciebie w czasie tego spotkania. Ona obliczyła matematycznie położenie różnych komnat… Czy wyczułeś… Czy można cię spytać o taką rzecz… Ona twierdzi, że znalazła matematyczny dowód na… jak ona to powiedziała… na wzorzec wszechświata wywodzący się z liczby Pi… Samuel: Spokojnie z tym wzorem wszechświata. Ale – tak jak Robercie mówisz – niech będzie Zosia. Istotnie wasze imiona ziemskie dla nas nie przedstawiają większej wartości. Otóż – dobry plan i następne potwierdzenie. Weźmy tę Zosię na Sobótkę i niech swym ścisłym umysłem, matematyczną dokładnością policzy. Pokażcie jej co ma zrobić, gdzie ma popracować i niech się tym zajmie i wtedy dopiero zobaczycie jakie będą wyniki. Taka jest moja propozycja. Jaka wasza? Słucham. Andrzej: Czy rzeczywiście Piramida Cheopsa i inne piramidy w Giza są zbudowane na wzorze matematycznym liczby Pi, czyli 3,14 plus… Samuel: Nie łam sobie języka Andrzeju. Istotnie piramidy, a zwłaszcza Piramida Cheopsa jest gigantycznym wzorem matematycznym, zbudowana z matematyczną dokładnością, prawie co do milimetra, i tutaj chylę czoło w kierunku tej Zosi. Słucham. Andrzej: Czy możesz powiedzieć dokładnie, czym jest skarb na Ślęży? Czy tam są wyroby ze złota, czy jakieś znaleziska archeologiczne? Co tam konkretnego jest? Samuel: Może inaczej. Chcę rozwiać słowa, jakie już miałeś podane, mówiące, że lochy pod zamkiem zostały dokładnie przepenetrowane. Jest to bzdurą, Andrzeju. Lochów w jednej trzeciej dopiero, co mogli spenetrować. Lochy ciągną się w kilku kierunkach i mają wyjście na zewnątrz. Pytasz, co tam się kryje? Dlaczego to historia milczy o tych skarbach? Czy historia mówi o wszystkich skarbach? Na pewno nie. Ileż to skarbów jest ukrytych, o których historia nic nie wie. Jak już wiadomo, ludzie za czasów Bolesława Chrobrego wierzyli w Światowida. Był to Bóg Słońca. Były uroczystości i bogu składano ofiary… Ofiary najczęściej składały się ze złota i drogich kamieni. Zamek w tym czasie, kiedy Bolesław Chrobry władał na ziemi, był w pełnym rozkwicie i podziemia zamku także. Złożone dary, ofiary były składowane właśnie pod zamkiem. Tu można by się było ze mną kłócić. Przecież po, czy w czasie panowania Bolesława Chrobrego, na górze grasowały bandy, ale i tutaj bandy wiedziały o lochach, gdyż tam się skrywali. Tam też pomiędzy tymi lochami były przejścia i z tych lochów robili napady na kupców, którzy przejeżdżali w okolicy Sobótki. Trudni byli do wykrycia – już to mówiłem, gdyż znikali pod górą. Dopiero Bolesław Chrobry dobrał się do nich i całą bandę zniszczył – inaczej mówiąc – zabił. Ale zanim to uczynił, banda zacierała lub zamykała lochy – wejścia do właśnie tych podziemi, a zwłaszcza skarbów, gdyż zdawał sobie szef całej bandy sprawę, że nie będzie w stanie tego wszystkiego usunąć, zabrać. Wielu też myślało, że ujdzie z życiem z tej obławy, a tajemne komnaty znane były tylko im. Wejście znajduje się w pobliżu dwóch niedźwiedzi, w połowie góry, tam, gdzie jest kamienny krzyż. Ale – i tutaj też mówiłem – wejście to jest nie do sforsowania, chociaż znaczne, gdyż minęło, jakby na to nie patrzeć, tysiąc lat. Dlatego wskazałem wam miejsce wejścia najbardziej łatwe, a dla was ludzi wszystko, co łatwe staje się nagle nie do rozwikłania i takie trudne. Pytasz się też mnie – albo to pytanie będzie zadane w trakcie – więc odpowiadam. Gdzie znajduje się, w którym kierunku ta komnata? Otóż powiadam, po wejściu do lochów kierujcie się w stronę dwóch niedźwiedzi i na tym właśnie odcinku znajduje się właśnie ta komnata, w której znajduje się skarb. Specjalnie nazwałem to „skarbem Światowida”, ale widać z tego, co słyszę, jest dla was zbyt trudne do zrozumienia, więc mówmy może inaczej. Dary, ofiary dla boga Słońca tam się znajdują, które były ofiarowywane przez pogan. Słucham ciebie, Andrzeju. Andrzej: Samuelu, jeżeli chodzi o tak zwany „skarb Światowida” po prostu nie ma żadnych dokumentów, które by uwiarygodniły podanie do Ministerstwa Kultury o to, żeby pozwolono na badania archeologiczne. Dlatego musimy mieć jakieś konkretne określenie czegoś, czego szukamy. Samuel: Inaczej Andrzeju – tu trzeba zagrać inaczej w takim razie. Otóż już wiadomo, że są tam lochy, że zostały sprawdzone, po części sprawdzone, ale lochy są. I powiedzmy – jest to atrakcja turystyczna i tego się należałoby trzymać i po sporządzeniu odpowiedniego pisma do Ministerstwa można powiedzieć, że chcielibyście udostępnić te lochy zamku Światowida dla turystów. A żeby to uczynić, trzeba tam wejść, te lochy odpowiednio przygotować i już będą płynąć pieniądze do kasy państwa. Słucham. Andrzej: Jakiego rodzaju pułapki lub niebezpieczeństwa mogą zaistnieć po wejściu do lochów na Ślęży? Na co trzeba uważać, czego trzeba unikać? Samuel: I tutaj masz rację Andrzeju. Kiedy powiedziałem – otwórzcie wejście i wprowadźcie tam w pierwszej kolejności Lucynę… ale uważacie, że jest to niebezpieczne, więc jeszcze raz powtarzam. Drogą obliczeń kierujcie się w stronę dwóch niedźwiedzi po wejściu już do lochów. Jest to droga bezpieczna. Gdybyście się kierowali w kierunku niedźwiedzia pierwszego, który znajduje się u podnóża góry Ślęży, od strony Sobótki, tam możecie natrafić na pułapki. Są to pułapki proste, ale bardzo skuteczne. Po wejściu i przejściu powiedzmy kilku metrów, naruszeniu odpowiednich kamieni, cała reszta zawali się wam na głowę. Dlatego nie można będzie kierować się, tak jak mówiłem, w kierunku jednego niedźwiedzia przy Sobótce, ale kierować się w stronę dwóch niedźwiedzi i w stronę kamiennego krzyża. Jak jeszcze mogę jaśniej wam to powiedzieć? Słucham Andrzej: Czy dojście do tego skarbu, do tej komnaty, czy komnat, jest zamurowane, zamknięte, zabezpieczone? Samuel: Tak, tak jak gdyby było ułożone kamieniami, zasypane kamieniami. Ale jest to łatwiejsze do usunięcia, niż gdybyście chcieli usunąć kamienny krzyż, czyli wejście – głaz, na którym jest wyryty krzyż. I daję gwarancję – nic się na głowę nie zawali. Zawalić się może z tego miejsca, gdzie Agnieszka wywąchała to wejście, tę pieczarę. Słucham. Andrzej: Czyli rozumiem, że po wejściu do tych podziemi i po dotarciu do okolic tej komnaty, ty byś wskazał Lucynie, którą ścianę, którą ścianę trzeba rozebrać, aby dojść do komnaty? Samuel: Jeśli usuniecie na drodze te zabezpieczające przejście kamienie, bez przeszkód dotrzecie do komnaty. Tam już nie ma zabezpieczeń. Jest po prostu komora, otwarta komora. Słucham. Andrzej: Samuelu, mam takie pytanie na temat samej Ślęży. Czy Ślęża i jej okolice mają jakiekolwiek połączenie z piramidami w Egipcie? Samuel: Może takie, że jest to miejsce też szczególnej mocy, gdyż energie w dni przesileń – jesień i wiosna – płyną z góry. Czyli powiedzmy z Marsa lub Księżyca. Ślęża dodatkowo posiada jeszcze moc energii Księżyca, a zwłaszcza wtedy, kiedy zaczyna się pierwszy dzień pełni. Cała góra wtedy emanuje ogromną energią i jest to bzdurą, co mówią ludzie, że Księżyc emanuje silną, złą energią. Wystarczy znaleźć się na płaskowyżu, czyli na górze w ten dzień pełni, w pierwszy dzień pełni, a odczujecie moc energii góry Ślęży. Pytasz jeszcze, co ma wspólnego płaskowyż w Giza i płaskowyż Ślęża? Otóż na Ślęży, na płaskowyżu, było to też lądowisko – za czasów jeszcze Bolesława Chrobrego i dużo wcześniej. Okoliczni ludzie, którzy widzieli to zjawisko, uważali, że albo bogowie zsyłają karę, albo też nagrodę. Ostatni raz lądowali 500 lat przed Erą Ryby. Więcej już na Ślęży istoty z innych wymiarów nie lądowały. Słucham. Andrzej: Czy to znaczy, że góra Ślęża została stworzona sztucznie przez istoty pozaziemskie? Samuel: Nie, Andrzeju. Góra była cały czas, nie było to sztuczne. Dlatego została wybrana, gdyż jak powiedziałem, ma silne połączenie energią z Księżycem. Dlatego to istoty z Aszun, istoty z Syriusza wybrały górę Ślęża. Słucham. Andrzej: Samuelu, w jednej z poprzednich sesji powiedziałeś, że znalezisko na Ślęży odbije się echem na całym świecie. Czy tam jest coś tak bardzo specjalnego wśród tych skarbów, co mogłoby mieć światowy rozgłos? Samuel: Tak, Andrzeju, może tak być. Otóż, kiedy – tak jak mówiłem – ludzie za czasów Bolesława Chrobrego składali ofiary bogu Słońca, natrafiali też, na – bo była awaria, Andrzeju – statku kosmicznego dokładnie 1000 lat przed Erą Ryby. I sensacją będzie nie złoto, Andrzeju, ale pokazanie ludziom szczątków właśnie tego rozbitego statku. Ludzie tamtejsi nie rozumieli, gdyż wierzyli w to, że to sam bóg się na Ziemię opuścił na swoim niebiańskim statku, potem zostawił, a sam poleciał. I te niektóre części, które nie zostały całkowicie zniszczone przez ogień, znajdują się tam pomiędzy tymi skarbami i uważam, że ten skarb jest najważniejszy. Słucham. Łucja: Dotyczą one misji Ślęża. Okazuje się, że Robert i Joanna przygotowują wyprawę na Ślężę pod koniec stycznia, pod koniec tego miesiąca i w związku z tym Andrzej pyta. Andrzej: W momencie kopania w wyznaczonym przez Lucynę miejscu w kościółku – jak głęboko trzeba kopać, aby dokopać się do wejścia do tunelu? Jest to bardzo ważne pytanie, gdyż mniej więcej musimy wiedzieć jak głęboko jest to wejście, bo jeśli jest to więcej niż 5 metrów, to potrzebne są specjalne zabezpieczenia i to przedłuża i utrudnia pracę. Samuel: Witaj Andrzeju. Mam powiedzieć, ile. Myślę, Andrzeju, że zmieścimy się w tych rygorystycznych, bzdurnych waszych przepisach i nie będzie 5 metrów. Tak, że śpij spokojnie i niech snu z powiek nie spędza ten problem ani Robertowi, ani Joannie. Są w gorącej wodzie kompani oboje. Ty już wiele, Andrzeju, przeszedłeś, więc na sprawę – nazwałem to „Misją Sobótka” i czy się tobie to podoba, czy nie, tak też zostanie. Kopać będziemy na górze Ślęża, ale nasza misja, to misja Sobótka. Otóż Andrzeju – wszystko, ale to wszystko ma być dopracowane przez was do perfekcji i dopiero wtedy wchodzimy. Wchodzimy oczywiście przez kościółek i niekoniecznie przez to miejsce, które było wskazane przez Lucynę. Są tam korytarze, gdzie troszeczkę łatwiej to będzie sforsować. Tam, gdzie wskazała Lucyna, jest oczywiście wejście, ale trzeba będzie – inaczej mówiąc, jak mówi górnik – fedrować. Usuwać te warstwy kamieni i ziemi. Przecież ci, co zacierali ślady nie byli głupcami, Andrzeju, i nie zostawili tylko płytkiej płyty. Zasypali całe wejście, więc sporo jest do usuwania. Jeszcze raz powtarzam – trzeba po raz drugi sprawdzić i wybierzemy najbardziej dogodne miejsce, gdzie można będzie wejść. Jest następne wejście w miarę i bezpieczne i łatwe. To przy tej takiej… mównicy. I nie wiem inaczej jak to się mówi. To takie, co jest rozwalające się… Podobno nazywacie to amboną. Kiedy tam staniesz pomiędzy ołtarzem a tą mównicą poczujesz powiew powietrza, czyli powietrze będzie wiało od podłogi, czyli od tej posadzki. Tam Lucyna nie sprawdzała. Tam jeszcze jest jedno wejście i w miarę łatwe. Dlatego uważam, że zanim wbijemy pierwszą łopatę, zdejmiemy pierwsze płyty – jeszcze raz sprawdzimy. Dlatego, czy to będzie 29 stycznia? Może być i na początku lutego. Chodzi tylko o to, żeby najłatwiej i najszybciej wejść do lochów. Słucham. Łucja: Czyli proponujesz, Samuelu, jak rozumiem, znalezienie nowego, łatwiejszego wejścia. Czy trzeba z tym poczekać na Andrzeja, aż wróci do Polski? Kto miałby oprócz Lucyny brać udział? Czy Robert, pani Anna? Co sugerujesz? Samuel: Grupa się utworzyła, przecież Andrzeju przekazałeś pałeczkę Robertowi. Oczywiście, że może na górę się wdrapać Joanna, Robert, Lucyna i jeszcze jakiś znawca. Czy ja sugeruję? Nie, ja tylko podsuwam propozycje, a jest to pewna różnica. Chcecie pracować – proszę bardzo – będziemy fedrować. Chcecie łatwiejszego wejścia – będziemy sprawdzać i drugim wejściem wchodzić. W każdym bądź razie wchodzimy do lochów z kościółka. Słucham. Andrzej: Czy czekają na nas jakieś przeszkody przed wejściem na Ślężę lub w czasie kopania? Samuel: Tak, czekają i tutaj wolałbym, żeby – póki, co – nie nagłaśniać zbyt sprawy, gdyż to, co powiem będzie zaskoczeniem. Otóż przeszkodą mogą być Niemcy, a to, dlatego, że Niemcy schowali w lochach rzecz, która może zainteresować teraz rząd polski. Dlatego to tak skutecznie wszelkie wejścia zostały zasypane lub po prostu zaminowane. Zostawili sobie tylko jedną furtkę i tą furtką jest kościół. I oni, kiedy się dowiedzą, że szykuje się taka ekspedycja, czy taka praca wykopaliskowa, mogą być przeszkoda, a Andrzeju, ja jestem tylko – zważ na to – istotą duchową. Robimy, co jest w naszej mocy, ale jeśli wy coś zrobicie poza naszą kontrolą, to wtedy za skutki nie ręczę, bo mogą być różne. Może dojść do przepychanek i to niezłych, gdzie Niemcy mogą skutecznie wybić wam z głowy wejście do lochów. Andrzej: Z tym się wiąże pytanie, czy nagłośnić wobec tego parę dni dopiero przed wejściem na Ślężę, czy nie nagłaśniać w takiej sytuacji? Samuel: Andrzeju, to, co ja proponuję – nagłośnić jak to ja często mawiam „za pięć dwunasta”, co by już ci, co chcieliby nam przeszkodzić – nie będą w stanie. Bo pamiętaj – ci, co tam ulokowali tą rzecz z czasów niemieckich wiedzieli, co robią. Schowek nieziemski i to w idealnym miejscu. Nikomu przecież do głowy by nie przyszło, żeby do lochów wchodzić przez kościół. Mają swoje układy i poprzez kapłanów mogą nam przeszkodzić. Dlatego wszystkie zezwolenia, jeśli już są, to zróbcie, ale nagłośnimy sprawę króciuteńko przed wbiciem łopaty, żeby nie byli w stanie nam przeszkodzić. Słucham. Samuel: To kość niezgody ? Sobótka. Słucham. Łucja: No więc, Samuelu, jest planowany jak wiesz wyjazd Lucyny do Stanów w marcu tego roku, a są jakieś zawirowania odnośnie misji Sobótka. Czy wobec tego do czasu wyjazdu Lucyny do Stanów zakończona będzie pomyślnie misja Sobótka, czy też, jeśli nie – to wyjazd ma się odbyć? Samuel: Wyjazd się odbędzie, gdyż oprócz Sobótki przecież potrzebne wy tam będziecie, bo jest sympozjum TAJEMNICE śWIATA, a nagrania cały czas są. Ma przybyć Severiano – i to będzie atrakcja. Czy zaczniemy kopać – sprawa jeszcze będzie przedyskutowana. Najprawdopodobniej zaczniemy, ale jak to mawia się w waszym języku – ostrożności nigdy za wiele i wy polecicie do Ameryki, a tutaj tak po ziemsku, postawimy swoich ludzi, żeby przypilnowali, gdyż Joannie mogą przyjść do głowy głupie myśli. Czy to już wszystko? Słucham. Łucja: Właściwie wszystko, czy chciałbyś sam nam przekazać coś Samuelu jeszcze? Samuel: Czy to jeszcze mało dzisiaj powiedziałem? Będzie spotkanie, to na pewno się i włączę, bo nie wytrzymam, żebym miał się nie włączyć i wspólnie z wami dyskutować. Poczekam, aż przyleci Andrzej do Polski, a sprawa ślęży, nazwana przez nas „Misja Sobótka” będzie, gdyż jeszcze jedna sprawa została do załatwienia i to będzie załatwione. Tak samo jak ma być wykopany Faraon, tak samo i Strażnik Góry, czyli jego kości, mają być złożone do ziemi. On w tej chwili, czyli jego szkielet – czeka. Czeka w lochach na to, żeby go wydobyć i zakopać do ziemi. Lucyna to zadanie, tę misję wypełni. Strażnik Góry, czyli jego kości zostaną złożone do ziemi. Tyle na dzień dzisiejszy. Dziękuję. Andrzej: Samuelu, na pewno wiesz, że teraz naszą najważniejszą rzeczą jest misja Sobótka i ja bardzo bym chciał, żeby ten rok 2004 był już rokiem działań, a mniej rokiem tylko mówienia. W związku z tym mam szereg pytań dotyczących Sobótki ode mnie i od Roberta. Pierwsze pytanie – co miałeś na myśli mówiąc, że misja Sobótka musi być przygotowana bardzo precyzyjnie. Oprócz tego, co do tej pory zrobiliśmy, co jeszcze powinniśmy zrobić? Jak się przygotować? Samuel: Kiedy mówiłem o precyzji, miałem na myśli dopracowanie do perfekcji to, o czym dzisiaj mówiliście. Miałem na myśli to, żeby nikt wam nie był przeszkodą, żebyście mogli spokojnie, bez nękania innych osób wchodzić do środka. Jakie jeszcze zagrożenie? Już nie ma żadnego. Andrzeju, nawet duch góry Ślęża będzie wam sprzyjał. Słucham. Andrzej: Masz na myśli świętego Bonifacego? Samuel: Świętym to on został, mogę tak to określić, gdyż był człowiekiem bez skazy. Tak Andrzeju, jego mam na myśli, a także to, co mogę wam obiecać, to patronat nad waszą pracą, czyli nasz, mój patronat. Będziecie otoczeni energią i nie taką czarną jak to widzi ten jasnowidz Jackowski – jak to powiedziałeś, ale będzie to energia ochraniająca was. Oczywiście, obserwatorzy z zewnątrz Andrzeju, mogą postrzegać wokół waszej pracy lęk, ale i to będzie zadanie nasze, żeby w ten sposób was chronić. Słucham. Samuel: Andrzeju, jak wspomniałem, są dwa miejsca: po wejściu do kościółka w prawo i pomiędzy ołtarzem a amboną. Dlatego chyliłem się ku pracy wykopaliskowej zaraz przy wejściu z uwagi na to, że trochę narobicie bałaganu. Kiedy zaczniecie kopać pomiędzy ołtarzem a amboną bałagan będzie większy, więc tylko dlatego wam to miejsce drugie wskazałem, ale kopać przecież trzeba w jednym i w drugim miejscu, albo wybierzecie. Przecież zanim wbijecie pierwszą łopatę w ziemię, to raz jeszcze się pofatygujemy na górę – czyli wy. Ja dotrę swoimi sposobami i wtedy już ustalimy miejsce kopania. Słucham. Andrzej: Z ostatniej sesji zrozumiałem, że łatwiejszym będzie dotarcie do kanałów tym miejscem miedzy ołtarzem a amboną. Gdybyśmy tam kopali – co jest po drodze? Samuel: To samo, co i w tym pierwszym miejscu, tylko że to pierwsze miejsce jest jeszcze dodatkowo utrudnione, gdyż oprócz wkopywania się takiego drogą normalną będziecie musieli usunąć w tym miejscu spore ilości kamienia. Natomiast pomiędzy amboną a ołtarzem głębokość jest ta sama, ale trafiacie już bezpośrednio na puste wejście do lochów. Słucham. Andrzej: Rozumiem, że z tego miejsca koło ołtarza, dokopiemy się do jakiegoś poziomego korytarza, do podziemi. Czy ten korytarz jest poniżej fundamentów kościółka i na jakiej głębokości ma być ten pierwszy szyb? Samuel: Słusznie zostało powiedziane, że są to dwa poziomy lochów. Piwnica, powiedzmy, i lochy. Do jakiej głębokości jest pierwsze zejście? Tak jak już powiedziałem, powinniśmy się zmieścić w tych rygorystycznych przepisach, czyli pięciu metrach. Wtedy dotrzemy do pierwszego poziomu lochów. Sam kościółek jako taki lochów nie posiada, Andrzeju, gdyż jak wam wiadomo kościółek stoi na dziedzińcu ruin zamku. Dopiero zamek posiadał lochy. Słucham. Andrzej: Samuelu, czy możesz poprowadzić rękę Lucyny tak, aby narysowała orientacyjny rozkład korytarzy od punktu wejścia z kościółka z zaznaczeniem kierunku, w którym powinniśmy się posuwać oraz miejsca, gdzie znajduje się sala, ze skarbem Światowida? Samuel: Nie muszę prowadzić ręki. Kiedy się znajdziemy na miejscu, czyli w kościółku, wskażę, wskażę jej ręką, czyli pójdzie jak w transie. Już raz tłumaczyłem – wejście pierwsze, kierunek lochu – kierujcie się w stronę dwóch niedźwiedzi. Drugie, drugi kierunek, to lochy i tutaj się kierujcie w stronę tego zejścia lub tej drogi, gdzie wjeżdżają samochody, czyli kierunek wsi Tąpadło i tam też, w tym kierunku idą lochy. Trzeci kierunek, obrać można kierunek wieś Sulistrowiczki, ale tak jak było powiedziane, część lochów jest zasypana i to zrobili Niemcy Andrzeju, bo jak najłatwiej jest ukryć coś? Odciąć drogę. Kiedy, tak jak było powiedziane, usuniecie część zasypaną w kierunku dwóch niedźwiedzi, dalej jest już wolna przestrzeń lochów i można nią się posuwać. To samo jest w kierunku zejścia tego szlaku żółtego, czyli wsi Tąpadło, ale tutaj jest niebezpieczeństwo, gdyż ten loch zamknęli Niemcy i jeśli ten materiał wybuchowy, który został tam jeszcze ulokowany nadaje się do czegoś, to istnieje niebezpieczeństwo, że może być trochę wybuchu. Ale przecież przy takich pracach na pewno postaracie się o fachowca od materiałów wybuchowych, więc jaki widzicie problem? Słucham. Andrzej: Nie widzimy problemu, ale rozumiem z tego, że w momencie, kiedy będziemy kierowali się w stronę dwóch niedźwiedzi, tam nie ma niebezpieczeństwa, a w tych drugich kierunkach w zasadzie nie musimy iść. Ale czy jest coś, na co musimy uważać, gdy znajdziemy się w podziemiach kierując się w stronę dwóch niedźwiedzi? Samuel: Nie, jest to najbezpieczniejszy korytarz lochów, ale tylko ten jeden. Następne już są zabezpieczone przez Niemców, Andrzeju. I tutaj też bym się pokusił, Andrzeju, żeby spróbować jednak przeforsować lub usunąć te zwalone kamienie i dalej się poruszać i też zobaczyć, co też oni tam ukryli. Słucham. Andrzej: Czy możesz nam zdradzić tajemnicę, co też oni tam ukryli? Samuel: Na pewno nie kości ludzkie, Andrzeju. Wywiezione zostały cenne rzeczy z Wrocławia, które to zostały zrabowane i ukryte w dobrym miejscu, Andrzeju, bo jak wiesz sama góra Sobótka budzi lęk, respekt, strach i Niemcy dokładnie o tym wiedzieli ukrywając to, co tam jest schowane. Dodatkowo odcięli wszystkie drogi u podnóża góry zostawiając sobie jedynie wejście awaryjne, które przez przypadek lub nie przypadek, gdyż to było już dużo wcześniej naświetlane… Ta „czarna energia”, która ma na imię Lucyna ważyła się wskazać. Nie sławni ludzie, ale prosta kobieta i to, kto. Właśnie takie niedouczone medium pokazało. Dlatego, Andrzeju, Niemcy dobrze wiedzieli, co robią. Ich wejście to jest właśnie kościółek. Dlaczego, dlaczego zabroniłem robić dużego rozgłosu, dopóki nie wbijemy pierwszej łopaty w ziemię. Gdyby rozgłos był zrobiony dużo wcześniej, to ja, jako Samuel nie byłbym w stanie pomóc w tym, bo już odpowiedni ludzie znaleźliby się, żeby wam skutecznie utrudnić tę misję. Słucham. Andrzej: Dziękuję bardzo. Samuelu, ważnym jest dla nas, abyśmy te prace na Ślęży zapoczątkowali jeszcze w tym miesiącu, w lutym, przed imprezą w Chicago. Problemem jest to, że ziemia pod kościółkiem może być zmarznięta. Czy byłbyś w stanie nam pomóc, dajmy na to – cieplejszą pogodą przez następne trzy tygodnie, żebyśmy mieli łatwiejsze wejście, łatwiejsze kopanie? Samuel: Andrzeju i tak doszedłem do, powiedzmy, pewnego porozumienia z matką naturą, czyli daję wam odwilż do dwóch tygodni. Andrzeju – nie mogę więcej, gdyż jest to czas zimy, zrobiłem, co w mojej mocy. Macie odwilż. Lucyna też mi płakała w rękaw, jak wejdzie na górę po tym śniegu, więc skruszony i żal mi było i was też, daję wam odwilż do dwóch tygodni. Na tyle macie czasu, żeby, chociaż móc wjechać ze sprzętem. Potem, obiecuję, nie będzie dużych mrozów, ale to mogę wam obiecać na trzy tygodnie Andrzeju, nie więcej. Słucham. Andrzej: Dziękuję i za to, to na pewno pomoże. Ja sądzę, że wszystkie pozwolenia zostaną załatwione przez takiego nowego człowieka, którego energia nazywa się Cezary Buśko, to jest archeolog. On obiecał załatwić wszystkie pozwolenia w przeciągu tygodnia, czyli praktycznie za jakieś półtora, do dwóch tygodni możemy zacząć pracę… Ta cieplejsza pogoda po prostu pomoże nam w rozpoczęciu działań. Samuel: Dobrze mówisz, Andrzeju, wystarczy rozpocząć, żeby móc pojechać już z pewną dokumentacją odnośnie misji Ślęża, żeby zobaczyli, że słowa nie są gołosłowne, ale praca ruszyła. Każdy zdrowo myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że takie prace wykopaliskowe trwają nieraz miesiące, ale tutaj sprawę skrócimy, bo nam zależy na tym, abyście jak najszybciej weszli do tych lochów. Słucham. Andrzej: Samuelu, w ostatniej sesji wspominałeś, że jednym z naszych zadań będzie odnalezienie kości opiekuna Ślęży – Bonifacego i pochowanie tych kości. Jak je znaleźć? Gdzie one są? Samuel: Same się wam ukażą. Jest to zadanie Lucyny, was jako grupę zwalniam z tego obowiązku. Tylko pomożecie wydobyć i jeśli chcecie, naukowcy mogą przebadać, ale warunek. Po tych wszystkich zabiegach badawczych kości mają być złożone do ziemi. Tak sobie życzył Bonifacy, gór duch. Waszym zadaniem, Andrzeju, będzie penetracja lochów. Są też krypty, Andrzeju, a w tych kryptach są kości, ale tego już wam nie zdradzę. Jak to fajnie mieć zaostrzony apetyt. Słucham. Andrzej: Samuelu, co oznacza znak ukośnego krzyża, coś w rodzaju iks (X) wyryty na wielu obiektach kamiennych w pobliżu Ślęży, przy Sobótce? Skąd się ten znak wziął? Samuel: Niektóre znaki na tych kamieniach służą po to, żeby były znakami rozpoznawczymi, gdyż gdyby się udało usunąć taki kamień, to na tej samej zasadzie by to zadziałało – jak pamiętasz tę bajkę Andrzeju o Ali Babie i czterdziestu rozbójnikach? Sezamie, otwórz się. Więc to jest właśnie to, Andrzeju. Sezamie, otwórz się. Kiedy mielibyście czas Andrzeju i znaleźlibyście się przy dwóch niedźwiedziach i zaczęlibyście się kierować w kierunku do góry, w którym to patrzą te niedźwiedzie, natraficie też na taki ogromny kamień, na którym jest wyryty ni to X ni to krzyż. I tutaj jest wejście, Andrzeju, wejście do lochu. I gdyby się to udało na zasadzie też dotknięcia czarodziejską różdżką otworzyć, to wchodzicie do lochu bez żadnych przeszkód. Czysty, otwarty loch. Ale kwestia sporna – jak usunąć taki kamień. Słucham. Andrzej: W pracach na Ślęży będzie pomagała Joanna Lamparska i archeolog z Wrocławia, którego energia nazywa się Cezary Buśko. Cezary sugeruje, aby we wskazanych przez Lucynę miejscach zrobić badania radarem geologicznym. Taki radar ma zasięg do około 17 metrów w głąb. Czy będzie dla nas użyteczne to badanie? Samuel: Jestem za, Andrzeju, i tutaj duże brawa dla tych, którzy to wymyślili, bo wreszcie może zdejmiemy te wylewane pomyje na Lucynę. I ona pracowała tylko świadkiem, czyli wahadełkiem, a ja prowadziłem, a wy będziecie mieć specjalistyczne urządzenia i wtedy może inni spojrzą na Lucynę innymi oczami. Brawo, brawo dla tego pomysłu. Słucham. Andrzej: Samuelu, od czasu nieudanej wyprawy do Złotoryi zauważyłem pewne napięcia w naszej grupie. Dla całej misji jest bardzo ważnym, aby między nami panowała pełna harmonia i współpraca. Co mogę zrobić, aby doprowadzić ponownie do poziomu harmonii, który był pomiędzy nami w poprzednich latach, miesiącach? Samuel: Harmonia zaczyna ponownie działać. No cóż, traktuj Złotoryję jako próbę. Próbę, gdzie było jasno pokazane nieposłuszeństwo i pycha. Jak już wiesz, Andrzeju, za pychę ja naprawdę karzę. Teraz na naszej wspólnej wyprawie – misja Sobótka jest inaczej. Zaczyna być jedność. I Andrzeju – uczul grupę, że, pomimo iż nie widać mnie, nie można dotknąć, ale gwarantuję – dam się odczuć. Odczuć się da właśnie duch Światowid. Słucham. Andrzej: Rozumiem, że prawdziwą przyczyną niepowodzenia w Złotoryi była chęć sprawdzania Lucyny? Samuel: Tak Andrzeju, Andrzej wskazał inne miejsce. Nie to z obliczenia, inne. Po prostu w obliczeniu się pomylił. Zorientował się w pomyłce dopiero, kiedy Lucyna w istocie sprawy znalazła też miejsce. Bo gdyby był trochę cwańszy, Andrzeju, to z tą informacją i tą drogą wszedłby do podziemi, ale byłej fabryki niemieckiej Andrzeju. Taka jest prawda, bo na tym miejscu troszeczkę dalej stała fabryka, gdzie to jako kamuflaż była produkcja bawełny, a tak naprawdę, to produkowano broń i to miejsce, odkryte przez Lucynę – trafiła na magazyn. Słucham. Andrzej: Witam, Samuelu, i cieszę się z tego naszego dzisiejszego spotkania. Na pewno znasz wyniki badań geo-radarem i komentarz technika, który to robił. On twierdzi, że tam na Ślęży nie ma żadnych podziemi. Co sądzisz o tych badaniach? Samuel: Nie są ścisłe. Powiem inaczej – kiedy szukali Troi, też wybitni naukowcy mówili: „Bzdura, nic nie ma”. Człowiek oparł się tylko na mitach i opowieści i znalazł skarb. Czy tam nic nie ma? Andrzeju – jest! Jeszcze raz twierdzę – jest! My mamy się dostać tak, jak powiedziałem – najpierw do pierwszego poziomu. Jest następny poziom już znacznie głębiej i żeby ułatwić sprawę – już zabrnęliśmy daleko, więc mamy zezwolenie, już nie będziemy potrzebować radaru. To było tylko potrzebne jako forma. Teraz pójdziemy inną drogą, czyli informacjami i przekazywanymi informacjami od ludzi. Możemy do drugiego poziomu wejść od tych grot, które znajdują się u podnóża kościółka. Ale najpierw – jest to druga wersja. Pierwszą wersję to wykorzystamy to, co stwierdził pan z radarem, czyli po wejściu do kościółka będziemy kopać w lewo, w tej wnęce, w której to dziwne rzeczy zaczęły się dziać z tym waszym mądrym urządzeniem. Tutaj mogę powiedzieć inaczej. Zakłócenia były spowodowane celowo, żeby wytrącić pewne argumenty i pewność siebie temu człowiekowi, bo gdyby zakłócenia były ze stacji nadawczej, to byłyby w całym kościele, a nie tylko w jednym miejscu. Twoje zdziwienie Iwono też nie ma uzasadnienia. Tu wystarczy uruchomić tylko wyobraźnię. Przecież przeszukaliście cały kościółek. Na początku były zakłócenia, potem już w miarę sprawnie funkcjonowało urządzenie. Stwierdzał za każdym razem: „Nie ma, nie ma nic”. Obraz dopiero się ukaże, kiedy – jak to mówi – wszystko zostanie poddane obróbce. Dalej – tam, gdzie było wskazane, za amboną – dalej będę upierał się przy swoim. Jest, tam jest wejście, inaczej – można kopać i dokopiemy się do sarkofagu lub, jak to mówicie, krypty, kości. Andrzeju, nam zależy na kościach. We wnęce, po wejściu do kościoła po lewej stronie też są kości i kiedy przekopiemy się głębiej, niż te ustawowe dwa metry, przejdziemy na teren już ruin zamku. Andrzeju, żeby nie dewastować, jak to mówicie, kościoła całego, można będzie zacząć kopać dokładnie na tym samym odcinku, tylko na zewnątrz, na placu poza kościółkiem, na tym dziedzińcu. Głębokość jest taka sama. Decyzję pozostawiam wam. Przeciągnęliśmy czas wykopalisk ze względu na pogodę. Kiedy rozpoczniemy, będzie wiosna i warunki sprzyjające ku temu, żeby można było kopać. Słucham. Andrzej: Z tego co mówisz rozumiem, że po przefiltrowaniu tych wyników jednak jakiś obraz się ukaże, który coś nam pomoże? Samuel: Oczywiście, że się ukaże, zwłaszcza ukaże się obraz tego odcinka, o którym przed chwilą wspomniałem, czyli po wejściu do kościółka lewa strona, wnęka, tam gdzie się działy te dziwne rzeczy, których to ów człowiek nie mógł wytłumaczyć. Słucham. Iwona: Samuelu, witaj. Czy sugerujesz, żeby jako pierwsze rozpocząć kopanie właśnie tam, pod chórem, z lewej strony, czy koło ambony? Samuel: Nie, Iwono, sugeruję żeby pójść tropem tego naukowca. Jednak wy jako ludzie macie umysły ograniczone i wolałbym, żebyście poszli tym tropem. Dałem wam tylko sygnały. Słucham. Andrzej: To znaczy, rozpocząć od kopania po lewej stronie, tam gdzie były te najbardziej wyraźne zakłócenia? Samuel: Tak, Andrzeju, zdecydowanie tym tropem pójdziemy. Dalej będziemy decydować – i albo przejdziemy poza teren kościółka i u podnóża kościółka niby to piwnica, niby to pieczara, jak to mówią, i tym tropem pójdziemy troszeczkę w górę, a potem w dół. Andrzej: Czy interpretacja Adama, który jest od geo-radaru, była poprawna w momencie, kiedy robił te odczyty? Samuel: Gubił się – jak to można było zauważyć. Gubił się w odczytach. Nieraz powtarzał po kilka razy, gdyż wychodziły mu różne obrazy. Najlepiej może o tym powiedzieć Iwona, która cały czas patrzyła na jego ręce i ona może najlepiej powiedzieć, że często radar pokazywał inny obraz, a ku zdumieniu właśnie tego Adama – uparcie chciał, żeby obraz był taki, jaki on chce. Słucham. Andrzej: Czy te przekłamania w interpretacji były specjalnie robione, czy po prostu była to pomyłka z jego strony, dezorientacja? Samuel: Dokładnie. Gubił się, po prostu się gubił, bo z czymś takim, co było właśnie w kościółku spotkał się po raz pierwszy. I to, Andrzeju, może potwierdzić Iwona, gdyż z jego ust padały właśnie takie słowa: „Dziwne, po raz pierwszy spotykam się z takim badaniem”. Andrzej; Czy wyjawienie w Chicago naszych intencji na temat Ślęży nie spowoduje jakichś problemów w Polsce, szczególnie ze strony Niemców? Samuel: Andrzeju, pewnych spraw nie da się uniknąć. Jeśli to, co będziemy mówić w Chicago zainteresuje Niemców, jeden plus dla nas. Brawo, możemy powiedzieć brawo! Znaczyć to będzie, że góra ta kryje naprawdę wielką tajemnice, bo jest takie ogromne zainteresowanie. Głowy wam nie pourywają, mogę za to ręczyć. Słucham. Andrzej: Czyli rozumiem, że badania – wykopaliska już na poziomie fizycznym powinniśmy zacząć już po powrocie Lucyny z Chicago? Samuel: Tak, Andrzeju, wtedy ruszamy. Słońce, ciepło, inna energia, dodatkowo Światowid jako bóg Słońca będzie wspierał naszą akcję. I żeby nie dewastować im tego kościółka, spokojnie można ten pierwszy wykop na zewnątrz, na dziedzińcu, dokładnie na tym samym poziomie, jak było stwierdzone, w tej wnęce. Słucham. Andrzej: Samuelu, kim są ludzie, którzy zdewastowali kościółek na Ślęży? Dlaczego to robią? Samuel: Błędne rozumowanie o postaci duchowej o imieniu Szatan. Byli to wyznawcy – tak jak oni twierdzą – sataniści. Ale uwierz mi Andrzeju, prawdziwa istota duchowa o imieniu Szatan nie przyznaje się do tej grupy, do tych wogóle grup na całym świecie i spokojnie może tobie powiedzieć – nie znam tych ludzi. Działają wbrew wszelkim zasadom, wbrew wszelkim jakimkolwiek normom wszechświata. I te ugrupowania, które działają przeciwko istotom duchowym, nieważne, jakie to są – czy to są demoniczne – te istoty będą w pierwszej kolejności usunięte z Ziemi. Nie ma dla nich już możliwości ani szansy jakiejkolwiek poprawy. Słucham. Andrzej: Podobno krzyż, który jest w kościele próbowano dwa razy spalić i ani razu się nie zajął ogniem. Czy to była pomoc z waszej strony, czy ze strony Ducha Gór? Samuel: Bonifacy – święty, wspaniały duch Bonifacy. Oczywiście w całości nie mógł tym ludziom przeszkodzić w dewastacji kościółka. Tu nie chodzi tylko o kościół, ale chodzi o kult, kult boga Światowida. Nie wolno, nie wolno do końca niszczyć – i to właśnie Bonifacy, kiedy już przebrali miarkę, wykurzył. Dał w ten sposób im znak – nie wolno podnosić zbyt wysoko ręki. Sataniści nie dokańczając mszy swojej – jak to mówią – świętej, w popłochu uciekli. Iwona: Samuelu, czy możesz nam powiedzieć, czyje kości są w tej części lewej, pod chórem? Samuel: Bonifacy na was czeka, a czyje są w sarkofagu, tego nie powiem. Słucham. Barbara: Witam, Samuelu, dziękuję, że obdarzyłeś mnie takim zaufaniem i myślę, że zrobiliśmy wszystko, co było w mocy, aczkolwiek nie do końca jestem zadowolona. Mogło być lepiej. Samuelu, mam taki plan gotowy na dalsze działanie, bo tak, mimo wszystko jesteśmy na tyle usatysfakcjonowani, że możemy finansowo podjąć dalsze działania. Tak jak była mowa o około 30 tysiącach na wyprawę na Egipt, to jest. Na Ślężę pieniądze są, są pieniądze również na wysłanie Roberta do Hollywood, żeby przecierał szlaki na zrobienie filmu, ponieważ tam jest droga otwarta i dopilnuję tego, żeby to się stało jak najszybciej i do paru własnymi środkami już jesteśmy w stanie się zebrać i pojechać. Samuel: Tyle wszystkiego, może po kolei. Zaczniemy, od czego – od Ślęży. Tam już zbyt dużych nakładów finansowych nie trzeba. Ci, co mieli otrzymać zapłaty, otrzymali. Wskazane jest miejsce, więc teraz tylko trzeba kopać. Trzeba się tylko wywiązać z danego obowiązku, jaki to był obiecany księdzu. Dalej, drugie pytanie. Wyjazd do Egiptu i badania georadarowe, szukanie Labiryntu. Patrick jest trochę zadufanym naukowcem, dodatkowo z klapkami na oczach. I warunek, warunek będzie taki, (bo na całe badania georadarowe pieniędzy nie wystarczy) – on jak ćma, która leci do ognia widzi tylko i wyłącznie Labirynty. Nieważne są dla niego piramidy i jeszcze nie docierają do niego słowa, że trzeba przebadać odcinek, o którym była mowa. To nie Lucyna ten odcinek wskazała, ale ja, i nie będzie się podważało mojego słowa, bo to godzi nie w Lucynę, ale we mnie. Na badania, które wskazał Patrick, ja nie wyrażam zgody z prostego powodu. Jest to obłożone ogromnymi kosztami i czasochłonne. Chce się dostać do Labiryntu przez piramidę. Tak mówi naukowiec, który posiada rozum tylko na tyle, na ile się czymś zajmuje. Więc kiedy ukażemy fakty, wtedy Patrickowi – nie będziesz prosić, wręcz nakażesz podporządkować się innym zaleceniom i badania będą przeprowadzone na innym odcinku, tam, gdzie będzie najłatwiej. Tyle mogę powiedzieć. Wyprawa do Peru – o tym wspomniałaś – to dopiero w trzeciej kolejności, nie pierwszej. I też Barbaro nie daj się zwieść podszeptom, że „dobrze by było”. Ja na razie na wyjazd do Peru do szamanów, a zwłaszcza do Severiano, nie wyrażam zgody. Słucham dalej. kodczasu.pl/printview.php?t=514&start=200&sid=bccacc6c097769c149ac983d3c4851ea hahha, zabawne, że oni nawet w Złotoryi szukali złota, no ale to takie oczywiste w sumie i faktycznie wciaz mozna ta znalez zloto… hahaha 😉 i ciekawe, ze siedmioletnia wtedy (listopad 2011) Jenny nic nie wiedziala na temat Slezy a bedac tam na gorze na miejscu kosciola ujrzala ZAMEK, a pod zamkiem złote maski… kurcze…. pomyslec, ze dopiero teraz zainteresowalam sie tym zlotem…. a to moze jest jednak bardzo wazne… zlote maski, ktore w podziemiach Ślęży ujrzala Jenny i…..ta maska na twarzy tego Horusa/Raroga… przez moment wydawalo mi sie ze widze ja w zlocie… SKARB ŚWIATOWIDA… momento……… p.s Jenny cos mi dopowiada.. Złoty Zamek.. Złote MASKI życia wiecznego……. hmm….. one nie są zupełnie z tego świata.. te zlote maski zostaly ukryte na slezy przez istoty z innej planety… ‚istoty z gwiazd’.. zloty zamek jest bardzo gleboko pod czarnym zamkiem (kosciol).. ktory jest jak zaslona… czyli moze dlatego okreslilam go mianem czopu? J mowi tez cos o kluczu, specyficznym rodzaju zlota…. 5.. g** i krysztale… musze to na spokojnie spisac… Lubię toLubię to
  13. Nie wiem, nie podobają mi się energie, jakie są przywoływane w czasie ceremonii pod Ślężą. Anubis, Ozyrys, Horus, Thot, Set, Izyda – to Świat przed kataklizmem atlantydzkim. Nnka pisała nie pamiętam dokładnie gdzie że te energie albo posługiwanie się nimi nie jest bezpieczne, tak jak i sama Giza zawiera jakąś mroczna tajemnicę. Ten film Emmericha Stargate też jest związany z tą tajemnicą. Nnka po prostu, że po kataklizmie atlantydzkim energie w wyniku jakiegoś straszliwego eksperymentu weszły w astral i pojawił się równolegle Matrix.Tylko prawdziwe Światło o bardzo wysokich wibracjach jest w stanie „przedrzeć się” przez ten Matrix. Jednak najważniejsze abyśmy nie zasilali Matrixu negatywnymi myślami czy słowami – On się tym żywi i jest cały czas głodny i nienasycony!!!

    Lubię to

  14. http://www.taraka.pl/olbrzymie_swiatogorze_swietym_ogniu

    http://krainablogini.wordpress.com/category/boginie-celtyckie/

    Epona ma charakter zregionalizowany i w wielu zakątkach zamieszkiwanych przez Celtów przybierała różne imiona, a czasem także funkcje. Do najważniejszych należą Rosmerta (znana w Galii) – bogini śmierci(czyli również reinkarnacji i odrodzenia-Mez), Smerta/Śmierć 🙂

    Anu (znana w Irlandii),

    Annwn – wyspiarska kraina zmarłych Arawna na mglistym Niflheimie na Szarych Pustkowiach.

    Anna – brytyjska bogini dostatku i urodzaju/sanskryckie „pokarm”.

    Drugim z trzech wielkich bogów był Esus. Na jednym z jego przedstawień, znalezionym pod katedrą Notre – Dame w Paryżu widoczny jest jako drwal ścinający drzewo, prawdopodobnie poświęcony był mu dzik (obecnie baranek).

    Maia (obecnie Miriam) także znana w Irlandii.

    http://www.magia.gildia.pl/artykuly/mity_celtyckie/celtyccy_bogowie

    Tara, Hill of Tara (irl. Teamhair na Rí) – wzgórze w hrabstwie Meath w (Irlandii), tradycyjne centrum religijne i polityczne wyspy, siedziba arcykrólów z dynastii O’Neil. Wzgórze ma wysokość 197 m n.p.m.

    Tara, jako siedziba bogów i arcykrólów, występuje w wielu irlandzkich mitach i legendach, a zapisała się także w historii nowożytnej.

    Tara (Wyzwolicielka) lub Ārya Tārā – w buddyzmie tybetańskim żeński bodhisattwa, uosobienie współczucia i miłosierdzia, uważana za małżonkę (śakti) Awalokiteśwary. Jest „matką wyzwolenia”. Tara jest tantrycznym bóstwem, której praktyka jest używana przez praktykujących wadżrajanę do rozwinięcia określonych wewnętrznych właściwości i zrozumienia zewnętrznych, wewnętrznych i tajemnych nauk o współczuciu i pustce.

    Najbardziej znanymi formami Tary są:

    Zielona Tara, znana jako budda oświeconych właściwości. Reprezentuje aktywny, energetyczny aspekt współczucia, jest narodową Protektatorką Tybetu[1]. Nazywana też Sjamatara

    Biała Tara, powiązana ze współczuciem, długim życiem, mocą uzdrawiania oraz pogodnością; znana także jako Sitatara lub Dolkar oraz Koło Spełniające Życzenia lub Cintachakra.

    Czerwona Tara, powiązana z przyciąganiem wszystkich dobrych rzeczy

    Czarna Tara, powiązana z mocą

    Żółta Tara, powiązana z bogactwem i dobrobytem

    Niebieska Tara, powiązana z przemianą gniewu

    Cittamani Tara, forma Tary szeroko praktykowana na najwyższym poziomie Yoga Tantry w szkole gelug buddyzmu tybetańskiego, portretowana jako zielona

    Khadiravani Tara, która pojawiła się Nagarjunie w lesie Khadiravani w południowych Indiach, jest czasem wspominana jako „22 Tara”.

    Lubię to

  15. Pytanie: Jaka jest zasadnicza treść tekstów wedyjskich?

    Odpowiedź: Teksty wedyjskie są nośnikiem ważnych i znaczących rzeczy, a nie jakiejś treści. Treść jest sformułowaniem intelektualnym, szufladkowaniem, podczas gdy ważność jest właściwie użytą stymulacją ludzkiego wnętrza za pomocą słowa. Mantra tym różni się od zdania, że zdanie przekazuje idee osoby, natomiast mantra przekazuje doświadczenie zjawiska w naturze na wszystkich poziomach. W zdaniu słowa są użyte z sensem, podczas gdy w mantrze w sposób znaczący. Znaczenie związane jest z logiką, a jest to tylko ludzka logika. Natura, która tworzy nas jako cząstkę Kosmosu, ma swą własną logikę, będącą czymś więcej, niż naszą logiką. To Prawo Natury jest logiką. Mantra pozwala okultyście poczuć Prawo Natury i zbliżyć się do niej efektywnie. Wszystkie teksty wedyjskie są przede wszystkim Mantrami i dlatego wcale nie są zdaniami. To ludzie nadali słowom znaczenia i używa się ich również jako części klawiatury razem z alfabetem i składnią. Klawiatura nie wyczerpuje znaczenia umysłu-autora, lecz formuje kanał pomiędzy inteligencjami kosmicznymi a inteligencją człowieka, właśnie za pomocą tych inteligencji słonecznych i planetarnych.

    http://yogin.pl/wszystko-o-jodze/wedy/782-wedy-kulapati-ekkirala-krishnamacharya.html

    Pytanie: W jednym z wykładów powiedziałeś, że dźwięk „Sam” odwraca zło i że słowo to jest inwokacją do Saturna. Czy zechcesz to wyjaśnić?

    Odpowiedź: Tak. Dźwięk „Sam” jest drugim po „OM” świętym słowem. OM jest tobą samym, czystym duchem, „Ja jestem” w tobie. Zstępuje w formie twego oddechu, który zawiera wdech i wydech. Wdech wytwarza dźwięk „s”, podczas gdy wydech – dźwięk „H”.
    Dlatego mantrę oddechu opisuje się jako „SO-HAM”. Święte słowo „SAM” zawiera „s”, ducha wdechu. Wiemy, że nasz wdech oznacza zstąpienie czystego powietrza z tlenem, który z każdym oddechem spala wszelkie twe nieczystości. Tlen jest tylko fizycznym ciałem oczyszczającego czynnika, którym jest duch powietrza. „Sam” wzywa Boga Wdechu i dlatego oznacza ochronę i bezpieczeństwo. Ponieważ każdy wdech oczyszcza cię, wskazuje ścieżkę czystości i doskonałości.
    W astrologii Saturn oznacza świadomość wskazującą na niedoskonałości.

    Dlatego „s” tworzy pierwszeą sylabę nazwy Saturn i jest tak w wielu językach. W Sanskrycie nazywa się to Sanaischara, w języku angielskim – Saturn, a w języku Świętej Biblii jest to Szatan, najbardziej źle rozumiane stworzenie.

    Chociaż Kościół Chrześcijański wyklął Szatana, wciąż się go obawia i pamięta. W Biblii Świętej jest tylko cieniem Boga. Innymi słowy jest to grzech albo indywidualna świadomość stworzonej istoty. Wszystko to wskazuje na stworzone niedoskonałe ega, które mają być oczyszczone. Człowiek rozumie taki świat, jaki widzi, dlatego nie jest doskonały i musi czekać na dzień, gdy zobaczy świat takim, jaki jest (Słowo Boga), a nie jakim się mu wydaje. w tym celu słowo „Sam” oczyszcza człowieka i czyni go doskonałym. Dlatego Wedy wysławiają je tuż obok słowa „OM”. Na intelektualnym planie dźwięk „Sam” to spokój i powodzenie. Ta intelektualna interpretacja pozwala połączyć różne aspekty inteligencji z jej źródłem na wyższym planie. Jakkolwiek byś nie wymawiał i nie traktował dźwięku „Sam”, mantra ta oczyszcza cię i napełnia duchem Boga i życiem, które wdychasz poprzez swe nozdrza. Wielu ludzi uważa samą planetę Saturn za złą. Dzieje się tak, ponieważ powszechne opinie nie opierają się na mądrości Wed. Popularna astrologia jest tylko cieniem prawdy skrywające j się za nią. Pod wpływem Saturna wielu ludzi odczuwa trudności i niedogodności. Prawdą zaś jest to, że przyczyną kłopotów są indywidualne motywy, a nie Saturn. Saturn jedynie przyspiesza ujawnianie zła i zmusza osobę, aby się go pozbyła. Zatem siła kryjąca się za planetarnym symbolem Saturna jest zawsze oczyszczająca i chroniąca. Ten sam oczyszczający aspekt stymulujemy wymawiając i medytując nad „Sam”. Im bardziej próbujemy zrozumieć w sobie aspekt Saturna, tym bardziej uwalniamy się od własnej ograniczającej natury, a rezultatem jest „Sam”, stan doskonałego spokoju i powodzenia.

    http://yogin.pl/trzecie-oko/sylwetki-mistrzow/801-ryszi-weda-wjasa-zbieracz-kompilator-wed.html

    Lubię to

  16. Zwróć też uwagę na to że nasienna sylaba Dewów – A
    wygląda jak kontury Orła/Jastrzębia w koronie.

    Mamy Feniksa/Garudę/Raroga w godle 🙂

    Lubię to

    1. Tak, widać podobieństwo 🙂

      w innym komentarzu przyrównałeś jednak Garudę do Tengu…

      W buddyzmie Tengu uważane były za zwiastunów wojny… Tengu w sztuce przedstawiane były w różny sposób, jednak najczęściej jako coś pomiędzy ogromnym, potwornym ptakiem a w pełni humanoidalną istotą, często z czerwoną twarzą i niezwykle długim lub dużym nosem. Raróg,Garuda? Nie to zwróciło moją uwagę ponieważ w podobieństwie między Tengu a Garudą nie ma niczego niezwykłego Niezwykle zaczyna się robić gdy porównamy wizerunki solarnych Garud/Rarogów z pilotami myśliwców.

      http://liviaspace.com/2014/03/12/wiosenne-zrownanie-na-slezy-z-projektem-cheops-i/comment-page-1/#comment-15444

      tak się nad tym zastanawiam… w kontekście Ślęży konkretnie… i tego dlaczego została uznana za Axis Mundi i wybraną górą Słowian.. Czy zgadasz się z tym??? Dlaczego właśnie Ślęża, a nie np. jakaś inna piękna polska góra których przecież tak wiele… I co np. z Tatrami? Tam to jest dopiero energia!!!

      ale, ok… jestem bardzo ciekawa Twojego zdania i.. przypomnę może raz jeszcze ten kluczowy obrazek:

      który skojarzył mi się bardzo mocno z tym poniżej:

      znalazłam go na jakiejś słowiańskiej stronie, ale o dziwo przedstawia ponoć MARSA…

      Samuel: Może takie, że jest to miejsce też szczególnej mocy, gdyż energie w dni przesileń – jesień i wiosna – płyną z góry. Czyli powiedzmy z Marsa lub Księżyca. Ślęża dodatkowo posiada jeszcze moc energii Księżyca, a zwłaszcza wtedy, kiedy zaczyna się pierwszy dzień pełni. Cała góra wtedy emanuje ogromną energią i jest to bzdurą, co mówią ludzie, że Księżyc emanuje silną, złą energią. Wystarczy znaleźć się na płaskowyżu, czyli na górze w ten dzień pełni, w pierwszy dzień pełni, a odczujecie moc energii góry Ślęży…

      http://liviaspace.com/2014/03/14/slezanskie-roswell/

      tak się staram połączyć ze sobą różne kawałki niby na pierwszy rzut oka niepowiązanych kawałków…. i tak jakby zaczynał mi się wyłaniać jakiś dziwny obraz Ślęży…. o tym później… bo coś się wydarzyło tej nocy po tym gdy dodałam notkę o Ślężańskim Roswell 😉

      Lubię to

      1. Dlaczego właśnie Ślęża, a nie np. jakaś inna piękna polska góra

        Przecież świętych miejsc jest znacznie więcej 🙂
        http://imladis.p2a.pl/viewtopic.php?id=5447

        http://bialczynski.wordpress.com/2012/02/12/swiatynie-swiatla-swiata-lichen-bogini-licho-gora-tryglawa-w-kazimierzu-i-kompleks-sleza-wiezyca-radunia-walim/

        https://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/czworksiag-wielki-wiary-przyrody/tom-iv-ksiega-wiedy/kopce-swiete-sanktuaria-bogow-albo-kurhany-wladcow/siedem-czakramow-ziemi-a-podciete-korzenie-polakow/

        Słowianie żadnego Szatana ani piekła nie znali img/smilies/smile znali świat dolny środkowy i górny.Szatan jest wyłacznie nabytkiem chrześcijaństwa.
        Nie wolno mieszać dwóch religii.Wąż jest w judeo chrześcijaństwie symbolem Szatana a w rodzimowierstwie/szamanizmie symbolizuje życie i płodność.
        Podobnie rogi są symbolem płodności(słynny róg obfitości)a w monoteizmie rogi są atrybutem diabłów.
        Ogólnie jest tak:bogowie starych religii stali się diabłami nowej.

        W świecie dolnym mieszkały dusze naszych przodków,zmarłych ludzi,w środkowym mieszkamy my tu i teraz,a górny to świat bóstw i bogów.

        Podróży szamańska do świata dolnego i axis mundi.Echem szamanizmu jest w chrześcijaństwie symboliczna wizyta Jehoshua w “piekle”,tzn w świecie dolnym,w świecie przodków gdzie szamani schodzili po moc,po wiedzę po coś co można by chyba nazwać oświeceniem.

        Tam rodzili się na nowo,przechodząc 3 dniową inicjację
        po czym “zmartwychwstawali” jako ludzie odmienieni,nowi,przemienieni,oświeceni,”przeBuddzeni”.

        Weles nie jest żadnym Szatanem i diabłem,nigdy nim nie był.

        „w innym komentarzu przyrównałeś jednak Garudę do Tengu”

        To za dużo powiedziane 😀
        Zwróciłem tylko uwagę na podobieństwo między pilotami i Tengu
        z kolei Tengu wyglądają jak ortodosksyjni żydzi 😀
        zobacz co się dzieje na Ukrainie?
        Czy to nie zabawna że zwiastunami wojny są istoty
        tak podobne do żydów?
        W historii świata żydzi zawsze stoją w tle konfliktów.

        Garuda z kolei nie jest imieniem,jest nazwą całej rasy solarnych istot.
        Może w takim razie,Tengu są lunarne?
        Wyglądają podobnie tak jak jastrzębie i sokoły
        niby to samo a jednak różne 🙂

        Warto też jeszcze wspomnieć o znanym z Mahabharaty sposobie Devów i Asurów (demonów) polegającym na tym, iż mogą oni rodzić się na Ziemi w celu spełnienia określonej misji. Ma to także swe nawiązanie do odnotowywanych obecnie i coraz bardziej popularnych stwierdzeń o przypadkach tzw. walk-ins, czyli o sytuacji, w których istoty z innych planet lub poziomów, celem wypełnienia jakiejś misji czy zadania, reinkarnują się w konkretnym ciele ludzkim. Dusze takie mogą opanowywać także ciała, poprzez usunięcie dusz, pierwotnie w nich przebywających (wtedy można określić je mianem intruza, a zachowanie to przypisać demonom czyli asurom).
        Aby lepiej to zrozumieć warto też jest przytoczyć przypadek słynnego świętego Srinivasa Acaryi, który swego czasu medytował o Panu Krisznie w postaci Pana Caitanyi. W tej głębokiej medytacji Srinivasa zawiesił Panu Caitanyi girlandę kwiatów. Zadowoliło to Pana Krisznę, i sam zdjął te girlandę z własnej szyi i zawiesił ją na szyi wyznawcy. Kiedy to uczynił medytacja się zakończyła lecz girlanda zawieszona była nadal na szyi Srinivasa!!! Zatem w momencie transu (głębokiej medytacji) przebywając w zupełnie innej rzeczywistości, umysł Srinivasy przepojony głęboką czcią duchową, uzewnętrznił girlandę, z subtelnej sfery do czysto materialnej.

        Jak by nie patrzeć na te opisy niesamowitych sytuacji, jakie wykraczają poza nasze zdroworozsądkowe, materialne ramy postrzegania, nie ma wątpliwości, iż obcujemy poprzez spuściznę Indii z rewelacyjnymi zdarzeniami, nawet jeżeli wciąż jeszcze niektórzy postrzegają je jako typowo mitologiczne i naznaczone nutą fantazji

        PS.Może się przydać,zainspirować 🙂

        http://pruskiwicher.wordpress.com/
        http://www.taraka.pl/syrena_ocalmy_genius_loci
        http://wolnemedia.net/wierzenia/obronic-szamanow-przed-oszustami/

        http://forum.shamanika.pl/szamanizm-miejski-f51/szamanizm-naszych-czasow-z-lukrem-czy-na-ostro-t1533.html

        http://www.taraka.pl/walentin_chagdajew_buriacki_szaman

        Lubię to

      2. Wiedza wedyjska i kosmologia

        Starożytna kultura Indii nie posiada sobie równych, rzadko zdarza się bowiem możliwość studiowania tak wielu starych traktatów, zapisków i objaśnień, jak właśnie dzięki dziedzictwu Bharatu.

        Bhagavata Purana, Ramajana, Mahabharata to najważniejsze dzieła całej kultury i tradycji wedyjskiej, a do głównych Wed zaliczamy: Rig, Yajur, Sama oraz Atharva.

        Wiele tekstów wedyjskich otwarcie wspomina i opisuje różnorakie istoty, rasy i planety, a także zawiera opisy wielkiej liczby tajemniczych pojazdów latających, wiman, technik sterowania nimi oraz walk na niebie.

        Purany (z sanskr. purana znaczy ‘dawna opowieść’), uznawane są za teksty święte; stanowią swoiste encyklopedie hinduizmu; zawierają m.in. genealogie rodów królewskich, legendy i mity (kosmogoniczne itp.), opisy świętych miejsc itp.; dzielą się na wielkie (których jest 18) i poboczne; najważniejsze to: Bhagavatapurana, Markandejapurana, Padmapurana i Wisznupurana.

        Purany wspominają o 400 tyś. ras istot humanoidalnych, jakie mają zamieszkiwać różne planety a także wymieniają liczbę 8 milionów form życia, w tym roślin i zwierząt. Wiele z istot jakie opisują Wedy posiada moce siddhi, które także dla ludzi żyjących na ziemi są dostępne. Wśród tych mocy możemy wyróżnić m.in. porozumiewanie się za pomocą umysłu (telepatia), zdolność do lewitacji i jej przeciwieństwo tj. zdolność do wytwarzania ogromnego ciężaru, moc podróży do wielowymiarowych rejonów bytu, zdolność do przemieszczania rzeczy poprzez eter, bez ograniczeń ze strony przeszkód fizycznych, także zdolność do przenoszenia ciała w odległe miejsca poprzez samo działanie umysłu (teleportacja, bilokacja, inne), niewidzialność, kontrola hipnotyczna na odległość.

        Wiele ras jakie wymieniają teksty wedyjskie żyje, przebywa na planetach, położonych w równoległych, wyżej wymiarowych rejonach zarówno wewnątrz samej Ziemi jak i na jej powierzchni oraz w jej sąsiedztwie. Także wiele ras zamieszkujących te rejony współpracuje ze sobą, np. Siddhowie, Ćaranowie, Uragowie, Guhyakowie i Vidyadharowie, mimo że dzieli je wiele różnic zarówno psychicznych jak i w wyglądzie.

        Gatunki istot jakie wymieniają Wedy cechuje spora rozpiętość w długości ich życia, wynosi ona np. 10 tyś. lat ziemskich, 5 tyś. lat, a dewowie, boskie istoty zamieszkujące jedne z najwyższych lok (płaszczyzn), żyją i nawet kilkaset milionów lat.

        Wedy przedstawiają prawdę, iż wszystkie żywe istoty posiadają duszę, zwana atmą lub dźiwatmą, zamieszkującą ciało fizyczne. Dalej wierzy się wg przekazów Wed, iż dusza i ciało subtelne mogą transmigrować z ciała do ciała oraz czasowo przebywać poza ciałem cielesnym. Po osiągnięciu najwyższego poziomu świadomości dusza wyzwolona ze świata materialnego i dwoistości materii przenosi się do świata astralnego i potem przyczynowego, gdzie osiąga jednak poza nim, całkowite zespolenie z Absolutem.

        Wedyjska hierarchia kosmiczna opisuje gradację wyższych układów planetarnych, ale nie są one dostępne dla mieszkańców układów niższych. I tak zgodnie z tym podziałem, Brahma ma zamieszkiwać najwyższy układ, spośród wszelkich materialnych układów, tj. Brahmalokę. Poniżej Brahmaloki leżą Tapoloki, Janaliki i Maharloki, które zamieszkują mędrcy.

        Niżej tych układów znajduje się poziom Svargaloki, zamieszkiwany przez Devy. Są to istoty o silnej hierarchii wojskowej, i nie wykluczone, iż mogą się angażować w ziemskie działania. Jednak ani Devowie ani mędrcy nie angażują się bezpośrednio w życie podległych sobie istot lecz czuwają nad większym rozwojem duchowym w sposób ewolucyjny.

        Nad tą całą kosmiczną hierarchią stoi Najwyższa Istota, utożsamiana z Bogiem, Absolutem, będąca najwyższym uosobieniem tego co duchowe. Jest on Paramatmą i zarazem znajduje się w sercu każdego człowieka jako dźiwatma. Bywa też tak, jak uznaje to literatura wedyjska, iż Najwyższa Osoba Boga zstępuje na Ziemię jako Awatar.

        Wiele istot z wymienionych płaszczyzn bytu różnorako żyje i posiada różny światopogląd. Są takie cywilizacje czy rasy, które posiadają naturę egocentryczną (są to rasy nacelowane na służenie sobie), bez poświęcania swego życia Najwyższej Istocie. Żyją w wielkim przepychu. Są też rasy skierowane na pomoc i wychwalanie Boga, a inne wykazują z kolei cechy agresywne.
        Wiele z tych istot wyposażonych jest w różne wspomniane wcześniej moce, jak choćby moc lewitacji. Owa laghima-siddhi umożliwia przezwyciężenie siły nieważkości, a literatura wedyjska wspomina wiele istot ją wykorzystujących. Są to zarówno Devy jak i inne rasy humanoidalne, wywodzące się zarówno z Brahmaloki aż na Svargaloce kończąc. Muszą być zaawansowani w rozwoju duchowym chcąc wykorzystywać takie zdolności, które na naszej planecie ukazywali czasem wielcy jogini. Jak powiada sam Awatar Kryszna, istnieje on wewnątrz wszystkiego, jest zatem esencją składników atomowych pierwiastków materialnych, a ten kto przywiązuje swój umysł do Jego Formy może uzyskać doskonałość zwaną laghima, dzięki której urzeczywistnia subtelną, atomową substancję czasu.
        Czyli Kryszna daje nam tutaj wskazówkę, iż nieważkość wiąże się z czasem? A czym jest czas? Może czas jest po prostu upływem świadomości?

        Obok tych rzeczy związanych z mocami psychicznymi istot, wedyjska literatura powiada sporo o wimanach. Dzieli je na dwie kategorie: 1) pojazdy stworzone przez człowieka, o kształtach przypominających samoloty, 2) dziwne obiekty o nieopływowej konstrukcji, zazwyczaj nie wytwarzane przez ludzi.
        Ta druga kategoria posiada wiele cech jakie mogą odpowiadać dzisiejszym obserwacjom UFO.
        Najbardziej bodaj znanym latającym pojazdem opiewanym w hinduskich mitach jest Puszpaka, napowietrzny rydwan boga dostatku Kubery, który dostał się w ręce niegodziwego Rawany. W nim to Rawana uprowadził małżonkę awatara (zstąpienia Boga) Ramy, przez co doprowadził do katastrofy całe swoje demoniczne plemię rakszasów z Lanki. Losy Ramy i zagłada rakszasów stanowią przewodni nurt słynnego eposu Ramajana, gdzie wimana została przedstawiona jako latający cylinder o dwóch pokładach z iluminatorami i kopułą. Poruszała się z prędkością wiatru wydając melodyjny odgłos. Oto fragment z tej epopeji: Pojazd Puszpaka, przypominający Słońce i należący do mojego brata, został sprowadzony przez potężnego Rawanę; ten doskonały powietrzny pojazd mogący wszędzie polecieć na życzenie … ten pojazd podobny do jasnej chmury na niebie … I wtedy król [Rama do niego] wsiadł, a doskonały pojazd na polecenie Raghiry wzniósł się wysoko w niebo.

        Inny wielki epos starohinduski Mahabharata podaje, że asura imieniem Maja posiadał wimanę mierzącą w obwodzie 12 łokci i wyposażoną w cztery mocne koła. W innym miejscu przedstawia ona Krisznę (następnego awatara po Ramie) goniącego po niebie swego wroga Salwę. Gdy wimana Salwy, Saubha, staje się niewidzialna, Kriszna natychmiast wysyła specjalny pocisk, który dosięga celu lecąc według głosu.

        A tak napisano o konstruowaniu wimany w sanskryckim tekście Samarangana Sutradhara: Korpus wimany musi być mocny i wytrzymały, niczym wielki ptak z lekkiego materiału. Wewnątrz należy umieścić silnik rtęciowy z żelaznym aparatem grzewczym pod spodem. Dzięki mocy uśpionej w rtęci, która wprawia napędowy wir powietrza w ruch, siedzący wewnątrz człowiek może przelatywać niebem wielkie odległości. Ruchy wimany są tego rodzaju, że może ona wznosić się pionowo i pionowo opadać, a pochylona może poruszać się do przodu i do tyłu. Dzięki tym maszynom ludzie mogą latać w powietrzu, a istoty niebiańskie mogą przybywać na ziemię. W 230 strofach tego traktatu omówiono konstrukcje wiman, startowanie, lot na tysiące kilometrów, zwykłe i awaryjne lądowanie a nawet możliwe kolizje z ptakami. Są tam informacje o pilotażu, zalecane środki ostrożności przy długich lotach, ochrona statków przed burzami i piorunami i instrukcje jak przejść na napęd ,,energią słoneczną” z energii typowej (antygrawitacyjnej?).

        Bardzo szczegółowym opisem wiman jest Vimaniikaa Shastra, a o jej pochodzeniu nie wiemy nic pewnego. Są bowiem poglądy, iż nie jest to starożytny, hinduski tekst lecz Vimanika miała być spisana na początku XX wieku, za pomocą channelingu (pisma automatycznego). Medium spisującym był Pandit Subbaraya Sastry, który 1 sierpnia 1918 r. zaczął dyktować Vaimanikę panu Venkatachali Sarmie. Dzieło w całości spisano w 23 zeszytach do 23 sierpnia 1923 r. Sporządzono także kilka rysunków wiman. Wg Sastry, Vimanika stanowi tylko fragment traktatu Yantra-sarvasva (Encyklopedii maszyn mędrca Maharisziego Bharadvayi). Ta encyklopedia nie istnieje w postaci fizycznej, lecz jej zapis cały czas jest zachowany w kronice Akaszy, i stamtąd właśnie odczytano zapisy dotyczące Vimaniki. Tam zawarto różne opisy zachowań statków, takich jak np. zygzakowate ich ruchy, znikanie, podglądanie wnętrza statków innych istot, zmieniania kształtu statku i wielu innych.

        Obok Vimanikii także Bhagawata Purana, Mahabharata i Ramayana zawierają opisy pojazdów latających oraz istot człekopodobnych, kierujących tymi pojazdami. Wimanami posługiwali się raczej Devowie i Upadevowie niż ludzie. Obok wiman, zarówno olbrzymich jak i mniejszych, zaprojektowanych tylko dla jednego pasażera znamy opisy latających miast, poruszających się w przestrzeni kosmicznej, niemal samowystarczalnych. Były one bardzo bogato zdobione, a na ich powierzchni zgromadzono wiele skarbów, były przestronne, znajdowały się tam także zwierzęta, a wokół samych tych miast krążyły świecące wimany. Latające miasta były nie tylko siedzibami przywódców ras ale i ośrodkami administracyjnymi (np. sławne latające miasto ze złota- Hiranyapura). Wimany zaś jarzą się jasnym światłem lub też są ogniste.

        A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada w swym komentarzu do Bhagavata Purany podał trzy metody poruszania się w przestrzeni kosmicznej:

        1. ka-pota-vayu, czyli dotyczy ona mechanicznych statków kosmicznych i polega na pokonywaniu eteru (budulec czasoprzestrzeni) przez statek kosmiczny,
        2. aakaaśa-patana, a zatem samolot, który potrafi lecieć z prędkością umysłu. Taki samolot potrafi nas przenieść dokądkolwiek z niesamowitą prędkością myśli; niektóre wimany także wykorzystują moc umysłu, są także napędzane mantrami, tak jak niektóre pociski, jakie mogły wystrzeliwać. Eter stanowi tutaj także pole działania subtelnego umysłu, gdyż nazwa aakaaśa patana znaczy dosłownie latanie w eterze,
        3. vaikuntha, oznacza całkowicie duchowy sposób podróżowania, gdyż w świecie vaikuntha wszystko, co istnieje, jest promienne i świadome, tutaj występują czysto duchowe wimany, porównywane do łabędzi, poruszają się one mocą czystej świadomości.

        W literaturze wedyjskiej nie ma wątpliwości, iż wierzono w możliwość podróży na inne planety, postrzeganej zarówno jako podróż na inne układy gwiezdne, do wyższych wymiarów lub do innych wymiarów, innych niż ziemski, układ planetarny. Wewnątrz Ziemi, na jej powierzchni i wokół niej znajdować się mają inne wszechświaty, zamieszkałe rejony wyżej wymiarowe (czyżby zatem złożone z bardziej subtelnych drgań i wibracji niż nasz ziemski poziom?). Wyróżnia się tutaj 14 lok, czyli światów lub planet (układów planetarnych); 7 lok niższych i 7 lok wyższych.
        Takie ośrodki jak Słońce, Księżyc oraz planety: Merkury, Wenus, Mars, Jowisz i Saturn są zamieszkałe a istoty je zamieszkujące posiadają odpowiednie ciała, przystosowane do warunków panujących na poszczególnych planetach. Nie ma informacji co do życia na innych planetach naszego układu słonecznego takich jak np. Pluton czy Uran.

        Opracowanie: Jakub Jasiński

        Lubię to

      3. Zgubił się jeden z moich wpisów,a może i dwa…taki dosyć długi z linkami i odpowiedzią na Twoje pytanie odnośnie świętych miejsc Słowian.

        Lubię to

      4. Dusze takie mogą opanowywać także ciała, poprzez usunięcie dusz, pierwotnie w nich przebywających (wtedy można określić je mianem intruza, a zachowanie to przypisać demonom czyli asurom).

        Tutaj też nie jest tak prosto i czarno-biało jakby się mogło wydawać.

        Asurowie przypominają greckich tytanów, błędnie opisywani jako zwykłe demony lub niearyjskie ludy Indii (anarya). Porównywani są czasem do chrześcijańskich upadłych aniołów, ponieważ są także bytami duchowymi, o mocy mniejszej niż boska, ale większej niż moc ludzi. Wg tej hipotezy część z nich wcielona jest w ludzi, a część pozostała w formie czysto duchowej, jako demony i strzygi.

        Zaratusztrianizm

        W języku awestyjskim słowo ahura (odpowiednik indyjskiego asura) oznacza boga (np. irański Mitra czy Ahura Mazda), a demona określano terminem daeva.

        W zaratusztrianizmie to dewy byli źli, natomiast asurowie byli dobrymi bóstwami.

        Proszę jak pięknie 🙂 dobro i zło to pojęcia względne są jak ciepło i zimno tworzące jedno zjawisko o nazwie temperatura.

        Lubię to

  17. Kopiuję tutaj komentarz z notki
    http://liviaspace.com/2014/03/17/fallen-elohimfallen-angels/

    Livia Ether Flow | 18 Marzec 2014 o 16:59

    właśnie zauważyłam, że pan Białczyński dodał u siebie pewne wyjaśnienie:

    Wiosenne Zrównanie

    Ponieważ w wielu osobach ten obraz budzi pytania i zainteresowanie co do znaczenia, pragnę go wyjaśnić.

    Symbolizuje on nie tylko Wiosenne Zrównanie. Kobieta-Wiosna/Jaruna-Matka Ziemia, jest naga i pozornie bezbronna. Jej tarczą jest piękno – ciało i umysł, a jedynym orężem jakie ona dzierży jest Błękitny Kamień- szmaragd (z-Mar-Ra-God, s-Mier-RA-Gad). Po jej stronie występuje Słońce Wodne-Ziemskie Błękitne-Żywe oraz pełne, przenikające ją elementy życia (nabrzmiałe, gotowe do poczęcia i ekspansji). Po drugiej stronie Kostroma-Męski PtakoGad/Ptakowężyca-Kąptorga-Zbrojna Zima-Raróg-Wejnyks/Feniks. W ręku dzierży łuk, na plecach kołczan i strzały – narzędzia przemocy, uśmiercające, u boku ma jeleni róg-kolec-płomienisty kindżał i podaje kobiecie rękę uzbrojoną w rękawicę. Otoczony jest suchymi hakowatymi, pazurzastymi kształtami (zimny, martwy rozum, logika). Ułożone jak łuska, jak komórki plastra, Słońce-Logos/Ratio uzupełnione jest Słońcem Życia/Wiary.

    Wiosna-Kobiecość Przejmuje Władzę na Ziemi. Żeńskość pozbawiona atrybutów przemocy, wyposażona w Czarowny Szlachetny Niebieski Kamień – działający przeciw Śmierci, chroniący Ra-Światłość, ma wystarczającą moc by przeciwstawić się Siłom Ciemności i zwyciężyć.

    Jeśli obie postacie zinterpretujemy jako bogów Kiru Jarunę-Jaryłę/Jarowita i Kostromę/Koladę-Kostruba to wiemy, że są to postacie dwupłciowe dwugłowe, zrośnięte plecami/korpusem. Ta męska postać zwrócona twarzą do Jaruny, która przekazuje jej władzę nad Ziemią ma więc drugą postać Marę-Zimę, która jest zwrócona w drugą stronę i odchodzi w Kole Pór Roku oraz Kole Czakr, Kole Czary/Czaru. Jest to moment Zrównania, ale Światłość i Żeńskość obejmuje rządy nad Światem. Jest to także spotkanie Ziemi/Ziemian z Kosmosem/Kosmitami, w którym nie jest ona bezbronna, lecz dobrze wyposażona.

    http://bialczynski.wordpress.com/2014/03/12/22-23-marca-2014-wroclaw-i-zlot-sympatykow-ntv/

    ciekawe, że ten niebieski koralik to akurat SZMARGD… bo najbardziej lubię właśnie szmaragdy w odcieniach torquoise blue.. a Słońce też jest tutaj raczej Szmaragdowe niż niebieskie, a dokładniej właśnie w takim odcieniu emerald blue…. torquoise… tak, bardzo, bardzo turkusowe… hmmm.. przekazanie władzy… to też bardzo ciekawe… bo przypomina mi moją wizję, tyle, że w niej to ja stałam naprzeciwko poczetu bogów starej ery, ale jako pierwszy z podziemii wyłonił się ANUBIS.. i nie była to Ślęża, a Tell Amarna.. i to jest właśnie ta moja wizja, którą miałam w okolicy 21 12 2012… byłam wtedy bardzo zdziwiona tym co widzę, a właściwie doświadczam, bo to było niemal fizyczne przeniesienie.. samo określenie przekazanie władzy nie za bardzo mi się podoba i jakoś nie za fajnie kojarzy, bo to takie przekazywanie sobie pałeczki… ale wiem, że to co się stało wtedy w Tell Amarnie było wydarzeniem jak najbardziej pozytywnym dla Ziemi….

    przypomniało mi się też raz jeszcze to co widziałam na Ślęży… ludzkie kobiety/matki i gadzi mężczyzni/ojcowie… do tego Krasków, kryształowa czaszka ziemi, krystaliczna sieć i twkiące albo w niej, albo za nią gadzie istoty…… i mimo tych wspaniałych wyjaśnień i podobieństw z moimi doświadczeniami obraz ten nadal wzbudza we mnie mieszane odczucia…. te słowa przekazanie władzy, ekspansja… hmm…

    a to dwa wykresy z książki Ashayany tak apropos tego Szmaragdowego Słońca:

    http://liviaspace.com/2014/03/17/fallen-elohimfallen-angels/comment-page-1/#comment-16392

    Lubię to

    1. Bardzo fajnie ale ja jestem zbyt lewy z angielskiego żeby czytać takie skomplikowane rzeczy więc…

      chciało by Ci się zrobić tłumaczenie?

      Lubię to

      1. ahh to prawda, że trudno się oprzeć spojrzeniu tego kiciusia 🙂
        ale, nie nie… nie biorę się za tłumaczenie, tym bardziej, że mój angielski też niej jest najlepszy, a po drugie że to naprawdę spory materiał, który zresztą już w jakimś tam stopniu został przetłumaczony, choćby kilka książek… polecam właśnie ten wywiad (3 części)… i tu jest co nieco po polsku, w tym linki do książek i ich krótkie opisy: http://liviaspace.com/2014/01/08/ashayana-dean-i-jej-podroznicy-po-polsku/

        jak mi się coś jeszcze przypomni to dodam, choć wiem, że już jedno słowo Chrystus może Cię skutecznie odstraszyć.. w każdym bądź razie jak masz ochotę to ‚zmierz się z tym’ 😉

        p.s

        „z-Mar-Ra-God, s-Mier-RA-Gad”

        ciekawe są te dwie wersje (słowiańskiego?) zapisu nazwy SZMARAGD…

        w pierwszej z – Mar jak morze z którego wyszła MARIA – Ra – i God jak bóg w j. angielskim…. a w drugiej s- Mier (też Maria?) – znów RA – ale tym razem nie God a GAD…..

        skąd twe dwie wersje, ale może powinnam o to zapytać pana Czesława 🙂

        Lubię to

      2. Chrystus/Lucyfer, ta idea mnie nie odstrasza
        odstrasza mnie dogmatactwo na ich temat 😀

        Też sobie o czymś przypomniałem, myślę że warto o tym napisać.

        Rozwijająca się czterowymiarowa kula Wszechświata (pęcherz
        poznania) ma w sobie wszystkie wcześniejsze ogniwa (cegiełki), z których jest
        zbudowana, ponieważ wymiar czasu nie musi być w niej odróżniany specjalnie od
        innych wymiarów. To prawda, iż w tutejszym czasie nie da się “zaglądać wstecz” mimo, iż proponują to często autorzy opowiadań science fiction. To co było niby “umarło”. Jak już jednak wspomniano, co najmniej w t r z e c h
        ujęciach teoretycznych była to jednak tylko ś m i e r ć p o z o r n a .

        Jedno z nich (I) zakłada możliwość oglądu czasoprzestrzeni z zewnątrz, tzn. zakłada
        istnienie “piątego” wymiaru. Rozważana możliwość wprowadza tym samym
        rozróżnienie “tutejszego czasu”, w którym się umiera, w którym się jest śmiertelnym od “długiego trwania” w obrębie czasoprzestrzennej budowli jaką jest czterowymiarowy
        Wszechświat (pęcherz poznania). Tak więc to co śmiertelne mogłoby być wtedy
        “wieczne”, przynajmniej na skalę naszego czasu, czasu naszego Wszechświata.
        Inne poglądy (II), pozostawiające pojęcie śmiertelności problemem otwartym,
        wynikają z zapatrywań fizyków, iż dość prawdopodobnym modelem kosmologicznym
        jest model Wszechświata zamkniętego, który będzie dokonywał kiedyś “kolapsu” z
        jednoczesnym cofaniem się “tutejszego czasu”. Byłyby to czasy apokalipsy, kiedy kula
        Wszechświata (pęcherz poznania) dokonywałyby pewnej przemiany, z rodzajem
        “zaglądania” wstecz. Przestrzeń ulegałaby wtedy ponownemu zakrzywieniu, nawet
        przejściu w fazę martwą zapisu kodowego, czyli pewnego przepisu na nową postać
        Wszechświata, być może poznawcze i etyczne budzi w związku z tym konieczność
        rozpatrzenia możliwości cofania się czasu i zdarzeń.

        Do tej pory niewielu fizyków wypowiadało się na ten temat. Tym niemniej
        zagadnienie to zaczęto już rozważać, a nawet wysunięto inną możliwość niż kolaps i
        cofanie się czasu (III). świadczy o tym wypowiedź jednego z fizyków teoretycznych,
        który współuczestniczył w ugruntowaniu inflacyjnego modelu ekspandującego
        Wszechświat, Stephena Hawkinga. Twórcom znanego programu telewizyjnego pt. “The
        Creation of the Univers”, rozpowszechnianego obecnie w formie video-kasety powiedział on, iż: “Może być tak, że Wszechświat nie miał w istocie początku. Być może czasoprzestrzeń tworzy zamkniętą powierzchnię, bez krawędzi, na podobieństwo kuli ziemskiej, tyle, że kuli pięciowymiarowej. Jeśli to podejrzenie, że czasoprzestrzeń jest, jakkolwiek nieograniczona, lecz skończona, to Wielki Wybuch jest nie tyle początkiem ile raczej czymś takim jak biegun północny ziemi. Wtedy pytanie co było przed Wielkim Wybuchem, byłoby czymś takim jak pytaniem co zdarzyło się na powierzchni ziemi milę na północ od bieguna północnego. Jest to oczywiście pytanie bezsensowne”.

        Brodziak Andrzej – Jesteś nieśmiertelny

        Ciekawa książka 🙂 pisana przez lekarza.

        Lubię to

      3. Wybaczcie, że się wtrącę.
        Nie znam angielskiego więc przetłumaczyć tego nie dam rady jednak czytając „Anielskie Rzeczywistości” Ashajany Deane znalazłem takie oto informacje, które mam nadzieję, rozśwletlą nieco sprawę (nie umiem tu zamieszczać cytatów więc wstawię jako zwykły tekst):

        „LO pisze:
        Rasy Założycieli

        * Linie Ludzkiego Graala Diamentowego Słońca:

        Zgromadzenie Melchizedeka Elohei – wymiary 15-13

        Liriańscy Elohei – wymiary 12-10 Pra-Materia

        Liriańsko-Syriańscy Anuhazi – wymiary 7-9 Materia Eteryczna

        Syriańscy Azuryci – wymiary 4-6 Pół-Eteryczna Materia Syriusza B

        Oraphim (Anuhazi+Azuryci) gospodarze Turaneusiam – wymiary 4-6

        Oryginalni Ludzie Turaneusiam – wymiary 4-6

        Ziemscy Ludzie Diamentowego Słońca Adamu-Kudmon – wymiary 1-12 Meta-Ziemskie

        Szmaragdowe Słońca – Pierwszorzędne Linie Graala Liriańsko-Ludzkie – wszystkie
        wymiary plus spoza Matriksu Czasu

        Rubinowe Słońca – Drugorzędne Linie Graala Nephilim-Ludzie – wymiary 1-11

        * Zdegradowane Rody Hybrydowe Słońc Belila:

        Zgromadzenie Melchizedeka Elohei -wymiary 15-13

        Wegańscy Lirianie Annu-Elohim – zdegradowane wymiary 11-10

        Annu-Jehova – wymiar 7 Materia Eteryczna

        Syriańscy Annunaki – wymiary 4-6 Pół-Eteryczna Materia

        Ludzkie Hybrydy Nephilim-Annunaki – wymiary 1-11

        Templarowi Annu – wymiary 1-6 Ziemia, Alcyone

        * Zdegradowane Rody Hybrydowe Czarnych Słońc:

        Zgromadzenie Melchizedeka Seraphei – wymiary 15-13

        Seraphim Oriona – zdegradowany wymiar 10

        Drakoni Oriona – wymiary 7 i 9

        Zephelium (Zeta) zdegradowani Azuryci+Drakoni – wymiary 7-10

        Dracos, Kurdendara, Annu-Drakoni, zdegradowane Rody Insektów, Skrzydlatych
        i Reptilian – wymiary 1-9

        Nephedem hybrydy Ludzko-Drakos i Zeta – wymiary 1-5

        LO pisze:
        PODSTAWOWE TYPY HYBRYD
        ORAZ STRUKTURA
        SZABLONU DNA

        * DIAMENTOWE SŁOŃCA: ORYGINALNI LUDZIE LIRIANO-SYRIANIE

        WYIZOLOWANA RASA LUDZKA – 12-TO NICIOWE DNA

        SZMARAGDOWE SŁOŃCE – DZIECI INDYGO – 24-48 NICIOWE DNA

        RUBINOWE SŁOŃCE – LUDZIE NEPHILIM -11 NICI

        * SŁOŃCA BELILA- HYBRYDY LUDZI ANUNNAKI

        TEMPLAROWE SŁOŃCA – NEPHILIM 11-TO NICIOWE ODWRÓCONE DNA

        NIŻSZY BELIL – LUDZIE BELI-KUDYEM 10 NICI CZĘŚĆ R
        WYŻSZY BELIL – NEPHITE 10 NICI

        SŁOŃCE AXIUSA – PLEJADIAŃSKO-NEPHILIM-DRACOS-NIBIRU 9 NICI R

        CZARNE SŁOŃCA – DRAKONI, DRACOS, NEPHEDEM 10 NICI R

        SŁOWO „SŁOŃCE” W TERMINOLOGII KONTAKTU Z GOŚĆMI, ODNOSI SIĘ DO SZABLONU DNA, TERMINY TAKIE JAK „RADA 9-CIU” LUB INNE NUMEROWANE TYTUŁY, UŻYWANE SĄ JAKO ETYKIETY IDENTYFIKUJĄCE. ODNOSZĄ SIĘ ONE DO ODLICZANIA NICI RDZENIA (A TYM SAMYM DO POZIOMU WYMIAROWEGO UCIELEŚNIENIA ŚWIADOMOŚCI). DLA PRZYKŁADU „RADA 9-CIU” JEST TO 9-CIO NICIOWY ODWRÓCONY MATRIKS NIBIRIAN-NEPHILIM, KTÓRY ZNAJDUJE SIĘ W 9-CIO WYMIAROWYCH POLACH MATERII ETERYCZNEJ.”

        Może czytelniej będzie tu: http://cheops.org.pl/viewtopic.php?f=11&t=235&start=25#p24881

        Lubię to

    2. Cz. Białczyński:„Jeśli obie postacie zinterpretujemy jako bogów Kiru Jarunę-Jaryłę/Jarowita i Kostromę/Koladę-Kostruba to wiemy, że są to postacie dwupłciowe dwugłowe, zrośnięte plecami/korpusem….”

      REBIS

      Rebis – złożony symbol w alchemii, przedstawiający unię pierwiastków dualistycznych (przeciwstawnych). Jego elementami są kosmiczne jajo, smok oraz androgen – istota obojnacza o dwóch głowach (kobiety i mężczyzny). Najważniejsze jest kosmiczne jajo, oznaczające płodność, zalążek życia i jego esencję. Smok symbolizuje prawdopodobnie potęgę widzialnego świata. Dwugłowe stworzenie na jego grzbiecie trzyma w jednej ręce ekierkę lub kątownicę (symbolika kwadratu), a w drugiej kątomierz, powiązany z symboliką koła. Po męskiej, aktywnej stronie przedstawienia najczęściej występuje Słońce, a po żeńskiej, pasywnej – Księżyc..

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Rebis_%28symbol%29

      a ten Rebis choć jeszcze nie wiem do końca dlaczego kojarzy mi się i to bardzo mocno ze Ślężą:

      Lubię to

      1. „Wielka grota w kształcie jaja, ściany idealnie gładkie,a na środku wielki kryształ. Kształt i kolory jakby co chwilę się zmieniały. W części centralnej było coś na kształt swastyki – być może to był czarny wir, ale ja widziałem swastykę. Gdy nas tam przywieziono była wiosna. Ile czasu byłem pod ziemią nie wiem, moja skóra była szara, ręce od ciężkiej pracy wyglądały jak szpony. Co utkwiło mi w pamięci to zastrzyki, po których mogłem pracować bez przerwy i jedzenia, potem zapadałem w dziwny letarg, z którego wyrywały mnie owe zastrzyki. Jednak rysunki jakie malował i szkicował Rosjanin (nazywał się Zwierdin) najbardziej utkwiły mi w pamięci. Rysował górę, na której pracowaliśmy, opowiadał o niej bez przerwy. Przed wojną był geologiem, zajmował się poszukiwaniem złóż żelaza, teraz jednak szukał innej rudy, takiej z której można wyprodukować super bombę. Lecz nie to, go ożywiało najbardziej lecz wnętrze góry, był to ponoć nie wybuchły wulkan a w jego wnętrzu znajdowały się naturalne groty, hale i chodniki. Niemcy znaleźli podziemne komnaty ogromnych rozmiarów, na jej środku stał wielki diament, źródło gigantycznej mocy, sam Himmler przyjechał aby go obejrzeć. Opowieści i rysunki tego Rosjanina wyryły się głęboko w mojej pamięci. Tuż przed wkroczeniem Rosjan, Zwiezdina wywieziono gdzieś w okolice Waldenburga (Wałbrzych). Ja natomiast jako elektryk, zostałem zabrany pod ziemię do części góry, której nie znałem. Mieliśmy wszystko demontować i zasypywać chodniki, które wcześniej drążyliśmy i wtedy widziałem diament pierwszy i ostatni raz – był piękny, taki jak opowiadał Zwiezdin, magiczny, mienił się wszystkimi kolorami tęczy, hipnotyzował – trwało to chwilę, lecz nigdy tego widoku nie zapomnę… Od 70 lat szukam drogi prowadzącej do owej komory. To, co my zasypywaliśmy, próbowali odkopać Rosjanie, bezskutecznie, większość tuneli została wysadzona, nawet sama góra jakby starała się ukryć swą tajemnicę. Dziwne osuwiska ziemi samoczynnie zakryły nasze prace. Góra mruczy – mówili niektórzy, gdy w 1945 roku opuszczałem Ślężę, a góra faktycznie jakby drżała i odczuwalne były wstrząsy. Stary miejscowy Niemiec skomentował to tak – góra została okaleczona, teraz leczy swoje rany. Coś w tym przekazie jest, faktycznie w miejscach, które odwiedzam regularnie rosną nowe kamienie. Są to te same kamienie, którymi zasypywaliśmy chodniki – one tam nie pasują i góra je oddaje. Mam 86 lat, nie wiele czasu mi już pozostało. Mieszkam od 20 lat we Wrocławiu, a pochodzę z Gdańska, jestem Kaszubem. Po wojnie próbowałem zapomnieć lecz bezskutecznie. Jakaś magnetyczna siła, jakiś zew mnie tu przywołuje. Nie tylko mnie, ostatnio spotykam tu wielu Niemców po 80. i starszych, wśród nich poznałem jednego z SSmanów, wyglądał dokładnie jak 70 lat temu, był przewodnikiem, opowiadał im o źródle mocy, które jest we wnętrzu góry, o wiecznej młodości, władzy oraz sile jaką daje diament z wnętrza Góry. Możesz się śmiać z bajań starego człowieka, lecz ja i tak wiem co widziałem…

        http://moje-riese.blogspot.it/2011/11/ciagle-w-temacie.html

        Lubię to

  18. Raz jeszcze fragment wyjaśnienia pana Białczyńskiego:

    Jest to także spotkanie Ziemi/Ziemian z Kosmosem/Kosmitami, w którym nie jest ona bezbronna, lecz dobrze wyposażona.

    i raz jeszcze fragment sesji Projektu Cheops, który zamieściłam wcześniej w notce o Ślężańskim Roswell:

    „Samuel: …jest to miejsce też szczególnej mocy, gdyż energie w dni przesileń – jesień i wiosna – płyną z góry. Czyli powiedzmy z Marsa lub Księżyca. Ślęża dodatkowo posiada jeszcze moc energii Księżyca, a zwłaszcza wtedy, kiedy zaczyna się pierwszy dzień pełni. Cała góra wtedy emanuje ogromną energią i jest to bzdurą, co mówią ludzie, że Księżyc emanuje silną, złą energią. Wystarczy znaleźć się na płaskowyżu, czyli na górze w ten dzień pełni, w pierwszy dzień pełni, a odczujecie moc energii góry Ślęży. Pytasz jeszcze, co ma wspólnego płaskowyż w Giza i płaskowyż Ślęża? Otóż na Ślęży, na płaskowyżu, było to też lądowisko – za czasów jeszcze Bolesława Chrobrego i dużo wcześniej. Okoliczni ludzie, którzy widzieli to zjawisko, uważali, że albo bogowie zsyłają karę, albo też nagrodę. Ostatni raz lądowali 500 lat przed Erą Ryby. Więcej już na Ślęży istoty z innych wymiarów nie lądowały. Słucham.

    Andrzej: Samuelu, w jednej z poprzednich sesji powiedziałeś, że znalezisko na Ślęży odbije się echem na całym świecie. Czy tam jest coś tak bardzo specjalnego wśród tych skarbów, co mogłoby mieć światowy rozgłos?

    Samuel: Tak, Andrzeju, może tak być. Otóż, kiedy – tak jak mówiłem – ludzie za czasów Bolesława Chrobrego składali ofiary bogu Słońca, natrafiali też, na – bo była awaria, Andrzeju – statku kosmicznego dokładnie 1000 lat przed Erą Ryby. I sensacją będzie nie złoto, Andrzeju, ale pokazanie ludziom szczątków właśnie tego rozbitego statku. Ludzie tamtejsi nie rozumieli, gdyż wierzyli w to, że to sam bóg się na Ziemię opuścił na swoim niebiańskim statku, potem zostawił, a sam poleciał. I te niektóre części, które nie zostały całkowicie zniszczone przez ogień, znajdują się tam pomiędzy tymi skarbami i uważam, że ten skarb jest najważniejszy.

    http://liviaspace.com/2014/03/14/slezanskie-roswell/

    i jeszcze raz;

    Samuel: „Pytasz jeszcze, co ma wspólnego płaskowyż w Giza i płaskowyż Ślęża? Otóż na Ślęży, na płaskowyżu, było to też lądowisko – za czasów jeszcze Bolesława Chrobrego i dużo wcześniej. Okoliczni ludzie, którzy widzieli to zjawisko, uważali, że albo bogowie zsyłają karę, albo też nagrodę. Ostatni raz lądowali 500 lat przed Erą Ryby. Więcej już na Ślęży istoty z innych wymiarów nie lądowały….”

    i pan Białczyński: „Jest to także spotkanie Ziemi/Ziemian z Kosmosem/Kosmitami, w którym nie jest ona bezbronna, lecz dobrze wyposażona.”

    i to chyba naprawdę wiele wyjaśnia, dlaczego ze Ślęży uczyniono górę o aż tak ogromnym znaczeniu dla polskiego NEW AGE, większym niż wszystkie inne piękne polskie góry razem wziete….. i dlaczego odbywają się tam te wszystkie wielkie newageowe imprezy.. tak, miejsc, w tym gór świętych na terenie polski jest wiele, ale, tylko tę jedną jedyną wyznaczył SAMUEL jako tę o największym dla niego znaczeniu……..

    proszę…. spójrzcie na to co ta grupa (PCH) majstrowała w dniu 11 11 11 przy piramidach i co tak naprawdę chciała uczynić i połączcie to z tym co się dzieje na Ślęży…. wiem, że w tamto przesielnie na Ślęży działy się naprawdę niedobre rzeczy, a zostało w to wciągnięte wiele naprawdę fajnych osób, które nawet nie miały pojęcia o tym, że Krysia, która była całą szefową tego zamieszania jest członkiem Projektu Cheops… i po tym właśnie spotkaniu A napisała mi, że kiedy Krysia wróci z BIMINI ona wreszcie namaluje nowy obraz Matki Ziemi… i po prostu zdębiałam kiedy dowiedziałam się o jaką Krysię chodzi….. i że nie chodziło tyle o jej powrót z Bimini ile o powrót Projektu Cheops… Zreszta w tym czasie doswiadczylam ogromnego ataku energetycznego… a co wiecej takze dwie inne osoby ostrzegaly mnie, ze ta grupa to co robi na BIMINI to robi miedzy innymi w zwiazku ze mna, bo oni chca mnie zniszczyc i w ten sposob dostac sie do czegos do czego nie powinni sie tam dostac….. A twierdziła, że mimo iż poznała K na tych ślężańskich spotkaniach to nie miała pojęcia, że K jest związana z PCh…. i że tak naprawdę nigdy z nią osobiście nie rozmawiała, bo Krysia nie trzyma się z takimi jak ona…… rozumiem, nie trzyma się, ale trzyma w garści i wykorzystuje do swoich celów, a wlasciwie celow PCh…….

    naprawdę bardzo ciekawe jest to, że A napisała do mnie po jej pierwszym pobycie na Ślęży w dniu 26 lipca 2011 (początek nowego roku w kalendarzu 13 Księżyców Dreamspell).. i tak się zapoznałyśmy.. a potem spotkałyśmy się na Ślęży akurat w dniu kiedy Projekt Cheops zorganizował tam jedną ze swoich największych imprez, tuz przed 21 12 2012… choć ja nie miałam o tym zielonego pojęcia… że stoi za tym PCH, bo że coś się będzie działo wiedziałam, ale nie dokładnie co.. jako że było to utrzymywane w tajemnicy do samego końca… jednak właśnie tylko w tym dniu A mogła się za mną tam spotkać, a mi ten dzień pasował…. dopiero na miejscu okazało się, że to impreza PCh, choć A otrzymała na nią zaproszenie… a ja? cóż.. jasne, że pojawiło się takie odczucie, że zostałam celowo zwabiona, choć zaczęło się właśnie od tego kontaktu przed 11 11 11 i Ślężańskiej Macierzy/Ślężańskiego MATRIXU………

    Lubię to

  19. ANUTTARA

    Najwyższa zasada przenikająca cały wszechświat w filozofii śiwaickiego non-dualizmu zwana jest Anuttara. Powiązan jest z praktyką pierwszej głoski „A”. Anuttara oznacza istnienie ponad i poza wszystkim, coś najwyższego, będącego ponad wszystkim i wszystkimi w materialnym wszechświecie ciał, umysłów i dusz. Anuttara identyfikowana jest z Śiwą i Śakti, z Najwyższą Świadomością (Ćit, Ćiti, Parama Ćittam), z Niestworzonym czy Nieprzejawionym Światłem (Prakāśa), z Najwyższym Podmiotem (Aham), z Przedwieczną Wibracją (Spanda). Każdy kto osiąga realizację, urzeczywistnienie Anuttara, bez wzgledu na sposób czy środki osiągniecia tegoż staje się Istotą Wyzwoloną (Kaiwalin) i tożsamą z Najwyższym Brahmanem. Mamy jednak wyraziście Pięć Aspektów Wyzwolenia: Śiwa-Śakti, Parama Ćittam, Prakaśa, Aham, Spanda. Stan Anuttara jest zasadniczo odmienny niźli wszelkie ludzkie, w tym transcendentalne, wyobrażenia na temat tego kim jest Istota Wyzwolona czy Zjednoczona z Bogiem.

    Kiedy Wielką Istotę dostrzega się jako to, co wyższe i to, co niższe, wtedy węzeł w sercu zostaje rozcięty, wszelkie wątpliwości rozwiane, następstwa czynów zniszczone. — Atharwaweda, Mundaka Upaniszad, 2.2.8

    Dwa ptaki, nierozłączni towarzysze, na tym samym drzewie przebywają. Jeden z nich spożywa słodkie owoce,drugi tylko się przygląda, owoców nie spożywa.Na tym samym drzewie człowiek-purusza,smutny, zdjęty przez niemoc, zagubiony przebywa,ale gdy rozpozna swego towarzysza,Pana-Puruszę, radosnego, i Jego potęgę, wtedy smutek porzuca. — Atharwaweda, Mundaka Upaniszad, 3.1.1-2

    Kto odnalazł i przebudził swą duszę, ten wchodzi do niedostępnej krainy, on (atman) wszystko czyni, gdyż on jest stwórcą wszystkiego. Ten świat jego jest, zaprawdę, ten świat jest jego! — Śukla Jadźurweda, Bryhadaranjaka Upaniszad, 4.4.13

    „Medytuj o Iśwarze (Śiwa), na Nim skup swe myśli, gdyż to On wprawia świat w ruch. Brahma, Wisznu, Rudra i Indra przez Niego zostali stworzeni, a i wszystkie cechy wraz z żywymi istotami. Jego boski majestat stał się Przyczyną, Wszechświatem, Szczęśliwością, niczym eter trwa niewzruszony w przestrzeni”. — Atharwaweda, Atharwaśikha Upaniszad, 2

    „Księga objawienia, ofiara, rytuał, modlitwa,to, co było, to, co będzie, to, o czym mówią Wedy,to wszystko pochodzi z Ducha, stwórcy ułudy (maja), który ułudą wszystko tworzy i ułudą ducha ludzkiego związuje. Wiedz, iż ułuda to pierwotna natura (prakryti),Pan to ułudy stwórca, a istoty, które Jego są cząstkami, cały ten świat wypełniają”. — Kryszna Jadźurweda, Śwetaśwatara Upaniszad, 4.9-10

    „Niepojęty jest ten duch najwyższy, niezmierzony, nie narodzony, nieodgadniony, nie do pomyślenia, on, którego jaźnią są przestworza. On jeden czuwa, gdy świat pełna zagłada pochłania i to On z przestworzy świat wyłania, świat w formie świadomości”. — Kryszna Jadźurweda, Majtri Upaniszad, 6.17

    „On sam nadaje światom kształt dokładny. On formuje życie, On narodziny wyznacza. Tworzy rzeczy duże i małe – kocioł, dzban i dzbanek. Tworzy rzeczy inne – On, Wszechmocny Architekt”. — Tirumantiram, 417

    „Przedwieczny, niepodzielnie wspaniały i dzielący się na wielu. Kształt bez kształtu i kształt tego, co bezkształtne. Guru i Pan Śakti. W postaciach niezliczonych w dusze wstąpił”. — Tirumantiram, 2481

    „Tą inteligencją, która pobudza działanie na ścieżce cnoty i występku, Ja jestem. Cały ten świat, ruchomy i nieruchomy, ze Mnie się wyłonił. Wszystkie rzeczy we Mnie trwają i we Mnie wnikają w czas zagłady. Nie istnieje nic poza Duchem, a Duchem tym Ja jestem i poza Mną nie ma niczego”. — Śiwa sanhita, 1.34

    „Mój czyn jest twoim czynem. Nie jestem kimś innym od Ciebie, gdyż to, co zwę ‘Ja’ nie istnieje poza Tobą. Tu spotyka się wedanta z siddhantą”. — Tajumanawar, 2.5

    „Nie można zobaczyć tego okiem, a jest to rzecz, która sprawia, że oko widzi. Nie można usłyszeć tego uchem, a jest to rzecz, która sprawia, że ucho słyszy. Nie można poczuć tego nosem, a jest to rzecz, która sprawia, że nos czuje. Nie mogą tego wypowiedzieć usta, a jest to rzecz, która pozwala ustom mówić. Dłonią nie można tego uchwycić, a jest to rzecz, która sprawia, że dłoń chwyta. Nie można dojść tam na nogach, a jednak to rzecz, która pozwala chodzić. Nie można o tym pomyśleć, a jednak jest to umysł w umyśle. To jest Przedwieczny, bez przeszłości i przyszłości. To postać, której nie ima się starość i choroba. To postać, która przejawia się jako ojciec i matka. Rozkwita Ona jako Samoistnienie. Nie można Jej opisać jako jednej lub dwoistej. Żaden artysta nie zdoła Jej uwiecznić. To spoczywa między dobrem a złem. To wiecznie zamieszkuje w sercach mądrych. To nie dopuszcza rozbieżności między wedantą a siddhantą. Jest to To, co tańczy na horyzoncie poza sferą dźwięku”. — Natczintanaj, To

    „Na tym świecie nie ma żadnej wielości, śmierć za śmiercią czeka na tego, kto w nim wielość widzi. Jako jedność należy go tylko postrzegać, lecz nie sposób tego dowieść. Atman-duch jest stały, bez skazy, poza przestrzenią, nienarodzony, wielki i nieruchomy”. — Śukla Jadźurweda, Bryhadaranjaka Upaniszad, 4.4.19-20

    „Medytując o Nim, który nie ma początku, środka ani końca, o Jednym, wszechprzenikającym, który jest mądrością i szczęściem, bez kształtu, wspaniałym, mężu Umy, najwyższym Panu, władcy, o trzech oczach i niebieskiej szyi, spokojnym – wyciszony mędrzec osiąga pierwotną Osobę, kosmicznego świadka, na drugim brzegu ciemności.” — Atharwaweda, Kajwalia Upaniszad, 7

    „Tam gdzie jest dwoistość, jeden widzi drugiego, jeden wącha drugiego, jeden smakuje drugiego, jeden mówi do drugiego, jeden słyszy drugiego, jeden myśli o drugim, jeden rozumie drugiego. Tam jednak, gdzie wszystko staje się jednym duchem, to dzięki czemu i kto ma widzieć? Dzięki czemu i kto ma wąchać? Dzięki czemu i kto ma smakować? […] Dzięki czemu można zrozumieć to, co pozwala wszystko zrozumieć? Ta dusza-atman nie jest tym ani tamtym, poza zasięgiem, dlatego nieosiągalna, niezniszczalna, dlatego niezniszczona”. — Śukla Jadźurweda, Bryhadaranjaka Upaniszad, 4.5.15

    „W głęboki mrok schodzą ci, którzy czczą śmiertelnych. W jeszcze głębszy mrok schodzą ci, którzy czczą bezosobowego. Jeden skutek przynosi czczenie najwyższej przyczyny wszystkich przyczyn, a inny czczenie tego, co nie jest najwyższe. Objaśnili to starożytni mędrcy, którzy wznieśli się ponad wszelki niepokój. Należy poznać Najwyższego i nieprzemijającego, należy poznać także przemijające stworzenie. Kto pozna jedno i drugie, ten wzniesie się ponad śmierć i wejdzie do wiecznej krainy Boga, by tam cieszyć się nieśmiertelnością.” — Śukla Jadźurweda, Iśa Upaniszad, 12-14

    „Ujrzałem potężnego Puruszę, niczym blask słońca ponad ciemnością. Gdy jego człowiek poznaje, przekracza śmierć. […] Nie ma nic wyższego niż On, nie ma niczego niż On mniejszego. On jeden w niebie trwa nieporuszony jak drzewo. On to właśnie Purusza (Osoba) cały świat przenika”. — Kryszna Jadźurweda, Śwetaśwatara Upaniszad, 3.9

    „On jest w każdej twarzy, głowie, szyi, w sercu każdej istoty.On – Pan, który wszystko przenika,w każdym kierunku zmierza, łaskawy – Śiwa”. — Kryszna Jadźurweda, Śwetaśwatara Upaniszad, 3.11

    „Ani słońce tam nie świeci, ani księżyc, ani gwiazdy, nie rozbłyska tam błyskawica, ani ogień.Kiedy Brahman jaśnieje, jaśnieją i one, Jego to bowiem blask rozświetla wszystko.Brahman to nieśmiertelność, Brahman z przodu i z tyłu,na północy i południu, wschodzie i zachodzie, w górze i dole. Brahmana najwyższy blask przenika wszystkie światy”. — Mundaka Upaniszad, 2.2.10-12

    „O mój Panie, który utrzymujesz wszystko, co żyje! Twą twarz zasłania oślepiający blask. Usuń ją łaskawie i ukaż się swemu czystemu wielbicielowi”. — Śukla Jadźurweda, Iśa Upaniszad, 15

    „Ja jestem źródłem wszystkiego, wszystko ode Mnie pochodzi. Mędrcy, którzy to rozumieją, wielbią Mnie w skupieniu”. — Bhagawadgita, 10.8

    “Pośród niezliczonych, wiecznych, świadomych istot, istnieje jedna wieczna, świadoma Najwyższa Istota. Ona utrzymuje niezliczone ilości żywych istot zgodnie z ich pracą i reakcjami za pracę (karman). Ta Naddusza (Paramaatman) obecna jest w sercach każdej żywej istoty (Dżiwatman). Tylko poprzez święte osoby, które mogą widzieć Najwyższego Iśwara (Parameśwara) wewnątrz i na zewnątrz, można osiągnąć doskonałość i wieczny spokój.” — Katha 2.2.13

    http://www.himavanti.org/pl/c/himavanti/adwaita-filozofia-niedwoistosci

    http://en.wikipedia.org/wiki/Nondualism#Buddhism_2

    Lubię to

  20. @Livia, muszę przyznać, że miałaś „ciekawe” doświadczenia z PCH.
    osobiście byłem kiedyś ich zwolennikiem choć nigdy w niczym nie uczestniczyłem.
    Po jakimś czasie dotarło do mnie, że to jednak manipulacja i odpuściłem sobie, pomimo, iż na sesji u p. L. Łobos dowiedziałem się iż mogę mieć osobiste kontakty z owym En-Ki’m.
    I o mały figiel miałbym je, ale w porę zrezygnowałem, zerwałem „kontakt”.

    Na Ślęży byłem tylko raz w życiu i również spotkało mnie coś ciekawego, ale nieco innego rodzaju.
    Opisałem to tu: http://cheops.org.pl/viewtopic.php?f=33&t=564#p6110

    (Jak tu się wstawia cytaty, obrazki i podlinkowania?)

    Lubię to

    1. Darku, dzieki za link.. zaraz sie wczytam w Twoje slezanskie doswiadczenia…

      „(Jak tu się wstawia cytaty, obrazki i podlinkowania?)”

      hmm… mam gdzies pewien szablon… musze sobie tylko przypomniec gdzie… ale poki co moge zmoderowac co trzeba.. tak wiec wystarczy, ze podasz normalne linki do obrazkow a ja je wstawie jako normalne zdjecia w komentarzu pod notka…

      🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s