^Livia Out Space & Error Message ^

Od czasu do czasu doświadczam czegoś w rodzaju dużego wyniesienia.. dosłownie jakby ktoś mnie pociągał mocno do góry…. i nagle przeskok.. znajduję się na zewnątrz wszechświata..  przygladając mu się z zewnątrz..

1391703_555013007909673_200616890_n

choc nie chodzi tyle o wszechswiat fizyczny ile cala jego wielomymiarowa strukture – powiedzmy wszechswiat holistyczny…

W kazdym badz razie z takiej perspektywy wszystko tu ‚w dole’ wydaje sie tak odlegle i malo istotne… zwlaszcza cale to przechodzenie z nizszego poziomu na wyzszy poziom.. I choby nie wiem jak bardzo wielowymiarowe to wszystko było to tak naprawde i tak jest jedynie czescia tego samego PLANU….

Pisalam kiedys ze po powrocie z tego typu podrozy przez dobra chwilke nie moglam dojsc do siebie.. tkwilam doslownie zawieszona… Jakby w stanie totalnego paralizu… czujac, ze z pewnymi informacjami, ktore  przynioslam SPOZA nie jestem juz w stanie normalnie funkcjonowac w tej rzeczywistosci.. ‚na szczescie’ wieksza czesc z nich zaczela sie bardzo szybko ulatniac.. podobnie jak sie to stalo kiedys.. (wejscie/klucz)..

mozna to tez przyrownac do odlaczenia wtyczki z gniazdka, a potem ponownego podlaczenia….

z natury jestem osoba, ktorej ciezko bylo sie odnalezc w tej rzeczywistosci… byc moze wlasnie przez wzglad na to, ze mialam wrodzona zdolnosc wgladu w te cala jej wielomymiarowosc.. a w kazdym badz razie mialam swiadomosc jej istnienia…  jednak jakos nie czynilo mnie to wcale bardziej szczesliwsza.. i paradoksalnie zamiast dawac mi wieksze poczucie wolnosci..
sprawialo ze odzuwalam silniej brzemie fizycznej ograniczonosci…

Patrzylam jednak  na zdecydowana wiekszosc ludzi dookola siebie i czulam, ze ich zycie w porowaniu z moim wydaje sie tak proste… żyli sobie po prostu w tym świecie, który zdawał się być dla nich wszystkim albo prawie wszystkim… niejeden więc raz autentycznie sobie myślałam – ach jak cudownie byłoby się cieszyć tak jak oni, ot po prostu jak głupi do sera… po prostu…. cieszyć się…  bez względu na wszystko.. na jakikolwiek sens… zamiast zamartwiać się tym w jaki sposób ów ser powstaje i ile cierpienia się z tym wiązało….

niestety… pewne informacje jakoś nie chcą się ulotnić….

Tej nocy kluczem do tego rodzaju wyniesienia okazał się dla mnie fragment ksiazki Ashayany Dean poswiecony Melchizedekom i ASCENDENCJI…

http://liviaspace.com/freedom-teachings-2/drugi-zasiew-podroznicy-tom-ii-rozdzial-2/

tyle, ze tym razem zanim powrocilam do ‚normalnej’ swiadomosci zaliczylam jeszcze pewien poziom w czasie snu… naprawde niesamowity i gdybym tylko mogla go sobie  przypomniec..

tak jakby ozyl w nim moj rysunek… i nalozyl sie na fizyczna postac kogos kto zyl kiedys na Atlantydzie…. i wowczas ten ktos tez ozyl… tyle zapamietalam…

A tuz po tym znow powrocil do mnie tekst Manifestu Lucyfera, ktory zamieszczalam jakis czas temu…

Manifest Lucyfera

(603.2) 53:3.1 Jakie by nie były wczesne początki buntu, w sercach Lucyfera i Szatana, ostateczny jego wybuch przybrał formę Lucyferowej Deklaracji Wolności. Idea buntowników wyrażona została w trzech punktach:

(603.3) 53:3.2 1. Rzeczywistość Ojca Uniwersalnego. Lucyfer zarzucał, że Ojciec Uniwersalny naprawdę nie istnieje, że grawitacja fizyczna i przestrzeń-energia są naturalne dla wszechświata, i że Ojciec jest mitem, wymyślonym przez Rajskich Synów, aby im umożliwić sprawowanie władzy nad wszechświatami w imieniu Ojca. Zaprzeczał temu, że osobowość jest darem Ojca Uniwersalnego. Dawał nawet do zrozumienia, że finaliści są w zmowie z Rajskimi Synami, aby narzucić oszustwo całemu istnieniu, jako, że nigdy nie przynieśli z powrotem wyraźniejszej idei prawdziwej osobowości Ojca, jak się ją dostrzega w Raju. Frymarczył czczeniem, jako ignorancją. Zarzuty były szerokie, straszliwe i bluźniercze. To właśnie ów zawoalowany atak na finalistów bez wątpienia wpłynął na wznoszących się obywateli Jerusem, że trwali niewzruszeni i pozostawali niezłomni, przeciwstawiając się wszystkim propozycjom buntowników.

(603.4) 53:3.3 2. Wszechświatowy rząd Syna Stwórcy — Michała. Lucyfer twierdził, że systemy lokalne powinny być autonomiczne. Protestował przeciw prawu Michała, Syna Stwórcy, do przejęcia władzy nad Nebadonem w imieniu hipotetycznego, Rajskiego Ojca i przeciw żądaniu potwierdzenia wierności temu, niewidzialnemu Ojcu, przez wszystkie osobowości. Zapewniał, że cały plan czczenia jest sprytną metodą dodawania splendoru Rajskim Synom. Był skłonny uznać Michała za swego Stwórcę-ojca, ale nie za swego Boga i prawowitego władcę.

(603.5) 53:3.4 Najostrzej zaatakował prawo Pradawnych Czasu — „obcych potentatów” — do mieszania się w sprawy systemów lokalnych i wszechświatów. Potępiał tych władców jako tyranów i uzurpatorów. Nakłaniał swych zwolenników, aby uwierzyli, że żaden z tych władców nie może w najmniejszym stopniu ingerować w działalność kompletnych, miejscowych rządów, gdyby tylko ludzie i aniołowie mieli odwagę nie dać innym kierować sobą i domagali się śmiało swoich praw.

(603.6) 53:3.5

Twierdził, że egzekutorzy Pradawnych Czasu mogą nie być dopuszczeni do działania w systemach lokalnych, gdyby tylko rodzime istoty zapewniły o swojej niezależności. Utrzymywał, że nieśmiertelność jest nieodłączną cechą osobowości systemu, że zmartwychwstanie jest naturalne i automatyczne, i że wszystkie istoty żyłyby wiecznie, gdyby nie arbitralne i niesprawiedliwe czyny egzekutorów Pradawnych Czasu.

(604.1) 53:3.6 3. Atak na powszechny plan nauczania wznoszących się śmiertelników. Lucyfer utrzymywał, że zbyt wiele czasu i energii poświęca się na program tak dokładnego szkolenia wznoszących się śmiertelników w zasadach administracji wszechświata, w tych zasadach, które jak utrzymywał, były nieetyczne i wadliwe. Protestował przeciwko trwającemu epoki całe planowi przygotowania śmiertelników przestrzeni do jakiegoś nieznanego przeznaczenia i wskazywał na obecność korpusu finalistów na Jerusem, jako na dowód tego, że śmiertelnicy ci spędzili epoki, przygotowując się do jakiegoś czysto fikcyjnego przeznaczenia. Drwił z tego, że finalistów spotkał los nie lepszy niż powrót do skromnych sfer, podobnych do tych, z których pochodzą.

Dawał do zrozumienia, że są oni wypaczeni na skutek zbytniej dyscypliny i przeciągającego się szkolenia, i że faktycznie są zdrajcami swych braci-śmiertelników, ponieważ teraz współdziałają z systemem zniewolenia całego stworzenia dla fikcji mitycznego, wiecznego przeznaczenia wznoszących się śmiertelników. Głosił, że wznoszące się istoty powinny korzystać z wolności indywidualnego samookreślenia.

Kwestionował i potępiał cały plan wznoszenia się śmiertelników, jako zarządzony przez Rajskich Synów Boga i popierany przez Nieskończonego Ducha.

(604.2) 53:3.7 Z taką właśnie Deklaracją Wolności Lucyfer zaczął swą orgię ciemności i śmierci.

Księga Urantii, przekaz 53, Bunt Lucyfera

http://liviaspace.com/2014/04/01/szczesliwego-nowego-roku-z-okazji-manifestu-lucyfera/

pod wplywem ktorego znow odzyl we mnie bunt przeciwko tym, ktorzy stoja za tym calym planem (miedzy innymi ASCENDENCJI) jak i jego realizacja…

to sie akurat laczy z moja niedawna notka o Strażnikach Systemu i łańcuchu pokarmowym

Co ciekawe.. pod koniec tej notki, w której przypomnialam wspomniany manifest napisalam tez:

Czy ci Pradawni Czasu to właśnie Emerald Covenant?

choć przypomniałam sobie, że Emerald Covenant i Emerald Order to nie jedno i to samo, choć w jakiś tam sposób powiązane ze sobą… złożoność tych wszystkich układów widać dobrze na przykładzie Szmaragdowego Zgromadzenia Zakonu Melchizedeka

No mój Szmaragdowy Strażniku 3maj się mocno!!!

Przyszedl mi tez w tym momencie na mysl Robert Monroe i to co mowil o istocie stojacej za owym PLANEM…. ze byl to ktos pokroju bezdusznego eksperymentatora, dla ktorego liczylo sie tylko wypelnienie owego planu.. i przypominaja mi sie ‚Kosmiczni Ogrodnicy’ Dolores Cannon…  byc moze nie ja jedna zauwazylam, ze istotami, ktore sie z Dolores kontaktuja i ktore stoja na strazy owego planu to tzw. SZARAKI.. no przynajmniej odgrywaja swoje role na nizszych poziomach… tego calego logistycznego systemu zarzadzania…….

Powracaja tez do mnie Obserwatorzy zza Zaslony… po prostu zawsze mi sie tylko obojetnie przygladajacy… bez wzgledu na to,czy sie smialam i bylam szczesliwa, czy tez plakalam i cierpialam… Istoty te skojarzyly mi sie wlasnie z Melchizedekami, a przynajmniej z jakas ich grupa… o tym wspominam w notce

Pieczęć Melchizedeka – MANIFESTACJA

tak wiec… ponad wszystko znow mocno odzyl we mnie bunt przeciwko temu wszystkiemu.. zwlaszcza temu calemu sztywnemu  planowi… i sluzenia komus w roli dzdzownicy uzyzniajacej glebe pod kolejne ZASIEWY… nawet jesli ten ktos stara sie mi wmowic, ze zostalam WYBRANA do tego aby byc prekursorem NOWEJ RASY! Sorki, ale mam to totalnie w D****!!! to czy polaczy sie we mnie jakas kolejna pieprzona nic DNA, czy tez Nie… mam to gdzies…. jak i generalnie dosc zabaw  ‚pana boga’ rozwijajacych sie i zarazem bawiacych kosztem ‚swoich’ stworzen…

Skoro bog taki dobry, a Lucyfer taki zly to po co w ogole zostal uwzgledniony w planie?

Jaki problem dla nadrzednego programisty ot po prostu go wykasowac i juz po krzyku?

No i biorac pod uwage ten caly boski plan to naprawde zabawne wydaje sie obwinianie jakiegokolwiek czlowieka na Ziemi o cokolwiek.. skoro to wszystko zostalo odgornie zaplanowane… kazda wojna itd.. a ziemskie wojny przy tych na poziomach logosowych to doslownie dzieciece igraszki… i mysle, ze tutaj swietna analogia sa RPGi….

Tak wiec… nawet jesli Ashayana przekazuje duzo ciekawych i naprawde zgodnych z prawda informacji na temat naszej rzeczywistosci i jej funkcjonowania (spora czesc z tego ze mna w mniejszym lub wiekszym stopniu rezonuje) to okreslanie ich mianem Nauk Wolnosci nie wydaje mi sie tutaj za bardzo na miejscu… bo sa to tak naprawde nauki majace nas jedynie utrzymac w tym systemie i dzialaniu w zgodzie z nim… z PLANem… Wiem, wiem, ze wysuwam takie wnioski na podstawie tylko malych wyrywkow z tego co przekazuje Ashayana… jednak, w tej chwili tak to postrzegam…

No i tak naprawde zdaje sie, ze nie ma nic POZA PLANEM, a wiec nic dziwnego, ze informacje ktore do mnie przychodza tak ciezko mi uzewnetrznic… skoro one sa jakby…

Livia Out Space…

to nie sa dane mile w tym systemie widziane… choc niby mamy tu wszystko…. a tak naprawde mamy tylko to co na gorze to na dole i to ca na dole to na gorze…

Error Message

^

haha, wiem, ze gdyby tylko ktos chcial to skasowalby mnie w tej chwili.. byl sobie wirus i juz po wirusie.. bec! jednak wiem, ze dopoki go bawie i dopoki ktos w tym widzi sens… tak wiec… ukryta kamero.. hej

😉

Reklamy

Autor: Livia Ether Flow

‚I am the child of Earth and starry Heaven’ Freedom for all living beings and the all worlds.. Deeper than memory.. beyond the time…. i send you blessings where you are ♥ ƸӜƷ ♥ Livia Ether Flow LiRa https://liviaspacedotcom.wordpress.com/

49 thoughts on “^Livia Out Space & Error Message ^”

  1. Mnie również to wszystko co jest obecnie na gorze i na dole bardzo w…a. Szczególnie hierarchie …

    Niestety jak się wzięło w tym życiu nie ta tabletkę (film Matrix) to nie ma już odwołania…

    Musi istnieć rozwiązanie nie tylko dla ziemi i ludzi ale również reszty…
    Moze w każdym z nas znajduje się kod źródłowy który należy uruchomić i zmienić to duze g…w coś innego

    Ja nadal czuje się zablokowany/pilnowany i jak tu działać…

    Pozostało nam wierzyć, ze źródło w nas wie co robi i da popalić tym wszystkim obrzydliwcom…

    Trzymaj się dzielnie…

    Toth27

    Lubię to

    1. Ohh, naprawdę ciężko mi dojść do siebie po tego typu wyskokach.. bez nich toczenie tej swojej kulki g wydaje się być o wiele lżejsze…. a przejście choćby na poziom wyżej ma tak wielki sens…. a tak…. jeszcze wczoraj jakże fajnie mi się rozwijała pewna historia, a teraz…. mam jednak nadzieję, że ostatecznie wyjdzie mi to wszystko na dobre…. no i tak jak piszesz… skoro się już wzięło to co się wzięło…. a więc i jest się tu gdzie jest…. zróbmy więc co tylko możemy najlepszego dla siebie i innych…. Thocie kochany… bardzo mnie wsparłeś w tym momencie swoimi słowami.. a pisząc to widzę mocne diamentowe rozbłyski przed sobą… tak…. Trzymajmy się!!!

      Livia

      Lubię to

  2. cyt „Tak wiec… nawet jesli Ashayana przekazuje duzo ciekawych i naprawde zgodnych z prawda informacji na temat naszej rzeczywistosci i jej funkcjonowania (spora czesc z tego ze mna w mniejszym lub wiekszym stopniu rezonuje) to okreslanie ich mianem Nauk Wolnosci nie wydaje mi sie tutaj za bardzo na miejscu… bo sa to tak naprawde nauki majace nas jedynie utrzymac w tym systemie i dzialaniu w zgodzie z nim… z PLANem… „

    a no tak… ostatnio wręcz zalewani jesteśmy „naukami objawionymi”… zastanawiam się dlaczego jest ich aż tyle ostatnimi laty… wygląda na to, że jednak plan nie ma ścisłych ram… albo istnieją różne jego warianty 😉

    Lubię to

    1. Snilas mi sie dzisiaj Alteo.. chyba po raz pierwszy z tego co pamietam, ale moze czegos nie pamietam.. w kazdym badz razie spotkalysmy sie na ulicy jakiegos miasta i okazalo sie ze mamy ten sam rodzaj uczulenia.. ktory objawial sie szybko postepujaca wysypka na calym ciele… ktora… hmm… tak jakby zamieniala skore w koralowiec?? Mam jeden krysztal z Maroka, tylko nie jestem pewna jego nazwy i on wlasnie wyglada nieco podobnie… dziwny widok, dziwne uczucie i hmm.. naprawde nie wiem co o tym myslec… no ale to w koncu ‚tylko’ sen’… Jednak faktycznie obudzilam sie dzisiaj z bardzo wzmozona alergia na rzeczywistosc……. Patrze na to co sie dzieje dookola i jedno slowo mi przychodzi na mysl – REGRES… Jenny wrocila wczoraj zszokowana po tym jak widziala zabijane kozy… jak uciekaly z przerazliwym krzykiem, plakaly… ale zlapano je, poderznieto im gardla, a chwilke po tym zaczeto z nich zdzierac skory… jak czlowiek uswiadomi sobie skale tego okrucienstwa (lancuch pokarmowy) to chyba lepiej postradac zmysly…. Naprawde mowie BASTA! i nie chce dluzej zyc w tym ograniczonym Sims City i to w wersji hard core.. bo ta rzeczywistosc jest najlepsza wlasnie dla ludzi o mentalnosci Simsow…. ktorzy sens zycia widza w bezustannym uganianiu sie za nowymi rzeczami… niestety… nie chce.. ale musze tu byc.. wystarczylo kilka ‚wlasciwych’ wyborow, aby tkwic w tym wszystkim po uszy 😦

      ok, ponarzekalam sobie znowu troszke… ale ostatnio mam wlasnie taka duza hustawke nastrojow.. w jednej chwili czuje duzy bezsens, aby po chwili znow poczuc duzy sens.. choc gdzies posrodku tego rodzi sie jakby w samym centrum mnie pewna ogromna sila… tak to czuje… doslownie jakby potezny WIR…. moze to ten majacy byc antidotum na zly sen z mr Slotwinskim? 🙂

      w kazdym badz razie naprawde nie widze sensu w dalszym zyciu po to aby kazdego dnia wiele swojej cennej energii poswiecac na sprzatanie, pranie, zmywanie… itd… dla mnie to jest chore… zawsze wtedy sie buntuje i mysle sobie za jaka kare taka kosmiczna istota jak ja musi tu tkwic i sie do tego stopnia upadlac… a do tego.. musze grzecznie to wszystko wypelniac i czekac na wlasciwy moment swojej egzekucji (zgodny z odgornym wyrokiem smierci) kiedy to i mi tak jak tym kozom poderznie sie gardlo…

      ohh, o ilez bardziej chcialabym zyc tak jak ci PODROZNICY z ksiazki Monroe:
      http://liviaspace.com/2014/05/19/wycieczka-w-odlegla-przeszlosc-ziemi/

      to jest mi tak bliskie.. no bo co mi z tego, ze moge czegos podobnego podoswiadczac niefizycznie….. jesli po chwli i tak musze wracac do swojego fizycznego ciala i tej ograniczonej rzeczywistosci….

      A co do tego PLANU to mialam na mysli po prostu GRE z wieloma poziomami i postaciami… i wieloma roznymi zakonczeniami (wariantami)… jednak jest to wciaz ta sama GRA….

      Lubię to

      1. z duchowego punktu widzenia alergię można postrzegać jako rodzaj nie akceptacji tego co jest…,więc ten sen mógł pokazywać prawdę bo obie nie akceptujemy tego co nas otacza ..zmiana skóry w koralowiec …hym …albo zamknięcie się w swoim wnętrzu(utwardzenie)…albo wręcz przeciwnie pokazanie się światu ..pokazanie swojej inności ja to jeszcze pasuje do wzorca zamknięcia się w sobie ….ty to raczej nie 🙂 skóra to coś co nosimy na zewnątrz tak nas widzą …wczoraj bodajże śniłam sen w,którym pojawił się wątek tego,że pokazałam się ludziom idąc ulicą pokazałam im kim jestem …no,więc taka odsłona skóry i w moim śnie 🙂
        faktycznie biedne dziecko skoro doświadczyło takiego widoku …ja czasem myślę,że ludzie stępiają swoje uczucia by móc tu dalej być…tylko wtedy kiedy zamknie się serce można tu dalej trwać …nie żyć obecność tu często raczej przypomina trwanie niż życie …

        Lubię to

      2. ach tknęło mnie by sprawdzić co się pisze o koralu w necie, myślę, że ta wysypka nam nie zaszkodzi 😉 może mi nawet skłonności samobójcze miną haahaha 🙂

        Jego nazwa pochodzi od hebrajskiego „gord” bądź arabskiego „garal”, które oznaczają amulet. Lingwiści nadal nie są zgodni, część z nich uważa, iż nazwa koral wzięła się z hebrajskiego „goral” jednak znaczenie jest to samo.

        Koral nazywa się „kwiatem morza” i „drzewem oceanów” symbolizuje bogactwo, siłę i wysoki status społeczny. Koral w wielu kulturach uważany był za talizman chroniący przed truciznami oraz złymi duchami. Małym dzieciom zakładano naszyjniki z korali, dla młodych dziewcząt koral często był pierwszym elementem biżuterii. Uważano, że chronią właściciela przed demonami oraz pokusami.

        Korale często wybierane były przez ludzi, którzy zajmowali się wróżbiarstwem. Koral obdarza osobę noszącą go mądrością oraz skromnością. Redukuje lęki, stresy i sprzyja stabilnemu życiu rodzinnemu. Pozbywa się zbyt dużej nerwowości, paniki oraz eliminuje tendencje samobójcze. Kamień ów pobudza, ogrzewa i ożywia. Jego barwa blednie kiedy osoba nosząca go cierpi na niedokrwistość lub niedożywienie. Wzmacnia siły i wzrost.

        Korale poświęcano bogini Wenus, ponieważ miały pobudzać uczucie miłości, zapewniając także spokój i równowagę. Koral rozwija intuicję i wyobraźnię, sprzyja wizualizacji. Posiada działanie ochronne – strzeże przed złymi energiami. Wierzy się, iż korale wzmacniają pamięć. Poleca się je także przy leczeniu seksualnych problemów. Noszonym na szyi koralom – na przykład w formie wisiorka – przypisuje się moc łagodzenia chorób nerwowych oraz uwalniania od tików.

        Koral działa korzystnie na układ krwionośny, wzmacniają kości i regenerują tkanki. Właściwości lecznicze korali są powiązane z kobietami – polepszają płodność a także regulują cykl menstruacyjny. Koral jest też tradycyjnym prezentem dla kobiet będących w ciąży jako ochronny amulet. Polecamy srebrną biżuterię z koralem.

        Lubię to

      3. „z duchowego punktu widzenia alergię można postrzegać jako rodzaj nie akceptacji tego co jest…”

        zgadza się, dlatego też wspomniałam o tej alergii na rzeczywistość… choć mocno ją poczułam nie tyle w tym śnie ile już po obudzeniu się… ale jak tu akceptować taką rzeczywistość jak choćby tę która została przedstawiona w tym artykule do którego link podała Michaela?

        „ach tknęło mnie by sprawdzić co się pisze o koralu w necie, myślę, że ta wysypka nam nie zaszkodzi 😉 może mi nawet skłonności samobójcze miną haahaha :)”

        wspaniale!!! 🙂 ja wczoraj nie za bardzo mogłam się już na tym wątku skupić, ale wraz z tym koralowym skojarzeniem przyszły do mnie słowa… życie które wyszło z morza… i czułam, że ten sen ma też jakieś głębsze i bardziej ukryte znaczenie… jakiś głębszy sens.. Tak więc najbardziej przemawia do mnie to określenie KWIAT MORZA….. Hmm, postaram się z tego zrobić osobną notkę, bo naprawdę ciekawie się to nam rozwinęło 🙂

        Lubię to

      4. tak, tak… niestety, ale to prawda 😦 bardziej brutalna niz nawet najbardziej brutalna fikcja!!! i mimo iz znam juz poniekad ten temat (zajmowalam sie chocby dzialaniem na rzecz zaprzestania eksperymentow na zwierzetach//WIWISEKCJA), a co wiecej ze sama doswiadczylam niejednego okrucienstwa w swoim zyciu… to po prostu szok… przez kilka godzin bolal mnie brzuch (to co wyprawiala z kobietami w ciazy ta mengelowska bestia!!!!!!!!) art ten swietnie sie tez uzupelnia z moja notka o Straznikach Systemu i lancuchu pokarmowym… ten rozwoj ludzkosci doslownie po trupach… oczywiscie dla dobra ludzkosci…

        jak dla mnie bardzo wymowny jest ten obrazek

        dobrze pokazuje jak wielkie okrucienstwo moze sie skrywac za pieknymi etykietkami…..

        musze tez cos odnalezc… chocby zapisek w ktorym pisalam o snie w ktorym uslyszalam slowo ZETA… mialam w nim dziwny kask na glowie, ktory udalo mi sie w pewnym momencie zerwac, ale wtedy… z tego pamietam… odeszly mi wody plodowe?? wiem, ze zwrocilas uwage na ten sen… bylo tez kilka innych… no i ten watek BUCZENIA… bardzo popularny na ST o ile ktos pamieta… bardzo tez mi sie to laczy z ‚moim eksperymentem filadelfijskimhttp://liviaspace.com/2013/08/31/13-crystal-table-arcturus-land-of-enchantment/ gdzie bylam przytwierdzona do pewnego loza i mialam cos poprzypinane.. no i cos dziwnego robili ze mna, z moja swiadomoscia… tak jakby jeden z mezczyzn przy stole obserwujacych eksperyment chcial ja przejac?? bylam z nim w dziwny sposob powiazana, a to mi sie dziwnie powiazalo z… Arkturem…. dlaczego???

        ok, musze konczyc…..

        Trzymaj sie Michaelo kochana!!!

        przy okazji pozdrawiam wszystkich cieplutko, do uslyszenia..

        Lubię to

      5. Livia wyobraź sobie ,że ktoś dał pod tym artykułem z forum DI taki komentarz ( i to kobieta) ”
        „Dobry artykuł. Jestem przekonana, że tego typu eksperymenty przeprowadza się nadal. Ludzka ciekawość nie zna granic”.
        Barbarzyństwo i bestialstwo nazwała … ludzką ciekawością …!!!!! Przerażające…..

        Lubię to

      6. Livia, wspominasz ,że miałaś jakiś kask na głowie, który zerwałaś….o „kasku ” wspomina też Ozyrys na Mistycebb:
        http://mistykabb.wordpress.com/2014/05/21/partnerstwo-po-czestotliwosciach-prawdziwa-milosc/comment-page-1/#comment-4926

        Pamiętam o tym buczeniu … i wyobraź sobie ,że takie buczenie miała w jednym uchu i to chyba przez kilka dni Maria , bo pisała o tym na Mbb. To nic dobrego….

        PS. Zastanawiałam się, czy to Ci napisać , bo gdy śniłaś o tym „uczuleniu”, to ja wieczorem przed tą nocką dostałam uczulenia, ale na przedramionach chyba po spożyciu wit. D, ale nic nie pisałam ,bo w Twoim śnie była to … Altea ..
        Ps. Możesz dać foto tego kamienia z Maroka?

        Pozdrawiam 🙂

        Lubię to

    2. Michaelo.. moze wiec ten sen dotyczyl i twojej osoby.. dzisiaj mialam cd bardzo ciekawych snow i nie tylko.. sprobuje to pozniej opisac.. zajrzalam pod ten link, przelecialam.. cos sporo osob porusza ostatnio watek motylkow w brzuchu w zwiazku z sexem.. a ja ich nigdy nie czulam.. okropna mysl miec w swoim brzuchu uwiezione motylki.. ale zdarza mi sie odczuwac laskotanie w brzuszku.. np w trakcie startujacego samolotu.. albo szybkoo ruszaj acego samochodu, albo windy…

      Lubię to

  3. „Ludzie pierwszej cywilizacji ziemskiej to dzieci Boga.
    Na początku była pierwsza cywilizacja, skierowana na rozwój biologiczny…
    – Gdzie jest teraz ta pierwsza cywilizacja?

    -Zniknęła nagle, z nieznanego zagadkowego powodu.
    W chwili swego zniknięcia… wymazali z bazy danych Wszechświata całą informację o
    swoich osiągnięciach. Uczynili to w nieznany sposób. Dlaczego tak postąpili, możemy się tylko domyślać.

    – Przypuszczam, że poczuwszy się głównymi sprawcami, kształtującymi losy światów Galaktyki, rozpoznali w sobie jednocześnie początek zakażenia wirusem antyświata,
    antyrozumu oraz to, że nie mają przeciw niemu wystarczającej ilości przeciwciał.

    Spowodowali więc psychologiczną eksplozję samych siebie razem ze swoimi osiągnięciami, a na ZIEMI zostawili tych, którzy mieli mocno rozwinięte zakażenie tym wirusem antyrozumu i antyświata. Zrobili to po to, by zrozumieć i do końca prześledzić skalę antyrozumu.

    Teraz my, potomkowie pierwszej cywilizacji, doświadczamy na sobie, aż po sam kres istoty antyrozumu i na moment przed katastrofą planetarną zrównoważymy w sobie Rozum i antyrozum. Wszystkie osiągnięcia pierwszej ziemskiej cywilizacji będą się w nas otwierać, ale w bardziej doskonałej, nowej postaci…….
    Oni są i istnieją w każdym człowieku….”

    cytat: Anasta tom X W.Megre

    Życzę nam wszystkim wytworzenia wystarczającej ilości przeciwciał, abyśmy mogli
    usunąć ten zawirusowany program na zawsze z Ziemi i wszystkich wymiarów.

    Lubię to

    1. \Ado doslownie mnie zatkalo!!! Dodalam te notke, ale tak jak zazwyczaj mialam zamiar pózniej co nieco do niej dodac i rozwinac swoje mysli… w tym doskrobac cos na temat kasacji danych wlasnie!!! choć o tym wirusie wspomnialam raczej tak przewrotnie…. jednak.. teraz, w zwiazku z tym co zamiescilas kwestia ta nabrala dla mnie nowego znaczenia.. hmm… czy te antyciała to moga byc (inaczej mówiac) antyczasteczki? lekture Anastazji skonczylam bodajze na 7ym tomie i tym bardziej zadziwia mnie w tym momencie ten fragment… jak to jednak rozumiec.. to znikniecie tej pierwszej cywilizacji i to wykasowanie danych przez nia? bo mialam zamiar napisac wlasnie o czyms podobnym… ze najchetniej wykasowalabym w tej chwili caly zapis dotyczacy mojej istoty… poniewaz nie chce dluzej istniec w tej rzeczywistosci i byc czescia tego PLANU… a potem pojawila sie wizja KULI.. bardzo piekna.. czulam ze jestem zanurzona w takim cudownym blogim uczuciu spokoju…. czujac sie przy tym calkowicie spelniona i pelna… hmm…. O antyczasteczkach mowa wlasnie u Ashayany we wspomnianym Zasiewie Drugim.. i moze te dwie historie jakos sie wzajemnie uzupelniaja?

      to jeden z fragmentów w którym mowa o roli cząsteczek i antycząsteczek a procesie Ascendencji:

      Ascendencja jest wysoce naukowym procesem wielowymiarowej mechaniki energii, ktory reprezentuje wszechswiatowy porzadek, poprzez ktory swiadomosc wyraza sie jako istota. We wszechswiecie istnieje porzadek, oraz rzeczywiscie istnieja naturalne prawa mechaniki energii, które rzadza i podtrzymuja funkcjonowanie tego porzadku. Ascendencja reprezentuje sciezke porzadku, za pomoca, którego swiadomosc ewoluuje poprzez ulozony, wielowymiarowy system. W sensie planetarnej ascendenci, proces ten zawiera transmutacje czasteczek i anty-czasteczek w stopniowo mniej zageszczony stan materii, dzieki któremu czestotliwosci wymiarowej w pola wyzszej rzeczywistosci wymiarowej, w 15-to wymiarowej skali. Ascendencja angazuje równiez zrozumienie pól morfogenicznych, lub form utrzymujacych konstrukcje energii, które pozwalaja czasteczkom i antyczasteczkom, na wytworzenie zindywidualizowanej formy. Proces osobistej ascendencji angazuje dokladnie to samo, gdyz czlowiek jest czescia wiekszego pola morfogenicznego planety, a postep wymiarowej ascendencji czlowieka i planety jest blisko ze soba powiazany. Bez wdawania sie w techniczna mechanike procesu ascendencji, powiedzmy, ze planety i ludzie wznosza sie ewoluuja poprzez
      skale wymiarowa, przez wewnetrzne uniwersalne prawa energii, które tworza i utrzymuja razem struktury swiadomosci, które formuja tozsamosci w czasie. Duchowa ascendencja nie jest oddzielna od tych praw struktury energii, gdyz swiadomosc jest odczuwajaca energia i stad musi przestrzegac naturalnych praw energetycznych, które utrzymuja w porzadku strukture wszechswiata. Ascendencja jest nauka, ze specjalnymi zasadami funkcjonowania, które przyzwalaja na ewolucje swiadomosci z prostej w bardziej zlozona forme. W najwyzszych stanach ewolucji, tozsamosc ewoluuje w najwyzsze pola wymiarowe, a nawet poza, przemieszczajac sie z prostej formy biologicznej ekspresji w bardziej zlozone struktury czystej tozsamosci
      swiadomosci.

      http://liviaspace.com/freedom-teachings-2/drugi-zasiew-podroznicy-tom-ii-rozdzial-2/

      ……

      Lubię to

  4. To nie jest takie proste jak myślisz, bo wydaje się, że część populacji Ziemi jest zainfekowana „tym wirusem” a część nie. Nie można też tak łatwo, odróżnić jednych od drugich, bo zewnętrznie wyglądają identycznie. Czyżby spiskowe teorie Davida Icke’a miały jednak jakiś sens? Oglądałem kiedyś taki film:”Obcy są wśród nas”…

    Lubię to

    1. „To nie jest takie proste jak myślisz, bo wydaje się, że część populacji Ziemi jest zainfekowana „tym wirusem” a część nie.”

      myślę, że każdy z nas ma tutaj coś innego na myśli…. mówiąc o wirusie… ja miałam na myśli ‚program’ będący raczej odtrutką na obecny ‚boski porzadek’ 😉 no, ale dobrze… kto w takim bądź razie jest tu obcy? 🙂

      Dawidzie…. jeszcze raz powtorze…. jesli naczelny programista nie mialby tego wszystkiego w planie to by tego po prostu nie bylo a jest… po prostu tak jest w tej grze… tak wiec w rzeczywistosci to zadni Obcy…. a Sami Swoi.. czy tego chcemy czy nie… hehe 😉

      Sęk jednak w tym, że ja w ogóle nie chcę w niej dłużej uczestniczyć…. po prostu chcę stąd zniknąć…. i tyle……. w żadnym bądź razie nie interesuje mnie jakiś powolny proces ASCENDENCJI… choćby nie wiem jak naukowy był… tym bardziej… i mdli mnie na samą myśl o tym powolnym trawieniu mnie przez naukowa machine gadzine…….

      zastanawiam sie jednak w tym momencie co laczy moj obecny stan z tym o czym mowa w tym przekazie Anastazji zamieszczonym przez Ade…

      tez mi powod do radosci.. cieszyc sie, ze wzniose sie o jeden levelek szczebelek wyzej… i bedzie mi moze troszke przyjemniej i lzej… ale z swiadomoscia, ze tam pozniej tyle istot tak strasznie meczy sie…. nie… nie…. nie…….

      Lubię to

  5. Niezwykle ciekawy fragment z książki Roberta Monroe ‚Najdalsza Podróż”.. to tak a propos tego co zamieściła Ada… Naprawdę warto przeczytać….

    WZDŁUŻ MIĘDZYSTANU

    Wiele tygodni zajęło mi przyzwyczajanie się do myśli, że nie będę już w stanie udać się do Domu. Myślałem, że mój powrót będzie powrotem bohatera, który przenosi cenne informacje z Tutaj, by zmienić i poprawić Tam. Niestety okazało się, że miało być inaczej.

    Nie podejmowałem ponownych prób powrotu do Domu. Ze smutkiem zrozumiałem, iż ta droga jest dla mnie zamknięta. Było to jak wspomnienie z dzieciństwa – coś, co zachowuje się w pamięci jako drogie, ale przeżyć tego jeszcze raz nie sposób. Z pewnością wchodziło tu w grę zaspokojenie własnego ego.

    Za to wyłoniło się kolejne Znane. Wiedziałem, dlaczego opuściłem to miejsce.

    Kolejne spotkanie z moim nowym przyjacielem INSPEK’iem ogromnie mi pomogło. On – czy też ona – a może były to dwie osoby w jednej – już na mnie czekał, znajomy punkcik w otchłani nie kończącej się ciemności.

    (Poczucie utraty przeminie. Zresztą nie utraciłeś wszystkiego, ponieważ pamiętasz.)

    Teraz już tam nie przynależę. Wszystko było takie samo jak przedtem. Ale to ja nie pasowałem. Przypominało to wkładanie płaszcza i rękawiczek, z których już wyrosłem. Nie mogę tam być – za bardzo jestem inny.

    (A to cię smuci.)

    Tak. Nawet więcej. Czuję się, jakby część mnie przestała istnieć. A tyle razy o tym myślałem… o powrocie do Domu.

    (To co już nie istnieje, to rzeczywistość powrotu. Teraz musisz pozbyć się złudzenia, że mógłbyś tego dokonać.)

    Już to zrobiłem. I sądzę, że wiem też, na czym polegała różnica. Było tam dokładnie tak, jak zapamiętałem. Nic się nie zmieniło. A ja oczekiwałem chyba jakiegoś postępu. Natomiast to, przed czym tam stanąłem, było jedynie powtórzeniem. Jeżeli wystarczająco długo obserwowałeś, wystarczająco długo słuchałeś, wszystko się powtarzało. Nie ma w tym niczego podniecającego, niczego nowego.

    (To schemat energii… nie poznałeś tego będąc istotą ludzką.)

    Nie. Dlatego właśnie opuściłem Dom – z powodu ograniczającego czynnika powtarzalności. Nie było tam żadnego rozwoju, niczego nowego do nauczenia się bądź doznania. Żyjąc na Ziemi uczysz się przez cały czas – zmiany i płynące z tego nowe nauki zachodzą stale. Jednak pogodzenie się z faktem, że nie mogę z powrotem udać się do Domu, będzie wymagać czasu. Nie jest łatwo poradzić sobie z tą myślą.

    (Przywykniesz do niej. Tak samo jak osiągniesz punkt, w którym uświadomisz sobie, że nie możesz już powrócić do bycia istotą ludzką. Chociaż lepiej byłoby powiedzieć. że nie tylko nie możesz, ale nie potrzebujesz tego robić. Wyrośniesz z tego, co nazywasz ludzkim płaszczem i rękawiczkami.)

    To się stanie? Nie będę chciał być człowiekiem? Jak sobie z tym poradzę?

    (Gdy ten punkt się zbliży, będzie to łatwiejsze, niż postrzegasz to w tej chwili.)

    No cóż… jeżeli tak mówisz, wierzę, że tak właśnie będzie.

    (Zamiast jedynie wierzyć, będziesz wiedział – jak to z zamiłowaniem powtarzasz.)

    Dziękuję ci za pomoc… chociaż to i tak za mało, by wyrazić…

    (Rozumiemy. Proszę bardzo.)

    Jaśniejąca postać zaczęła blednąc i wkrótce zniknęła. Mój powrót do ciała fizycznego odbył się bez przeszkód.

    Po tym spotkaniu wiele rzeczy w znacznym stopniu zmieniło się dla mnie. Stałem się świadomy innego, szerszego celu: rozwoju i w jakiś sposób przekształcania się w budzącą grozę, ale równocześnie dobrotliwą istotę, nazwaną przeze mnie INSPEKIEM. Z tym pragnieniem i decyzją zaakceptowałem łagodną zachętę, jaka została mi zaoferowana. Rezultatem była dziwaczna mieszanina .spokoju i podniecenia, równocześnie prostoty i złożoności, a także wiedzy i przynależności, których nie podejmę się opisać.

    Wzrastało to wykładniczo, gdy odbywałem krótkie wizyty na pograniczu obszaru, w którym przebywał INSPEK.. I chociaż byłem w stanie postrzec niewiele więcej ponad emanującą olbrzymią empatię i miłość, odniosłem silne wrażenie istnienia wielu istot w jakimś szczęśliwym miejscu pobytu. Miał tam nawet miejsce przypływ nowych przybyszów, dołączających do tej społeczności. Społeczności którą odczułem jako Warstwową Energię Tworzącą Inteligencję (LIPE). Dziwne było to, iż sprawiało to na mnie wrażenie nowego Domu, zupełnie jakbym już znal jego rezydentów. Jednocześnie było to jednak coś więcej niż znanie. Czułem się, jakbym był ich częścią, a oni częścią mnie.

    Obecna tam równa procentowo mieszanina podniecenia i spokoju oszołomiła mnie. Dlaczego nie znaleziono sposobu, by żyjący na Ziemi ludzie mogli egzystować w takiej samej harmonii? Podczas następnego spotkania zwróciłem się z tym pytaniem do mojego przyjaciela INSPEKA.

    Dryfowaliśmy poza zewnętrznym skrajem pierścieni tworzących coś, co jak później miałem sobie uświadomić było Obszarami Systemów Przekonań. Częścią widma Pola (M) graniczącego z Ziemskim Systemem Życia, gdzie po zakończeniu fizycznej egzystencji przebywa wiele Ludzkich Umysłów. W środku mogliśmy zobaczyć Ziemię z półprzeźroczystymi, promieniejącymi globami dookoła, z których każdy w miarę powiększania się odległości był większy i cieńszy. Kosztowało trochę wysiłku, by rozpoznać, że “widzimy” niefizyczne energie w strukturze raczej innej niż elektrony i molekuły.

    (To interesujące, że twoja cywilizacja nie wie nic o tym aspekcie struktury, jak to ujmujesz.)

    Zastanawiam się, czy kiedykolwiek to zgłębią.

    (Nie tak szczegółowo, jak byś sobie tego życzył.)

    Gdyby to znali, mogliby wszystko uporządkować. Tyle rzeczy wydaje się nie posiadać żadnego celu. Ból, cierpienie, gwałtowne emocje. Trudno zaakceptować ten bałagan jako obowiązujący schemat.

    (Może uzyskasz to, co nazywasz Odmiennym Spojrzeniem, gdy pojawi się twoja okazja.)

    Moja okazja? Czy to oznacza, że będę miał szansę coś z tym zrobić?

    (Tak… ty i twoi przyjaciele. Pomocna dla ciebie byłaby wizyta w potencjalnych stanach istnienia, które różnią się od tego, w jakim egzystujesz. Na przykład wizyta w erze, gdzie ludzka organizacja jest odmienna i bardziej zbliżona do twoich oczekiwań na ten temat.)

    Mogę to zrobić?

    (O ile jest to twoim życzeniem.)

    Czy udasz się tam razem ze mną?

    (Będzie to dla mnie przyjemność. Jesteś gotowy?)

    Jeżeli będziesz poruszał się powoli, może uda mi się nauczyć techniki, jaką stosujesz.

    (Już ją znasz. To ta sama technika, jaką wykorzystywałeś w podróżach do tego, co nazywasz Domem. To jedynie miejsce przeznaczenia, które nie jest częścią twojej wiedzy.)

    Masz rację. Prowadź więc, a ja podążę za tobą.

    Jaśniejąca postać zaczęta się poruszać. Pozostawałem blisko, dopóki nagle nie poczęła zanikać. Moja reakcja była automatyczna. Schemat energii Ziemi rozpłynął się w ciemności… z której po chwili wyłonił się krajobraz. Tuż przede mną ujrzałem jaśniejącą bez ruchu postać INSPEKA.

    Znajdowaliśmy się jakieś tysiąc stóp ponad szeroką kotliną, mającą może od ośmiu do dziesięciu mil długo ści i około pięciu szerokości. Z trzech stron otaczały ją góry, których szczyty pokryte były białymi czapami śniegu. Po stronie wolnej od gór widniały ciągnące się aż po horyzont lasy i pola. Na błękitnym niebie upstrzonym kilkoma pierzastymi chmurkami jaskrawo świeciło słońce.

    Bezpośrednio pod nami widniało coś, co przypominało dużą osadę rozciągającą się prawie aż do podstawy gór. Była tam cała masa drzew o różnorakich kształtach i rozmiarach, których liście pyszniły się wszelkimi możliwymi odcieniami zieleni. Nie widziałem jednak żadnych domostw czy budynków, żadnego dymu. Powietrze było absolutnie czyste.

    Zwróciłem się do INSPEKA.

    Żadnych domów? Żadnych budynków?

    (Pomieszczenia sypialne są pod ziemią, tak samo jak miejsca pracy rzemieślniczej.)

    Gdzie są wszyscy ludzie?

    (Pomiędzy drzewami. Każdy z nich wykonuje własne indywidualne zajęcie.)

    Jak wielu ich jest?

    (Niewiele ponad dwa miliony, o ile dobrze szacujemy.)

    Dwa miliony?

    (Tak.)

    Jak wiele jest takich osad jak ta? To nasza planeta Ziemia, prawda?

    (Tak, to Ziemia i jest tylko jedno takie miejsce. A oni są jedynymi mieszkającymi tu ludźmi.)

    Jedynymi na całej Ziemi?

    (Dokładnie.)

    Nawet nie zapytam, co się wydarzyło, że miał miejsce tak olbrzymi spadek liczby ludności. Były nas przecież miliardy… A więc tego właśnie należy oczekiwać w przyszłości?

    (Myślisz w zupełnie złym kierunku, przyjacielu.)

    Nie rozumiem?

    (To jest miejsce z przeszłości, takiej jak ty pojmujesz czas.)

    Przeszłości! Ależ w naszej historii nie ma niczego, co choćby odległe przypominało by to miejsce! Musi być bardzo oddalone w czasie.

    (Bo jest. Prawie milion twoich lat.)

    Ci mieszkańcy… czy oni są ludźmi? Takimi jak ja?

    (Różnią się odrobinę, ale zdecydowanie są ludźmi.)

    Czy możemy zejść niżej?

    (Oczywiście. To jest właśnie naszym celem.)

    Czy oni będą w stanie nas zobaczyć? Czy możemy się z nimi porozumieć?

    (Tak, bez żadnych problemów.)

    Nie rozgniewa ich nasze najście?

    (Wręcz przeciwnie. Serdecznie nas powitają.)

    Obniżyliśmy się w stronę drzew, a następnie zboczyliśmy w kierunku otwartej przestrzeni, wielkością przypominającej boisko do gry w piłkę nożną. Był to park czy raczej olbrzymi ogród kwiatowy o porządnie utrzymanych grządkach kwiatów i roślin, trudnych do rozpoznania. Pomiędzy grządkami wiły się szerokie, porosłe trawą ścieżki. Odniosłem wrażenie, iż wyczuwam tę trawę pod stopami.

    (Bowiem rzeczywiście ją czujesz. Tak samo jak jesteś w stanie widzieć, w sensie fizycznym. Ale nie jesteś tu w postaci fizycznej.)

    Odwróciłem się. Jaśniejąca postać INSPEKA stała tuż obok mnie. W naszą stronę szybkim krokiem zmierzały cztery osoby. Wszystkie miały około pięciu stóp wzrostu, lecz różniły się pomiędzy sobą odcieniem włosów i skóry. Długość ich włosów była taka sama, tuż poniżej uszu. Biorąc pod uwagę wygląd twarzy i ciał stanowili wzór aktywnych, dbających o formę fizyczną trzydziestolatków, jednakże bez nadmiernie rozwiniętych mięśni. Było dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Mogłem to stwierdzić z łatwością, ponieważ nie nosili ubrań.

    (Oni nie odczuwają potrzeby ubierania się.)

    A jeśli chodzi o zachowanie ciepła? Albo ochronę przed złą pogodą?

    (Każde z nich ma do tego celu indywidualny system kontroli.)

    Niczego takiego nie widzę.

    (Mówiąc twoimi słowami, wszystko mieści się w ich umysłach.)

    Rozumiem, że byłeś tu już poprzednio.

    (Tak… poniekąd.)

    Tymczasem nadchodząca czwórka zatrzymała się tuż przed nami uśmiechając się szeroko. Mieli piękne ciała, w doskonałej kondycji. Zastanawiałem się, w jaki sposób będziemy się porozumiewać – jakim językiem władali. I czy w ogóle nas widzieli?

    Jeden z mężczyzn postąpił krok do przodu i skinął głową.

    “Tak, widzimy cię, Robercie. A porozumienie będzie łatwe. Wykorzystamy do tego celu twój angielski. OK?”

    To OK mocno mnie zastanowiło. Coś tu było nie tak. Jakim cudem mógł znać amerykański slang i to w dodatku z przyszłości?

    “Absorbujemy go bezpośrednio z twojego umysłu. To żaden problem”.

    Zauważyłem, że jego wargi nie poruszają się i równocześnie spostrzegłem porozumiewawcze mrugnięcie okiem. Obaj roześmialiśmy się – mentalnie. Tak znalazłem nowego przyjaciela potrafiącego odczytać z mojego umysłu prawdopodobnie wszystko, co pomyślałem lub poczułem. Od tej chwili nasza rozmowa przebiegała w sposób mentalny – poprzez wymianę myśli.

    “To piękne miejsce” – zacząłem.

    “Pogoda jest bardzo przyjemna. Każdego popołudnia wywołujemy burzę, aby oczyściła liście i dostarczyła roślinom wody”.

    “Taką z błyskawicami?”

    “Tak, ale panujemy nad ich intensywnością i sami wybieramy miejsca, w które uderzają. Wyładowania elektryczne są śmiertelne dla wszystkich form życia opartych na węglu”.

    “A wiatr… czy wiatr także kontrolujecie?”

    “Wiatr? Czy chciałbyś, by powiał silniejszy?”

    “Nie, nie trzeba… jest bardzo przyjemnie…”

    Uśmiechnął się szeroko.

    “Zapewne zastanawiasz się, co jemy”.

    “Wszyscy wyglądacie na zdrowych i dobrze odżywionych”.

    “Zdrowych?”

    “Żadnych chorób, ran i tak dalej”.

    “Z dziwnego świata przybywasz! Czy rzeczywiście macie problemy z utrzymaniem waszych fizycznych ciał w dobrym stanie?”

    “To nasz główny problem”.

    “Wielka szkoda. Nasza historia posiada dane o tego typu problemach sprzed wielu tysięcy lat”.

    “Żadnych zarazków? Żadnych wirusów? Nikt nie bywa zabity albo ranny?”

    “Rozumiem, o czym mówisz. Wszelkie wirusy współpracują z nami, Robercie. Nie istnieje żaden konflikt. A co do bycia zabitym… powstrzymaliśmy proces umierania już dawno temu”.

    W moim umyśle kłębiły się myśli i pytania. W końcu jedno z nich wypłynęło na wierzch.

    “A więc musicie kontrolować waszą… rozrodczość?”

    “Och tak. A co do reszty tej myśli – sam rytuał w dalszym ciągu sprawia nam ogromną satysfakcję”.

    “Ale żadnych dzieci…”

    “Mamy wiele dzieci. Czy chciałbyś spotkać się z jakimiś?”

    “Tak, z przyjemnością”.

    “Przywołam je”.

    Niespodziewanie w mojej głowie rozbrzmiała seria różnorodnych gwizdów przypominających ptasie trele. Spomiędzy drzew wyszło kilka rodzajów zwierząt, dużych i małych, i bez obaw zbliżyło się do czwórki ludzi, którzy je głaskali i poklepywali. Niektóre z tych zwierząt przypominały koty, inne podobne były do niewielkich aligatorów i dużych węży. Kilka przywodziło na myśl małpy, a jeszcze inne mogłyby być jeleniami, ale o długich grzywach i ogonach. Spomiędzy drzew wyleciał też rój olbrzymich pszczół i przelatując nad nami zanurkował w dół, wykonując pełną wdzięku pętlę. Ponad naszymi głowami krążyła parka dużych, szmaragdowozielonych ptaków. Niewielki, błękitny ptaszek usiadł na ramieniu mojego przyjaciela i zaszczebiotał mu coś do ucha. Mężczyzna spojrzał na mnie.

    “Nasze dzieci”.

    “Chciałbym z taką łatwością nazywać własne zwierzęta dziećmi”.

    “Jeśli zapamiętasz ten dźwięk, z odpowiednią praktyką będziesz w stanie tego dokonać”.

    “Czy wszystkie zwierzęta u was są takie jak te?”

    “Tylko tutaj w dolinie. Reszta jest raczej podobna do tych, o których czytałeś w swoich książkach. Czy znasz system łańcucha pokarmowego?”

    “Znam. A więc zwierzęta umierają”.

    “Tak, jest to naturalny porządek rzeczy. Te tutaj – nasze dzieci – także. Równowaga jest osiągnięta, a my jej nie zakłócamy”.

    “Co więc w takim razie jecie? Warzywa?”

    “Jemy? Pokażę ci”.

    Mój przyjaciel zwrócił się do jednej z kobiet. Podeszła ona do grządki z kwiatami i nabrała w dłoń czegoś, co wyglądało jak zwykła czarna ziemia. Potem wyprostowała się i wciąż z ziemią w dłoni podeszła bliżej. Nagle wiedziałem, co się stanie.

    “Czy chciałbyś trochę waszej ulubionej kukurydzy, Srebrnej Królowej, jak ją nazywacie?”

    Skinąłem głową. Dziewczyna przez chwilę intensywnie spoglądała na mnie, po czym zamknęła ziemię w obu złączonych razem dłoniach. Nie spuszczała przy tym ze mnie wzroku. Wiedziałem, że czyta w moich myślach. Następnie uniosła dłoń, ukazując doskonałą miniaturę białego ziarnka kukurydzy. Wyciągnęła je w moją stronę.

    “On nie może go przyjąć – powiedział mój przyjaciel. – Nie ma ze sobą swojego fizycznego ciała”.

    Wyczułem śmiech dziewczyny, kiedy odwróciła się i cisnęła ziarnko jednemu z małych brązowych jeleni, który obwąchał je podejrzliwie. Śmieją się, pomyślałem, więc muszą mieć także uczucia.

    “Doświadczamy każdego uczucia, jakie możesz sobie przypomnieć, Robercie. Cenimy uczucia, ale biorą one nad nami górę jedynie wtedy, gdy na to pozwalamy”.

    Poczułem przypływ wdzięczności.

    “Dziękuję wam, że pozwoliliście nam was odwiedzić i za cieple powitanie. Było to bardzo cenne doświadczenie. Żadnych konfliktów, żadnej złości, żadnego współzawodnictwa…”

    “Współzawodniczymy ze sobą. Nigdy jednak nie dajemy się tak temu pochłonąć, by zapomnieć, że to jedynie gra”.

    Nie zapytałem o miłość. Nie było takiej potrzeby. Emitowane przez całą czwórkę promieniowanie było aż nadto wystarczającym dowodem. Wyczułem także odrobinę smutku zmieszanego z podnieceniem. Mój przyjaciel uśmiechnął się ponownie. “Twoja wizyta została dobrze wyliczona w czasie, ponieważ wkrótce opuścimy to miejsce. Musimy przyzwyczaić się do życia bez naszej doliny i naszych dzieci”.

    “Opuścicie? Dlaczego?”

    “Prawie sto lat temu otrzymaliśmy Sygnał. Czekaliśmy na niego kilka tysięcy lat, aż wreszcie nadszedł”.

    “Nie rozumiem”.

    “Raczej nie pamiętasz. Przypomnisz sobie, kiedy nadejdzie czas twój i twoich pobratymców. Doświadczyliśmy i poznaliśmy wszystkie schematy zmian w naszej części tego fizycznego wszechświata. Poruszając się w taki sposób, jak ty to robisz, dotarliśmy do gwiazd i powróciliśmy z powrotem. Nie znaleźliśmy niczego, czego nie mielibyśmy tutaj, niczego naprawdę nowego”.

    “Chyba rozumiem. Wiecie, jest więcej…”

    “Być może jest to jeden z powodów. Drugim jest… ciekawość… tak, właśnie ciekawość”.

    “Tak! To samo miało miejsce ze mną. Ale czy wszyscy wyruszacie?”

    “A dlaczego mielibyśmy kogokolwiek pozostawiać? Czy ty pozostawiłbyś swoją dłoń, czy choćby palec?”

    “Ale dokąd się udajecie?”

    „Sygnał nas poprowadzi”.

    „Czym jest ten sygnał? Możesz go opisać?”

    „Jest czyniony za porozumieniem”.

    „Za porozumieniem z kim? Lub czym?”

    “Z jednym z nas, który udał się tam przed nami. Oni wszyscy zgodzili się wysłać specjalny Sygnał, gdy nadejdzie czas, abyśmy za nimi podążyli.”

    “A więc on był… wy jesteście… jak odkrywcy, poszukujący nowych światów do podbicia”.

    “Nie do podbicia, Robercie. Lecz by być w nich i zrozumieć”.

    “Ale skąd wiecie, dokąd macie się udać? – pytania płynęły nieprzerwanym strumieniem.

    “Po prostu podążymy za Sygnałem”.

    “Czy odbieracie go również teraz?”

    “O tak. Jest z nami stale od chwili, w której odebraliśmy go po raz pierwszy”.

    “Dlaczego więc ja także go nie odbieram?”

    “Tego nie wiem. Być może twoje dostrojenie jest inne”.

    “Czekaliście tak długo. Dlaczego?”

    “Koniecznym było wyszkolenie naszych zwierzęcych dzieci, by potrafiły dawać sobie radę bez nas. Teraz zakończyliśmy już ten proces i jesteśmy w trakcie żegnania się z nimi. Nie możemy i nie zabralibyśmy ich ze sobą”.

    Zrozumiałem, że nadszedł czas, aby ich opuścić.

    “Cieszę się, że przybyliśmy do was. W jakiś sposób wydaje mi się, że się jeszcze spotkamy”.

    “Masz rację. Mógłbym powiedzieć ci więcej… ale to, jak byś powiedział, zepsułoby całą zabawę”.

    Pomachałem na pożegnanie, a kiedy zacząłem unosić się w górę, cała czwórka powtórzyła mój gest. Nie widziałem nigdzie postaci INSPEKA, ale znałem przy najmniej sposób powrotu. Wycofałem się stopniowo i wnikałem w ciemność. Nagle u mego boku pojawiła się jego jaśniejąca postać.

    (Byli interesujący, nieprawdaż?)

    W dużym stopniu przypominali istoty ludzkie z przyszłości, które spotkałem wcześniej. Tyle, że tamci żyli poza Ziemią, a nie na niej.

    (Z powodu twojej miłości do zwierząt wiedzieliśmy, że wyczujesz pokrewieństwo.)

    ….

    Lubię to

  6. Pozwól ze podzielę się z Tobą Livio swoimi myślami n/t szczebelkowej Ascendentacji, o której napisałaś. Uważam w ten sposób – myślę ze zarówno ja (jak i być może Ty?) nieprzypadkowo wybraliśmy ten okres na wcielenie się tu na Ziemi. Myślę że prowadząc swój blog pełnisz w pewnym sensie rolę „nauczyciela” (czy tego chcesz czy nie) jednocześnie dając klucze do ukrytej rzeczywistości tej najbardziej subtelnej 🙂 Jeśli ktoś chce, to odnajdzie te klucze, a jeśli nie, trudno być może nie był tym właściwym Człowiekiem, który miał otworzyć te drzwi 😉

    Lubię to

    1. Ojejku, Livia w roli nauczycielki… haha.. nie wiem, czy znasz moj stosunek do relacji nauczyciel uczen, ale ok.. powiedzmy, ze wszyscy choc w roznym stopniu jestesmy dla siebie nauczycielami i uczniami.. a ponadto skoro tak jak piszesz… ‚chcac nie chcac’ 🙂

      „myślę ze zarówno ja (jak i być może Ty?) nieprzypadkowo wybraliśmy ten okres na wcielenie się tu na Ziemi”

      tak.. mam tak samo.. i dlatego czulam chocby w zwiazku z wydarzeniami 11 11 11 ze powinnam do pewnych rzeczy nie dopuscic… po to aby nie bylo jeszcze gorzej niz jest.. potem byl chocby slawetny 21 12 2012 i tu tez jawnie pisalam co sadze nt tzw. majanskiego konca swiata… tzn. czulam, ze taki scenariusz rzeczywiscie jest mozliwy, ale nie ze jest to jedyna opcja.. widzialam tez inna wersje wydarzen zwiazana z tym dniem, bardzo piekna i wrecz cudowna, ale ona tak jakby dotyczyla tylko mnie.. tak wiec i tym razem przez wzglad na innych nie weszlam w to…. i… juz wtedy.. w dniu 21 12 2012 poczulam cos w rodzaju zwalniajacego czasu i… cofniecia… pisalam o tym na blogu na biezaco… a to bardzo ciekawe w zwiazku z tym o czym mowi Ashayana…. wlasnie o pewnej Sciezce Cofniecia, w ktora weszla Ziemia… nie jest to moze najlepsze rozwiazanie, ale i ponoc nienajgorsze.. no i skoro ja tez znalazlam sie na tej wlasnie sciezce… nawet jesli chcac nie chcac.. albo po prostu nie majac w tym momencie lepszego wyjscia.. i to nie tyle przez wzglad na siebie ile na innych, moze ogol.. i choc nie lubie uogolniac to trudno zaprzeczyc, ze wszystko to jest ze soba tak misternie splecione…. ze ehhh…..

      mam tez niesamowite odczucia w zwiazku z rokiem 2017 i tu jest kolejna niesamowita zbieznosc z tym co mowi Ashayana… ten rok pojawil sie w mojej wizji Krysztalowego Ogrodu (CRYSTAL GARDEN), a ta ma zwiazek z Kluczem na Acklins i ‚Powrotem do Raju Utraconego’… doslownie tak to okreslilam przez wieloma latami w swoim pamietniczku i wiem, ze ten moment jest naprawde tuz tuz….

      Tak wiec mysle Dawidzie, ze powinnismy sie teraz mocno skupic wlasnie na tych KLUCZACH… i dlatego bardzo wazny jest dla nas chocby Szmaragdowy Straznik.. nie bez powodu oboje urodzilismy sie na terenie Polski i to nad Baltykiem… chcac nie chcac jestesmy tu gdzie jestesmy… jak to napisal Thot27… Nie przegapmy wiec tego co najwazniejsze…. i zrobmy z tego co mamy najlepszy uzytek..

      Dodam jeszcze tylko, ze ciesze sie autentycznie, ze znow powrocil do mnie sens zycia.. ale tym razem naprawde dlugo dochodzilam do siebie po tym ostatnim WYSKOKU (outing)… dlatego ich nie lubię.. bo sa jak awarie systemu… ktore wywoluja we mnie uczucie strasznej szarpaniny….. nie wiem czy ktokolwiek wie o czym tak naprawde mowie.. bo nie sa to doswiadczenia zblizone do tego czego doswiadczam w czasie medytacji.. taki kosmiczny HIGH… tu jest cos odwrotnego…. poczucie… ogromnego odlaczenia i bezsensu… niby duze wyniesienie, ktore jednak juz po chwili przeradza sie w ogromne zanizenie..

      dziekuje tez, ze wsparliscie mnie w tym czasie swoimi komentarzami… Dawidzie, Ado, Alteo i Thocie27.. kazdy z nich okazal sie dla mnie bardzo wazny

      Lubię to

      1. cześć, pierwszy raz się tu odzywam 🙂 chciałem się czymś podzielić, to moje przeczucia…których oczywiście nie będę mógł udowodnić 🙂
        jestem przekonany, że Nic, dosłownie Nic nie dzieje się bez naszej zgody;
        Plan, jaki by nie był i gdzie by nie był, nie zasysa nas bezwiednie bez nasze woli;
        czuję, że każdy wymiar ma zapisany jakiś szkielet przyszłość i odradzając się w danym świecie (wcześniej) wyrażamy zgodę na pewne globalne zdarzenia, w takim znaczeniu, że będziemy w nich uczestniczyć

        wg mnie Plan nie idzie z samej góry, Pra początku, tylko to się zaczęło w niższych gęstościach, takie mam przeczucie…i, że wielowymiarowość wykracza daleko poza to co możemy zobaczyć

        wydaje mi się, że w całej wielowymiarowości „światów równoległych” takich Planów (zarządzanych przez…no właśnie, trudno to zdefiniować…powiedzmy, że przez grupę jakichś Jaźni) jest mnóstwo

        a my, jako istoty Wolne, przeskakujemy to tu to tam, w zależności od bagażu poprzednich doświadczeń, lub ciekawości nowych doznań 🙂

        i być może to czego „nauczymy” się w tym wymiarze na nic się zda w innym, gdyż będą obowiązywać inne prawa

        dla mnie osobiście Ziemia (i powiązana z nią wielowymiarowość) jest hardcorowa…i chyba nie będę chciał tu wracać 🙂

        Lubię to

      2. Cześć:) cieszę się, że zabrałeś głos…nie za bardzo mogę się teraz rozpisywać, ale jak tylko znajdę chwilkę czasu.. tak więc usłyszenia Tobie Delfinie i Wszystkim <<<

        Lubię to

  7. To dziwne, ale być może 2017 to „Nowy początek, natomiast 2016 to po prostu koniec cyklu. Będziemy już po 7 kwadraturach Uran -pluton i po tetradzie krwawych zaćmień.
    2016 to niezwykły rok bo 2016 dzieli się przez 7(288) i przez 9 (224).288 to 144( opieczętowanych) x2 a 224 to z kolei 112 (papież z listy Malachiasza)x2.
    Rozpocząłem dzisiaj po 20 latach trylogie Monroe’a. Zacząłem od II części ale wróciłem obecnie do I. Opowiem oczywiście o swoich wrażeniach.

    Lubię to

    1. chciałem coś dodać
      pamiętam kilka poprzednich wcieleń, tu na ziemi oraz w światach gdzie zamieszkuje rasa o wiele bardziej rozwinięta niż człowiek być może jest tak, że nasza jaźń / dusza przeskakuje we wcieleniach w różne wymiary, rasy… jeśli tak jest, to można przypuszczać, że mamy niejako zamknięty obieg… że sami dla siebie (wcielając się w różne rasy i wymiary) ustalamy bieg wydarzeń, ogólną przyszłość… w takim wypadku odpowiedzialność za bieg zdarzeń jest wyłącznie po naszej stronie

      nie miałem czasu przeczytać dokładnie wszystkich komentarzy, więc wybaczcie jeśli piszę nie na temat 🙂 jakoś poczułem żeby się tym podzielić

      od dłuższego czasu mam silne przeczucie, że nadchodzą nieuniknione zmiany na ziemi, nie wiem dokładnie kiedy i co nastąpi, jednak przeczucie mam bardzo silne

      Lubię to

    2. A propos roku 2017

      „Many times throughout the advancement of the Atlantian Conspiracy, Guardian Races of the Emerald Covenant have repeatedly intervened. Guardians races have kept the Angelic Human and Maji Grail Line DNA Templates alive within the human gene pool, so Angelic Humans could rise together during the 2000-2017 BC Final Conflict drama, to fulfill the Christos Realignment Mission and prevent further advancement of the Atlantian Conspiracy.

      During the Christ Drama of 12 BC-27 AD the Founders’ Emerald Covenant CDT-Plate teachings were translated by the 3 Maji Grail Line Speakers, Jeshua Melchizedek (aka Jesus Christ), John the Baptist and Miriam, to prepare humanity for the 2000-2017 Final Conflict.”

      węcej w notce:

      http://liviaspace.com/2014/03/31/emerald-covenant-vs-luciferian-covenant/

      wspominałam o tej dacie także w:

      http://liviaspace.com/2013/12/11/diamond-sun/

      „Rozpocząłem dzisiaj po 20 latach trylogie Monroe’a. Zacząłem od II części ale wróciłem obecnie do I. Opowiem oczywiście o swoich wrażeniach.”

      to już się nie mogę doczekać.. wspaniałej lektury Dawidzie..

      🙂

      Lubię to

      1. jakieś dwa-trzy lata temu czytałem niemal wszystko co mi wpadło w ręce apropos nadchodzących zmian, przepowiednie, przekazy, itd…szczerze mówiąc jest sporo rozbieżności…tzn w ogólnym zarysie wszyscy mówią o tym, że żyjemy w czasach zmiany, jednak co do szczegółów to rożnice są czasem znaczne…najbardziej chyba cenię to czego w podróżach dowiedzieli się Monroe i Bruce Moen, mam takie odczucie, że oni wyszli niejako poza religię, filozofię, przekazy duchowe, channelingowe, itp
        nie wiem czy pamiętacie, Monroe wspomina, że jest bliski przejścia przez szczelinę…w obszar nieznanego, nie zbadanego, ja to odebrałem jako przejście poza wielowymiarowość powiązaną z Ziemią…trudno mi o tym mówić, ubrać to jakoś w słowa…tak w dużym skrócie, mam wrażenie, że wszystkie przekazy, zależności ras, mechanizmy „tworzące” struktury, że to wszystko jest wtórne, tak jak nasze obecne ciała…że istotne jest aby właśnie wyjść poza to

        czytaliście Misję Michela Desmarquet? w jednym rozdziale jest bardzo ciekawy opis struktury naszej jaźni, który do mnie przemawia, tzn intuicja podpowiada mi, że coś w tym może być

        Dawid, dzięki za Twój wpis 🙂 książki Moena i Monroe czytałem chyba po 3-4 razy, nawet ostatnio, ale ten opis, który zamieściłeś gdzieś mi umknął, dzięki 🙂

        Lubię to

      2. „trudno mi o tym mówić, ubrać to jakoś w słowa…”

        nie szkodzi Delfinie, ja i bez słów rozumiem co pragniesz wyrazić i wiem, że myślimy i czujemy podobnie, przynajmniej bardzo podobnie… po prostu to czuję…. zreszta mnie samej bardzo czesto trudno cos wyrazic…. niejeden raz zartowalam, ze musialabym to raczej zaspiewac 😉

        a tak a propos wolnej woli… to.. nazwałabym ją raczej umowną wolną wolą.. ponieważ pod pewnymi względami mamy wolną wolę a pod innymi jestesmy niezle zdeterminowani.. po prostu zyjemy w (wszech)swiecie funcjonujacym w obrebie pewnych praw… Co więcej gdyby na to wszystko spojrzeć tak bardziej z góry to moglibyśmy jeszcze lepiej zauwazyc ile w tym wszystkim tak naprawdę naszej wolnej woli a ile determinacji.. planu… chocby nie wiem jak wielowymiarowego… i moglo by sie okazac, ze nawet te nasze wolne wybory wcale juz takie wolne nie sa… To jest jak gra, rozne mozliwosci ruchu, rozne warianty zakonczen… jednak… jest to wciaz ta sama gra i ten sam zamkniety obieg… choc moze przypominac prawdziwa nieskonczonosc.. tymczasem… „ja to odebrałem jako przejście poza wielowymiarowość powiązaną z Ziemią”.. no wlasnie.. Uzyles tez tego slowa SZCZELINA… dla mnie to pewnego rodzaju SLOWO KLUCZ… napisze o tym pozniej.. Wracajac jednak do WW…. to czesto sie slyszy o tym, ze ZIEMIA to wlasnie STREFA WOLNEJ WOLI… co generalnie tlumaczy sie jako miejsce, w ktorym kazdy moze robic co chce… nie wydaje mi sie jednak aby dotyczylo to tyle samych mieszkancow Ziemi ile… tych, ktorzy traktuja ja (wraz z calym jej dobytkiem) jak swoja wlasnosc… Co ciekawe pierwsi do ingerencji tutaj i udzielania „pomocy” sa ci, ktorzy niestety ale nie maja zbyt dobrych zamiarow, a czesto wprost jawnie zle… zreszta niezle juz namieszali… tymczasem kiedy prosi sie o pomoc tych, ktorzy rzekomo sa dobrzy slyszy sie, ze oni niestety ale nie moga tego uczynic poniewaz zlamaliby w ten sposob PRAWO WOLNEJ WOLI… Pytanie jednak – czyjej? Bo mozna to przyrownac do nastepujacej historii…. powiedzmy, ze ktos, np. jakis mezczyzna… gwalci i torturuje jakas dziewczynke…. ta wzywa kogos na pomoc, ale nikt sie nie odzywa, nie spieszy na ratunek, albo co najwyzej sie przyglada i rozklada bezradnie rece… bo kazdy chce byc fair wobec gwalciciela i uszanowac jego wolna wole.. ehh.. Niestety, ale moim zdaniem to wiele wyjasnia dlaczego jest tutaj na Ziemi jak jest… i dlaczego ‚Pan Bog’ dopuscil sie chocby do tego typu okropienstw: http://davidicke.pl/forum/eugenika-eutanazja-eksperymenty-nowy-czlowiek-t13930.html#p186385

        To jest po prostu polityka, kosmiczna polityka.. a jako pewien podglad tego jak to moze wygladac podaje zawsze ten artykul:

        http://liviaspace.com/freedom-teachings-2/szmaragdowe-zgromadzenie-zakonu-melchizedeka/

        czesto slyszy sie tez, ze istoty ktore doznaly czegos tak okropnego jak np. ofiary z tego artu o okrutnych eksperymentach.. to ze one po pierwsze same sie na to zgodzily przed przyjsciem na Ziemie.. albo, ze doswiadczaja tego w ramach prawa karmicznego… czyli oko za oko, zab za zab.. ok, powiedzmy, ze tak jest… tylko, ze kim w takim badz razie sa ci, ktorzy im to robia…. czy wczesniej byli tymi dobrymi, skrzywdzonymi? i tak w kolko? bo jesli dziala to doslownie w taki sposob.. to jest ABSURD! sama osobiscie widzialam jak dokonywano gwaltu na bardzo wspanialych i wrazliwych istotach… i one w zadnym badz razie na to nie zasluzyly… probowalam zrobic co moglam aby im pomoc ale sama czesto wpadalam przez to w niezle tarapaty.. raz dalam sie nawet zlapac… uciekla, ale te inne istoty nie mialay juz fizycznych cial, a wiec… nie mogly wrocic tu, a droga ta zostala im odcieta…. koszmar…. zawsze pozstaje jednak wytlumaczenie, ze gdzies tam, z kims zawarly taki uklad…. no nie wiem… jakos na Ziemi nikt dobrowolnie nie godzi sie na takie rzeczy, np. na to, aby byc traktowanym jak krolik doswiadczalny.. z reguly odbywa sie to na drodze przemocy… a skoro jak na gorze tak na dole?

        z jednej strony duzo sie zmienia.. mamy coraz wieksza wolnosc i coraz wiekszy dostep do informacji.. widac ewidentnie, ze zachodza zmiany… jednak…. kiedy pomyslimy jaka droga ‚musielismy’ do tego wszystkiego dojsc… po ilu trupach.. bez ogladania sie za siebie wszystko wydaje sie jednak jak najbardziej w porzadku…

        dodam tylko, ze skupilam sie tu rzecz jasna na tej bardziej negatywnej, ‚ciemnej’ stronie naszej rzeczywistosci, a wiadomo, ze jest takze ta pozytywna ‚jasna’…

        p.s przypomne tu jeszcze pewna historie:

        http://liviaspace.com/2012/10/13/jeleniogorski-eksperyment-regresyjny/

        ten pan (znany hipnotyzer, kilka ksiazek na koncie, duzy fan Roberta Monroe) probowal na mnie wymusic przyzwolenie dla.. dokonywania nieetycznych (z mojego punktu widzenia eksperymentow) eksperymentow.. zarowno na mnie jak i na innych… chodzilo mu przy tym o eksperymentatorow (szaraki) z ksiazek Dolores Cannon.. Stwierdzil, ze oni sa powyzej i wiedza lepiej co dla mnie i innych lepsze… a skoro tego nie rozumiem… o tym pisze wlasnie w tej notce do ktorej podalam link…. tak mi sie to skojarzylo z tym linkiem Michaeli….

        ciekawa tylko jestem, czy on sie pyta o to samo wszystkich? bo jesli tak…. to bardzo podejrzane… do czego mu potrzebne to przywolenie??? wiem, ze kilka kobiet mocno sie pod niego podpielo…..

        Lubię to

      3. Livia, po przeczytaniu tego co napisałaś zaczęły pojawiać się u mnie słowa, którymi spróbuję jeszcze raz to opisać 🙂

        zgadzam się z Tobą całkowicie, że nasza wolna wola w pewnym sensie jest „relatywna”… ale, dla mnie wszystko nabiera innego, pełniejszego znaczenia jeśli weźmiemy pod uwagę wielowymiarowość naszego istnienia, jak ja to nazywam – naszej jaźni osobiście wierzę, że wszyscy bez wyjątku pochodzimy z tego samego miejsca, źródła… i jest to miejsce, jak tak czuję – neutralne, ale jednocześnie „pełne miłości” nas samych, harmonii i spokoju

        kiedy nasze jaźnie zaczęły schodzić w niższe gęstości, zaczęły również powstawać zależności, struktury, rasy, powiązania, itp… jednak tam wyżej, tak przynajmniej czuję, nasza wolna wola jest całkowita… dopiero w niższych gęstościach powstały ograniczenia, jednak cały czas jakaś część naszej jaźni przebywa poza tymi strukturami zależnościowymi i jest w pełni Wolna 🙂

        dla mnie to co opisuje D.Iacke, Ashayana Dean czy inni, owszem jest w pewnym sensie prawdziwe, ale to wg mnie tylko malutki wycinek „rzeczywistości” a nie jej pełny wymiar

        jeśli ich opisy przyjmiemy jako pełną, całkowitą rzeczywistość wtedy oczywiście można założyć, że w pewnym znaczeniu jesteśmy „bezwolnymi” istotami uczestniczącymi w jakiejś grze, w której to nie my ustawiamy pionki na szachownicy

        ale wychodząc poza to, właśnie pojawia się całkowita wolność 🙂 tak czuję rzeczywistość 🙂 skończyłem 40-tkę, przechodziłem w tym życiu przez wiele etapów duchowych poszukiwań, łącznie z całkowitą próżnią po tym kiedy odrzuciłem wszystkie systemy, filozofie, religie… w tamtym czasie było mi naprawdę ciężko, czułem się jak samotna kłoda na oceanie i znikąd pomocy…ale krok po kroku zacząłem wsłuchiwać się w siebie, słuchać siebie, dopuszczać do głosu swoje odczucia i intuicję, ten proces cały czas trwa, ale w końcu jako tako stanąłem na własnych nogach 🙂

        czuję, że takich „rzeczywistości” o jakich mówi Icke czy Dean jest wiele, może nawet nieskończona ilość… a my tymczasowo jesteśmy w jednej z nich

        pytanie dlaczego tu jesteśmy? no właśnie 🙂 to pewnie jest kwestia wyboru jeszcze na poziomie całkowicie wolnej woli… nie wiem czy pamiętacie, Monroe wspominał jak uzależniający jest system ziemski, że niektóre dusze / jaźnie, potrzebują bardzo dużo czasu aby się z tego uwolnić, podobnie może być „tam wyżej”, że to również jest, podobny do ziemi system, tylko w innej gęstości, równie uzależniający system w którym z jakiegoś powodu jesteśmy

        ale to przecież nie będzie trwać wiecznie 🙂 tu właśnie czuję to co opisał Monroe, że na pewnym etapie pojawia się Szczelina

        kiedy pojawia się Szczelina? dla mnie wtedy, kiedy w pełni świadomie rezygnujemy z tej gry, z uzależniającego systemu, kiedy przestajemy go podtrzymywać i zasilać

        ostatnio przekonuję się jak bardzo działa nasza Intencja kierowana do tej części naszej jaźni, która tam wyżej jest w pełni wolna i połączona z naszym prawdziwym Źródłem…szczera intencja zmiany potrafi w sekundę zmienić i wyczyścić eony zależności, uwarunkowań, karmy, itp

        jeśli chodzi o „Boga”, to mam odczucie, że w naszym systemie funkcjonuje Egregor, czyli byt astralny, który powstał, ponieważ grupa dusz / jaźni zaczęła w niego wierzyć, Egregor zaczął żyć własnym życiem i teraz ma „swoje własne interesy”… jednak to nie ma nic wspólnego z naszym prawdziwym źródłem, z miejscem z którego naprawdę się wywodzimy, z którego wydzieliła się nasza jaźń

        dla mnie na ten moment najważniejsze jest odbudowywanie pełnego połączenia z tą częścią mojej jaźni, która jest najwyżej, w najlżejszych gęstościach, która jest w pełni wolna

        Livia, ja też czuję, że czujemy podobnie, może znamy się z innych miejsc, wymiarów, chyba Twoja energia mnie przyciągnęła i poczułem potrzebę napisania 🙂

        Lubię to

      4. „jednak to nie ma nic wspólnego z naszym prawdziwym źródłem, z miejscem z którego naprawdę się wywodzimy, z którego wydzieliła się nasza jaźń”

        jednak skoro stamtąd trafiliśmy tutaj… to już mamy jakiś związek pomiędzy jednym a drugim

        🙂

        i tu bym dotknęła poziomów Logosowych.. nie wiem jednak, czy czytałeś Materiał RA i czy wiesz co mam na myśli.. w razie czego wklejam cytat:

        15. GALAKTYKI

        DEFINICJE: 1. Logos; twórca poziomu galaktycznego; twórca wszystkich gwiazd w poszczególnej galaktyce. Określa naturalne prawa fizyki w tej galaktyce, ustanawia swą własną osobowość głęboko osadzonych w umyśle archetypów i formy dla świadomości do wyrażenia samego siebie, jak forma fizyczna: szablon dla wszelkiej ewolucji w tej i sąsiadujących galaktykach.

        2. Sub-Logos = istota, której ciałem fizycznym jest gwiazda = stwórca poziomu planetarnego; stwórca wszystkich planet w poszczególnym systemie słonecznym.

        I. KAŻDA GALAKTYKA JEST STWORZONA PRZEZ ODRĘBNEGO LOGOSA

        RA: Logos może stworzyć to, co nazywacie systemem gwiezdnym albo logos może stworzyć miliardy Systemów gwiezdnych (tj. galaktykę). Jest wiele różnych istot logosowych, czy kreacji.

        (K2, 13)

        PYTANIE: Jak wiele kreacji zostało stworzonych przez tego samego logosa, który stworzył tę planetę?

        RA: Ten Logos planetarny jest silny. Logos wytwarza około 250 miliardów waszych systemów gwiezdnych w swej kreacji. (K2, 13)

        PYTANIE: Wierzę, że niektóre planety rozwijają się całkiem szybko w planety wyższej gęstości i że są pewne, które robią to dłużej. Czy możesz przekazać jakąś ideę o tym rozwoju?

        RA: Ten szczególny Logos waszej głównej galaktyki użył dużej części materiału połączonego ze Sobą, by odwzorować istotę-przylądek z Kreatora. W ten sposób jest wiele z waszych systemów galaktycznych, które nie mają postępu, wspomnianego przez ciebie, ale spoczywają (zamieszkują) duchowo jako część Logosu. Co do tych istot (tj. planet), w których zamieszkuje świadomość, jest tam rozmaitość okresów czasu potrzebnych, by osiągnąć wyższe gęstości świadomości. (K2, 24)

        zamiescilam ten fragment w notce na Salonie 24

        http://between.salon24.pl/285621,motylek-nieskonczonosci

        a pod nim takze wypowiedzi, ktore byc moze Cie zainteresuja bo mowa w nich wlasnie o SZCZELINIE

        AYSHIEN (Livia):

        ► Robakks na Salonie24 słusznie dopatrzył się podobieństwa pomiędzy
        ► Galatycznym Motylem Majów, a symbolem TAO (Ying&Yang).. to nadrzędny
        ► wzorzec energetyczny dla tej galaktyki i tego Logosa..
        ► Olśniło mnie teraz w killu kwestiach.. jedna dotyczy połączenia
        ► międzygalaktycznego.. druga.. jest związana z tzw. szczeliną galaktyczną..
        ► przewinęło mi się teraz przez umysł jak w przyspieszonym tempie sporo
        ► niefizycznych podróży.. postawłam też gdzieś kiedyś pytanie, czy jest
        ► możliwość wydostania się z tego Matrixa w inny sposób niż poprzez bramę
        ► centralnego słońca, a dokładniej Black Central Sun?
        ►czym był czarny atom, który mnie odepchnął w czaie medytacji?//

        Robbaks:

        „Black Central Sun” o którym piszesz i „czarny atom” w połączeniu z zimnym ogniem czarnych słońc dla mnie mają wymowę jednoznaczną:

        Jasne Słońce rozświetla — czarne słońce oślepia.
        Jasne Słońce ogrzewa — czarne słońce mrozi.
        Jasne Słońce ożywia — czarne słońce wysysa energię.

        Niezmienne są tylko liczebniki, które wymieniłaś: jedna .. druga. To dobry punkt zaczepienia w kwestii LOGOSA i Matrixa.

        Nina2:

        Na blogu Wiedźmy Margo napisałaś, że interesuje Cię Czarne Słońce. Otóż dziś oglądam serię wykładów Nassima Harameina na http://swietageometria.info/przekroczyc-horyzont-zdarzen , i w trzeciej części 8/9, gdzie mówi o starożytnych cywilizacjach, pokazuje i ten symbol Galactic Butterfly, co u ciebie wkleił Robakks (ale jest odrobinę więcej skomplikowany i łatwiej dostrzec, że przedstawia 2 zachodzące na siebie torusy i powinien obracać się nie w pionowej osi obrotu jak płaski wisiorek na łańcuszku ale wirować wokół geometrycznego środka). A potem mówi wprost o Czarnym Słońcu (czarnej dziurze), darze Bogów Słonecznych (w świątyniach słońca pozostały po nich czaszki o dużej objętości) dla ludzkości. Symbolem Czarnego Słońca jest m.in. Czarny Kamień w Kaabie. A wszystko, wg Harameina, ma związek z budową przestrzeni i energią próżni i implozji, wirów vortexa (która pozwoliła lewitować bryły do budowy piramid) w przeciwieństwie do naszej, eksplodującej na zewnątrz. Także u niego – odczytanie kręgów zbożowych. A zaczyna się się od jego odkrycia geometrii przestrzeni. Bardzo interesujące.

        http://between.salon24.pl/285621,motylek-nieskonczonosci

        Dodam jeszcze tylko tak na szybkiego, ze….

        też mam połączenie ze sobą na takim poziomie, na którym jestem tak jakby poza wszystkim, jednocześnie będąc wszystkim.. w każdym bądź razie czuję się w tym stanie pełni spełniona… i w ciszy błogosławiona…. opisywałam niedawno podobne doświadczenie… choć tu widziałam siebie pod postacią KULI zawieszonej tak jakby w próżni….

        „kiedy pojawia się Szczelina? dla mnie wtedy, kiedy w pełni świadomie rezygnujemy z tej gry, z uzależniającego systemu, kiedy przestajemy go podtrzymywać i zasilać”

        hmm, ale to jest wlasnie najtrudniejsze 🙂

        chcialabym pozniej dopisac taka bardziej, nawet bardzo osobista historie, ale na razie to tyle..

        ahh.. to co mowi Ashayana jest naprawde ciekawe i zanim jeszcze sie z tym zapoznalam widzialam pewne sprawy podobnie, bardzo podobnie… wlasciwie tylko u niej spotkalam sie z tak podobnym, czy czasami wrecz identycznym spojrzeniem na to czy owo…. pasuje mi chocby to co mowi o Metatronie, Metatronicznych Naukach Śmierci, Metaronicznej Merkabie, Metatronicznym ‚Kwiecie Zycia’ (Flower of Doom), o planach zwiazanych.. itd… no i chcac nie chcac jestem mocno zwiazana z Szmaragdowym……………

        ad

        tu mowa o Szczelinie TORAL:
        http://liviaspace.com/freedom-teachings-2/wyzsza-nizsza-ziemia-by-ashayana-dean/

        🙂

        Lubię to

  8. tak, ale Logos nie jest stwórcą naszej Jaźni, tylko wszechświatów w które z jakiegoś powodu wkroczyliśmy. ja mam wiele buddyjskich wcieleń i mocno zakorzenione takie postrzeganie rzeczywistosci, u Ciebie to moze byc połączone z systemem o którym piszesz na swojej stronie, mnie chodzi o to, ze to wszysto jest tymczasowe, tak to czuję… może łatwiej byłoby mi to narysować niż o tym pisać 🙂

    Lubię to

    1. No tak.. sama zaczęłam o tych Logosach, a teraz nie za bardzo chce mi się ciągnąć ten wątek.. haha.. no, ale chętnie posłucham co masz na ten temat do powiedzenia i równie chętnie obejrzę Twój rysunek… może nawet do niego zaśpiewam 😉 Jakoś przez tę noc doszłam do wniosku, że i tak pewnych rzeczy nie przeskoczę (nawet jesli moge wiele, a wiem ze moge, ale tu nie chodzi tylko o mnie), ale co tam… wolę być szczęśliwa i głupia… naprawdę… zresztą nie od dzisiaj powtarzam, że nawet nie chcę wszystkiego wiedzieć… to straszne wiedziec juz wszystko i nie miec juz nic do odkrycia… po prostu potrzebne mi bylo teraz to przypomnienie… co nie znaczy, ze nagle zupelnie sie wycofuje z tego typu dyskusji… absolutnie nie… tylko nic na sile… naprawde wazniejsze jest dla mnie szczescie niz wedza…. tym bardziej ze spotkalam juz byt wielu wszystkowiedzacych, a wiecznie narzekajacych… okkkk.. przypomnij mi prosze.. o jakim systemie – z ktorym jestem zwiazana – pisze na blogu? bo ja mialam wrazenie, ze pisze glownie takie antysystemowe notki… no, ale coz… wszyscy jestesmytu w koncu w jakis sposob zwiazani z czyms, z kims… z samym soba.. ale to fakt, ze moj zwiazek z tym systemem jest taki dosc… no… mysle, ze gdybym napisala jaki to wiele osob moglo by byc w szoku.. ona w ogole istnieje??? 😉

      Delfinie odpisze pozniej na priva, bo poki co niewyrabiam sie troszke z poczta… tak wiec prosze Cie o cierpliwosc.. Pozdrawiam Cie, milusiego dzionka i do uslyszonka <<<

      Lubię to

      1. zrobiłem rysunek, chciałem podać link, ale niestety cały czas mi wyrzuca błąd, prześlę Ci na priv rysunek i treść i proszę, żebyś zamieściła tu w moim imieniu 🙂

        Lubię to

      2. Oh Delfinku.. bardzo bym chciała zamieścić ten rysunek.. jak i w ogóle go zobaczyć!!! ale póki co.. niestety… najpierw nie mogłam załadowac poczty, a teraz jak wreszcie mi się to udało i przeczytałam Twoją wiadomość to nie mogę pobrać tego pliku.. może dlatego, że jest zbyt duży, a mój transfer zbyt wolny.. zwłaszcza dzisiaj.. w ogóle z moim laptopem dzieją się dzisiaj jakieś ‚cuda’… nic, może to coś przejściowego… spróbuję później nocką powtórzyć te operacje i może wtedy się uda… a póki co lecę odreagować tę wirtualną ‚mękę pańską’… Do usłyszenia <<<

        Lubię to

  9. wysłałem rysunek w załączniku 🙂
    to oczywiście tylko moje, subiektywne postrzeganie rzeczywistości, a nie „prawda ostateczna ” 🙂

    Lubię to

  10. tak, to ten link 🙂

    dzięki 🙂

    wklejam jeszcze to co wcześniej napisałem, a nie chciało wejść:

    kochani, wiem, widzę, że nasze postrzeganie rzeczywistości jest odmienne i nie mam intencji przekonywania do swoich wglądów 🙂

    pewnie wiecie, że większość dusz wchodząc w materię zgadza się na wymazanie pamięci poprzednich wcieleń…być może jest też tak, że indywidualna Jaźń, wchodząc w określony wszechświat danego Logosa (jeszcze na poziomie Ducha) również ma „blokowaną” pamięć…i być może stąd własnie bierze się branie Logosa za Źródło, Pra Przyczynę, Boga…takie mam przypuszczenia 🙂

    zastanawialiście się dlaczego chrześcijanie nigdy nie widzą np. buddyjskich świętych, dlaczego buddyści nie mają objawień chrześcijańskich świętych, dlaczego jedni widzą różne rasy, inni nie? moim zdaniem to bardzo ciekawa sprawa 🙂
    przypuszczam, że jest to związane z systemem przekonań (o którym wspomina Monroe), który na pewnym poziomie niższych gęstości przyjmujemy za jedynie słuszny i prawdziwy

    osobiście zupełnie nie czuję tego o czym mówi np. Icke lub A., ale to pewnie wynika z tego, że przyjąłem inny punkt odniesienia, inny system przekonań, bardzo mocno byłem związany z buddyzmem, jako nastolatek czytałem biografię jednego buddyjskiego mnicha i płakałem ze wzruszenia, tak jakbym kiedyś był nim lub byłem z nim bardzo związany, opisy buddyjskie były dla mnie jasne, klarowne, oczywiste

    ale, jakieś 10 lat temu poczułem, że to nie jest Mój Dom, trudno to określić, po prostu poczułem, że już nie przynależę do tej buddyjskiej przestrzeni

    podobnie było z innymi systemami…aż doszedłem do punktu (jak jak to nazywam) samotnie dryfującej kłody po oceanie

    nie neguję systemów przekonań, uważam, że na pewnym etapie dają one możliwość rozwoju, w pewien sposób „porządkują” naszą drogę…jednak, wydaje mi się, że przychodzi taki moment, że dany system już z nami nie rezonuje, spełnił swoje zadanie i właśnie wtedy wycofujemy się z niego

    ps. ten schemat na rysunku jest oczywiście w dużym uproszczeniu 🙂

    Lubię to

  11. Fajnie to opisałeś Dellfinie. Mam nadzieje ze Twój avatar Dellfin nie oznacza kasowania i końca? Ja też myślę ze wróciłem do domu. W tym domu nie ma wojen i kataklizmów. Mam już dość tego czekania na „koniec świata” Skoro wszystko cała nasza przyszła egzystencja może zależeć tylko od jednego Człowieka? Wolę już studiowanie Monroe’ a i Cayce’go – tam mogą być podpowiedzi, reszta to iluzja.

    Lubię to

      1. Ciesze..sie..ze..wreszcie..sie..udalo…zapytam..tylko..skoro..zrodlo..stworzylo..wszystkie..jaznie..to..kto..w..takim..badz..razie..stworzyl..zrodlo..no..i..czy..dalsze..powielanie..tych….samych..wzorcow..mozna..nazwac..wyzwoleniem….

        Lubię to

  12. „zapytam..tylko..skoro..zrodlo..stworzylo..wszystkie..jaznie..to..kto..w..takim..badz..razie..stworzyl..zrodlo”

    Livia, nie mam pojęcia 🙂 może Źródło ma swoje Źródło, itd, może to idzie w nieskończoność, i może wszystko w rzeczywistości się przeplata i jest Jednym
    nie mam takich wglądów 🙂

    to co czuję bardzo mocno, to „Miejsce” z którego pochodzę, początek wydzielenia Jaźni…dla mnie ważne jest aby teraz odbudowywać pełne połączenie w tą częścią siebie, która jest w najlżejszej gęstości, najmniej obciążona przed wejściem w zależności, i czuję, że ta część mnie jest najbliżej Miejsca mojego pochodzenia

    ale to wszystko jest dla mnie trudne do opisywania, ponieważ wkrada się liniowe postrzeganie czasu, które, jak wiadomo, jest iluzją świata materialnego…przy postrzeganiu nieliniowym możemy przyjąć, że nie ma początku i końca, etapów rozwoju, itp…tylko wszystko w jakiś sposób dzieje się jednocześnie 🙂

    „czy..dalsze..powielanie..tych….samych..wzorcow..mozna..nazwac..wyzwoleniem…”

    dalsze powielanie wzorców wg mnie nie jest wyzwoleniem 🙂 tylko wyjście poza nie 🙂
    w tej grafice napisałem gdzie wg mnie jest moment przełomowy

    Monroe i Moen fajnie opisują wyzwolenie z systemów przekonań czy piekieł…wyjście z wszechświatów w których obecnie jesteśmy ma chyba podobny schemat 🙂
    zaczynamy zdawać sobie sprawę, że „coś tu nie gra”…pojawiają się pytania, kolejne pytania…aż wreszcie przychodzi „objawienie”, że tkwimy w iluzji…albo, zaczynamy być zmęczeni lub znudzeni powtarzaniem tych samych schematów bez końca…i jakaś część nas zaczyna szukać alternatyw

    Lubię to

  13. Jestesmy wiezniami…i tyle. Urodzeni w wiezieniu…I po co to wszystko? Jestesmy „zabawkami” kosmosu. Ja nigdy nikomu nie pozwolilem na wsadzenie mnie tutaj.

    Lubię to

    1. Ja to odczułam już będąc dzieckiem, że zostałam niejako zmuszona do życia tutaj na Ziemi i muszę przejść ten cykl .Pocieszałam się,że nie jestem sama ,bo moi rówieśnicy też to będą przechodzić…ale pamiętam ,że uswiadomienie sobie tego w jakiś sposób wstrząsnęło mną….

      Lubię to

  14. Michaelo:
    „Pamiętam o tym buczeniu … i wyobraź sobie ,że takie buczenie miała w jednym uchu i to chyba przez kilka dni Maria , bo pisała o tym na Mbb. To nic dobrego… ”
    buczenie w uchu?
    hmm, pokaz mi gdzie tak napisałam….pisałam pewnie o dzwieku nie ” buczeniu „…..buczenie zwiazane jest ze zjawiskiem fizycznym, wystarczy spytac o to Mukiego.

    Lubię to

    1. Tak Mario pisałaś o dźwięku karetki pogotowia, a ja to nazwałam „buczeniem”..
      Chyba ten dźwięk słyszałaś kilka dni ?. Bardzo zastanawiające…czy słyszysz go jeszcze?

      Lubię to

  15. Rozumiem Michaelo…..to troszke inny odbior….w 2 uszach…..
    Nieraz sysze– ten dzwiek….i nie bez powodu.

    Ale slysze tez inne dzwieki w ten sam sposob–ale to chyba kazdy tak ma .

    Lubię to

  16. To wszystko nie ma przeciez zadnego sensu i zadnego celu. Nie mam pojecia dlaczego niektorzy wieza, ze maja tu jakas misje do spelnienia…Chyba ze ich zadaniem jest obejrzenie wlasnego bolu bycia wiezniem…Do diabla z kosmosem, z przebudzeniem sie i bog wie z czym jeszcze…To jakas perwersyjna gra.
    Wiekszosc ludzi ma wrazenie, ze swiat materialmy ma w sobie cos sztucznego, jak dekoracje w teatrze…ale nie mowia o tym glosno.
    Jestesmy wiezniami i wszystkie nasze proby uwolnienia sie sa zwyczajnie zalosne…A jakby to nie wystarczylo to trzeba jeszcze w zyciu codziennym grac wszystkie te role…Koszmar!!

    Lubię to

  17. Karasiku, a nie zauważyłeś ,że wprowadzając taki „kod myślenia” ( myślenie jest twórcze), powodujesz zatrzymanie się na pewnym poziomie lub w pewnym stanie i jednocześnie być może cofnięcie.Każdy został wybrany i każdy ma jakąś misje do spełnienia jedni większą inni mniejszą.Zawsze twierdzę, że każdy z nas jest wyjątkowy i unikalny – drugiego takiego nie ma na Świecie.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s