Wycieczka w odległą przeszłość Ziemi…

jpeg

Niezwykle ciekawy fragment z książki Roberta Monroe ‚Najdalsza Podróż”.. to tak a propos tego co zamieściła Ada (fragment z książki Anastazji o pierwszej ludzkiej cywilizacji, która zniknęła bez śladu)… Widzę tu też zbieżność z informacjami przekazywanymi przez Ashayanę w Podróżnikach (Voyagers), oraz moimi własnymi doświadczeniami.. wspomnieniami… O doświadczeniach z Anastazją wspomniałam krótko w notce Moja Spirala Cudów, czyli FLOW

A poniżej wspomniany fragment..Naprawdę warto go przeczytać….

Along the Interstate (Highway)

WZDŁUŻ MIĘDZYSTANU

Wiele tygodni zajęło mi przyzwyczajanie się do myśli, że nie będę już w stanie udać się do Domu. Myślałem, że mój powrót będzie powrotem bohatera, który przenosi cenne informacje z Tutaj, by zmienić i poprawić Tam. Niestety okazało się, że miało być inaczej.

Nie podejmowałem ponownych prób powrotu do Domu. Ze smutkiem zrozumiałem, iż ta droga jest dla mnie zamknięta. Było to jak wspomnienie z dzieciństwa – coś, co zachowuje się w pamięci jako drogie, ale przeżyć tego jeszcze raz nie sposób. Z pewnością wchodziło tu w grę zaspokojenie własnego ego.

Za to wyłoniło się kolejne Znane. Wiedziałem, dlaczego opuściłem to miejsce.

Kolejne spotkanie z moim nowym przyjacielem INSPEK’iem ogromnie mi pomogło. On – czy też ona – a może były to dwie osoby w jednej – już na mnie czekał, znajomy punkcik w otchłani nie kończącej się ciemności.

(Poczucie utraty przeminie. Zresztą nie utraciłeś wszystkiego, ponieważ pamiętasz.)

Teraz już tam nie przynależę. Wszystko było takie samo jak przedtem. Ale to ja nie pasowałem. Przypominało to wkładanie płaszcza i rękawiczek, z których już wyrosłem. Nie mogę tam być – za bardzo jestem inny.

(A to cię smuci.)

Tak. Nawet więcej. Czuję się, jakby część mnie przestała istnieć. A tyle razy o tym myślałem… o powrocie do Domu.

(To co już nie istnieje, to rzeczywistość powrotu. Teraz musisz pozbyć się złudzenia, że mógłbyś tego dokonać.)

Już to zrobiłem. I sądzę, że wiem też, na czym polegała różnica. Było tam dokładnie tak, jak zapamiętałem. Nic się nie zmieniło. A ja oczekiwałem chyba jakiegoś postępu. Natomiast to, przed czym tam stanąłem, było jedynie powtórzeniem. Jeżeli wystarczająco długo obserwowałeś, wystarczająco długo słuchałeś, wszystko się powtarzało. Nie ma w tym niczego podniecającego, niczego nowego.

(To schemat energii… nie poznałeś tego będąc istotą ludzką.)

Nie. Dlatego właśnie opuściłem Dom – z powodu ograniczającego czynnika powtarzalności. Nie było tam żadnego rozwoju, niczego nowego do nauczenia się bądź doznania. Żyjąc na Ziemi uczysz się przez cały czas – zmiany i płynące z tego nowe nauki zachodzą stale. Jednak pogodzenie się z faktem, że nie mogę z powrotem udać się do Domu, będzie wymagać czasu. Nie jest łatwo poradzić sobie z tą myślą.

(Przywykniesz do niej. Tak samo jak osiągniesz punkt, w którym uświadomisz sobie, że nie możesz już powrócić do bycia istotą ludzką. Chociaż lepiej byłoby powiedzieć. że nie tylko nie możesz, ale nie potrzebujesz tego robić. Wyrośniesz z tego, co nazywasz ludzkim płaszczem i rękawiczkami.)

To się stanie? Nie będę chciał być człowiekiem? Jak sobie z tym poradzę?

(Gdy ten punkt się zbliży, będzie to łatwiejsze, niż postrzegasz to w tej chwili.)

No cóż… jeżeli tak mówisz, wierzę, że tak właśnie będzie.

(Zamiast jedynie wierzyć, będziesz wiedział – jak to z zamiłowaniem powtarzasz.)

Dziękuję ci za pomoc… chociaż to i tak za mało, by wyrazić…

(Rozumiemy. Proszę bardzo.)

Jaśniejąca postać zaczęła blednąc i wkrótce zniknęła. Mój powrót do ciała fizycznego odbył się bez przeszkód.

Po tym spotkaniu wiele rzeczy w znacznym stopniu zmieniło się dla mnie. Stałem się świadomy innego, szerszego celu: rozwoju i w jakiś sposób przekształcania się w budzącą grozę, ale równocześnie dobrotliwą istotę, nazwaną przeze mnie INSPEKIEM. Z tym pragnieniem i decyzją zaakceptowałem łagodną zachętę, jaka została mi zaoferowana. Rezultatem była dziwaczna mieszanina .spokoju i podniecenia, równocześnie prostoty i złożoności, a także wiedzy i przynależności, których nie podejmę się opisać.

Wzrastało to wykładniczo, gdy odbywałem krótkie wizyty na pograniczu obszaru, w którym przebywał INSPEK.. I chociaż byłem w stanie postrzec niewiele więcej ponad emanującą olbrzymią empatię i miłość, odniosłem silne wrażenie istnienia wielu istot w jakimś szczęśliwym miejscu pobytu. Miał tam nawet miejsce przypływ nowych przybyszów, dołączających do tej społeczności. Społeczności którą odczułem jako Warstwową Energię Tworzącą Inteligencję (LIPE). Dziwne było to, iż sprawiało to na mnie wrażenie nowego Domu, zupełnie jakbym już znal jego rezydentów. Jednocześnie było to jednak coś więcej niż znanie. Czułem się, jakbym był ich częścią, a oni częścią mnie.

Obecna tam równa procentowo mieszanina podniecenia i spokoju oszołomiła mnie. Dlaczego nie znaleziono sposobu, by żyjący na Ziemi ludzie mogli egzystować w takiej samej harmonii? Podczas następnego spotkania zwróciłem się z tym pytaniem do mojego przyjaciela INSPEKA.

Dryfowaliśmy poza zewnętrznym skrajem pierścieni tworzących coś, co jak później miałem sobie uświadomić było Obszarami Systemów Przekonań. Częścią widma Pola (M) graniczącego z Ziemskim Systemem Życia, gdzie po zakończeniu fizycznej egzystencji przebywa wiele Ludzkich Umysłów. W środku mogliśmy zobaczyć Ziemię z półprzeźroczystymi, promieniejącymi globami dookoła, z których każdy w miarę powiększania się odległości był większy i cieńszy. Kosztowało trochę wysiłku, by rozpoznać, że “widzimy” niefizyczne energie w strukturze raczej innej niż elektrony i molekuły.

(To interesujące, że twoja cywilizacja nie wie nic o tym aspekcie struktury, jak to ujmujesz.)

Zastanawiam się, czy kiedykolwiek to zgłębią.

(Nie tak szczegółowo, jak byś sobie tego życzył.)

Gdyby to znali, mogliby wszystko uporządkować. Tyle rzeczy wydaje się nie posiadać żadnego celu. Ból, cierpienie, gwałtowne emocje. Trudno zaakceptować ten bałagan jako obowiązujący schemat.

(Może uzyskasz to, co nazywasz Odmiennym Spojrzeniem, gdy pojawi się twoja okazja.)

Moja okazja? Czy to oznacza, że będę miał szansę coś z tym zrobić?

(Tak… ty i twoi przyjaciele. Pomocna dla ciebie byłaby wizyta w potencjalnych stanach istnienia, które różnią się od tego, w jakim egzystujesz. Na przykład wizyta w erze, gdzie ludzka organizacja jest odmienna i bardziej zbliżona do twoich oczekiwań na ten temat.)

Mogę to zrobić?

(O ile jest to twoim życzeniem.)

Czy udasz się tam razem ze mną?

(Będzie to dla mnie przyjemność. Jesteś gotowy?)

Jeżeli będziesz poruszał się powoli, może uda mi się nauczyć techniki, jaką stosujesz.

(Już ją znasz. To ta sama technika, jaką wykorzystywałeś w podróżach do tego, co nazywasz Domem. To jedynie miejsce przeznaczenia, które nie jest częścią twojej wiedzy.)

Masz rację. Prowadź więc, a ja podążę za tobą.

Jaśniejąca postać zaczęta się poruszać. Pozostawałem blisko, dopóki nagle nie poczęła zanikać. Moja reakcja była automatyczna. Schemat energii Ziemi rozpłynął się w ciemności… z której po chwili wyłonił się krajobraz. Tuż przede mną ujrzałem jaśniejącą bez ruchu postać INSPEKA.

Znajdowaliśmy się jakieś tysiąc stóp ponad szeroką kotliną, mającą może od ośmiu do dziesięciu mil długo ści i około pięciu szerokości. Z trzech stron otaczały ją góry, których szczyty pokryte były białymi czapami śniegu. Po stronie wolnej od gór widniały ciągnące się aż po horyzont lasy i pola. Na błękitnym niebie upstrzonym kilkoma pierzastymi chmurkami jaskrawo świeciło słońce.

Bezpośrednio pod nami widniało coś, co przypominało dużą osadę rozciągającą się prawie aż do podstawy gór. Była tam cała masa drzew o różnorakich kształtach i rozmiarach, których liście pyszniły się wszelkimi możliwymi odcieniami zieleni. Nie widziałem jednak żadnych domostw czy budynków, żadnego dymu. Powietrze było absolutnie czyste.

Zwróciłem się do INSPEKA.

Żadnych domów? Żadnych budynków?

(Pomieszczenia sypialne są pod ziemią, tak samo jak miejsca pracy rzemieślniczej.)

Gdzie są wszyscy ludzie?

(Pomiędzy drzewami. Każdy z nich wykonuje własne indywidualne zajęcie.)

Jak wielu ich jest?

(Niewiele ponad dwa miliony, o ile dobrze szacujemy.)

Dwa miliony?

(Tak.)

Jak wiele jest takich osad jak ta? To nasza planeta Ziemia, prawda?

(Tak, to Ziemia i jest tylko jedno takie miejsce. A oni są jedynymi mieszkającymi tu ludźmi.)

Jedynymi na całej Ziemi?

(Dokładnie.)

Nawet nie zapytam, co się wydarzyło, że miał miejsce tak olbrzymi spadek liczby ludności. Były nas przecież miliardy… A więc tego właśnie należy oczekiwać w przyszłości?

(Myślisz w zupełnie złym kierunku, przyjacielu.)

Nie rozumiem?

(To jest miejsce z przeszłości, takiej jak ty pojmujesz czas.)

Przeszłości! Ależ w naszej historii nie ma niczego, co choćby odległe przypominało by to miejsce! Musi być bardzo oddalone w czasie.

(Bo jest. Prawie milion twoich lat.)

Ci mieszkańcy… czy oni są ludźmi? Takimi jak ja?

(Różnią się odrobinę, ale zdecydowanie są ludźmi.)

Czy możemy zejść niżej?

(Oczywiście. To jest właśnie naszym celem.)

Czy oni będą w stanie nas zobaczyć? Czy możemy się z nimi porozumieć?

(Tak, bez żadnych problemów.)

Nie rozgniewa ich nasze najście?

(Wręcz przeciwnie. Serdecznie nas powitają.)

Obniżyliśmy się w stronę drzew, a następnie zboczyliśmy w kierunku otwartej przestrzeni, wielkością przypominającej boisko do gry w piłkę nożną. Był to park czy raczej olbrzymi ogród kwiatowy o porządnie utrzymanych grządkach kwiatów i roślin, trudnych do rozpoznania. Pomiędzy grządkami wiły się szerokie, porosłe trawą ścieżki. Odniosłem wrażenie, iż wyczuwam tę trawę pod stopami.

(Bowiem rzeczywiście ją czujesz. Tak samo jak jesteś w stanie widzieć, w sensie fizycznym. Ale nie jesteś tu w postaci fizycznej.)

Odwróciłem się. Jaśniejąca postać INSPEKA stała tuż obok mnie. W naszą stronę szybkim krokiem zmierzały cztery osoby. Wszystkie miały około pięciu stóp wzrostu, lecz różniły się pomiędzy sobą odcieniem włosów i skóry. Długość ich włosów była taka sama, tuż poniżej uszu. Biorąc pod uwagę wygląd twarzy i ciał stanowili wzór aktywnych, dbających o formę fizyczną trzydziestolatków, jednakże bez nadmiernie rozwiniętych mięśni. Było dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Mogłem to stwierdzić z łatwością, ponieważ nie nosili ubrań.

(Oni nie odczuwają potrzeby ubierania się.)

A jeśli chodzi o zachowanie ciepła? Albo ochronę przed złą pogodą?

(Każde z nich ma do tego celu indywidualny system kontroli.)

Niczego takiego nie widzę.

(Mówiąc twoimi słowami, wszystko mieści się w ich umysłach.)

Rozumiem, że byłeś tu już poprzednio.

(Tak… poniekąd.)

Tymczasem nadchodząca czwórka zatrzymała się tuż przed nami uśmiechając się szeroko. Mieli piękne ciała, w doskonałej kondycji. Zastanawiałem się, w jaki sposób będziemy się porozumiewać – jakim językiem władali. I czy w ogóle nas widzieli?

Jeden z mężczyzn postąpił krok do przodu i skinął głową.

“Tak, widzimy cię, Robercie. A porozumienie będzie łatwe. Wykorzystamy do tego celu twój angielski. OK?”

To OK mocno mnie zastanowiło. Coś tu było nie tak. Jakim cudem mógł znać amerykański slang i to w dodatku z przyszłości?

“Absorbujemy go bezpośrednio z twojego umysłu. To żaden problem”.

Zauważyłem, że jego wargi nie poruszają się i równocześnie spostrzegłem porozumiewawcze mrugnięcie okiem. Obaj roześmialiśmy się – mentalnie. Tak znalazłem nowego przyjaciela potrafiącego odczytać z mojego umysłu prawdopodobnie wszystko, co pomyślałem lub poczułem. Od tej chwili nasza rozmowa przebiegała w sposób mentalny – poprzez wymianę myśli.

“To piękne miejsce” – zacząłem.

“Pogoda jest bardzo przyjemna. Każdego popołudnia wywołujemy burzę, aby oczyściła liście i dostarczyła roślinom wody”.

“Taką z błyskawicami?”

“Tak, ale panujemy nad ich intensywnością i sami wybieramy miejsca, w które uderzają. Wyładowania elektryczne są śmiertelne dla wszystkich form życia opartych na węglu”.

“A wiatr… czy wiatr także kontrolujecie?”

“Wiatr? Czy chciałbyś, by powiał silniejszy?”

“Nie, nie trzeba… jest bardzo przyjemnie…”

Uśmiechnął się szeroko.

“Zapewne zastanawiasz się, co jemy”.

“Wszyscy wyglądacie na zdrowych i dobrze odżywionych”.

“Zdrowych?”

“Żadnych chorób, ran i tak dalej”.

“Z dziwnego świata przybywasz! Czy rzeczywiście macie problemy z utrzymaniem waszych fizycznych ciał w dobrym stanie?”

“To nasz główny problem”.

“Wielka szkoda. Nasza historia posiada dane o tego typu problemach sprzed wielu tysięcy lat”.

“Żadnych zarazków? Żadnych wirusów? Nikt nie bywa zabity albo ranny?”

“Rozumiem, o czym mówisz. Wszelkie wirusy współpracują z nami, Robercie. Nie istnieje żaden konflikt. A co do bycia zabitym… powstrzymaliśmy proces umierania już dawno temu”.

W moim umyśle kłębiły się myśli i pytania. W końcu jedno z nich wypłynęło na wierzch.

“A więc musicie kontrolować waszą… rozrodczość?”

“Och tak. A co do reszty tej myśli – sam rytuał w dalszym ciągu sprawia nam ogromną satysfakcję”.

“Ale żadnych dzieci…”

“Mamy wiele dzieci. Czy chciałbyś spotkać się z jakimiś?”

“Tak, z przyjemnością”.

“Przywołam je”.

Niespodziewanie w mojej głowie rozbrzmiała seria różnorodnych gwizdów przypominających ptasie trele. Spomiędzy drzew wyszło kilka rodzajów zwierząt, dużych i małych, i bez obaw zbliżyło się do czwórki ludzi, którzy je głaskali i poklepywali. Niektóre z tych zwierząt przypominały koty, inne podobne były do niewielkich aligatorów i dużych węży. Kilka przywodziło na myśl małpy, a jeszcze inne mogłyby być jeleniami, ale o długich grzywach i ogonach. Spomiędzy drzew wyleciał też rój olbrzymich pszczół i przelatując nad nami zanurkował w dół, wykonując pełną wdzięku pętlę. Ponad naszymi głowami krążyła parka dużych, szmaragdowozielonych ptaków. Niewielki, błękitny ptaszek usiadł na ramieniu mojego przyjaciela i zaszczebiotał mu coś do ucha. Mężczyzna spojrzał na mnie.

“Nasze dzieci”.

“Chciałbym z taką łatwością nazywać własne zwierzęta dziećmi”.

“Jeśli zapamiętasz ten dźwięk, z odpowiednią praktyką będziesz w stanie tego dokonać”.

“Czy wszystkie zwierzęta u was są takie jak te?”

“Tylko tutaj w dolinie. Reszta jest raczej podobna do tych, o których czytałeś w swoich książkach. Czy znasz system łańcucha pokarmowego?”

“Znam. A więc zwierzęta umierają”.

“Tak, jest to naturalny porządek rzeczy. Te tutaj – nasze dzieci – także. Równowaga jest osiągnięta, a my jej nie zakłócamy”.

“Co więc w takim razie jecie? Warzywa?”

“Jemy? Pokażę ci”.

Mój przyjaciel zwrócił się do jednej z kobiet. Podeszła ona do grządki z kwiatami i nabrała w dłoń czegoś, co wyglądało jak zwykła czarna ziemia. Potem wyprostowała się i wciąż z ziemią w dłoni podeszła bliżej. Nagle wiedziałem, co się stanie.

“Czy chciałbyś trochę waszej ulubionej kukurydzy, Srebrnej Królowej, jak ją nazywacie?”

Skinąłem głową. Dziewczyna przez chwilę intensywnie spoglądała na mnie, po czym zamknęła ziemię w obu złączonych razem dłoniach. Nie spuszczała przy tym ze mnie wzroku. Wiedziałem, że czyta w moich myślach. Następnie uniosła dłoń, ukazując doskonałą miniaturę białego ziarnka kukurydzy. Wyciągnęła je w moją stronę.

“On nie może go przyjąć – powiedział mój przyjaciel. – Nie ma ze sobą swojego fizycznego ciała”.

Wyczułem śmiech dziewczyny, kiedy odwróciła się i cisnęła ziarnko jednemu z małych brązowych jeleni, który obwąchał je podejrzliwie. Śmieją się, pomyślałem, więc muszą mieć także uczucia.

“Doświadczamy każdego uczucia, jakie możesz sobie przypomnieć, Robercie. Cenimy uczucia, ale biorą one nad nami górę jedynie wtedy, gdy na to pozwalamy”.

Poczułem przypływ wdzięczności.

“Dziękuję wam, że pozwoliliście nam was odwiedzić i za cieple powitanie. Było to bardzo cenne doświadczenie. Żadnych konfliktów, żadnej złości, żadnego współzawodnictwa…”

“Współzawodniczymy ze sobą. Nigdy jednak nie dajemy się tak temu pochłonąć, by zapomnieć, że to jedynie gra”.

Nie zapytałem o miłość. Nie było takiej potrzeby. Emitowane przez całą czwórkę promieniowanie było aż nadto wystarczającym dowodem. Wyczułem także odrobinę smutku zmieszanego z podnieceniem. Mój przyjaciel uśmiechnął się ponownie. “Twoja wizyta została dobrze wyliczona w czasie, ponieważ wkrótce opuścimy to miejsce. Musimy przyzwyczaić się do życia bez naszej doliny i naszych dzieci”.

“Opuścicie? Dlaczego?”

“Prawie sto lat temu otrzymaliśmy Sygnał. Czekaliśmy na niego kilka tysięcy lat, aż wreszcie nadszedł”.

“Nie rozumiem”.

“Raczej nie pamiętasz. Przypomnisz sobie, kiedy nadejdzie czas twój i twoich pobratymców. Doświadczyliśmy i poznaliśmy wszystkie schematy zmian w naszej części tego fizycznego wszechświata. Poruszając się w taki sposób, jak ty to robisz, dotarliśmy do gwiazd i powróciliśmy z powrotem. Nie znaleźliśmy niczego, czego nie mielibyśmy tutaj, niczego naprawdę nowego”.

“Chyba rozumiem. Wiecie, jest więcej…”

“Być może jest to jeden z powodów. Drugim jest… ciekawość… tak, właśnie ciekawość”.

“Tak! To samo miało miejsce ze mną. Ale czy wszyscy wyruszacie?”

“A dlaczego mielibyśmy kogokolwiek pozostawiać? Czy ty pozostawiłbyś swoją dłoń, czy choćby palec?”

“Ale dokąd się udajecie?”

„Sygnał nas poprowadzi”.

„Czym jest ten sygnał? Możesz go opisać?”

„Jest czyniony za porozumieniem”.

„Za porozumieniem z kim? Lub czym?”

“Z jednym z nas, który udał się tam przed nami. Oni wszyscy zgodzili się wysłać specjalny Sygnał, gdy nadejdzie czas, abyśmy za nimi podążyli.”

“A więc on był… wy jesteście… jak odkrywcy, poszukujący nowych światów do podbicia”.

“Nie do podbicia, Robercie. Lecz by być w nich i zrozumieć”.

“Ale skąd wiecie, dokąd macie się udać? – pytania płynęły nieprzerwanym strumieniem.

“Po prostu podążymy za Sygnałem”.

“Czy odbieracie go również teraz?”

“O tak. Jest z nami stale od chwili, w której odebraliśmy go po raz pierwszy”.

“Dlaczego więc ja także go nie odbieram?”

“Tego nie wiem. Być może twoje dostrojenie jest inne”.

“Czekaliście tak długo. Dlaczego?”

“Koniecznym było wyszkolenie naszych zwierzęcych dzieci, by potrafiły dawać sobie radę bez nas. Teraz zakończyliśmy już ten proces i jesteśmy w trakcie żegnania się z nimi. Nie możemy i nie zabralibyśmy ich ze sobą”.

Zrozumiałem, że nadszedł czas, aby ich opuścić.

“Cieszę się, że przybyliśmy do was. W jakiś sposób wydaje mi się, że się jeszcze spotkamy”.

“Masz rację. Mógłbym powiedzieć ci więcej… ale to, jak byś powiedział, zepsułoby całą zabawę”.

Pomachałem na pożegnanie, a kiedy zacząłem unosić się w górę, cała czwórka powtórzyła mój gest. Nie widziałem nigdzie postaci INSPEKA, ale znałem przy najmniej sposób powrotu. Wycofałem się stopniowo i wnikałem w ciemność. Nagle u mego boku pojawiła się jego jaśniejąca postać.

(Byli interesujący, nieprawdaż?)

W dużym stopniu przypominali istoty ludzkie z przyszłości, które spotkałem wcześniej. Tyle, że tamci żyli poza Ziemią, a nie na niej.

(Z powodu twojej miłości do zwierząt wiedzieliśmy, że wyczujesz pokrewieństwo.)

To prawda. A teraz czy jest gdzieś jakieś inne miejsce, które moglibyśmy odwiedzić?

(Czy masz jakieś życzenie?)

Myślę o miejscu, gdzie istnieją istoty niehumanoidalne. Ale inteligentne. I niefizyczne.

(Jest wiele takich miejsc do wyboru, o ile na to zezwolą.)

Zezwolą? Nie brzmi to zbyt zachęcająco…

(Niektóre z tych istot postrzegłyby ciebie jako… szkodnika. Tak, szkodnika.)

Ale przecież powiedziałeś mi, że jestem niezniszczalny! Że nie mogę zostać zraniony!

(To prawda.)

Sądzę, że potrzebuję czegoś mniej sielankowego, odrobinę bardziej podniecającego. Czy brzmi to głupio?

(Nie, jeżeli tego właśnie pragniesz.)

Czy tym razem także zostaniesz ze mną?

(Zawsze jestem z tobą. Podążaj za mną.)

Jaśniejąca postać zaczęła się gwałtownie kurczyć, a ja pozostawałem tuż za nią i, stosując poznaną niedawno metodę, kierowałem się w stronę jej pola siłowego. Mogło to trwać całą wieczność lub zaledwie maleńką chwilkę – okres, w którym podążałem poprzez ciemność za iskierką światła. Nagle nastąpiła eksplozja jaskrawych kolorów w formie maleńkich punkcików tworzących coś, co wydawało się być kilkoma nieregularnymi kształtami… Pierwszy był jaskrawozielony… następny żółty… aż nagle przyciągnięty zostałem w stronę jaskrawopomarańczowej formy. Czekałem bez ruchu, a ona naciskała na mnie, zamykając mnie w ciasnym uścisku. Nie bałem się, ani nie podejmowałem żadnych prób uwolnienia się. Nauczyłem się już dostatecznie dużo.

Nagle moją świadomością wstrząsnęła seria uderzeń, zupełnie jak na skutek elektrycznych wstrząsów. Uderzenia te nie były bolesne, ale dokuczliwe. Mogłem je zinterpretować jedynie jako coś w rodzaju komputerowego kodu dźwiękowego. Lecz to, co się w ten sposób komunikowało, było żywym organizmem, tego byłem pewien.

Uderzenia trwały, rozlegając się echem w mojej głowie. Nie mogłem ich rozumieć, więc spróbowałem wyemitować własną, słabą wersję komunikatu niewerbalnego. Pomyślałem o modelu naszego Układu Słonecznego, a następnie mentalnie przeprowadziłem strzałkę od trzeciej planety aż do miejsca, w którym się teraz znajdowałem. Odpowiedzią była długa sekwencja uderzeń – przypominało to prymitywną formę alfabetu Morse’a, ale nie dającego się przełożyć na litery. A kiedy już się do nich przyzwyczaiłem, w moim umyśle zaczął się formować obraz… było tam płomieniste słońce, ze strzałką biegnącą nie od niego, ale wskazującą wyraźnie w jego stronę. Czyżby było to miejsce, w jakim się obecnie znajdowaliśmy?

Gwałtowne uderzenia zamarły, zastąpione krótką sekwencją, która powtórzyła się jeszcze raz. Czyżby było to potwierdzenie mające oznaczać “tak”?

Sekwencja powtórzyła się. Sprawiała wrażenie ostrożnego założenia. Przywołałem i wysłałem w myślach obraz samego siebie w ciele fizycznym. Odpowiedzią była inna sekwencja – ‚ negatywna, jak założyłem.

“Czy oznacza to «nie»? Nie spotkaliście jeszcze przedstawicieli mojego gatunku? Pokażę wam”. Najlepiej, jak potrafiłem wyemitowałem obraz grupki mężczyzn i kobiet.

Odpowiedź była negatywna.

“Czy jesteście zainteresowani, kim i czym jestem?”

Ponownie odpowiedź była negatywna.

“Ale rozumiecie mnie?”

Tym razem odpowiedź była pozytywna, o ile oczywiście zinterpretowałem ją prawidłowo.

“Ale ja was nie rozumiem. Odbieram tylko tak i nie”.

Odpowiedź negatywna. “Czy chcecie, abym was rozumiał?”

Odpowiedź negatywna. “Więc pozwólcie mi odejść, a ja opuszczę wasz system energii”.

Tempo i natężenie uderzeń wzrastało, a następnie zanikło zupełnie. Odniosłem wrażenie szybkiego i gwałtownego ruchu – i znalazłem się w głębokiej czerni, z jaśniejącą postacią INSPEKA u mego boku.

(Komunikowałeś się jedynie z niewielką cząstką całości.)

To znaczy z czymś w rodzaju palca?’

(To dobre porównanie.)

Palec nie posiada rozwiniętej dużej osobowości.

(Są jednak tacy, którzy potrafią komunikować się z takimi istotami.)

Ciekawe, czy ja kiedykolwiek będę w stanie tego dokonać.

(Wierzę że tak, o ile jest to twoim pragnieniem.)

Cierpię na pewną przypadłość zwaną ciekawością. Powiedz mi, czy istnieją jakieś fizyczne istoty niehumanoidalne, z którymi mógłbym się spotkać, a które komunikowałyby się ze mną?

(Widzę, iż zakładasz, że nie jestem z materii fizycznej, i że jestem istotą ludzką.)

W jakiś sposób wyczuwam, iż istotnie miałeś kiedyś ciało fizyczne, choć nie teraz. I chociaż nie powiedziałeś nigdy, że byłeś istotą ludzką, to podejrzewam, że nią byłeś. Przede wszystkim masz poczucie humoru, nie figlarne i satyryczne, ale masz. A to bardzo ludzkie.

Nastąpiła chwila ciszy. Promieniujący od INSPEKA blask wydawał się migotać.

(Wyczuwam twoją potrzebę natychmiastowego powrotu do ciała fizycznego.)

Tak, chyba lepiej będzie, jak to zrobię. I bardzo ci dziękuję za wycieczkę.

(Cala przyjemność po mojej stronie.)

Powróciłem do ciała, aby wypróżnić pełny pęcherz. Sygnał – mój sygnał – miał zwykle to samo źródło. Być istotą ludzką to tak niewiele – ale równocześnie jakie to zabawne!

….

Reklamy

Autor: Livia Ether Flow

‚I am the child of Earth and starry Heaven’ Freedom for all living beings and the all worlds.. Deeper than memory.. beyond the time…. i send you blessings where you are ♥ ƸӜƷ ♥ Livia Ether Flow LiRa https://liviaspacedotcom.wordpress.com/

3 thoughts on “Wycieczka w odległą przeszłość Ziemi…”

  1. Rzeczywiście ten kawałek Monroe dobrze tu pasuje.

    Muszę także przyznać, że z całej serii książek o Anastazji właśnie ta ostatnia część ANASTA „powaliła mnie” (w pozytywnym znaczeniu) choć, aby ją zrozumieć trzeba przeczytać całą serię. W tym pozornie zwyczajnym tekście jest kilka fragmentów, które czuję, że są kluczem-wskazówką, bardzo wiele jest między wierszami.
    Są tam wskazówki właśnie od pierwszej cywilizacji jak np. psychoteleportacja przestrzeni. Ascendencja nie jest na pewno jedynym rozwiązaniem.

    Polubienie

  2. Livio czytałem książki Roberta Monroe ok 20 lat temu. Teraz ponownie zabiorę sie do lektury bo mam je w swojej biblioteczce. Dzięki za przypomnienie tej książki 🙂
    Co ciekawe to podobne pytanie jak Ty zadałem w sobotę. Czy Raj a w zasadzie upadek Człowieka w Raju został zaprogramowany przez najwyższego. Ja byłem zdania ze nie bo inaczej byłaby to nieczysta gra Najwyższego (bo by znał wybór człowieka). Drugie moje pytanie brzmiało jak dostał się do Raju waz i dlaczego? A trzecia sprawa nasunęła mi się niejako automatycznie. Dlaczego Człowiek poczuł wstyd, albo dlaczego musiał się ubrać? A może było tak, ze jeśli Człowiek pozostałby nagi to bardzo łatwo by było rozpoznać czy jest „skrzyżowany” z wężem, bo prawdopodobnie właśnie w „Raju” nastąpiło skażenie Kodu Człowieka.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s