zgubiony dzien..

gdzies mi sie zgubil jeden dzien.. naprawde… wczesniej mialam wiele roznych dziwnych doswiadczen z czasem, ale jeszcze nigdy nie odczulam az tak fizycznie braku jednego dnia.. byla sroda.. powinien byc czwartek a przychodzi senior a i uswiadamia mi, ze juz jest piatek.. w pueblo zaczyna sie slub dwojki starszych anglikow i to zaraz pod jego casa.. w zwiazku z czym szuka spokojniejszego noclegu na te noc.. moze u mnie.. w tej dolnej sypialni?? wprost niesamowite bo doslownie chwilke wczesniej pisalam na blogu wlasnie o tej sypialni, ze… jesli ktos sie wybiera w te strone to melchizedekowa sypialnia jest wolna.. senior a ne czytuje jednak mojego bloga a ponadto nie wydaje sie, aby mial z tym wszystkim jakikolwiek zwiazek.. hmm.. wracajac jednak do zagubionego dnia to zanim sobie to jeszcze uswiadomilam jenny zadala mi dziwne pytanie.. o to co sie stalo z dniami w tym tygodniu.. dlaczego tak szybko minely.. ze to dziwne.. mysle wiec ze i ona cos wylapala… i ze ma to zwiazek z tym czego wczoraj doswiadczalam… takich naglych ale bardzo realnych przeskokow.. tak jakby do new meksykanskiego snu.. piekny sportowy samochod w kolorze krwi.. i ja tez… cala odziana w krwista czerwien.. na glowie chustka.. jade szybko przed siebie.. tylko dlaczego ten kierunek.. bo jakbym pedzila pod wiatr.. pod prad.. nowy meksyk i hiszpania zlewaja sie w jedno… chcialabym znow.. w nocy przeskok z costa del sol na bursztynowe wybrzeze.. pol… musze sir spieszyc.. on musi sie spieszyc.. speed… clic.. clic… sama nie powstrzymam tej tykajacej bomby zegarowej.. tak, to jest jak film… cd.. tej nocy wlasnie na polskim wybrzezu baltyku spotkalam m.p ktory dawno mi sie juz nie snil oraz jego partnerka a.. spotkalam ich w poblizu ‚bazy’szmaragdowego straznika.. blizej jednak tego drugiego miejsca, naprzeciwko, w ktorym we snie ujrzalam wode bez dna i wynurzajacego sie na powierzchnie wielblada.. tam tez widywalam w snach d.melchizedeka… nie pamietam juz dlaczego sie spotkalismy, ale mam wrazenie, ze ma to jakis zwiazek z tym co napisalam wczoraj o ankana te i m. elrahimem… pamietam jakas dziwna ukryta postac.. jak gromowladny.. jehowa.. i dziwny labirynt utworzony z bialych drzwi, w ktory wciagnela mnie ania p… po prostu twierdzila ze w ten sposob przedostaniemy sie na skroty ode mnie do nich….. potem moj powrot… znow jestem na plazy… ale mam w rece jakis dziwny zloty przedmiot… jakby jedna czesc zlotej wadzry.. nie wiem tylko dlaczego ukrylam go w takim dziwnym miejscu.. tak jakbym nie mogla z nim dalej przejsc.. pamietam tylko ze zanurzylam sie po pas w wodzie.. a jej zimno porazilo mnie na moment jak zimny prad… zignorowalam jednak bol.. podeszlam do starej kotwicy i tam zanurzylam ten przedmiot… nie wiem dlaczego tak…

Reklamy

Autor: Livia Ether Flow

‚I am the child of Earth and starry Heaven’ Freedom for all living beings and the all worlds.. Deeper than memory.. beyond the time…. i send you blessings where you are ♥ ƸӜƷ ♥ Livia Ether Flow LiRa https://liviaspacedotcom.wordpress.com/

78 thoughts on “zgubiony dzien..”

    1. bardzo mnie to interesuje.. szkoda tylko ze nie moge obejrzec tych filmikow.. w tekscie mowa o odwroconej literze v w ktora sie niby ukladaja te dziury… moze widac to na jakims zdjeciu?? hmm.. byc moze wyjasnienie jest bardzo proste… a moze… p.s mam coraz bardziej dosc netu przez komorke.. ona zyje swoim zyciem.. wczoraj np.zostawilam ja wylaczona ale gdy wrocilam ona sama pisala wiadomosc… wydajac przy tym takie dziwne dzwieki.. po chwili zorientowalam sie, ze zostawilam ja na laptopie i to chyba on zaczal sie tak dziwnie odzywac… najbardziej nie lubie kabli, szczegolnie poplatanych…

      Polubienie

  1. Zgłębiam teraz Monroe’a po 20 latach jak pisałem uprzednio i nie powiem jestem pod wrażeniem.Jest tam i o matrixie i o ‚luszu” bardzo ciekawa jest wizja z przyszłości( rok 3000) zamieszczona w „Dalekich podróżach”
    Zamieszczam tylko fragment bardzo inspirujący:
    KLIK!
    Znajdowaliśmy się wysoko nad Ziemią, mniej więcej w połowie drogi na widoczny za nami Księżyc.
    Ziemia miała nadal błękitno-zieloną barwę, teraz przykrywał ją biały płaszcz chmur, częściowo
    zasłaniający ląd, nad którym akurat przelatywaliśmy. W miarę, jak wytrwale posuwaliśmy się naprzód,
    z radością stwierdzałem brak ciemnoszarych i ciemnobrązowych pierścieni. Oznaczało to usunięcie
    blokady. Doskonale! A więc nie będzie już więcej “powtarzających”. Moją uwagę przyciągnęła jakaś
    nowa osobliwość. Ziemię opasywał pojedynczy pierścień, taki jak pierścienie znajdujące się wokół
    Saturna. Promieniował i błyszczał, lecz nie był odbiciem Słońca, świecił własnym światłem.
    (Zrozumiesz, jaką ten pierścień odgrywa rolę. kiedy się do niego zbliżymy.)
    Gdy posuwaliśmy się po obrzeżu pierścienia, nie wchodząc do jego wnętrza, uświadomiłem sobie
    następną różnicę między nim a pierścieniami sprzed tysiąca lat. Wiązka M była pełna informacji, ale
    nie zawierała szumu. Nie zawierała szumu! To może oznaczać tylko jedno – człowiekowi udało się w
    końcu zintegrować! Przemawiał za tym również brak mgły, którą powodował szum Wiązki M. A więc
    ludzie uwolnili się od bezładu przypadkowych myśli! Dzięki poczynionym obserwacjom zorientowałem
    się, czego mogę spodziewać się po swojej wizycie.
    Zniżyliśmy się na wysokość około trzech tysięcy metrów i zaczęliśmy okrążać Ziemię od strony
    półkuli północnej, ze wschodu na zachód, w pobliżu 28 równoleżnika, kilka kilometrów od lądu, który
    wyglądał na Japonię. Morze było lekko zielonkawej barwy, na jego powierzchni majestatycznie unosiły
    się łagodne fale. W głębinie widziałem ławice tysięcy leniwie płynących wzdłuż wybrzeża ryb –
    połyskiwały srebrzyście podczas gwałtownej zmiany kierunku. Istotnie, niemało musiało się zmianie,
    jeśli trzymały się tak blisko brzegu i skoro było ich tak dużo. Widok wydawał mi się znajomy, ale
    czegoś w nim brakowało. Dokładnie przyjrzałem się powierzchni oceanu i nagle zrozumiałem, w czym
    rzecz.
    Nie było widać okrętów. Wybiegłem wzrokiem daleko poza linię horyzontu – nie zauważyłem
    żaglowca czy choćby łodzi. Spojrzałem w górę, na niebo upstrzone białymi kumulusami. Nie
    zobaczyłem na nim samolotów, jedynie mewy i rybitwy mknące wśród przestworzy i nurkujące w
    ciężkich chmurach. A ponad chmurami nie było już nic. Nie było widać smug, jakie zostawiają za sobą
    odrzutowce, ani samych odrzutowców.
    Minęliśmy wybrzeże i znaleźliśmy się nad Japonią. Na północy królowała Fudżijama; jej biały
    szczyt lśnił w słońcu. Pod nami rozpościerał się elegancki dywan ułożonych w szachownicę
    jasnozielonych poletek. Spośród tej zieleni wyłaniały się różnokolorowe kępki – jasnopomarańczowe,
    ciemnoniebieskie, białe, czerwone – kwitnących kwiatów, krzewów i roślin, które sądząc po ich
    rozmiarach, musiały stanowić skrzyżowanie tych obydwu. Ten olbrzymi wielobarwny bukiet na
    jasnozielonym tle tworzył wzór, który mógł być widoczny wyłącznie z lotu ptaka, a przecież nie
    zauważyłem samolotów. – Zaczął mi świtać słaby percept.
    W miarę, jak przesuwaliśmy się na zachód wciąż uświadamiałem sobie, że czegoś brakuje. Nie
    było szos ani nawet dróg prowadzących na pola. Nie było budynków i domów, nie było chałup i
    zabudowań gospodarczych. Rozglądałem się na wszystkie strony – nie było ich nigdzie. Nie było ani
    miast, ani miasteczek, nie było wsi i nie było linii wysokiego napięcia, nie było samochodów,
    ciężarówek i rowerów – wszystko to gdzieś zniknęło. Przejrzyste powietrze nie zawierało dymu, ani
    smogu. Nagle błysnął mi percept. Nie ma ludzi! To właśnie ich wciąż wypatrywałem – mężczyzn,
    kobiet i dzieci. Musiał ich zabrać jakiś straszliwy kataklizm.
    (Są tutaj. Jest ich wprawdzie znacznie mniej niż kiedyś, ale nie z powodu kataklizmu. To, co
    widzisz, zostało zaplanowane.)
    Teraz posuwaliśmy się znacznie szybciej w kierunku zachodnim, ponad nie kończącymi się
    szpalerami kolorowych bukietów porozrzucanych wśród zieleni; niektóre z nich były tak wielkie, że
    sprawiały wrażenie ciągnących się kilometrami. I znów znaleźliśmy się nad wodą – o ile dobrze sobie
    przypominałem, było to Morze Japońskie – i nadal nie widziałem okrętów, na tym tak niegdyś
    ruchliwym szlaku wodnym. Ponownie pędziliśmy nad lądem – chyba Półwyspem Koreańskim. Tutaj
    krajobraz tworzył inny wzór: wszędzie rosły wysokie, majestatyczne drzewa nie znanego mi gatunku,
    mające gałęzie zawinięte do góry… i wciąż ani śladu człowieka czy ludzkiej działalności.
    (Twój percept jest – jak byście powiedzieli? – przestarzały.)
    Jeszcze nie zdążyłem zwrócić się do wewnątrz, by to przemyśleć, a oto znów byliśmy nad wodą.
    Przyśpieszyliśmy tempo i ponownie znaleźliśmy się nad lądem. To muszą być Chiny. Pomyślałem, że
    ponieważ Chińczyków są całe miliony, więc będzie może zobaczyć przynajmniej część z nich. A tu
    nic. Najwyraźniej nie było żadnego człowieka. Mknęliśmy, a pod nami ciągnęły się, kilometr za
    kilometrem, ciemnozielone lasy gdzieniegdzie poprzecinane szerokimi rzekami i strumieniami. Od
    czasu do czasu mignęła polana porośnięta bujną trawą. Gdzie podziały się pola ryżu, który stanowi
    podstawę wyżywienia ludności?
    (Jest ich kilka, ale śluzą czemu innemu. To rezerwaty ptactwa.)
    Ląd pod nami stawał się coraz bardziej nierówny i wkrótce znaleźliśmy się nad górzystym terenem.
    Gdy przemykaliśmy się między pasmami gór z prędkością podwójnie przekraczającą szybkość
    dźwięku, nie widzieliśmy bujnej roślinności, tylko połyskujące w słońcu ośnieżone wierzchołki gór.
    Czułbym się znacznie lepiej na nieco większej, bezpiecznej wysokości – dały znać o sobie dawne
    nawyki pilota. Wprost na nas pędziła stroma, pokryta śniegiem skalna ściana wysokiej góry.
    (Możesz przelecieć przez nią na wylot. Pod tym względem jest tak samo.)
    Zbocze było tuż przed nami. W chwili, gdy już, już mieliśmy się z nim zderzyć, zamknąłem się
    szczelnie. Przez moment czułem, że otacza mnie materia o innej strukturze, ale to szybko minęło.
    Otworzyłem się i spojrzałem za siebie. Wysokie zbocze znikało już w oddali. Jeszcze nie
    przyzwyczaiłem się do przenikania przez materię fizyczną! Znów posuwaliśmy się szybko naprzód;
    teren pod nami stawał się coraz równiejszy, pojaśniała zieleń lasu i było widać coraz więcej nie
    zalesionej przestrzeni. Próbując przypomnieć sobie dane z geografii pomyślałem, że jesteśmy nad
    Środkowym Wschodem… tak, zbliżały się piaszczyste, prawie pustynne obszary, gdzie wydobywano
    ropę naftową. Rozglądałem się we wszystkich kierunkach i widziałem symetrycznie rosnące grupki
    drzew, lecz nie zauważyłem ani zbiorników, ani rurociągów, ani wież wiertniczych – niczego, co
    wskazywałoby na działalność człowieka. Albo pola naftowe wypompowano do sucha, albo nie było już
    zapotrzebowania na ropę.
    (Oba percepty są prawdziwe.)
    Znów unosiliśmy się nad wodą – chyba Morzem Śródziemnym – coraz wyżej i szybciej, w dole
    mignął skrawek lądu, którego nie mogłem rozpoznać oraz jeszcze jedna woda, wzburzone fale, to
    musi być Atlantyk… ponownie ląd, nagle zwolniliśmy i delikatnie wylądowali wśród trawy na łagodnych
    wzgórzach. Rozejrzałem się dookoła, próbując odgadnąć, dlaczego zatrzymaliśmy się w tym właśnie
    miejscu. Tak jakbym je skądś znał. Stałem na pagórku, wśród zielonej, gęstej trawy, która była tak
    równa, jak gdyby dopiero co ją skoszono… nie, nie skoszono jej, ona po prostu tak równo rosła. Za
    mną wyłaniał się skraj lasu z drzewami o szeroko rozpostartych konarach. Łańcuch błękitnozielonych
    szczytów górskich wznoszących się w oddali tworzył olbrzymie schody prowadzące w górę…
    Dlaczego zatrzymaliśmy się tutaj, dlaczego akurat w tym miejscu?
    (To było ich życzenie. Czekają na ciebie.)
    INSPEKI zniknęły i zostałem sam. Kiedy tak stałem, wydawałem się sobie bardzo cielesny. Czułem
    słońce na twarzy. Lekki, chłodny wietrzyk wichrzył mi włosy. Włosy? Nie powinienem mieć… Czekali
    na mnie? Rozejrzałem się na wszystkie strony, lecz bez identu… nie, nie, jest jakiś ident i to bardzo,
    bardzo znajomy… tam, w lesie. Odwróciłem się i zacząłem iść… iść? Przecież do tego potrzebne są
    nogi. Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że rzeczywiście mam nogi, normalne ludzkie nogi, gołe i z
    bosymi stopami; idąc czułem pod palcami dotyk trawy. Kierując się ku olbrzymim dębom dotknąłem
    reszty mego ciała. Było prawdziwe, fizyczne, pod dłonią wyczuwałem jego ciepło. Przyjrzałem mu się
    ponownie: to było moje ciało, ciało dwudziestolatka, wyglądające jak sucha tyczka… ach! Nie mam
    ubrania! To już pewien postęp. Czułem łagodny wiatr na całym ciele i powietrze w płucach. Po raz
    pierwszy doświadczałem fizycznego ciała w tym stanie świadomości. Ale dlaczego jestem znów
    kościstym wyrostkiem?… Dotarłem do skraju lasu, zacząłem wchodzić w jego głąb, a wtedy natknąłem
    się na barierę, na coś, co odrzuciło mnie mocno do tyłu. Zatrzymałem się i rozejrzałem wkoło,
    próbując zrozumieć, co się wydarzyło, ale percept nie pojawił się. Ponieważ znajomy ident, którego
    nie mogłem rozpoznać, znajdował się za barierą, spróbowałem jeszcze raz. Trochę ustąpiła, ale nie
    zanadto – niewidzialna siła była mi znajoma, ale nie potrafiłem zrozumieć na czym polega zależność
    identu od bariery. Coś mi umykało.
    (Możesz pozostać na łące. Podejdziemy do ciebie.)
    Nie usłyszałem dźwięku, co oznaczało, że porozumiewaliśmy się bez słów. A więc udało nam się!
    Ludzie osiągnęli coś takiego! Dokonaliśmy ogromnego skoku, przechodząc od małpiej paplaniny do
    komunikacji bezsłownej. Nie mogłem doczekać się spotkania z komitetem powitalnym, niezależnie od
    tego, kto wchodził w jego skład. Nie czekałem długo. Spoza drzew wyłonili się mężczyzna i kobieta.
    Stanęli przede mną. Przynajmniej została zachowana ta miła różnica płci. Obydwoje wyglądali na
    osoby zbliżające się do trzydziestki. Byli atrakcyjni, zgrabni, opaleni; mężczyzna miał jasnobrązowe
    włosy, a kobieta – ciemne. Uśmiechali się, gdy ich obserwowałem.
    Otworzyłem się. (No, wydaje mi się, że nie zmieniliśmy się aż tak bardzo, jak się spodziewałem. W
    każdym razie nie pod względem fizycznym.)
    (Przepraszamy za zamieszanie, RAM.) Mężczyzna kołysał się. (Twój gospodarz zupełnie
    zapomniał o barierze, a więc jesteśmy zamiast niego.)
    Zbladłem. (Musisz mnie znać, skoro nazywasz mnie RAM.)
    Ożywił się. (Tak!)
    (I ty wyglądasz na znajomego. Ident jest zamazany. Wiem, że cos tu nie gra.)
    Mężczyzna wibrował i kołysał się. (Nie uwierzyłbyś, że cos takiego nastąpi za tysiąc lat, ale minęło
    ich znacznie więcej, więc wreszcie uwierz!)
    Błysnął mi wyraźny percept. Nie mogłem dać temu rady. (BB!)
    (A niby kto?) zakołysał się BB.
    Zwróciłem się do wewnątrz i odnalazłem roty z perceptami bariery, która poprzednio mnie
    odpychała. Już wiedziałem, kto ma być moim gospodarzem. (To AA jest wśród drzew.)
    BB otworzył się szeroko. (Bardzo chciał spotkać cię osobiście. Tak bardzo, że zupełnie zapomniał
    o barierze. Ale ma percepty.)
    (Czy on wie, czym jest ta bariera?)
    Wygładził się. (No, tak, wie. Ale powiedział mi, że sam musisz do tego dojść.)
    Zwróciłem się w kierunku kobiety. Przyciągała mnie – świadomie lub nieświadomie – z taką siłą, że
    nie mogłem już dłużej stawiać oporu… Jej uśmiech powiedział mi, że robiła to celowo, ale była
    szczelnie zamknięta, więc uszanowałem jej wolę. Jej ident był silny, tak jak ident BB, znacznie
    silniejszy… ale zamazany. Jak mogłem zapomnieć o takim istotnym, ważnym…
    Uśmiechnęła się figlarnie. (Wcale nie zapomniałeś.)
    (No, czego chcesz dowiedzieć się najpierw?) włączył się do rozmowy BB. (Mógłbym ci rzucić swoją
    rotę, ale to może nie być to, czego się spodziewasz.)
    Zwróciłem się do niego. (A właściwie, to który jest teraz rok?)
    (Rok? Och… czas. Odrzucili to gdzieś po 3000. Nie potrzebujemy już tego. Co dalej?)
    Migotałem. (Gdzie jesteśmy? Na podstawie przebytej drogi orientuję się, że gdzieś w USA, blisko
    wybrzeża.)
    BB wygładził się. (AA sądził, że właśnie tu chciałbyś się znaleźć na początku. Nie ma już Stanów
    Zjednoczonych. Nie ma stanów, ani krajów, nigdzie ich nie ma. Nie są potrzebne. Ale powinieneś
    dostać percept tego szczególnego miejsca.)
    Odwróciłem się i rozejrzałem wokół siebie. Znałem skądś to miejsce. Wzgórze, na którym staliśmy,
    góry na zachodzie… Błękitne stoki gór! Teraz już wiedziałem. Jakże często stawałem na tym
    wzniesieniu i patrzyłem na ciągnące się na zachodzie pasma gór. A ile razy lądowałem na swym
    spadochronie na owych łagodnych wzgórzach. Z tym miejscem wiązało mnie wiele wciąż żywych
    wspomnień… Budynki, domki, ogrodzenia, drogi – wszystko to zniknęło. A jezioro… Jezioro wciąż
    było. I drzewa… Było ich teraz znacznie więcej – mnóstwo nie znanych mi odmian, a na wschodzie…
    w miejscu dawnej czteropasmowej autostrady widać było wodę ciągnącą się aż po horyzont.
    (To część oceanu, zatoka. Nazywamy ją jak dawniej Virginia Bay.) BB był bardzo wygładzony.
    (Zawsze gadałeś o prawie zmiany. Część z nas hibernuje tutaj, również przez sentyment dla dawnych
    czasów.)
    Zbladłem. (Hibernuje?)
    Kobieta nieznacznie się otworzyła. (Tutaj, pod dębami przechowujemy nasze ludzkie dala, które
    tak lubimy.)
    (Co zdarza się niezbyt często.) dodał BB. Zwróciłem się do wewnątrz. Hibernować… hibernacja.
    No, tak, czemu nie? To przecież dawne OOBE, tylko na znacznie wyższym poziomie. Ale żeby
    zostawić ciało pod dębem…
    nawet wirus nie da rady się przecisnąć, a więc nie dostaną się do jego wnętrza także kleszcze,
    komary i inne większe stworzenia.)
    Rota rozwijała się szybko. “BER”, czyli Balon Energii Rezonansowej, który nieudolnie
    próbowaliśmy wytwarzać, pole energetyczne wokół ciała fizycznego, osłaniające i zabezpieczające to
    ciało. I nadal są kleszcze, komary, wirusy. A zapewne i niedźwiedzie.
    BB uśmiechnął się. (Oczywiście, że są.)
    Popatrzyłem na niego. (Co to znaczy „niezbyt często”?)
    Zwrócił się do kobiety. (Powiedz mu.)
    Kobieta trochę się otworzyła i poczułem, że przyciągające promieniowanie zmniejszyło się.
    Wiedziałem, że robiła to celowo. Byłem pewien, że wie, iż nie będę próbował sprawdzać jej identu,
    skoro sobie tego nie życzy. I to też nie ulegało zmianie: kobiety wciąż pragną być tajemnicze.
    (“Niezbyt często” to mniej więcej dwa razy w tygodniu.) Wygładziła się i obserwowała moją reakcję.
    Zbladłem. (To zupełnie niezwykle, że wszyscy troje jesteśmy tego samego dnia w ludzkich fizycznych
    ciałach.) ciągnęła z wyraźną przyjemnością, (zrobiliśmy to na twoje powitanie.)
    Uśmiechnąłem się. (W pełni to doceniam, słowo daję.)
    (Pamiętasz, jak zawsze mówiłeś…) Roześmiała się i mówiła dalej. (Zawsze mówiłeś, że jesteśmy
    czymś więcej niż ciałem fizycznym. Teraz jest odwrotnie. Ty, to znaczy my, uczymy nowicjuszy, że są
    czymś więcej niż energią.)
    Zwróciłem się do wewnątrz. To, co usłyszałem od kobiety znacznie przekraczało moje
    wyobrażenia, ale jedno się nie zmieniło. Każda odpowiedź wywoływała sto następnych pytań.
    Powinienem zacząć od…
    (Jak zwykle musisz trzymać się wytyczonej linii. No więc, nadal jesteśmy istotami ludzkimi czy też
    istotami, które są ludźmi. Dobrze mówię?) Spojrzała na BB, który wzruszył ramionami. Tego jeszcze
    nie było. Najwidoczniej AA musiał go pouczyć, by pozwolił kobiecie mówić, przepraszam –
    komunikować się.
    Spróbowałem z drugiej strony. (Kiedy tutaj pędziliśmy, nie zauważyłem ani jednego domku czy
    budynku, nie widziałem też dróg, słowem niczego, co wskazywałoby na obecność ludzi. Nie
    dostrzegłem miast, fabryk, samolotów, samochodów. Jak to właściwie jest?)
    BB roześmiał się. (Patrzyłeś niezbyt uważnie.) Kobieta rozjaśniła się. (Czy to nie cudowne?)
    Wygładziłem się jeszcze bardziej. (Rozumiem, że przy takiej pogodzie możecie spać pod
    drzewami, ale jak sobie z tym radzicie w zimie? Przecież musicie zachować ciepło.)
    (BER w zupełności wystarcza,) odpowiedziała. (Utrzymuje wokół ciała taką temperaturę powietrza,
    jaką sobie życzysz.)
    (No, a co z jedzeniem? Musicie chyba jeść.)
    Podniosła ręce i wyciągnęła je do przodu na wysokość ramion, wewnętrzną stroną ku górze.
    Zamknęła oczy i przez chwilę stała spokojnie. Potem opuściła ręce i otworzyła oczy.
    (To dostarcza ciału energii przynajmniej na tydzień.) westchnęła z zadowoleniem.
    Zamigotałem. (Chcesz powiedzieć, że nie potrzebujecie już pożywienia? Prawdziwego
    pożywienia?)
    (Och, oczywiście, że nie.) BB znów się wtrącił. Schylił się i spomiędzy trawy wygrzebał garść
    czerwonej gliny. (Na co masz ochotę? Może na dziki ryż? To moja ulubiona potrawa.)
    Z zachwytem przyglądałem się temu, co robi… Postanowiłem przyłączyć się do gry. (Nie, może…
    Srebrną Królową?)
    BB zbladł. (Srebrną Królową? Co to za…)
    (Daj, ja to zrobię.) Kobieta wzięła od niego glinę, położyła ją na prawej dłoni i uważnie się w nią
    wpatrywała. Glina zaczęła wrzeć i bulgotać, zmieniając kolor, aż przemieniła się w kolbę dojrzałej
    białej kukurydzy.
    Kobieta wręczyła mi kolbę. Kukurydza była gorąca Ostrożnie włożyłem ją do ust i ugryzłem. To
    naprawdę była Srebrna Królowa, najsłodsza kukurydza, jaką jadłem, świeża, dopiero co zerwana.
    Nawet ściekało po niej roztopione masło, nie, to była margaryna. Jadłem łapczywie. Spojrzałem na
    kobietę. Uśmiechnęła się ze zrozumieniem. Jeśli zaczną przeciekać percepty, poznam jej ident, nawet
    gdybym tego nie chciał, i nie zachowa swej tajemnicy. Wręczyłem jej kukurydzę. Wbiła w nią zęby.
    Teraz obydwoje zajadaliśmy ze smakiem.
    Przełykając kukurydzę zastanawiałem się, co się z nią stanie po zjedzeniu. Doszedłem do wniosku,
    że właściwie nie ma znaczenia, więc się wygładziłem. (W porządku, przekonaliście mnie. A co z
    brakiem dróg i środków transportu? Powiedzmy, że chcemy wybrać się do Japonii. To nie jest taki
    sobie pieszy spacerek.)
    BB uśmiechnął się. (W takim przypadku po prostu ciągniemy skok, krótki wariant, ma się rozumieć.
    Ot, i wszystko. A dlaczego interesuje cię Japonia?)
    (Kiedy lecąc tu znaleźliśmy się nad Japonią, zauważyłem, że rosnąca tam roślinność tworzy
    niezwykły wzór.)
    Kobieta uśmiechnęła się. (Prześliczne, prawda?)
    (Wobec tego pierwszy przystanek – Japonia.) powiedział BB. Skierował się do lasu, a kobieta
    podążyła za nim. (Zaraz wrócimy.)
    Obserwowałem, jak znikają wśród dębów. Kiedy tak stałem czekając na nich, zastanawiałem się
    nad obecnym życiem na Ziemi. Składała się na nie dziwna mieszanina fizycznej i niefizycznej energii.
    Stwierdziłem, że nie potrafię powiedzieć, gdzie kończy się jedna, a zaczyna druga z nich. Nie było już
    ostrej linii podziału. Czy to dotyczyło wszystkiego?
    (Jesteś gotów?) Odwróciłem się. Przy mnie stali BB i kobieta. Wyglądali inaczej niż przedtem – byli
    lżejsi. (Musieliśmy zostawić ciała.)
    Nagle coś mi się przypomniało. (Tylko bez kawałów, BB.)
    Zakołysał się. (Nie mógłbym tego zrobić. To ona ma ident. My po prostu bawimy się w “idź za
    przewodnikiem”.)
    Skoncentrowałem się na BB i rozciągnąłem.

    Polubienie

  2. Livia, czy jest Ci coś wiadome o prakomputerach Matki Ziemi z Gdyni? Pierwszy raz o czymś takim przeczytałam ??? O Projekcie Avalon też chyba coś pisałaś?
    Pozdrawiam 🙂

    http://porozmawiajmy.tv/telekonferencja-z-grzeskiem-6-06-2014/comment-page-1/#comment-4042

    Grzesiek 14 godzin temu
    Na stronie Projektu Avalon, z poniższego linku, zamieszczony jest tekst Chrisa Thomasa o dwóch historyjkach Anunnaki; Pierwszą z nich jest ta, którą Anu spreparowali dla nas w mozole, jak przynętę dla „tłustej”ofiary. Druga jest tą prawdziwą i pochodzi z zapisków pra-komputerowych Matki Ziemi, z Gdyni (Księga Akaszy).
    Jest tam tez historia Atlantydy, pochodząca również z K. Akaszy, oraz pare innych informacji dotycz. HAARP, Wi-Fi itd.:

    http://projectavalon.net/forum4/showthread.php?58865-An-Update-On-Our-Evolution-by-Chris-Thomas

    Polubienie

    1. hmm, nie slyszalam o tym… ale wiesz.. gdynia to blisko ‚bazy’ szmaragdowego straznika.. w lini prostej jakies 20 km? ten sam akwen wodny.. a prakomputery.. kojarza mi sie z tym co widzialm w snie o szmaragdowej wodzie z zapisami ala matryce rzeczywistosci… moze to jest powiazane.. ale musze przeczytac ten tekst… moze odejda mi te natretne mysli aby.. trzymaj za mnie kciuki…

      Polubienie

    2. Ps..jeszcze mi się skojarzył ten sen z 20 kwietnia 13r. …pomoże Ci ktoś z blogu Nnki…
      i wiemy,że jest to Dawid …a Dawid mieszka albo w Gdyni ,albo w Gdańsku…we śnie widziałaś właśnie jak się nie mylę komputry ? Przeanalizuj jeszcze dokładnie ten sen… tam są też ważne wiadomości o J.
      🙂

      Polubienie

      1. a tak.. pamietam.. ale te info o j.. to chodzi o j9 czy j12?:) telekonferencja mi nie wchodzi.. nawet tekst na avalonie ledwo sie otwiera i nie moge znalezc gdzie mowa o tej gdyni w oryginale… czy ta sprawa nie ma jakiegos zwiazku z zosia piepiorkowa???

        Polubienie

      2. ***a tak.. pamietam.. ale te info o j.. to chodzi o j9 czy j12?:) ***.Masz na myśli ewg. św. Jana? Ciekawe skojarzenie…ale ja miałam na myśli J (arka).
        Nie pamiętam tytułu tej Twojej notki z 20.04.13r. , bo na pasku nie ma historii bloga?

        Chyba o tych pra-komputerach M. Ziemi w Gdyni jest wspomniane w tym linku (po angielsku). Kto to jest ten Chris Thomas na którego powołuje się ten „Grzesiek” ?
        O tym Chrisie T. wspomina E. Wierzbicka u J. Zagórskiego:

        Pozdrawiam ,trzymaj się 🙂

        PS. Te komputery skojarzyły mi się od razu z tą notką…i z Toba…a o Z.Piepiorko nie wiem ,czy ma tym jakiś związek…
        PS.A Dawid , napisał ostatnio notkę o Dniu Świstaka ,,,czyli o powrocie …?

        Polubienie

      3. wiedzialam, ze masz na mysli j(arka) ale tak mi sie to j skojarzylo z j9 czyli jeshua melchizedekiem nr9 i z jeshua melchizedekiem nr12 🙂 ale twoje skojarzenie z ewangelia tez ciekawe.. poszukam tej notki.. chris thomas? no tez nie kojarze… ale te prakomputery z gdyni to naprawde ciekawe.. skad on ma te info.. no i czy chodzi tylko o gdynie… to naprawde ciekawe choc jeszcze nie wiem co o tym sadzic… p.s jarek ma na drugie imie wlasnie.arek, ale podpisuje sie tez jako arkadi.. a ja bardzo lubie zdrobniale ‚jari’.. hmm.. mowisz… wazne info o nim…. hmm..

        Polubienie

      4. Jak się coś dowiesz o tych pra-komputerach , to napisz proszę na blogu ,bo sama jestem ciekawa. A jak wczoraj przypomniałam sobie o tym Twoim śnie z ub. roku ,
        pomyślałam ,że tam też chodzi o Jarka…. i tak mi się podzieliło na J(arka)…i co ciekawe
        druga część imienia skojarzyła mi się z ….Arką Noego…jakby z łodzią… 🙂
        sama nie potrafię wytłumaczyć dlaczego ?

        Polubienie

      5. ok, tylko musze sie dowiedziec nieco wiecej.. mialam tez nadzieje ze moze ktos tu na blogu doda cos na ten temat.. jak i o tym odlryciu na zatoce puckiej.. nawet jesli wyjasnienie okaze die bardzo przyziemne to jednak ta literka v… jakby do mnie krzyczala o czyms…. jarek i arka.. ciekawe co on na to jesli tylko jeszcze tu zaglada.. bo wszyscy chlopcy cos nagle zamilkli i mam nadzieje, ze to nie przez tego szmaragdowego straznika 🙂 ah, pisalam juz kiedys, ze niektorzy twierdza ze jarek jest podobny do jezusa.. zwlaszcza jego oczy… pamietam jak jechalismy po raz pierwszy odwiedzic gore chelm i rosnaca ns niej starenka lipe.. i jal zatrzymal nad miejscowy dziwak twierdzac, ze j jest jezusem a ja maria magdalena, ktorzy powrocili na ziemie.. nie potraktowalismy tego wtedy zbyt powaznie, ale pozniej wlasnie zosi piepiorce skojarzylam sie z mm.. choc wczesniej brala mnie za hermesa trismegistosa.. no bo szmaragdowy straznik z nim sie jej kojarzyl.. moze livia hermenegilda esmeralda.. hahha.. o moj emeraldzie 🙂

        Polubienie

      6. kurcze.. musialabym skopiowac tutaj troszke wczesniejszych zapiskow a nie wiem jak to zrobic na komorce.. ponadto sporo tego.. przede wszystkim z gdynia nie czuje sie jakos zwiazana.. okradziono mnie tam tuz przed moja wymarzona podroza do francji.. paszport.. pieniadze.. w zwiazku z czym przeszla mi kolo nosa takze niezwykla okazja wyjazdu na santorini.. ehh.. dla mnie miejscem kluczowym jest poki co miejsce, w ktorym znajdujeuu sie szmaragdowy straznik.. studnia, itd… delfin niesamowicie trafil z tym info tutaj.. w zwiazku z tym moim snem.. tylko dlaczego tych dziur nie widziano wczesniej??? wracajac do gdyni.. mialam dwa ciekawe sny z nia zwiazane.. jeden z 4 stycznia 2011.. w nimh zlam w kierunku kamiennej gory.. to byl sen zwiazany z zp ale i z acklins.. dla mnie to wazne.. bo chodzi o tzw. lustrzane odbicie.. we wczesniejszym snie o lewitujacych kamieniach znalazlam sie w jaliejs bibliotece w poblizu kamiennej gory a potem robilam cos z kamieniami ktore dookola mnie lewitowaly.. to sen z 12 list 2010.. zatytulowalam go ‚sen o wzgorzu, lewitujacych kamieniach i pokazie lewitacji w dziwnej bibliotece

        Polubienie

      7. …dalszy ciąg „opowieści dziwnej treści” :)…. uprzedziłaś mnie..skąd wiedziałaś,że chciałam żebyś przypomniała właśnie , co tam się wydarzyło na tej Górze Chełmskiej ?
        Wiesz dlaczego, bo zapamiętałam sobie ,że tam byliście w święto Zesłania Ducha Świętego popularnie zwane Zielonymi Świątkami….a dzisiaj jest właśnie to święto !
        Hmm… Zielone ,Szmaragdowe Świątki… 🙂

        Polubienie

      8. wow.. nie mialam pojecia, ze wczoraj byly zielone swiatki.. no to trafilam z tym szmaragdowym wyznaniem:) tak, ta historia wtedy tez wydarzyla sie w zielone swiatki.. i tez dowiedzialam sie o tym juz po czasie…

        Polubienie

    1. no to ciesze sie ze cos cie zaciekawilo z tego co pisze 🙂 jesli dowiesz sie czegos ciekawego o tych dziurach w zatoce podziel sie prosze.. ta dziura ktara ja ujrzalam zdake sie nie miec dna, studnia jest bardzo gleboka, s cala reszta zdaje sie byc ukryta gleboko pod dnem.. o ile w ogole fizycznie.. wracajac jednak do gdyni.. zosia piepiorka twierdzi ze tam sie znajduje dysk jahwe.. bedacy darem dla ludzkosci.. co o tym sadzisz? w tym moim ostatnim snie pojawil sie jahwe jako gromowladny.. a tu blisko do perkuna ktory zniszczyl bursztynowe krolestwo w legendzie o juracie.. tak mi sie to polaczylo z watkiem bursztyniarzy… i bursztynowym jajem.. wiem, ze mam w sobie caly zapis tej historii ale wciaz nie potrafie jej odtworzyc… musze miec wiec najwiecej cierpliwosci i wyrozumialosci dla samej siebie aby nie doszlo do przedwczesnego autounicestwienia… nie wiem ile osob ma rowniez dostep do tego zapisu.. sila jednak nikt ze mnie niczego nie wyciagnie.. chociaz rozni juz probowali.. w tym snie tez byl pewien podstep… grupa jhw… jednak….

      Polubienie

  3. 🙂
    …ale…ja nie jestem delfinem…bardzo je kocham…ale nie wiem jakie dokładnie mam z nimi powiązanie…może to jakaś nasza wspólna praca z dźwiękiem 🙂

    Polubienie

    1. oh… nie jestes takim prawdziwym delfinkiem? 🙂 hmm.. gdy podales ten link do bloga amy tiki pomyslalam sobie.. o delfin lacznik.. jest nasz zagubiony lacznik.. tak, jestem coraz bardziej pewna, ze chodzi o cos zwiazanego z dzwiekiem… i nie. chodzi o kolejne ladnie brzmiace nagranie, ktore sie ukaze na youtube… i nie wiem dlaczego przyszlo mi na mysl takie okreslenie: dzwiek jak otwieracz do wyjatkowo twardej puszki… co niekoniecznie musi ozmaczac cos ostrego….

      Polubienie

  4. rozczarowana? 🙂
    no nie jestem prawdziwym delfinem…ale (nie wiem skąd) znam je 🙂
    może jestem łącznikiem, między Wami a delfinami 🙂

    Polubienie

    1. 😉 nie wydaje mi sie aby chodzilo o ten rodzaj lacznictwa.. tez mam dobry kontakt z delfinami.. zamiescilam na blogu opisy swoich doswiadczen z nimi.. nie chce jednak nic insynuowac odnosnie tego lacznictwa.. moze to sie wkrotce wyjasni 🙂 fakt ze delfiny w moich doswiadczeniach pelnily role lacznikow.. zwlaszcza jeden ktory pomogl mi cos gdzies umiescic…

      Polubienie

      1. Livia, ale Ty potrafisz budować napięcie…jak w dobrej fabule kryminalnej 🙂
        no dobrze, może wkrótce się wyjaśni

        o delfinach fajnie pisał Monroe albo Moen, odwiedził w podróżach i „świat” astralny, dowiedział się, że one mają ważną rolę tu na ziemi

        kiedy myślę o delfinach, mam wrażenie, że znam je od zawsze, są dla mnie jak starzy, dobrzy przyjaciele 🙂

        coś mi się przypomniało a propos dźwięku 🙂
        opiszę Wam wgląd w jedno z moich poprzednich wcieleń

        zobaczyłem siebie na planecie (nazwy nie pamiętam), która klimatem przypominała świat z Władcy Pierścieni…byłem na polu bitwy, walczyło ze sobą wiele różnych ras…ja należałem do rasy „wojowników światła”, przewyższaliśmy wzrostem inne rasy

        na tym polu bitwy czułem, że jestem niepokonany…a moją bronią był właśnie DŹWIĘK…wydobywałem z siebie okrzyk, który generował potężną falę dźwiękową i ta fala rozchodziła się w promieniu 200-300 metrów

        w pewnej chwili nadleciał jakiś wielki „ptak”, wyglądał trochę jak pterodaktyl, zaczęliśmy walczyć, był bardzo silny…ale w końcu udało mi się go pokonać, choć byłem mocno przez niego poraniony

        po tym starciu z pterodaktylem poczułem, że ta walka jest bez sensu, że nie ma końca i do niczego nie prowadzi, że tu potrzebna jest Miłość

        uniosłem głowę do góry i poprosiłem o pomoc
        z nieba zaczęła opadać „lampa” z której biło niesamowite światło, kiedy lampa znalazła się przy mnie, jej światło ogarnęło całą planetę i zapanował pokój, ustały wszystkie walki…członkowie mojej rasy otoczyli mnie w kręgu i uleczyli rany…poczułem, że moja misja na tej planecie dobiegła końca, zobaczyłem jak moje ciało unosi się w górę i znika gdzieś w przestworzach

        ps. w tym wcieleniu mam silny, niski głos…może to jakaś pozostałość z tamtego wcielenia 🙂

        Polubienie

      2. mam jednak nadzieje, ze naprawde nie wyjdzie nam z tego jakis kryminal.. a juz w zadnym badz razie thiller muzyczno medyczno erotyczny.. hihi.. ale ok.. ogromne dzieki za podzielenie sie tym doswiadczeniem z poprzedniego wcielenia.. mam kilka skojarzen.. o nich pozniej.. teraz tylko o tym ze ta lampa w pierwszej chwili skojarzyla mi sie z ufo.. sadze tez ze zaciekawily by cie moje doswiadczenia z tego zycia.. moj glos jest raczej przeciwnym biegunem twojego.. niskiego i meskiego.. zdarzalo mi sie jednak z jego pomoca wywolywac prawdziwe cuda.. co prawda nie na polu bitwy… jestem od zawsze pacyfistka.. jednak przeciez tak naprawde walka odbywa sie na na roznych poziomach.. chocby walka o prawo do wlasnego glosu.. ktos mnie kiedys skrzywdzil i wciaz ignorowal moja prosbe o pokojowe uregulowanie stosunkow pomiedzy nami.. w koncu mie wytrzymalam i krzyknelam pod adresem tej osoby kilka slow ale w zupelnie obcym jezyku… majac przy tym wrazenie, ze one sie rozchodza jak potezna fala… albo jak dzwon.. tak.. to bylo bardzo dzwieczne.. wibrujace… i wyobraz sobie, ze ta osoba mieszkajaca kilka kilometrow dalej ‚uslyszala’ to i jeszcze tego samego dnia zupelnie odmieniona postanowila naprawic to co zepsula.. ale to tylko jedna z historii… czasem w sytuacjach dla mnie bardzo krytycznych wydobywalam z siebie dzwieki bez dzwieku.. ale o jakiej mocy.. niestety nie potrafie tego robic na zawolanie.. p.s i cos tak a propos straznikow i dzwieku.. odwiedzilam kiedys z jarkiem pewien osrodek buddyjski.. dochodzac jednak do niego nietypowa droga, tak jakby od tylu.. i w pewnym momencie przy pewnym drzewie poczulam jakby prad, dzwiek lasera i takie klikniecie.. jalby cos sie otwieralo.. powiedzialam o tym j a ten gospodarzowi osrodls no i okazalo sie ze w tamtym miejscu stoi straznik 🙂

        Polubienie

    2. fajne i niesamowite 🙂
      to widzę, że oboje mamy „moc” w głosie…może Ty też kiedyś wcieliłaś się w rasę o której wspomniałem 🙂

      ja też miałem kilka sytuacji, gdzie mój głos poszedł jak fala
      kilka lat temu miałem psa (boksera) był bardzo kochany, przyjazny…ale czasem bojowo nastawiony do dużych psów…więc zawsze jak byliśmy w parku prowadziłem go na smyczy

      pewnego dnia w parku w odległości ok 100 m zauważyłem dwóch kolesi (łysi, taka gangsterka, każdy z nich postury 2 na 2 metry) obok nich leżały dwa amstafy, bez smyczy i kagańca…spokojnie zmieniłem kierunek, aby jak najdalej od nich…ale te psy i tak zauważyły mojego boksera i sprintem rzuciły się na niego…mój pies nie mógł się bronić…a tamci dwaj siedzieli na ławce i przyglądali się tylko

      ja jestem bardzo spokojny człowiek…ale tamtego dnia nie wytrzymałem…wrzasnąłem do nich – „zabierzcie do cholery te psy!”….zerwali się z ławek, odciągnęli swoje amstafy i długo mnie przepraszali…choć, gdyby chcieli, mogliby mnie tam złamać na pół

      Polubienie

      1. nie zawsze bylo tak fajnie.. chocby wtedy gdy pekalo szklo.. wystarczylo, ze ktos cos.. i zachodzila taka wlasnie reakcja.. dziwne sprzezenie.. w pewnym momencie wrecz blagalam aby to zostalo mi odjete… ze nie chce wywolywac takich efektow.. chyba ze bede mogla to wykorzystywac w dobrym celu… bez skutkow ubocznych… ale to bardziej zlozona historia, nie mam sily jej teraz przypominac.. co do tej rasy to czy wiazesz ja z jalims konkretnym miejscem? np. system liry, wega.. syriusz, orion.. moze aldebaran.. itd.. moze ktores miejsce wydaje ci sie szczegolnie bliskie.. a ja… moze i sie wcielilam, ale nie mam zadnych wspomnien wojownika.. czy wojowniczki.. co nie znaczy, ze nie bralam w tym wszystkim jakiegos udzialu.. bardzo mi sie jednak to co piszesz kojarzy z pewnym snem mamy tiki, w ktorym z tego co pamietam czterokrotnie odmawiala walki w jakims dziwnym swiecie i w nagrode za to trafila na ziemie… hmm.. w ogole ty i ona coraz bardziej mi sie ze soba kojarzycie… poczawszy od tego delfina lacznika… ah… delfiny okresla sie mianem oceanicznych tkaczy czestotliwosci… choc nie zapominajmy takze o wielorybach…

        Polubienie

      2. a kto to jest Mama Tika?

        ps. wiesz Livia, mnie się wydaje, że prawie wszystkie stare dusze miały jakieś wcielenia wojowników…ja też tam nie chciałem walczyć…to było trochę jak „mniejsze zło”, moja rasa broniła innej, która była bezbronna
        niestety nie wiem na jakiej to było planecie

        Polubienie

      3. To ta osoba do ktorej podales mi link 🙂 jest u mnie na blogu taka notka jak Mama Tika o zielonym krysztale, delfinach i…. w ktorej mowa wlasnie o tym delfinie, ktory… naprawde coraz mocniej mi sie ze soba kojarzycie.. wciaz mam zreszta wrazenie, ze sie znacie… a jarek mial wrazenie, ze my sie znamy.. ciekawe 🙂 ale te stare dusze… grr… pamietam jak na pewnym forum ktos stwierdzil wlasnie ze jestem stara dusza a do tego ze mam w sobie bardzo silny wzorzec zywego boga/boginii… cos podobnego powiedzial jeszcze kilkuu innym osobom… choc w sumie zaledwie kilku na spora liczbe uzytkownikow forim.. na co jedna z tych osob do niego, ze kobieta stata sie jak moze abu wyglafac mlodo a i tak jej mowia, ze jest starsza od wegla… hajaha 🙂 ah
        . ten opis miejsca i walki ktory podales kojarzy mi sie po prostu z Ziemia… z przeszlosci.. patrzac linearnie… no i tsk jal pisalam.. walka odbywa sie na wielu poziomach.. mozna byc np wojownikiem o prawa czlowieka, prawau zwierzat… itd… kazdy ma w sobie ten aspekt choc w rozny sposob sie przejawiajacy.. tu jest ogromnr pole dla psychologii, ale mnie psychologia
        najzwyczajniej nudzi.. chocby nie wiem jak gleboka…

        Polubienie

      4. hmm, może to była ziemia, jeśli tak, to długo przed pojawianiem się człowieka…bo ludzkiej rasy nie było na tej planecie

        nie czuję, że mogę znać się z Mama Tiką…ale, kto wie, może tak naprawdę, w szerszej perspektywie, wszyscy się tu mniej lub bardziej znamy 🙂

        stara dusza dla mnie w pozytywnym znaczeniu 🙂 a nie stara kobieta 🙂
        mnie też psychologia nudzi…jedynie Jung jeszcze jako tako mnie interesował

        Polubienie

      5. w takim badz razie jak ta rasa wygladala?? bo mam wrazenie, ze czujesz sie z nia jakos szczegolnie zwiazany.. a co do Mamy Tiki to tez mysle ze chodzi o glebszy zwiazek.. ale nic wiecej na ten temat nie napisze 🙂 ah.. rozumiem, ze uwazasz sie za stara dusze… czy moglbys napisac o tym cos wiecej… z perspektywy ‚staruszka’… bo mi trudno sobie nawet wyobrazic siebie w takiej roli… starej duszy czy w ogole kogos starego.. wole sobie od razu strzelic w leb…..

        Polubienie

      6. przyszly mi na mysl miedzy innymi Stolemy, czyli olbrzymy z kaszubskich legend.. moze nie mialy skrzydel.. tylko wytwarzaly ruch przypominajacy ruch skrzydel.. przychodza mi tez na mysl HATHOROWIE.. to i przez te umiejetnosci dzwiekowe jak i wlasciwosci rozmiarowe.. nie denerwuje sie.. tylko wyrazam swoje zdanie.. i wiem ze…

        Polubienie

      7. nie wiem jak opisać tę rasę…chyba najbliższe skojarzenie to „Anioły Olbrzymy”…ale nie widziałem wyraźnie skrzydeł…najwięcej obrazów pojawiło się z momentu walki, ale…wtedy na tej planecie panował półmrok więc widoczność była ograniczona, potem jak światło objęło całą planetę, wszystko szybko się potoczyło…więc nie pamiętam szczegółów wyglądu 🙂

        hmmm, stara dusza, to tylko umowne określenie…bo TAM w duchowej przestrzeni czas nie istnieje 🙂 dla mnie „stara” dusza łączy się nie tyle z „wiekiem” ile z ilością doświadczeń…”młoda” dusza, która ma niewiele wcieleń np. na ziemi, jest wszystkim zafascynowana, głównie na poziomie materialnym, pieniądze, sława, kariera, itp…i nic w tym dziwnego, bo tak jak Monroe pisał, system ziemski jest jak narkotyk, wciąga na maxa…i niektórzy potrzebują wiele, wiele wcieleń żeby się z tego „otrząsnąć” i móc pójść dalej…”stara” dusza ma mniej hedonistyczne podejście do życia i zaczyna szukać głębiej, o co w tym wszystkim chodzi…czyli, poniekąd to, co my wspólnie tu robimy

        więc się tak nie denerwuj jak o tym piszę „staruszko” 🙂 🙂 🙂 …bo tu nie o „wiek” się rozchodzi 🙂

        Polubienie

      8. ooo, zainteresowali mnie ci Hathorowie…muszę poczytać 🙂 dzięki 🙂
        ps. wiem, że się nie denerwujesz…taki żart 🙂

        Polubienie

      9. zart? aha.. tak wlasnie myslalam 🙂 mysle tez, ze moze zaciekawi Cie.. hathorowa muzyka tworzona przez Toma Kenyona.. ja niedawno znalazlam w downloadach ‚Inner Sun’.. ciekawe nagranie, ale trzeba bylo widziec mine ‚mojego’ kota jack’a melchizedek’a… miauuuuuuuuuu 🙂

        Polubienie

      10. to bardzo ciekawe…bo ja kilka lat temu tworzyłem bardzo podobną muzykę 🙂 pewnie mam to jeszcze gdzieś w szufladzie 🙂

        Polubienie

      11. no prosze 🙂 naprawde chetnie bym posluchala Twoich nagran.. moze chociaz kawalek na maila? u mnie dzisiaj 40 stopni w cieniu… mysli doslownie parowaly… tak wiec euforyczny clubbing pasowal jal ulal 😉

        Polubienie

      12. wysłałem Ci coś do posłuchania 🙂 mam nadzieję, że dasz radę odtworzyć na komórce 🙂
        Ci Hathorowie bardzo mnie zainteresowali…nie słyszałem o niech wcześniej, ale teraz jak czytam, czuję, że jest mi to bardzo bliskie
        a to zdjęcie – http://www.floating-world.org/images/hathor2.jpg
        niesamowite, jakbym patrzył na siebie w lustrze 🙂

        Polubienie

      13. wspominałem, że mam dużo kobiecej energii, ale bez przesady 🙂 nie wyglądam identycznie jak to zdjęcie… tu bardziej chodzi o aurę 🙂 Hathorowie chyba byli jakoś związani z Egiptem, czy tamtymi rejonami, ja czuję, że jakoś „przynależę” do nich… jeszcze dokładnie nie wiem o co chodzi… może pochodzę z ich rasy a teraz mam ludzkie wcielenie, może o coś innego… tak czy inaczej, czuje z nimi mocne połączenia

        może dlatego, jak pisałem, czułaś ciepły wiatr od strony Afryki 🙂

        od ponad 10 lat zajmuję się m.in astrologią, najbliższe 2 lata są dla mnie czasem dużej transformacji… a tu… coraz więcej nowych, ciekawych rzeczy wypływa 🙂

        Polubienie

  5. Ciekawe Livio że ten sen miałaś w Zielone Światki.To dziwne Święto jak wiesz bo symbolem Ducha Świetego jest podobno ogień i woda. Ciekawe że tło obrazu Jezu Ufam Tobie ma tęż szmaragdowy kolor podobnie jak twarz Ozyrysa. Ozyrys jest na pewno Strażnikiem krainy umarłych, bo waży na wadze duszę i sprawdza czy jest lżejsza od najlżejszego piórka. Ewidentnie Szmaragdowy Strażnik musi stać na granicy dwóch Światów materialnego i duchowego. Na pewno stoi na straży bramy a właściwie na straży wibracji. (po drugiej stronie studni może być wylot do drugiej krainy). W trzeciej części Atalntisa III jest też wejście do Szmaragdowej Krainy. Wchodzi się do niej z labiryntu korytarzy. Dla mnie osobiście Szmaragdowy Strażnik wiąże się na pewno z fazą Raka pamiętasz tę kartę Jofry, która zamieściłem?
    http://nnka.wordpress.com/2013/07/27/szmaragdowy-straznik-syriusz-cz-2/
    Rak „pilnuje” skarbów marzeń sennych, wspomnień, emocji uczuć, tego co jest najgłębiej skrywane
    Wygląda na to że Słowianie ( Perun) zniszczyli pradawną kulturę tych Ziem nad Bałtykiem. Ten Jahwe Zosi Piepiórki nie jest tym Jahwe starotestamentowym. Jest on raczej Adamem Kadmonem

    Polubienie

    1. chodzilo mi w sumie o perkuna jako baltyjski odpowiednik hebrajskiego jahwe/ jehowy choc niektorzy sa zdania ze to dwie rozne osoby… pomijam teraz te rozwazania.. mowiac jahwe wiadomo o kogo mi chodzi.. w moim snie slyszalam taki dziwny dzwiek jakby grzmotu ale i przypominajacy mocne uderzenia bebna.. wiedzialam ze on jest nade mna.. ze mnie obserwuje.. tak dziwnie rozciagniety na niebie.. troszke jal zaslona.. wirtualna zaslona… wiesz tutaj istotne sa tez te osoby ktore mi sie przysnily.. mp sni mi sie tylko w szczegolnych sutuacjach… ale ox… czy moglbys rozwinac ten watek adama kadmona??? wiesz te zapisy do ktorych ja mam dostep… one sa takze tak dziwne i odmienne od wszystkiego… to dotyczy takze istoty o imieniu jahwe… niestety nie umiem tego przekazac… zastanawia mnie ta jakby polowka zlotej wadzry… aha.. jak ten dysk jahwe od zodi piepiorki jest podpiety pod stonehenge? czy ona gdzies o tym pisala, bo nie przypominam sobie…. ona pisala jednak o jaliejs tajemniczej sali z komputerami umiejscowionej z tego co pamietam pod teatrem muzycznym w gdyni czyli w poblizu kamiennej gory.. a wiec tak jakby mialo to jakis zwiazek z tymi rzekomymi prakomputerami… cos mi swita, ale zbyt slabo.. i jeszcze taki maly off top.. czy wiadomo ci cos nt szmaragdu z montsegur tzw.szmaragdu z korony lucyfera? czy nazistom naprawde udalo sie go znalezc i przewiezc w inne miejsce?? bo po tym jak rakesh uzyl sformuowania baltic sea dome blysnela mi dziwna mysl obraz.. link…. p.s ah.. o to poeiszanie pomiedzy dyskiem jhw a stonehenge pytam w zwiazku z tegorocznym przesileniem letnim w gdyni.. przy okazji.. widzialam wczoraj na mistyce twoja rozmowe z jestem o kalendarzu majow i tak sobie mysle, ze moze ta petla na IMIXie ma zwiazek z straznikiem ekliptyki.. thuban.. alfa draconis
      .. i tu odniesienie do majansliej ceremoni 11 11 11.. dla nich pierwszej po 26 000 latach… piereszy wazny punkt ceremonii.. serpent mount.. ohio.. co chcieli zapetlic?? ahh… analogiczna ceremonia w tym dniu.. wielka piramida.. giza.. projekt cheops.. warto zwrocic uwage na ustawienia w komorze krola… ah3

      Polubienie

  6. Dzięki Livio za ten „zgubiony dzień” Sam nie wiem dlaczego wczoraj wspomniałem o Adamie Kadmonie.. Dzisiaj na „Mistyce” sprawa się zsynchronizowała bez mojego udziału 🙂
    Prawdopodobnie nadszedł właśnie czas na Adama Kadmona. Nnka o nim bardzo często pisała tylko ze ja wcześniej nie zdawałem sobie sprawy że to najważniejsza sprawa- różnica pomiędzy Adamem Kadmonem nieśmiertelnym sprzed wprowadzenia fałszywego kodu do matrycy, a Adamem śmiertelnikiem. To dwóch zupełnie innych Adamów !!! Biblia też o tym mówi o 2-ch aktach stworzenia. No i była Lilith – pierwsza żona Adama Kadmona, czy drugą jego żoną była Ewa, tego do końca nie wiadomo.

    http://nnka.wordpress.com/2012/10/22/cd-o-apexie-i-lutni/
    http://nnka.wordpress.com/2011/12/16/czy-anunnaki-stworzyly-adama/
    http://nnka.wordpress.com/2012/03/02/paradoks-adama/
    http://nnka.wordpress.com/2012/07/22/matrix-golemowe-dziecie-czyli-jak-zaplanowano-przyspieszenie-cz1-krysztalowe-sieci/

    Polubienie

    1. zaraz zajrze na Mistyke… t×k… ADAM KADMON.. jako boski czlowiek z 12 pasmowym DNA… kojarzy mi sie z human plus u Boba Monroe & more… ale dlaczego Adam Kadmon jako ten Krol Jahwe od Z. Piepiorki? juz teraz nie pamietam czy ten dysk i grobowiec to jedno i to samo? ps dodalam we wczesniejszym komentarzu ps’a add zagadki zapetlonego IMIXa 🙂 ps2 jesli mozesz zajrzyj prosze tutaj: http://ascensionglossary.com i wpisz w wyszukiwarce haslo ADAM KADMON… czy taki opis Ci pasuje?∅

      Polubienie

  7. Tak mi się skojarzyło ba sama nazwa Król Jahwe budzi we mnie dziwne skojarzenia, natomiast jeśli jest to król Atlantydy to bardziej mi pasuje Adam Kadmon, ale mogę się mylić. Ciekawa ta strona którą poleciłaś :).

    Polubienie

    1. Twoje slowa, ze to czas na Adama Kadmona odczytalam jako czas na powrot do pierwotnego wzorca… LiRa i Wega.. jestem przekonana, ze masz z tymi miejscami bardzo silny zwiazek…. gdybym widziala obrazy to moglabym Ci to jakos przekazac… ale to co widze… to conajwyzej abstrakcje zlozone z bardzo skomplikowanych wzorcow energetycznych.. mialam kiedys taki sen, ze z dna zatoki puckiej wyciagalam wlasnie abstrakcyjne obrazy… i wciaz mnie zastanawia to v 🙂 p.s Dawidzie.. jesli faktycznie bedziesz w to najblizsze letnie przesilenie na Kamiennej Gorze to postaraj sie wyrazic intencje aby uzyskac w tym miejscu dostep do najistotniejszego dla Ciebie w tym momencie zapisu… bo jak wiadomo kazde miejsce posiada bardzo zlozony zapis… dla mnie jestes jedna z osob majacych glebszy zwiazek z Szmaragdowym Straznikiem… nie mam jednak pojecia jak sie z tym laczy to co widzi Zosia…. choc moze laczy sie po prostu w taki sposob w jaki polaczylo sie ze soba Trojmiasto…. z pewnoscia sa to pozostalosci tego co bylo wczesniej… ktore wyciagamy teraz ponownie na powierzchnie… a wiadomo jal to jest z wykopaliskami.. czesto, aby dotrzec do jakiegos zlotego palacu.. trzeba sie przedrzec przez kilka warstw smieci… co nie znaczy, ze te warstwy mie maja nam czegos istotnego do przekazania… jest takie powiedzenie, ze czasem, aby odnalezc cos cennego trzeba siegnac dna… bardzo je lubie.. jest u mnie w perelkach 🙂

      Polubienie

  8. Dziękuję Livio za ten koment 🙂 i za miłe słowa.Wiesz to jest trochę dziwne bo niedaleko tej góry św Mikołaja ( to ta góra gdzie jest usypany kopczyk z kamieni i o której mówiła Zosia Piepiórka)mieszkali moi przodkowie ze strony babci.Obecnie mieszkam niedaleko najwyższej góry w Trójmieście – góry Donas .Tam się urodził mój pradziadek którego ojciec urodził się niedaleko góry św Mikołaja w Chylonii. Mam rzeczywiście od jakiegoś czasu wrażenie , że jestem na tropie jakiejś niezwykłej zagadki( zresztą zawsze lubiłem gry przygodowe, w których były zawarte różne zagadki) Pamiętam ozywioną dyskusję na Mistyce Życia na temat zaginionej księgi Nostradamusa.

    Polubienie

  9. Góra Donas też jest „inna” , swego czasu Zosia włóczyła nas po niej w ramach badań radiestezyjnych ale to było ze 20 lat temu. Chyba w swojej pierwszej książce zamieściła informacje na temat badań w okolicznych lasach – Witomina i Dąbrówki.

    Polubienie

  10. Ciekaw jestem Bario ile osób będzie na górze św Mikołaja 21.06.2014 o 12.51?
    Michaela zamieściła dzisiaj na Mistyce życia ponownie link który był już tam raz zamieszczony i chyba Livio u Ciebie tak samo .Wklejam go bo wydaję się, że może być to kolejny element puzzli.( Jest cytat z facebooka Zosi Piepiórki)
    https://www.facebook.com/notes/zofia-piepi%C3%B3rka/ginava-zaginione-miasto-z-czas%C3%B3w-pierwszej-cywilizacji-na-zatoce-gda%C5%84skiej-cz1/620683441290865
    P.S Cieszę się,że oboje lubimy przygodówki i zagadki 🙂

    Polubienie

    1. zycze udanego spotkania Dawidzie… mialam sporo ciekawych doswiadczen w dniu letniego przesilenia.. chocby nad Morskim Okiem w Tatrach… jednak to co sie wydarzylo w przesilenie letnie 2011 bylo najardziej dziwne.. ta czarna tuba ktora sie na mnie nakierowala.. to mialo miejsce tuz po snie o lunar anarchy mist emitter.. ten klif… to mogla byc i gdynia… to lustro w ktorym zniknal j…. troszke mi sie ten sen kojarzy z dzisiejszym dniem.. mimo ze dotyczyl glownie 11 11 11

      Polubienie

  11. Jestem już prawie na końcu „Najdalszej podróży”, a to co przeczytałem wprawiło mnie po prostu w osłupienie.Teza jest jedna: odpowiedź znajdziesz nie na zewnątrz ale wewnątrz siebie. Bardzo ważne są ludzkie myśli, one tworzą strefę tzw wewnętrznych przekonań, pomijając to że każdy z nas jest po prostu jednym ze swoich wcieleń i szuka drogi i sposobu aby te wszystkie wcielenia scalić w jedno a potem powrócić do źródła. 🙂

    „Rozdział czternasty
    Suma i części
    Wraz ze wzrastaniem wpływów sprawiających wrażenie jak najbardziej realnych zacząłem się zastanawiać, czy kiedykolwiek będzie możliwe uzyskanie Odmiennego Spojrzenia na tyle silnego, by kontrolować ich napływ. To wprost niezwykłe, że udawało mi się poruszać w dowolnym kierunku przy tak powstrzymujących mnie ograniczeniach.
    Jednakże udawało mi się to i w tym fakcie leżała nadzieja. Ponieważ wiem, że z całą pewnością nie jestem jakimś unikatem, nadzieja taka istnieje nie tylko dla mnie, ale także dla każdego z dobrym, solidnym Odmiennym Spojrzeniem.
    Czując, że mogą występować inne niezgodności, które do tej pory ignorowałem, przed podjęciem następnego ważnego kroku ponownie powróciłem do mojego Ja-Tam na ostateczną rozmowę. Położyłem się wygodnie, odprężyłem i w mgnieniu oka nawiązałem kontakt.
    Ta kwestia wpływów trochę mnie niepokoi.
    #A nie powinna. Nauczyłeś się w dostatecznym stopniu kontrolować swoje receptory, aby sobie z tym poradzić. Gdyby receptory nie były w fazie, wpływy nie byłyby odbierane.#
    Pozytywne myślenie pomaga, prawda?
    #Częściowo. Rozmyślne ich ignorowanie bardziej pomaga. Każde wcielenie, jakie tu posiadamy, pełne jest takich wpływów.#
    Każde wcielenie? Jak daleko…?
    #Jak daleko możemy się cofnąć? Nie potrafimy tego odnieść do twojego systemu pomiaru czasu. Czy zamiast tego możemy ci coś pokazać?#
    Oczywiście…
    …I oto były, tysiące i tysiące linii, każda jaśniejąca energią, rozciągające się na zewnątrz we wszystkich kierunkach od miejsca, w którym byłem… moje Ja-Tam! Niektóre linie były jasne, inne bardziej przyćmione, lecz każda kończyła się w czymś, co sprawiało wrażenie pęku radiacji… następnego Ja-Tam. Jak mogłem przeoczyć taki związek…?
    #Nie przeoczyłeś. Po prostu postrzegałeś je w inny sposób. Są one sumą wszystkich osobowości, jakimi kiedykolwiek byliśmy, łączącymi się z tymi. o których myślimy i z tymi, które myślą o nas. Te jaśniejsze linie to ci, którzy są związani z tobą w tym wcieleniu.#
    Mój Boże!
    #Nie, przyjacielu. Nie ma tu Boga takiego, jak go sobie wyobrażasz. Przykro nam.#
    Jest ich tak wielu… tak wiele mnie, moich związków w tym wcieleniu…
    #Rozumiesz chyba, że w żadnym wypadku nie są to wszystkie ograniczające cię wpływy. Kiedy odejdziemy, wszystkie związki oparte na miłości albo odejdą z nami, albo pomogą nam w naszej drodze. Twoja własna miłość, jaką teraz posiadasz, także nam towarzyszy. Możesz być tego pewien.#
    Czy są tutaj wszyscy? Każdy z nas?
    #Niektórzy wciąż jeszcze zamknięci są w jednym z systemów przekonań. Są też inni, którzy staną się przejściowo istotami ludzkimi podczas następnego tysiąca lat lub więcej, lecz kiedy wydasz komendę, wszyscy zostaniemy zgromadzeni razem. Także wszyscy pozostali, których widziałeś złączonych z nami.#
    Kiedy wydam komendę? Jaką?
    #Do odejścia.#
    Dokąd?
    #Dokądkolwiek powiesz. I nie musisz się tym martwić. Będziesz wiedział.#
    Skąd się tego dowiem?
    #Dowiesz się tego po zakończeniu twojej eksploracji – po przebyciu tego, co nazywasz Międzystanem.#
    Kiedy mam się do tego zabrać?
    #Jak tylko wyzbędziesz się swojego niepokoju co do wpływów. Teraz pomówmy jednak o czymś innym. Zastanawiałeś się nad liczbą żyjących fizycznie istot ludzkich oraz jak wiele z nich posiada w mniejszym lub większym stopniu zdolności podobne do twoich – do poruszania się poza ciałem fizycznym.#
    Tak, to prawda. Jest ich około sześciu tysięcy.
    #A teraz spójrz na wpływ, jaki mógłbyś mieć, gdybyś był w sześciu tysiącach postaci. Bardzo szybko zmieniłbyś cały świat.#
    A więc dlaczego tak się nie stało? Dlaczego nigdy o nich nie słyszeliśmy?
    #Jak sam to powiedziałeś, trzymają się w ukryciu. Doprawdy nie oczekiwaliśmy, że wychylisz się na światło dzienne, ale jeden z twoich schematów osobowości upierał się, abyś to zrobił. Swego czasu myślałeś, że rzeczywiście zmienisz świat, lecz nie było to naszą intencją. Inni, którzy wydostają się poza ciało, siedzą po prostu cicho – i wywierają wpływ.#
    Ale dlaczego? Jakiemu celowi służy takie siedzenie cicho?
    #Teraz ponownie przemawia przez ciebie twoja osobowość emocjonalna, zawsze pragnąca czynić dobrze. Inni
    wiedzą, że nie są w stanie zmienić systemu i nawet tego nie pragną. Zadowalają się pobytem w Ziemskim Systemie Życia, a jedyny wpływ, jakim się posługują, ma na celu zmaksymalizowanie ich doświadczeń. Nie chcą, aby ich zdolności były przez kogokolwiek poznane.#
    Czy przebędą taką samą trasę przez Międzystan, tak jak oczekujecie tego po mnie?
    #Prawdopodobnie już ją przebyli. Twoja podróż została opóźniona przez tych, którzy o tobie wiedzieli i w rezultacie tego czegoś od ciebie żądali. Utraciłeś część swojej wolności i trochę potrwa, zanim odzyskasz ją z powrotem. Ale jest jeszcze jedna kwestia, którą musimy wyjaśnić do końca. Inteligencje Nieczłowiecze.#
    Co powinienem o nich wiedzieć?
    #Powinieneś pamiętać tylko jedną rzecz. Formy te mogą wydawać się bardziej inteligentne od ciebie, lecz tym co naprawdę stanowi o ich przewadze jest większe doświadczenie. Wiedzą więcej od ciebie o rezonansach Pola (M). Wystrzegać zaś musisz się takich, które kiedyś były istotami ludzkimi. Wiedzą więcej od innych o byciu człowiekiem, więc jeżeli nie będziesz ostrożny, mogą na ciebie wpływać. My jednak jesteśmy pewni, że sobie poradzisz.#
    A inne – te, które nie były ludźmi?
    #Są zupełnie nieprzewidywalne. Istnieją dwa rodzaje takich form. Pierwsza to te istoty, które mają takie same pochodzenie jak my, lecz żyły fizycznie w jakimś innym miejscu we wszechświecie. Wiedzą o wiele lepiej od nas jak operować w czasie, lecz w większej części przejawiają do istot ludzkich jedynie ciekawość.#
    A ten drugi rodzaj?
    #Pozostawiamy to do odkrycia tobie. Kiedy tego dokonasz, kiedy odnajdziesz właściwy rodzaj, będziemy mieli nowy dom. Będziesz poszukiwał pomiędzy Inteligencjami Nieczlowieczymi i nie zostaniesz oszukany ani wprowadzony w błąd. #
    Czy możecie powiedzieć mi dokładnie, czego właściwie szukam?
    #Tego, dokąd się udamy następnym razem. Zgromadziliśmy wiedzę i doświadczenia i nauczyliśmy się już dostatecznie dużo. Nie ma powodu, dla którego mielibyśmy tutaj pozostawać.#
    Rozumiem. I dlatego właśnie mam odbyć tę podróż?
    #Tak. Jest jeszcze coś, o czym powinieneś wiedzieć. Cokolwiek napotkasz, nic, ale to absolutnie nic, nie jest w stanie cię zniszczyć. Jesteś energią Pola (M) nie zważającą na ciało fizyczne.#
    To bardzo wygodne. Być może będziemy mieli dużo frajdy podczas tej podróży.
    #Nie, przyjacielu. Nie my. Zrobisz to sam. My jesteśmy jedynie prowadzącym cię światłem latarni, które pomoże ci powrócić. Będziemy na ciebie czekać, abyś pokazał nam, dokąd się udać.#
    Ale… co stanie się, jeżeli nie powrócę? Lub jeżeli niczego nie znajdę…?
    #W odpowiednim czasie w podróż wyruszy kolejny jeden z nas.#
    A co ze mną?
    #Dołączysz do nas i będziesz czekał. Ale nie powinieneś myśleć w ten sposób. Pokładamy w tobie nadzieję.#
    Chciałbym być tak pewny jak wy.
    #Możemy ci w tym pomóc. Możemy pokazać ci próbkę poparcia, jakie tu posiadasz, w naszej własnej grupie. Czy chciałbyś to zobaczyć?#
    Tak, proszę…
    …Tysiące rąk wyciągających się, aby mnie dotknąć… oczy wpatrujące się we mnie z radością i nadzieją… nieprzeparta radiacja, którą znam jako miłość, zalewa mnie niczym fala i wnika w każdą cząstkę mojej istoty… wszyscy oni są mną… jesteśmy… i emocje, od gorzko-słodkiego smaku sukcesu do bólu rozstania, zmieszane z radością i śmiechem, gniew ignorancji, ślepota bezzasadnego przekonania, piękno, śpiewające glosy…
    #Czy to ci pomaga?#
    Oczywiście… Czy jest tego więcej?
    #Więcej niż dziesięć tysięcy razy więcej. Wszystkie pozostałe grupy jakie widziałeś, a które są z nami połączone.#
    Wydaje mi się, że rozumiem… Szkoda, że straciłem kontakt z moim przyjacielem INSPEKIEM. Mógłbym udać się… Dlaczego się śmiejesz?
    #Pomyślałem, że będziesz potrzebował maleńkiej demonstracji. Rozpoznajesz to?#
    …Uczucie jest znajome… byłem tu już poprzednio – ale kiedy? Ludzie poruszają się do wewnątrz, napływają do wewnątrz… czuję olbrzymią falę miłości i braterstwa… moje własne podniecenie rośnie…
    #To nasz przypływ odzysku przywracający nasze własne wcielenia z zewnątrz Terytoriów Systemów Przekonań i z kręgów zewnętrznych.#
    Ale to była przecież pożywka dla obszaru INS-PEKA! Przypominam sobie! A ja byłem eskortowany przez przyjaciela… przyjaciela? Przez jednego z nas!
    #INSPEK – to dość kiepskie określenie.#
    Powiedz mi, z kim wtedy rozmawiałem? Kto miał do mnie tyle cierpliwości i znał wszystkie odpowiedzi? Dlaczego znowu się śmiejesz?
    #Kto zna ciebie najlepiej z wszystkich?#
    Ja… mnie? A więc rozmawiałem z samym sobą? A co w takim razie z czynnikiem czasu?
    #Rozmawiałeś z samym sobą – któż inny znałby cię lepiej?#
    Więc to dlatego skończyły się te spotkania! Wyczerpały mi się informacje. A jako INSPEK wiedziałem lepiej!
    #No właśnie. Proces ten pełnił cenną l konieczną funkcję na tamtym etapie twojego rozwoju.#
    To prawda. Nie pamiętam jednak samego odgrywania roli INSPEK.A.
    #Nie możesz. Ponieważ jeszcze tego nie robiłeś. Och… A więc będę nim kiedy…#
    #Kiedy powrócisz. Czy wiedząc o tym, nie czujesz się pewniej?#
    Owszem. Kładzie to tamę wszelkim lękom, jakie mogłyby narosnąć.
    #To dobrze. Czy teraz kolejność jest już dla ciebie jasna? Czy pamiętasz wizytę, jaką odbyłeś w przyszłości?#
    Pamiętam. Nazwałem ją wizytą poza rokiem 3000.
    #Czy uświadamiasz sobie, co miało się wydarzyć po twojej wizycie?#
    Nie bardzo…
    #Wtedy to właśnie wszyscy odejdziemy. My wszyscy, razem z wieloma innymi zbiorami Ja-Tam, które odejdą razem z nami.#
    Więc tak to wygląda. A ja mam dowiedzieć się, dokąd i dlaczego.
    #Właśnie.#
    I co stanie się ze mną potem?
    #Ponieważ nie chcesz już udawać się do Domu, będziesz tu czekał razem z nami, aż do zakończenia swojego obecnego bytu fizycznego. Potem, także razem z nami, udasz się w ostateczną podróż.#
    A więc zakończę swoje życie fizyczne?
    #Oczywiście. Pamiętaj, że kiedy powrócisz, będziesz musiał odbyć wszystkie te spotkania z samym sobą będącym w postaci INSPEKA. Czy jeszcze czegoś teraz potrzebujesz?#
    Skontaktuję się z tobą, jeżeli będę musiał.
    #To niemożliwe, ponieważ do chwili twojego powrotu jest to nasze ostatnie spotkanie. Mamy pracę do wykonania, tak samo jak i ty. Ale masz naszą miłość. Czego potrzebujesz więcej?#
    Niczego więcej nie potrzebuję.
    Zaakceptowałem to, co zostało mi powiedziane. Zapewniono mnie o moim powrocie, chociaż kwestia sukcesu była zupełnie inną sprawą. Posiadałem także niezłe dowody na to, że byłem niezniszczalny – wszak moje Ja-Tam unosi się w Polu (M) od tysięcy lat. Jesteśmy zrobieni z tego samego tworzywa.
    Co do mojego przeznaczenia to rozumiem teraz, iż było ono czymś więcej niż zwykłą ciekawością. Wszystko zostało troskliwie zaplanowane, nawet jeżeli nie wiedziałem jak zidentyfikować to, czego szukałem.
    Żałowałem, że nie mogę zabrać ze sobą przyjaciela, aby uczynić tę podróż mniej samotną. Potem uświadomiłem sobie, że przecież nie będę samotny, że radiacja miłości Pola (M) będzie ze mną przez cały czas.
    Tutaj więc znajdował się ten nowy kierunek prowadzący do brakującej Podstawy!”

    Polubienie

    1. Livio i Dawidzie tak rozmyślam co miał na myśli autor tego komentarza ze strony J. Zagórskiego:
      http://niezaleznatelewizja.pl/2014/06/ufo-oni-juz-tu-sa-6-06-2014/comment-page-1/#comment-28241

      Mały fragment tego komentarza:

      „Jak to się mówi: wpadłaś z deszczu (Monroe) pod rynnę(Swierdłow). Tam nie ma wygranych, a jedyną formą obrony jest, odmówić uczestniczenia w Tym.”

      PS. Tak się zastanawiam ,bo Monroe wspomina,że te jego podróże i przeżycia (doświadczenia) zostały zaplanowane! Wiedzieli zapewne ,ze napisze książki … i dużo osób zostanie w to… wciągnięte.Poza tym o ile się nie mylę Livio opisałaś kiedyś jakiś epizod B. Monroe z ufo ? Przyponij to proszę, bo nie pamiętam 🙂

      Polubienie

      1. no ja nie wiem co on mial na mysli… sorki, ale w tej chwili jakos mnie to nie interesuje… ale wiem co Ty masz na mysli 🙂 wiem tez o jaki fragment z Monroe’ a chodzi, ale nie mam go pod reka… w kazdym badz razie ja lubie jak cos jest wciagajace.. a Ty nie??? 🙂

        Polubienie

  12. Znalazłem taki cytat pod pierwszą częścią wypowiedzi Barbary Grzabkowiak-Wolski

    „Jaki jest kod wejścia w niższe warstwy astralne? Czerwony. Nie blado czerwony jak nasza pierwsza czakra, ale od średniej intensywności do ciemnej czerwieni. Przy satanistycznych rytuałach używane są peleryny w kolorze jasno czerwonym. Gdzie jeszcze widzimy słynne postacie ubrane w czerwień? Santa! Anagram tego słowa to Satan. To nie przypadek. Boże Narodzenie to nic innego jak rzymskie święto, uczta zwana Saturnalia, które jest niczym innym jak demonicznym świętem”.
    http://porozmawiajmy.tv/czym-jest-przestrzen-astralna-czesc-1-barbara-grzabkowiak-wolski/
    Myślę że to co odkrył Monroe w swoich podróżach poza ciałem to naprawdę coś wielkiego.
    Warstwa astralna nic nie wyjaśnia- pewnie że jest to zagrożenie i o tym też pisze Monroe.Z prostego fizycznego punktu należy zadać podstawowe pytanie: jak gruba jest warstwa astralna wokół Ziemi czy tylko do Księżyca czy jest jeszcze grubsza.A jeśli tak to jakie energie duchowe istnieją poza warstwą astralna Ziemi.Nie słyszałem, aby Swierdłow wypowiadał się na ten temat.

    Polubienie

  13. Powiedziałbym tak Livio. Zamieszczenie tego komentu nie zawiera żadnej aluzji z mojej strony,nawet tej niezamierzonej, chociaż powiem- osobiście nie wiem dlaczego, ale nie lubię czerwonego ani różowego koloru- może być bordo albo fioletowy lub pomarańczowy. Z drugiej strony czerwony to symbol ognia, a zielono-szmaragdowy wody. Ty jesteś spod fazy Barana (czyli ogień), ja Raka (czyli woda) – stąd prawdopodobnie te upodobania.

    Polubienie

    1. A ja widze ciag dalszy dziwnych insynuacji 🙂 no bo niby jakie upodobania? to ze ot tak przypadkiem zaplatalam sie w czerwona woalke wiszaca w przejsciu? nigdy nie pisalaom ze czerwien to moj ulubiony kolor, co nie znaczy, ze w ogole go nie lubie.. plynie we mnie wlasnie czerwona krew, a w czasie menstruacji niejeden raz mam naturalna czerwona woalke z bialego przescieradla.. mo i jeszcze niedawno przypominalam, ze moim ulubionym zywiolem jest woda.. o ulubionych kolorach pisalam wiele razy.. miedzy innymi wlasnie o szmaragdzie i turkusie.. no i jakos nie identyfikuje sie z tym baranem i kalendarzem gregorianskim.. w kalendarzu julianskim kwiecien byl miesiacem poswieconym bogini Wenus.. ale najbardziej rezonuje ze mna ten kalendarz Lisy Renee, o ktorym jalis czas temu pisalam.. zgodnie z ktorym jestem 13 znakiem zwiazanym, zwiazanym zarowno z woda jak i ETHEREM
      choc sa nim tutaj RYBY.. ale czulam z nimi zawsze duzy zwiazek.. chociaz ogien tez we mnie jest.. i fakt, ze potrafie byc bardzo ognista kobieta… ale prosze nie mow za mnie jakie sa moje prawdziwe upodobania… Wiem, ze czujesz sie Szmaragdowym Straznikiem… dlatego podkreslasz te faze Raka.. jest cala grupa Szmaragdowych Straznikow ale moje serce tak naprawde nalezy tylko do jednego z nich..

      Polubienie

  14. Przepraszam, że Ciebie uraziłem. Absolutnie nie było to moim zamiarem!!!. Nie czuję się Szmaragdowym Strażnikiem, może chciałbym nim być ale bycie Szmaragdowym Strażnikiem to bardzo Wielka Odpowiedzialność.Szmaragdowym Strażnikiem trzeba zostać, a nie wystarczy wydawanie się że się nim jest – to po prostu pewien rodzaj wtajemniczenia 🙂
    A tak szczerze, to zdecydowanie czuje się właśnie związany bardziej z fazą Ryb niż Raka( Słonce w dekanacie i dwadzie Ryb, w 12 sektorze, w 12 sektorze mam też Neptuna, który jest władcą Ryb, razem z Księżycem 🙂 władcą fazy Raka.

    Polubienie

    1. dodam tylko, ze wiem kogo masz na mysli.. ale ja wiem, ze jemu sie wcale nie wydaje.. ze ON naprawde JEST.. segur.. choc ktos zyczliwy napisal mi ostatnio, ze to zadna szmaragdowa milosc, a najwyrazniej Milab.. haha.. no coz.. nawet gdyby tak bylo to.. moze przynajmniej dzieki mnie ten lobuz przestanie wreszcie szkodzic 😉 ah, jakos to przeoczylam, to ze wlasnie w tej notce pisalam o czerwieni.. czerwona sukienka i… i widze, ze ten czerwony watel zaczyna sie coraz bardziej rozkrecac i nabierac coraz mocniejszych rumiencow… 😉

      Polubienie

  15. Livio nie identyfikujesz się może z fazą Barana , bo masz Słońce w dekanacie królewskiego znaku Lwa i prawdopodobnie w dwadzie Panny..A tak na marginesie Zodiak tropikalny nie ma nic wspólnego z kalendarzem juliańskim czy gregoriańskim czy jakimkolwiek !.Punkt zero Barana powstaje w wyniku przecięcia się Ekliptyki z Równikiem Niebieskim. Jest punkt odniesienia który wg kalendarza gregoriańskiego w tym roku wypadł 20 marca wg juliańskiego 7 marca wg żydowskiego 18 adar II 5774

    Polubienie

  16. ooo, widzę Dawid, że też się zajmujesz astrologią 🙂 mnie się właśnie zbliża tranzyt (koniunkcja) Plutona na ASC, przy ASC w bliskiej koniunkcji mam Merkurego i w ścisłym półsekstylu do ASC Słońce…może być ciekawie…

    ps. to teraz wszystko jasne 🙂 ja Livię odbieram bardziej jako zodiakalnego Lwa niż Barana

    Polubienie

    1. na zadnego z Was sie nie gniewam… ale chyba pozostane juz przy tym baranie, a wlasciwie owcy… bo gdziez mi tam do lwicy.. jestem owca.. i to wyjatkowa glupia.. dlatego moze najwyzsza pora zamilknac.. wstrzymac oddech.. niechaj sie leje krew.. do ostatniej kropli krwi.. smierc.. naturalna.. jak uboj rytualny…..

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s