Spotkanie na Ślęży 10/11 listopada 2012

***

dziękuję JESTEM, właśnie jestem w Sobótce, tym razem tutaj się zatrzymaliśmy, bo Mieszko i Jagienka zajęty i wiele innych miejsc też…. zjechało się tu sporo osób w związku z tym wydarzeniem o którym Ci wspominałam, choć jeszcze nie wiem o co dokładnie chodzi ale czuję, że jestem tu nieprzypadkowo właśnie w tym czasie…. dowiedziałam się też wczoraj, że impreza na Ślęży połączona jest z wydarzeniami w innych miejscach Polski…. tu pod Ślężą ma mieć miejsce jakaś konferencja, związana z Kraskowem o ile dobrze zrozumiałam…. no ale to wszystko jest niby tajne do ostatniej chwili….. moim zdaniem ma to związek z datą 11 listopada, którą Majowie wymieniali jaką jedną z trzech najistotniejszych dat w roku 2012…. ok, to tyle…. szykuję się na spotkanie z Anilalah, bo to z jej powodu w sumie jestem tu teraz….

z Serca do Serca przesyłam moc najpiękniejszych pozdrowień


RELACJA Z POBYTU NA ŚLĘŻY

dodane 16 listopada 2012

W trakcie tej podróży na Ślężę poczułam iż podróż ta w jakiś tajemniczy sposób rozpoczyna naszą dalszą podróż.. do Ameryki Południowej. Powiedziałam o tym nawet Jarkowi na głos… To było ciekawe uczucie, bo im bardziej zbliżałam się do Ślęży tym mocniej czułam, że Ameryka Południowa zbliża się do mnie… towarzyszył temu pewien znajomy, choć trudny do sprecyzowania dźwięk… niczym czarodziejski flet.. Czy fizycznie rzeczywiście tam dotrę, hmm, nie jestem pewna.. Chciałabym ale nie za wszelką cenę. Wspominałam o tym Nnce w odpowiedzi na jej komentarz o otwieraniu Bramy w Peru w dniu 22 listopada 2012:

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/#comment-480

Pierwszą noc, tę przed wejściem na Ślężę (z 10/11 listopada), spędziliśmy w Sobótce, w hotelu znajdującym się na sobótczańskim rynku.. Dlaczego zatrzymaliśmy się w tym, a nie innym miejscu pisałam już wcześniej:

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/

Przyznam, że do nie do końca pasował mi ten hotel, aczkolwiek coś mi mówiło, że miejsce to jest nieprzypadkowe i że mam tutaj coś do zrobienia… Już sama nazwa hotelu – Pod Jeleniem – coś mi mówiła, o czymś przypominała, ale świadomie nie mogłam zaskoczyć w czym rzecz… W trakcie poprzedniego pobytu w Sobótce miałam wrażenie, że  już skądś znam to miejsce… Pojawiło się też skojarzenie z Białowieżą, choć do teraz nie potrafię sobie uświadomić dlaczego właśnie z nią.. Tamtego dnia w Sobótce padał deszcz, miasteczko spowijała senna atmosfera i wszystko zdawało się pogrążać w coraz głębszym snie.. hmm.. pod tą wierzchnią warstwą rzeczywistości było jednak coś jeszcze….

coś bardzo żywego, pulsującego…

Odjeżdżałam wtedy z Sobótki z poczuciem, że mój powrót tutaj będzie bardzo szybki i faktycznie… niesamowite jak się to potoczyło…. bardzo chciałyśmy się spotkać z Anilalah na Ślęży, ale z jej strony wydawało się to mało realne, a potem nagle, w cudowny sposób, wszystko zaczęło się układać w taki ciąg zdarzeń jakby nasze spotkanie było z góry przesądzone… co ciekawe zbiegło się ono w czasie z innym wydarzeniem na Ślęży, oraz z datą 11 11 2012, o której z tego co pamiętam Majowie mówili jako o jednej z najważniejszych dat w tym roku, w każdym bądź razie była o tym mowa na blogu Nnki)…

W nocy, niby w czasie snu, znajdowałam się również w Sobótce, ale tak jakby w zupełnie innych czasach, albo innej, równoległej rzeczywistości.. już po obudzeniu się opowiedziałam o tym Jarkowi.. a potem przypomniało mi się to doświadczenie kiedy stałyśmy z Anilalah na Ślęży, a nad nami rozpościerało się niezwykłe niebo, ale o tym później, teraz chciałabym się skupić na tym co było wcześniej, a więc… zanim opuściliśmy hotel i udaliśmy się na spotkanie z Anilalah Jarek musiał pozałatwiać kilka spraw na mieście, a ja znalazłam chwilkę na Internet i zajrzałam na bloga na którym zauważyłam komentarz Rafaela, który mocno mnie poruszył.. Rafael pisał:

„Koliberki to moje ulubione ptaszki….”

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/01/manuskrypt-marii-magdaleny/#comment-454

odpisałam mu:

i moje Rafaelu, pisałam gdzieś o tym…. przypominają mi MOTYLE 🙂

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/01/manuskrypt-marii-magdaleny/#comment-456

wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za kilka godzin wydarzy się coś co wprawi mnie dosłownie w osłupienie… obraz z kolibrem na ścianie pokoju, w którym postanowiłam się zatrzymać na kolejny nocleg…. i do tego z motylami! pisałam o tym w poniższym komentarzu:

w trakcie tej podróży wydarzyło się coś naprawdę niesamowitego…. Jarek znalazł dla nas fajną kwaterę w Tąpadłach, przyjechałam tam i zaczęłam oglądać pokoje, bo było kilka wolnych do wyboru, z tym że jednego właścicielka nie polecała ponieważ nie działało w nim ogrzewanie…. mimo to postanowiłam do niego zajrzeć…. towarzyszyła mi akurat Anilalah… weszłam do środka i zauważyłam na ścianie obraz z zielonym ptakiem i dwoma motylami! i momentalnie przypomniałam sobie o naszych komentarzach i zaczęłam o tym nawet opowiadać Ani…. o komentarzu JESTEM, Rafaela i o tym co mu odpisałam… byłam tym bardzo poruszona…. ale okazało się, że to był tylko wstęp, a mianowicie… w chwili kiedy już miałam opuścić ten pokój na ścianie obok zauważyłam inny obraz, bardzo podobny, też z zielonym ptakiem i motylami…. ptakiem na tym obrazie był jednak KOLIBER!!! Ojejku, co ja w tym momencie poczułam…. Anilalah widziała zresztą co się ze mną wtedy działo i Jarek też, bo stał obok, za drzwiami.. No i tak spędziłam noc w tym pokoju, i było mi wyjątkowo ciepło….

http://liviaspacedotcom.wordpress,com/2012/11/01/manuskrypt-marii-magdaleny/#comment-466

i przypomnę, że temat Kolibra poruszyła wcześniej JESTEM, rozmawiałyśmy na ten temat także w trakcie naszego spotkania w Jabłonce, na kilka dni przed moja podróżą na Ślężę..

a to ten ptaszek, którego zauważyłam jako pierwszego:

Blue Jay

tutaj napisałam nieco na jego temat:

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/10/31/zacmienia-slonca-2012-i-odcmienia-swiadomosci/#comment-498

Wracając jednak do Sobótki..

Hotel opuściliśmy około południa, na zewnątrz hulal silny i jak go określił Jarek – dziwny wiatr… gdy wsiadałam do Chrisa (nasze auto) usłyszałam jak jeden z przechodniów także mówi coś o tym wietrze, że jest dziwny właśnie… pomyślałam sobie, że to ciekawe i nawet korciło mnie aby pobiec za tym mężczyzną i zapytać go o to dlaczego uważa ten wiatr za dziwny.. uznałam jednak, że nie mam na to czasu w tym momencie, bo pod Ślężą czeka już na mnie Anilalah z rodziną, a więc ruszyliśmy.. a w czasie tej krótkiej drogi z Sobótki na Przełęcz Tąpadła robiło się coraz słoneczniej, co odebrałam jako dobry znak.. Parking na Przełęczy okazał się kompletnie zapchany, a więc trzeba było poszukać jakiegoś miejsca na uboczu, choć i tutaj ciężko było znaleźć wolne miejsce.. w końcu wjechaliśmy w jakąś boczną ścieżkę, na której końcu zdawało się być coś wolnego i tak dojechaliśmy dosłownie do miejsca, w którym czekała na nas Anilalah z mężem i synkiem… Po przywitaniu się i chwilce rozmowy postanowiliśmy się troszkę przejść, chociaż nie na Ślężę, bo Ani stwierdziła, że w trakcie czekania na nas chcieli wejść na górę, ale Natuś – ich trzyletni synek – sygnalizowal, że nie ma na to ochoty, a więc zadowolili się przechadzką pod Ślężą…. Ja tez nie czulam potrzeby wchodzenia na gore w tym momencie, o ile w ogole tego dnia… wiedzialam, ze poczuję to w odpowiedniej chwili i tak się faktycznie stało (kilka godzin pozniej, juz po spotkaniu z Kolibrem), ale o tym w dalszym ciągu… Zostalam z Ani i jej chlopakami pod Sleza, a Jarek z naszymi dzieciakami – Jenny, Olivierkiem i Nadjankiem – postanowil udac sie na poszukiwanie jakiejs fajnej kwatery….. po jakims czasie zadzwonil podekscytowany, ze znalazl cos naprawde fajnego i ze zaraz po nas podjedzie… znajdowalismy sie akurat w Mieszku i Jagience… Tomek zaproponowal, abysmy tu zajrzeli, aby sie troszke ogrzac.. i dzieki temu wydarzylo sie cos niesamowitego…. przypomne moze to co pisalam w komentarzu:

jeszcze wcześniej, przed zdarzeniem z Kolibrem i wieczornym wejściem na Ślężę, spotkałam pana Czesława Białczyńskiego.. Tomek, mąż Anilalah zaproponował abyśmy wstąpili do Mieszka i Jagienki ogrzać się na chwilkę i napić czegoś ciepłego… a tam, otwieram drzwi i widzę znajomą twarz.. i znów to uczucie deja vu…. dosłownie jakbym już tą scenę kiedyś widziała, przeżyła…. to spotkanie w drzwiach…. Deja vu związane z tym miejscem miałam już w trakcie wczesniejszej wizyty….. teraz w dodatku gdy patrzyłam panu Czesławowi w oczy przypomniał mi się sen mojej znajomej, w której widziała mnie całą w bieli i z oczami przypominającymi diamenty…. skojarzyłam jej się z jakimś starym pogańskim bóstwem… hmm……… w każdym bądź razie spojrzenie pana Czesława wyzwoliło we mnie to właśnie wspomnienie…. nigdy wcześniej nie spotkałam go w realu, choć bardzo chciałam i stało się… dziękuję Tomku

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/#comment-479

dodam, że mówiłam panu Bialczynskiemu na pozegnanie, gdy pytal sie gdzie teraz bede i gdzie byc moze moglibysmy sie spotkac – ze spotkamy sie w podobny sposob jak teraz… jesli tylko mamy sie jeszcze spotkac.. wciaz mialam wrazenie, ze to spotkanie w drzwiach jest jak odtwarzajaca sie scena filmowa… pana Czesława widziałam wczesniej tylko na zdjęciu w Internecie, ale rozpoznalam go bez problemu…  wczesniej czulam cos podobnego gdy przejezdzalismy po raz pierwszy przez brame Mieszka i Jagienki… przypomnialo mi sie tez to co mi opowiadala o swoich doswiadczeniach w tym pensjonacie JESTEM (opisala je pozniej na blogu)… Anilalah tez już tu wczesniej była, na spotkaniu z Susie Ankharą, która dostała wezwanie od Raduni… Na kwaterze w Tapadłach, w pokoju z Kolibrem odbyłyśmy z Anilalah bardzo ciekawą rozmowę.. Jarek z Tomkiem i dzieciakami dobrze sie bawili w jadalni na dole, takze wtedy gdy my wyruszylysmy na nocna wyprawę na Ślężę… Wspaniali z nich partnerzy i tatusiowie….

 tuż przed wyprawą na ‚Świętą Górę’ Anilalah wręczyła mi piękne kryształowe serce, które zabrałam ze sobą…

foto Anilalah

dziękuję kochana….

wchodziłyśmy na górę w momencie kiedy wszyscy inni schodzili na dół, niektórzy z pochodniami…. niesamowicie to wyglądało, a w chwili gdy piszę te słowa przypomniał mi się pewien sen…. ‚pod osłoną nocy’… jasne, gdybyśmy wchodziły na Ślężę w dzień nie widziałybyśmy Gwiazd!….

***

Już po powrocie do Jabłonki zastałam na blogu między innymi taki komentarz napisany przez JESTEM, w którym opisała swój sen  z 11 listopada 2012  w niesamowity wręcz sposób łączący się z moimi doświadczeniami na Ślęży, oto on:

Otwieranie zamka furtki kluczem, ale w nietypowy raczej sposób czyli przez podważenie zapadki. Potem odkręcanie zaworu w kaloryferach w celu udrożnienia przepływu ciepłej wody. To sny symboliczne, wiem. Bo przeniosły mnie póżniej w inne przestrzenie:) Po przebudzeniu skojarzenie z tym, co mówiła Jeny o Ślęży, o zamku, który tam istniał.

Ten zamek został otwarty. A niedźwiedzica tam stojąca, to tak, jak Jeny mówiła – nie jest niedzwiedzicą, ale NIEDZWIEDZICĄ z gwiazd – gwiazdozbiór. Tu skojarzenie z moją wizją, którą miałam pod Ślężą. Zobaczyłam wtedy Czerwoną, kosmiczną Niedźwiedzicę, która miała mnie uczyć uzdrawiania. Nie wiem, gdzie jest ten wpis, ale jest gdzieś tu, u Ciebie na blogu. Serdeczności przesyłam

https://liviaspacedotcom.wordpress.com/2012/11/10/spotkanie-na-slezy-1011-listopada-2012/#comment-460

odpisałam JESTEM:

Hej kochana, niesamowite! i to otwieranie zamka, i ta zapadka….. pojawił mi się taki obraz gdy stałam nocą na Ślęży… 15 listopada dodałam – naprawdę widziałam coś co można do niej przyrównać… widziałam jak się otwiera… wcześniej powiedziałam Anilalah o czopie… kościół/zamek zdawał się być teraz idealnie czarny….. nie zachęcał do zbliżenia, ale poczułam, aby do niego podejść.. stanęłam pod schodami i wtedy coś ze mnie wypłynęło, pewne wspomnienie, a wraz z nim potrzeba, aby coś zrobić i wtedy ujrzałam tę scenę… jak w środku otwiera się coś w rodzaju ciemnej zapadki i pojawia się światło….. to wszystko działo się bardzo szybko……. Miałam wtedy przy sobie Kryształowe Serce od Anilalah… a to odkręcanie zaworu w kaloryferach skojarzyło mi się z tym pokojem, w którym nie działało ogrzewanie, ale mimo to się w nim zatrzymałam, przez wzgląd na obraz z Kolibrem i Motylami (dziekuję Jarku za znalezienie tego miejsca, dla mnie to normalnie CUD!)….. I żebyś widziała to niebo, które miałyśmy wtedy z Anilalah nad sobą…. dosłownie jakby parasolkę w jasno ciemne paski…… nie mam zdjęć, ale poniższy obrazek nieco to oddaje:

czegoś takiego nie widziałam nigdy wcześniej… to było trochę jak hologram…. choć grafika dodana przez Ciebie jeszcze lepiej oddaje to co widziałam, widziałyśmy z Anilalah.. tyle, że była noc, kilka godzin po zachodzie Słońca….

Ani zamieściła na swoim blogu relacje:

http://anilalah.wordpress.com/2012/11/12/sleza-w-oku-obiektywu-w-dniu-10-11-2012/

http://anilalah.wordpress.com/2012/11/13/magiczna-podroz-na-sleze-3/

to cytat z jej bloga:

Kiedy stanęłam na szczycie zobaczyłam niebo. Od razu przypomniało mi się, że coś podobnego widziałam już. Z nad rozświetlonej sobótki rozchodziły się w wachlarz pasma chmur i nieba. Naliczyłam pięć gwieździstych pasm i drugie 5 chmurkowych. Livia poprosiła żebym to namalowała ale czasu brak. Ale dziś spostrzegłam podobieństwo z moim obrazem. Powiedzmy że biały kolor to chmury a niebieski niebo. Ale to wyglądało tak jak hologram, baldachim rozpięty nad Ślężą:

‚Szmaragdowy Strażnik’ – obraz i zdjęcia autorstwa Anilalah

Podobieństwo jest rzeczywiście wręcz niesamowite!! Szmaragdowy Strażnik, a za nim jakby niebo w paski.. niesamowite… jak połączyły się nasze ścieżki… Szmaragdowego Strażnika spotkałam w trakcie niefizycznych podróży na początku 2009 roku, tuż przed fizyczną podróżą do Egiptu… Spotkałam go jednak w miejscu, w którym przyszłam na świat, nad polskim morzem… Udało mi się do niego dotrzeć jednakże dopiero w momencie kiedy wyraziłam intencję, że chcę ujrzeć pierwotne przeznaczenie tego miejsca, bo wcześniej ujrzałam je jako bazę pod dnem zatoki puckiej, właściwie dwie bazy, które się na siebie nakładały, bazę wojskową i bazę ‚obcych’, a ponadto w tym miejscu widziałam coś na kształt piramidy/świątyni… Co ciekawe obraz Anilalah łączy w sobie zarówno moje doświadczenie z Szmaragdowym Strażnikiem jak i Aktywacją BIAŁEGO WIRU (z początku grudnia 2011 w Pomiędzy Dwoma Dzbanami 52)…..

Ponadto mnie też zadziwił ten mocny, ale jednocześnie delikatny rozbłysk nad Ślężą, o którym wspomina w swojej relacji Anilalah, choć jeszcze wcześniej mocno mnie poruszyła spadająca gwiazda, ale jakoś tak niesamowicie, w dodatku tak jakby wypadła z samego centrum Plejad….

a już po powrocie ze Ślęży rozmawiałyśmy sobie z Anilalah w pokoju z Koliberkiem i na moment dołączyła do nas Jenny… coś mnie naszło, aby zadać jej kilka pytań, między innymi z jakim kolorem kojarzy jej się Ślęża, a ona na to, że z zielonym… przyznam, że byłam troszkę zaskoczona, ale wczoraj trafiłam na coś ciekawego w związku z tym:

Tajemnice Śląskiego Olimpu.

 janusz » 21 sty 2011, o 22:39
Według niektórych badaczy układ szybów w Wielkiej Piramidzie ukazuje na niebie,moment jej powstania tzn. 2450 p.n.e. Wówczas gwiazdą biegunową była Alfa Draconis. Teraz jest nią ostatnia gwiazda z dyszla Małego Wozu. Około 12000 roku p.n.e. była nią Wega. Egipcjanie chcieli zwrócić naszą uwagę na zachowanie się gwiazdozbiorów rejonu okołobiegunowego, nazywanych przez nich ”nieśmiertelnymi”. Poprzez obserwację nieba w rejonie bieguna możemy rozpoznać zmiany obrotu osi naszej planety. Podobno kiedy na niebie góruje Orion nad Smokiem, wówczas zbliża się czas ”przemiany”. We wszystkich mitologiach istnieje motyw ”świętej góry”, która znajduje się w środku świata. Powstała Ona na skrzyżowaniu czterech wiatrów, jest punktem przejścia do rajskiej szczęśliwości, pragnieniem do powrotu praczasów. Tutaj leży ukryty święty kamień. Arabski historyk z IX wieku At-Tabari przekazał interesującą wiadomość o tajemnicach ”szmaragdowej ziemi”, która rozciąga się za ”szmaragdową górą”. Jest to arabska wersja irańskiej opowieści o północnej krainie z kosmicznym centrum,wyniosłym szczytem sięgającym gwiazd. Wyznaczał on granicę między dwoma światami: widzialnym i niewidzialnym. Zielonkawa poświata owej góry skrywała wejście do miasta ”wiecznej szczęśliwości”. Pielgrzym aby do niego wejść musiał przekroczyć granicę tego co było mu znane i widzialne. Pokonać demony własnego wnętrza i swojej własnej wyobraźni. Ta północna kraina z tajemniczym szczytem, budziła zatem respekt i strach. Wyprawy do niej wymagały od śmiałków wielkiej odwagi. Mimo to kusiła ona swym pięknem i skarbami ponoć tutaj ukrytymi. Na oświetlonej zielonkawą poświatą ”szmaragdowej górze” rosło ”Drzewo Nieśmiertelności”, zasilane wodą z gwiazdy Wenus. Tutaj toczyła się również walka Słońca letniego z zimowym oraz śmierci z odrodzeniem. Życie bowiem jest konsekwencją istnienia dwoistości, walki dwóch sił opozycyjnych. Wokół tego miejsca krążyły kozłouche diabły, pragnąc przedostać się do centrum największej mocy a zarazem źródła życia czyli biegunowej gwiazdy polarnej. Wejscia do tego wymiaru wyższej rzeczywistości pilnował na niebie gwiazdozbiór ”Wielkiej Niedźwiedzicy”- konstelacja uważana za znak pomyślności, działający dobroczynnie. Może tym mistycznym biegunem gdzie spotyka się niebo i ziemia, który jest łącznikiem ze światem bogów jest nasza ”Święta Góra”.

http://forum.przyszloscwprzeszlosci.pl/sleza/tajemnice-slaskiego-olimpu-t26-10.html#p198

w podróż tę zabrałam ze sobą książkę o Kryształowych Czaszkach, poczułam po prostu, że mi się do czegoś przyda, choć nie bardzo wiedziałam dlaczego… spakowałam ją więc… i otworzyłam właściwie już pod sam koniec naszego spotkania z Anilalah… otworzyłam na chybił trafił i zaczęłam czytać:

„Potopy będą się przelewać przez Żółwią Wyspę za każdym razem, gdy święte więzy życia i równości zostaną przez Dwunożnych zerwane. Nadszedł czas, aby zwołać wszystkie Lecznicze Kamienie, ponieważ są one Kronikarzami prawdziwej historii naszych wspólnych podróży. Tu, na szczycie Świetej Góry, Wiernym objawiona będzie prawda o nadchodzących światach za pośrednictwem Kamiennych Ludzi.

fragment legendy pelmienia Seneca, z książki Tajemnica Kryształowych Czaszek, Chris Morton, Ceri Louis Thomas, wyd. Amber

cdn…