zgubiony dzien..

gdzies mi sie zgubil jeden dzien.. naprawde… wczesniej mialam wiele roznych dziwnych doswiadczen z czasem, ale jeszcze nigdy nie odczulam az tak fizycznie braku jednego dnia.. byla sroda.. powinien byc czwartek a przychodzi senior a i uswiadamia mi, ze juz jest piatek.. w pueblo zaczyna sie slub dwojki starszych anglikow i to zaraz pod jego casa.. w zwiazku z czym szuka spokojniejszego noclegu na te noc.. moze u mnie.. w tej dolnej sypialni?? wprost niesamowite bo doslownie chwilke wczesniej pisalam na blogu wlasnie o tej sypialni, ze… jesli ktos sie wybiera w te strone to melchizedekowa sypialnia jest wolna.. senior a ne czytuje jednak mojego bloga a ponadto nie wydaje sie, aby mial z tym wszystkim jakikolwiek zwiazek.. hmm.. wracajac jednak do zagubionego dnia to zanim sobie to jeszcze uswiadomilam jenny zadala mi dziwne pytanie.. o to co sie stalo z dniami w tym tygodniu.. dlaczego tak szybko minely.. ze to dziwne.. mysle wiec ze i ona cos wylapala… i ze ma to zwiazek z tym czego wczoraj doswiadczalam… takich naglych ale bardzo realnych przeskokow.. tak jakby do new meksykanskiego snu.. piekny sportowy samochod w kolorze krwi.. i ja tez… cala odziana w krwista czerwien.. na glowie chustka.. jade szybko przed siebie.. tylko dlaczego ten kierunek.. bo jakbym pedzila pod wiatr.. pod prad.. nowy meksyk i hiszpania zlewaja sie w jedno… chcialabym znow.. w nocy przeskok z costa del sol na bursztynowe wybrzeze.. pol… musze sir spieszyc.. on musi sie spieszyc.. speed… clic.. clic… sama nie powstrzymam tej tykajacej bomby zegarowej.. tak, to jest jak film… cd.. tej nocy wlasnie na polskim wybrzezu baltyku spotkalam m.p ktory dawno mi sie juz nie snil oraz jego partnerka a.. spotkalam ich w poblizu ‚bazy’szmaragdowego straznika.. blizej jednak tego drugiego miejsca, naprzeciwko, w ktorym we snie ujrzalam wode bez dna i wynurzajacego sie na powierzchnie wielblada.. tam tez widywalam w snach d.melchizedeka… nie pamietam juz dlaczego sie spotkalismy, ale mam wrazenie, ze ma to jakis zwiazek z tym co napisalam wczoraj o ankana te i m. elrahimem… pamietam jakas dziwna ukryta postac.. jak gromowladny.. jehowa.. i dziwny labirynt utworzony z bialych drzwi, w ktory wciagnela mnie ania p… po prostu twierdzila ze w ten sposob przedostaniemy sie na skroty ode mnie do nich….. potem moj powrot… znow jestem na plazy… ale mam w rece jakis dziwny zloty przedmiot… jakby jedna czesc zlotej wadzry.. nie wiem tylko dlaczego ukrylam go w takim dziwnym miejscu.. tak jakbym nie mogla z nim dalej przejsc.. pamietam tylko ze zanurzylam sie po pas w wodzie.. a jej zimno porazilo mnie na moment jak zimny prad… zignorowalam jednak bol.. podeszlam do starej kotwicy i tam zanurzylam ten przedmiot… nie wiem dlaczego tak…