(*)

or rainbow connected in heart

Mam wrazenie, ze samolot z Toba na pokladzie przelecial wlasnie nad moja glowa… Przez moment poczulam sie doslownie tak jakbym bardzo szybko sie unosila do gory.. Tak wiec fizycznie oddalasz sie coraz bardziej ode mnie, choc niefizycznie wciaz jestesmy blisko i wciaz ze soba mocno polaczeni.. i wiem, ze nawet najwieksza odleglosc nie moze tego zmienic… Choc swiadomosc iz byc moze ujrzymy sie ponownie dopiero za kilka miesiecy powoduje gleboki smutek.. Jednak to wlasnie dzieki temu rozstaniu oboje zrozumielismy jak  wiele tak naprawde wciaz dla siebie znaczymy.. i to wlasnie w tym momencie.. naszego rozstania..  na powierzchnie wyplynelo to co w naszym zwiazku najwazniejsze… najcenniejsze…. doslownie… nasza perelka… I nawet jesli jest to tylko gra w grze.. sen w snie… Kiedy przyszles sie ze mna pozegnac nad samym ranem… a ja pocalowalam Cie w czolo… ujrzalam cos naprawde niesamowitego, choc nie zdazylam Ci juz o tym powiedziec… miales tylko tyle czasu aby wyjsc…. i zamknac za soba drzwi… wszystko w ogole dzialo sie tak szybko..  jednak to wlasnie w tym momencie kiedy Cie pocalowalam ujrzalam wyraznie pewien obraz… tak jakby ukryty w Tobie…. doslownie jakby w Tobie znajdowala sie ta Pieczec Melchizedeka…. bardzo podobna do arkturianskiego klucza (Pieczęć Melchizedeka – MANIFESTACJA)…  i jak czuje… do Twojej Szmaragdowej Kwadratosphery, bo ten KLUCZ wydal Ci sie przeciez do niej calkiem podobny… Widzialam jednak te Pieczec unoszaca sie teraz tak jakby na powierzchni, albo wewnatrz przeogromnej STUDNI (?)…. choc widzialam nie tyle wode ja wypelniajaca ile raczej Swiatlo… doslownie jakby plynne swiatlo… mieniace sie tak cudownie… jasno szmaragdowo ametystowymi odcieniami… choc poprzetykanego zlocistymi slonecznymi niteczkami… paseczki takie jakie czesto widuje, ale teraz tak pieknie kolorowe… wszystko przy tym tak cudownie falowalo, a ja poprzez to wszystko widzialam Ciebie… wlasnie sie oddalajacego… Pomyslalam sobie tylko… co to znaczy… dlaczego wlasnie w tym momencie…. Czuje jednak, ze jest w tym jakis glebszy sens,  w tym, ze Ty bedziesz teraz tam w Walii, a ja pozostaje tu w Hiszpanii… i mysle, ze juz wkrótce sens tego planu zacznie sie przed nami craz bardziej odkrywac… Tak wiec zycze Ci wspanialej podrózy mój kochany Teczowy Podrózniku, choc wiem, ze w pewnym sensie bedzie to wciaz nasza wspólna podróz… moze nawet glebsza niz do tej pory…

166089_10153373253425227_815035826_n

ps. ahh zapomnialabym, kiedy sie ponownie obudzilam mialam wrazenie, ze przespalam wiele godzin (i zaspalam!).. okazalo sie jednak, ze jest dopiero 08:08…. dokladnie …  wrazenie niezwykle zwolnionego tempa utrzymuje sie jednak nadal… mimo iz wlasnie wstal Nadus, a wiec musze troszke przyspieszyc…

11:13

..