Słowacja.. z Tatr do Bratysławy.. (10 luty 2013)

wczoraj po 22 przekroczyliśmy granicę polsko słowacką z przejściem na Łysej Polanie w Tatrach.. wiele razy wcześniej jechaliśmy tą drogą z Polski na Słowację i Słowacji do Polski, ale nigdy zimą…. krajobraz przepiękny, wręcz magiczny… ja głęboko poruszona…. wychodzę na chwilkę na zewnątrz i rozkoszuję się mroźnym, aczkolwiek wyjątkowo orzeźwiającym tatrzańskim powietrzem….. na noc zatrzymujemy się w Źdiarze, u matki Moniki, bo u niej wszystko pozajmowane…. pokoj wyglada tak jakby zatrzymal sie w tym miejscu czas…. lata siedemdziesiate, albo i wczesniejsze.. szescdziesiate….  nawet zapach jakby zatrzymany w miejscu… na szczęście za oknem Tatry Bielskie, choć co prawda nie widze ich teraz, ale wiem, ze tam sa… sypiacy snieg sprawia ze teraz zupelnie znikaja w bieli…  na mysl przychodzi mi Znikajacy Horyzont… choc nie do konca wiem czemu… przypomina mi sie tez nasza pierwsza wedrowka ku Skalnym Wrotom i sen o przejsciu przez nie na druga strone do pewnej niezwyklej krainy.. siedem promieni, siedem zrodel…. Mama Moniki wyglada bardziej jak Romka niz Slowaczka, z jeszcze bardziej romska mentalnoscia… cos ostatnio chodza za nami Cyganie… moze to przez ta Hiszpanie? przed spaniem Nadus prowadzi ozywiona konwersacje z jakim niewidzialnym nocnym markiem zawieszonym gdzies pod sufitem… zartujemy, ze to pewnie duch dziadka, ktory kiedys spal w tym pokoju, a z rana okazuje sie, ze mama Moniki jest od dwudziestu lat wdowa….. na odjezdne calkiem milo sie zegnamy i otrzymujemy maly pakuneczek z cieplymi buleczkami na slodko, specjalnie dla nas…. naprawde pyszne…… ok, musze w tej chwili konczyc… za chwilkę ruszamy dalej, mamy zamiar przejechać Słowację i do wieczora dotrzeć do Austrii, choc trudno przewidziec gdzie sie ostatecznie zatrzymamy…. tempo naszej podrozy wyznaczaja przede wszystkim dzieci.. do tego zimowe warunki na drodze…. no, ale w koncu nie mamy zamiaru sie spieszyc, a przede wszystkim cieszyc 🙂